Kozanów - wał z ludzi nie mógł wytrzymać naporu wody
23.05.2010
, aktualizacja: 24.05.2010 12:06
W sobotę - tak jak 13 lat temu - powódź zalała wrocławskie osiedle Kozanów. Dzień wcześniej prezydent miasta zapewniał mieszkańców, że to najmniej niebezpieczny rejon miasta. Najbardziej ucierpiały domy, które wybudowano na terenie zalewowym już po powodzi w 1997 roku
ZOBACZ TAKŻE
- Platforma Obywatelska podtapia prezydenta Dutkiewicza (02-06-10, 07:00)
- Fikcja wielkiej powodzi we Wrocławiu. Obalamy osiem mitów (26-05-10, 19:46)
- Pułkownik Jerzy Panas: Na Kozanowie był bałagan (24-05-10, 20:55)
- Dlaczego Kozanów nie jest chroniony przed powodzią (24-05-10, 21:00)
- Kozanów: projekt wałów jest gotowy, ale działkowcy... (23-05-10, 20:22)
- Powódź na Dolnym Śląsku - relacja z wydarzeń [WIDEO] (22-05-10, 14:58)
- Wszystko pod kontrolą? Władze oblały egzamin z powodzi (23-05-10, 21:00)
- Dutkiewicz o Kozanowie: - Nie było błędu w sztuce (23-05-10, 20:34)
GALERIA ZDJĘĆ
- Zacięta walka o osiedle Kozanów nie ustała po zmroku (23-05-10, 01:00)
- Osiedle Kozanów po raz drugi zalane przez Ślęzę (22-05-10, 19:30)
- Twierdza Kozanów - osiedle broni się przed zalaniem (22-05-10, 10:35)
Dwa dni przed nadejściem fali na nadodrzańskich wałach na wysokości Kozanowa rozpoczęto budowę zabezpieczeń. Wojsko ustawiło tam nowoczesną metalową zaporę, którą wzmocniono łańcuchami i folią. Prezydent Rafał Dutkiewicz był na Kozanowie w piątek. - Zapewniał, że te zabezpieczenia są tylko pro forma, bo osiedlu woda nie zagraża - mówi Zenon Armada, mieszkaniec najbardziej narażonej na zalanie ul. Ignuta.
Spontan zamiast planu
W najsłabszym miejscu zabezpieczenia zostały zbudowane wyłącznie z worków z piaskiem. Układali je mieszkańcy wspomagani przez kilkudziesięciu żołnierzy i strażaków. - Był jakiś koordynator, który miał niewielkie pojęcie o tym, jak się buduje wały. Budować zaporę na dwa worki to idiotyzm. Gdyby była szersza i troszkę wyższa, toby wytrzymała - mówi Armada.
W sobotę wszystko wyglądało jak 13 lat temu. Wody co prawda było mniej, ale scenariusz bardzo podobny. Najpierw wezbrała Ślęza - mały dopływ Odry, który łączy się z nią przy Kozanowie. Spiętrzony nurt Odry wlał się do Ślęzy i zmienił jej kierunek. Ślęza rozlała się na okoliczne ogródki działkowe i płynęła w kierunku osiedla przy Ignuta.
Zapora zaczęła przeciekać w sobotę około godz. 13. W miejsca, gdzie pojawiała się woda, ludzie pędzili z koszami z Biedronki wypełnionymi workami z piachem i próbowali umacniać wały. Działali spontanicznie, bo na miejscu nikt ich działań nie koordynował i nie dowodził akcją. Nie było też widać wojska, bo wcześniej, kiedy sytuacja wydawała się mniej groźna, żołnierzy przerzucono w inny rejon Wrocławia. Jednym ze spontanicznych przywódców akcji został mieszkający na Kozanowie były reprezentant Polski w boksie Maciej Zegan. Na pomoc mieszkańcom przybiegli też strażacy.
