Wszystko pod kontrolą? Władze oblały egzamin z powodzi
23.05.2010
, aktualizacja: 23.05.2010 21:05
Nie potrafię zrozumieć, na jakiej podstawie od czwartku służby miejskie zapewniały wrocławian i mieszkańców Kozanowa, że sytuacja jest pod kontrolą, a Odra na pewno nie wystąpi z koryta.
ZOBACZ TAKŻE
- We Wrocławiu powódź nie jest zwykłym zjawiskiem natury (25-05-10, 20:55)
- Pułkownik Jerzy Panas: Na Kozanowie był bałagan (24-05-10, 20:55)
- Magistrat: Nie tylko Kozanowa trzeba było bronić (24-05-10, 20:52)
- Powódź na Dolnym Śląsku - relacja z wydarzeń [WIDEO] (22-05-10, 14:58)
- Kozanów - wał z ludzi nie mógł wytrzymać naporu wody (23-05-10, 20:55)
Kolejny egzamin powodziowy został we Wrocławiu oblany. I to wcale nie dlatego, że woda ostatecznie wdarła się na Kozanów, bo trudno kogokolwiek winić za to, że potężny żywioł wygrał z workami z piaskiem. Trudno jednak zrozumieć to, że w momencie, gdy się wdzierała, właściwie nikt na miejscu akcją nie dowodził. Ludzie byli sami. Kilku strażaków i tłumy chętnych do walki na wałach byli zdezorientowani. Czekali na to, aż ktoś nimi pokieruje. Gdy w końcu wojsko, które na miejsce przyjechało już gdy woda płynęła (jak zapewniał dowódca nie ze swojej winy), wzięło sprawy w swoje ręce, było po wszystkim. A akcja ratunkowa właściwie dotyczyła już tylko tego, by woda nie zajęła większych połaci Kozanowa.
Trudno się dziwić wściekłości ludzi, gdy w końcu na miejscu zjawił się ktoś z miasta, a później sam prezydent Dutkiewicz. Poczucie pozostawienia ich na łasce losu było powszechne. Dlatego wyładowali złość na rządzących. Tym bardziej to uzasadnione, że przez kilka dni zapewniano ich, że wszystko jest pod kontrolą.
I to właśnie jest najbardziej niezrozumiałe. Od środy, gdy woda Wisły szalała w Krakowie, inne rzeki zalewały wioski i miasta na Podkarpaciu, a fala na Odrze zbliżała się do Opola, we Wrocławiu słyszeliśmy, że u nas woda na pewno nie opuści swojego koryta. Byłem mocno zdziwiony, gdy w piątek prezydent Dutkiewicz odwiedził Kozanów i informował mieszkańców, że to nie jest miejsce najbardziej zagrożone w mieście. - Ustawiamy zapory tylko na wszelki wypadek - zapewniał.
Na jakiej podstawie tak twierdził? Jeśli na podstawie danych od hydrologów, to jak widać nie można na nich polegać. Wszyscy podkreślają teraz, że sytuacji na Kozanowie nie można było przewidzieć. To po co karmić ludzi fałszywymi nadziejami. Hydrolodzy (a może i sam prezydent) powinni wyjaśnić, dlaczego byli tak spokojni o Kozanów. Nie wytłumaczono tego.
Doskonale pamiętam powódź sprzed 13 lat. Z perspektywy mieszkańca, który brał udział w tamtych wydarzeniach, rzecz wyglądała tak: powódź zaczęła się właśnie na Kozanowie, dlaczego więc to miejsce miałoby być dziś bezpieczniejsze niż wtedy? Przecież nie zbudowano tam żadnych nowych umocnień, jedynie naprawiano wały i nie wiedzieć dlaczego postawiono bloki mieszkalne. Wtedy i teraz tłumaczono, że Odra wygląda tam inaczej, bo ma jakby "pod górkę", no i wpływa tu do niej Ślęza. Prawdopodobieństwo cofki i wylania jest więc duże. Czy coś się od tamtej pory zmieniło? Nic.
W końcu trzeba zadać pytanie o cały Wrocław. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego z takim przekonaniem opowiadano, że Odra na pewno pozostanie w korycie? Przecież od dwóch lat piszemy w "Gazecie", że po 1997 roku dla zabezpieczenia przeciwpowodziowego nie zrobiono zbyt wiele. Modernizacja Wrocławskiego Węzła Wodnego i zbiornik Racibórz są wciąż tylko na papierze. A jedyne co się rzeczywiście się zmieniło, to system monitorowania rzek. Ale posiadanie precyzyjnych informacji o tym, jak się zmienia ich stan, jeszcze nikogo przed powodzią nie uchroniło.
Jeśli o tym, że w hydrologicznej infrastrukturze od 1997 roku wiele się nie zmieniło wiedzą dziennikarze, to wiedzą o tym również sztabowcy. Na jakiej więc podstawie twierdzą, że jest bezpieczniej i Odra pozostanie w korycie?