Spóźnione wojsko
Ale przecieków w barykadzie z worków było coraz więcej. Kiedy zaczęła się chwiać, mieszkańcy próbowali podtrzymać ją własnymi ciałami. Zaparli się o ziemię i próbowali zapobiec jej runięciu. Wał z żywych ludzi ugiął się jednak pod naporem wody. Kiedy było już wiadomo, że osiedla przy Ignuta nie da się uratować, ludzie rzucili się w kierunku sąsiedniej ul. Dokerskiej, by powstrzymać wodę płynącą w stronę starszych bloków osiedla.
Mieszkańcy usłyszeli przez megafony policyjnego radiowozu, że mają się ewakuować. Pół godziny później woda płynęła już wartkim strumieniem Dokerską. Zalała bloki przy niej i przy Kozanowskiej. Nie wszyscy zdążyli zabrać samochody z podziemnych parkingów.
Dopiero wtedy na miejsce przysłano duży oddział wojska. Ale wciąż nie było wiadomo, kto koordynuje akcję. Młodzi żołnierze mówili, że nie bardzo wiedzą, co robić. - Taka samowolka - tłumaczyli. W końcu dowodzenie przejął płk Jerzy Panas. Wodę udało się zatrzymać w kwadracie czterech ulic: Gwareckiej, Dokerskiej, Kozanowskiej i Ignuta.
- Do wojska i strażaków pretensji nie mamy. Walczyli dzielnie. Żołnierze spali na workach, myśmy nosili im kawę i jedzenie. Nikt o nich nie dbał - mówi Armada. - Nikt też nie koordynował naszych działań.
Bloki wybudowane w depresji
Na Kozanów przyjechał prezydent Dutkiewicz. Przyznał, że wały zbudowano źle, ale nie potrafił powiedzieć dlaczego. Wieczorem akcję doglądali jego zastępcy: Wojciech Adamski i Jarosław Obremski. - Trudno cokolwiek wyrokować, ale oceniamy, że czeka nas jeszcze ok. 40 godzin walki. Kozanów będzie mógł odetchnąć dopiero w poniedziałek. Mamy do czynienia z żywiołem, trudno więc było cokolwiek przewidzieć - mówił Obremski.
Na osiedlu najbardziej ucierpiały bloki przy ul. Ignuta. Wybudowano je po powodzi w 1997 roku w miejscu, gdzie teren jest obniżony nawet w stosunku do zalanych 13 lat temu części osiedla. Osiedlono w nich m.in. ludzi, którzy wtedy stracili mieszkania.
- Wiedzieliśmy, że w tym miejscu woda stała wtedy wysoko. Zapewniano nas jednak, że sytuacja z 1997 roku się nie powtórzy, bo zostanie zbudowany wał chroniący Kozanów. Przez 13 lat wał jednak nie powstał - mówi Mateusz Zagrobski.
- Decyzja o budowie tych domów zapadła, zanim zostałem prezydentem - mówi Dutkiewicz. - Koncepcja ich wybudowania powstała w roku 1996, decyzja o realizacji w 1997, pozwolenie na budowę wydano w 1999 roku, a zasiedlenia rozpoczęto w 2002 roku. Nie wiem, kto z ówczesnych członków zarządu miasta za to odpowiadał, ale wydając taką decyzję, musiał mieć ku temu jakieś podstawy. Zakładano pewnie, że wał na Kozanowie uda się wybudować. Można podejrzewać, iż sądzono, że taka powódź jak w 1997 roku zdarza się raz na 1000 lat. Tyle mogę powiedzieć. Przygotujemy oficjalne dossier na temat okoliczności powstania tych bloków i niewybudowania wału.
Powody tego, że nie powstały, są dwa: brak pieniędzy i wstrzymywanie budowy przez właściciela jednej z działek.
W niedzielę wieczorem na Kozanowie wciąż trwało wyczekiwanie, czy woda nie przerwie kolejnego wału przy ul. Celtyckiej, który przeciekał od sobotniego wieczora. Na razie się trzyma, choć cały czas jest zagrożony. Ratunkiem będzie obniżenie się stanu Odry, co następuje jednak bardzo powoli.
W zalanej części osiedla nie ma od soboty prądu. Woda będzie tam stała około tygodnia.
Spontan zamiast planu
W najsłabszym miejscu zabezpieczenia zostały zbudowane wyłącznie z worków z piaskiem. Układali je mieszkańcy wspomagani przez kilkudziesięciu żołnierzy i strażaków. - Był jakiś koordynator, który miał niewielkie pojęcie o tym, jak się buduje wały. Budować zaporę na dwa worki to idiotyzm. Gdyby była szersza i troszkę wyższa, toby wytrzymała - mówi Armada.
W sobotę wszystko wyglądało jak 13 lat temu. Wody co prawda było mniej, ale scenariusz bardzo podobny. Najpierw wezbrała Ślęza - mały dopływ Odry, który łączy się z nią przy Kozanowie. Spiętrzony nurt Odry wlał się do Ślęzy i zmienił jej kierunek. Ślęza rozlała się na okoliczne ogródki działkowe i płynęła w kierunku osiedla przy Ignuta.
Zapora zaczęła przeciekać w sobotę około godz. 13. W miejsca, gdzie pojawiała się woda, ludzie pędzili z koszami z Biedronki wypełnionymi workami z piachem i próbowali umacniać wały. Działali spontanicznie, bo na miejscu nikt ich działań nie koordynował i nie dowodził akcją. Nie było też widać wojska, bo wcześniej, kiedy sytuacja wydawała się mniej groźna, żołnierzy przerzucono w inny rejon Wrocławia. Jednym ze spontanicznych przywódców akcji został mieszkający na Kozanowie były reprezentant Polski w boksie Maciej Zegan. Na pomoc mieszkańcom przybiegli też strażacy.
Spóźnione wojsko
Ale przecieków w barykadzie z worków było coraz więcej. Kiedy zaczęła się chwiać, mieszkańcy próbowali podtrzymać ją własnymi ciałami. Zaparli się o ziemię i próbowali zapobiec jej runięciu. Wał z żywych ludzi ugiął się jednak pod naporem wody. Kiedy było już wiadomo, że osiedla przy Ignuta nie da się uratować, ludzie rzucili się w kierunku sąsiedniej ul. Dokerskiej, by powstrzymać wodę płynącą w stronę starszych bloków osiedla.
Mieszkańcy usłyszeli przez megafony policyjnego radiowozu, że mają się ewakuować. Pół godziny później woda płynęła już wartkim strumieniem Dokerską. Zalała bloki przy niej i przy Kozanowskiej. Nie wszyscy zdążyli zabrać samochody z podziemnych parkingów.
Dopiero wtedy na miejsce przysłano duży oddział wojska. Ale wciąż nie było wiadomo, kto koordynuje akcję. Młodzi żołnierze mówili, że nie bardzo wiedzą, co robić. - Taka samowolka - tłumaczyli. W końcu dowodzenie przejął płk Jerzy Panas. Wodę udało się zatrzymać w kwadracie czterech ulic: Gwareckiej, Dokerskiej, Kozanowskiej i Ignuta.
- Do wojska i strażaków pretensji nie mamy. Walczyli dzielnie. Żołnierze spali na workach, myśmy nosili im kawę i jedzenie. Nikt o nich nie dbał - mówi Armada. - Nikt też nie koordynował naszych działań.
Bloki wybudowane w depresji
Na Kozanów przyjechał prezydent Dutkiewicz. Przyznał, że wały zbudowano źle, ale nie potrafił powiedzieć dlaczego. Wieczorem akcję doglądali jego zastępcy: Wojciech Adamski i Jarosław Obremski. - Trudno cokolwiek wyrokować, ale oceniamy, że czeka nas jeszcze ok. 40 godzin walki. Kozanów będzie mógł odetchnąć dopiero w poniedziałek. Mamy do czynienia z żywiołem, trudno więc było cokolwiek przewidzieć - mówił Obremski.