To naiwny urzędowy optymizm czy wyrafinowana gra z mieszkańcami z przekonaniem, że jakoś się uda?
Trudno się dziwić wściekłości ludzi, gdy w końcu na miejscu zjawił się ktoś z miasta, a później sam prezydent Dutkiewicz. Poczucie pozostawienia ich na łasce losu było powszechne. Dlatego wyładowali złość na rządzących. Tym bardziej to uzasadnione, że przez kilka dni zapewniano ich, że wszystko jest pod kontrolą.
I to właśnie jest najbardziej niezrozumiałe. Od środy, gdy woda Wisły szalała w Krakowie, inne rzeki zalewały wioski i miasta na Podkarpaciu, a fala na Odrze zbliżała się do Opola, we Wrocławiu słyszeliśmy, że u nas woda na pewno nie opuści swojego koryta. Byłem mocno zdziwiony, gdy w piątek prezydent Dutkiewicz odwiedził Kozanów i informował mieszkańców, że to nie jest miejsce najbardziej zagrożone w mieście. - Ustawiamy zapory tylko na wszelki wypadek - zapewniał.
Na jakiej podstawie tak twierdził? Jeśli na podstawie danych od hydrologów, to jak widać nie można na nich polegać. Wszyscy podkreślają teraz, że sytuacji na Kozanowie nie można było przewidzieć. To po co karmić ludzi fałszywymi nadziejami. Hydrolodzy (a może i sam prezydent) powinni wyjaśnić, dlaczego byli tak spokojni o Kozanów. Nie wytłumaczono tego.
Doskonale pamiętam powódź sprzed 13 lat. Z perspektywy mieszkańca, który brał udział w tamtych wydarzeniach, rzecz wyglądała tak: powódź zaczęła się właśnie na Kozanowie, dlaczego więc to miejsce miałoby być dziś bezpieczniejsze niż wtedy? Przecież nie zbudowano tam żadnych nowych umocnień, jedynie naprawiano wały i nie wiedzieć dlaczego postawiono bloki mieszkalne. Wtedy i teraz tłumaczono, że Odra wygląda tam inaczej, bo ma jakby "pod górkę", no i wpływa tu do niej Ślęza. Prawdopodobieństwo cofki i wylania jest więc duże. Czy coś się od tamtej pory zmieniło? Nic.
W końcu trzeba zadać pytanie o cały Wrocław. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego z takim przekonaniem opowiadano, że Odra na pewno pozostanie w korycie? Przecież od dwóch lat piszemy w "Gazecie", że po 1997 roku dla zabezpieczenia przeciwpowodziowego nie zrobiono zbyt wiele. Modernizacja Wrocławskiego Węzła Wodnego i zbiornik Racibórz są wciąż tylko na papierze. A jedyne co się rzeczywiście się zmieniło, to system monitorowania rzek. Ale posiadanie precyzyjnych informacji o tym, jak się zmienia ich stan, jeszcze nikogo przed powodzią nie uchroniło.
Jeśli o tym, że w hydrologicznej infrastrukturze od 1997 roku wiele się nie zmieniło wiedzą dziennikarze, to wiedzą o tym również sztabowcy. Na jakiej więc podstawie twierdzą, że jest bezpieczniej i Odra pozostanie w korycie?
To naiwny urzędowy optymizm czy wyrafinowana gra z mieszkańcami z przekonaniem, że jakoś się uda?
Najnowsze wiadomości
-
Taki będzie Capitol po przebudowie [WIZUALIZACJE]
-
W DSW studenci mogą się już bawić dźwiękami [FOTO]
-
Wydłużą zielone światła dla przechodniów w centrum
-
Budowa torowiska zagrażała pieszym. Ma być lepiej
-
Te samoloty mają wygrać w Ameryce. Zrobili je studenci
-
Leszek Czarnecki dopiero 4. w rankingu najbogatszych
-
Tramwaj może i plus, ale za to autobusy na minusie
- 158 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
54 głosy
-
Winne SLD, PiS i spółka oraz PO z PSL
ni-e
23.05.10, 22:41
i tyle w temacie Panowie Premierzy przez 13 lat nic nie zrobiliście Panie Tusk i Panie Kaczyński to Wasza wina »
-
Media niestety też oblały egzamin z powodzi
corte
24.05.10, 06:58
Media niestety też oblały egzamin z powodzi. I to wszystkie, łącznie z GW. Najlepszym źródłem informacji był "wrocław z wyboru". Może tak ma być? Koniec zinstytucjonalizowanych mediów chyba »
-
Wszystko pod kontrolą? Władze oblały egzamin z ...
sajm
24.05.10, 10:57
Autor delikatnie mówiąc mija sie z prawdą. Szuka chłopca do bicia i wychodzi mu na to, ze ma nim być prezydent Dutkiewicz. O ile jednak wiem za sytuację odpowiada wojewoda z nadania PO. O »
Najczęściej czytane24 htydzień