Na osiedlu najbardziej ucierpiały bloki przy ul. Ignuta. Wybudowano je po powodzi w 1997 roku w miejscu, gdzie teren jest obniżony nawet w stosunku do zalanych 13 lat temu części osiedla. Osiedlono w nich m.in. ludzi, którzy wtedy stracili mieszkania.
- Wiedzieliśmy, że w tym miejscu woda stała wtedy wysoko. Zapewniano nas jednak, że sytuacja z 1997 roku się nie powtórzy, bo zostanie zbudowany wał chroniący Kozanów. Przez 13 lat wał jednak nie powstał - mówi Mateusz Zagrobski.
- Decyzja o budowie tych domów zapadła, zanim zostałem prezydentem - mówi Dutkiewicz. - Koncepcja ich wybudowania powstała w roku 1996, decyzja o realizacji w 1997, pozwolenie na budowę wydano w 1999 roku, a zasiedlenia rozpoczęto w 2002 roku. Nie wiem, kto z ówczesnych członków zarządu miasta za to odpowiadał, ale wydając taką decyzję, musiał mieć ku temu jakieś podstawy. Zakładano pewnie, że wał na Kozanowie uda się wybudować. Można podejrzewać, iż sądzono, że taka powódź jak w 1997 roku zdarza się raz na 1000 lat. Tyle mogę powiedzieć. Przygotujemy oficjalne dossier na temat okoliczności powstania tych bloków i niewybudowania wału.
Powody tego, że nie powstały, są dwa: brak pieniędzy i wstrzymywanie budowy przez właściciela jednej z działek.
W niedzielę wieczorem na Kozanowie wciąż trwało wyczekiwanie, czy woda nie przerwie kolejnego wału przy ul. Celtyckiej, który przeciekał od sobotniego wieczora. Na razie się trzyma, choć cały czas jest zagrożony. Ratunkiem będzie obniżenie się stanu Odry, co następuje jednak bardzo powoli.
W zalanej części osiedla nie ma od soboty prądu. Woda będzie tam stała około tygodnia.
Najnowsze wiadomości
-
Próby iluminacji wrocławskiego stadionu na Euro [FOTO]
-
Dobre Strony czytania najmłodszym poznacie na Solnym
-
Awangarda elektroniki na festiwalu Avant. Przyjadą gwiazdy
-
Piątek we Wrocławiu. Zobacz miasto na zdjęciach
-
Wypadek na Legnickiej: ciężarówka potrąciła kilkulatka
-
Iran, Tajlandia, Wenezuela w jeden wieczór? To możliwe
-
Pojawiła się szansa na rozejm we wrocławskim MPK
- 82 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
26 głosów
-
Kozanów - wał z ludzi nie mógł wytrzymać naporu...
magda126a
23.05.10, 23:26
Jak dla mnie to Pan Dutkiewicz w roli Prezydenta Wrocławia się nie sprawdza iczas już żeby swoją karierę zakończył. Sama go wybierałam i wierzcie mi, żeżałuję od lat. Przeżyłam powódź na »
-
Kozanów - wał z ludzi nie mógł wytrzymać naporu...
jagbia
24.05.10, 09:56
A co powiedzieć o tym "solidarnym" Polaku, którego działka blokuje budowę? Pewno zażyczył sobie asrtronomiczych pieniedzy.»
-
My mieszkańcy Kozanowa:
murakami2
24.05.10, 17:03
My, mieszkańcy Kozanowa:1. Nie chcemy już słuchać mądrali mówiących, że Kozanów o "polder", że nie trzeba było kupować tu mieszkań, że nie powinno się budować mieszkań. Bo biadolenie po »
Najczęściej czytane24 htydzień






