Dutkiewicz o Kozanowie: - Nie było błędu w sztuce

Jacek Harłukowicz
23.05.2010 , aktualizacja: 23.05.2010 23:25
A A A Drukuj
Rafał Dutkiewicz po wejściu wody na Kozanów odpowiadał na wiele pytań Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta Rafał Dutkiewicz po wejściu wody na Kozanów odpowiadał na wiele pytań
- Nie przewidzieliśmy, że woda wedrze się na osiedle. Spodziewaliśmy się raczej podmakania wałów - mówi prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. - Decyzję o budowaniu na Kozanowie nowych bloków już po powodzi w 1997 roku podjęli moi poprzednicy.
Mieszkańcy Kozanowa podczas sobotniej akcji narzekali na koordynację działań służb miejskich. Prezydentowi miasta za złe mieli głównie to, że dzień wcześniej uspokajał ich, że nie mają się czego obawiać i ich domy są bezpieczne. Kilka godzin później woda przerwała sztucznie ułożone wały. Wieczorem władzom Wrocławia oberwało się od Grzegorza Schetyny, który dziwił się, że po powodzi w 1997 roku na Kozanowie budowano kolejne bloki.



Rozmowa z prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem

Jacek Harłukowicz: Rozmawiamy w niedzielę po południu. Jakie są prognozy na następne 24 godziny? Czego mogą się spodziewać wrocławianie?

Rafał Dutkiewicz: - Na chwilę obecną woda w Odrze powoli opada. W ciągu godziny lub dwóch powinna zacząć opadać także w Widawie. Mieliśmy we Wrocławiu cztery krytyczne miejsca. Dzisiaj nie mamy już problemu z wodociągami i kanalizacją na Mokrym Dworze, choć jeszcze w sobotę niebezpieczeństwo ich zalania, bo rozmokły tam wały, było spore. W sobotę pękł również kolektor kanalizacyjny, z czym także sobie poradziliśmy. Bartoszowice cały czas się trzymają. Ustabilizowała się także sytuacja na Kozanowie. Woda otoczyła tam 15 budynków, na szczęście nie wdarła się do mieszkań. W poniedziałek w wypadku dwóch przedszkoli i jednego żłobka dzieci będą musiały pójść do innych placówek, miejsca dla nich mamy już naszykowane. Szkoła przy ul. Ignuta też będzie wyłączona przez dwa, trzy dni. W poniedziałek nie powinniśmy już być narażeni na ryzyko kolejnych przerwań w instalacjach i powoli będziemy mogli przestawać myśleć o powodzi.

W piątek ogłosił Pan, że Kozanów jest bezpieczny. Kilka godzin później jego większa część znalazła się pod wodą. Całą sobotę trwała walka w jego obronie. Skąd płynął Pański optymizm? Przecież Kozanów w 1997 roku był najbardziej zalanym osiedlem w mieście?

- Kierowałem się opiniami specjalistów, a te rozkładały się różnorodnie. Przed powodzią zajmowano się szacowaniem ilości wody, która popłynie przez Wrocław. W pewnym momencie mówiono nawet, że w porównaniu z 1997 rokiem będzie jej o tyle mniej, że żadne dodatkowe umocowania nie będą potrzebne. Z jakichś powodów, nie potrafię już teraz powiedzieć z jakich, nie przewidywano wtargnięcia Odry na osiedle. Spodziewaliśmy się raczej długotrwałego podmakania wałów i ewentualnego niewielkiego ich pęknięcia na skutek przemoczenia. Okazało się jednak, że zaskoczyła nas duża poprzeczna fala.

Zatem specjaliści, na których się Pan powołuje, najwyraźniej źle ocenili ryzyko. Jak można było się tak bardzo pomylić? Tym bardziej że przez ostatnie 13 lat niewiele tam zrobiono dla poprawy bezpieczeństwa.

- W sprawach przeciwpowodziowych na Kozanowie nie zrobiono nic. Dlatego zdecydowaliśmy się na ustawienie przenośnych zapór. Wedle symulacji gdyby ich zabrakło, osiedle byłoby zalane dwukrotnie bardziej.

Kto ponosi za to winę? Kto i dlaczego przez 13 lat nie zrobił nic, by uchronić tę część miasta przed ponownym zalaniem?

- Nie chciałbym zrzucać na nikogo odpowiedzialności, ale miasta nie odpowiadają za rzeki i systemy wałów przeciwpowodziowych. To kompetencja regionalnych zarządów gospodarki wodnej i zakładów melioracyjnych, instytucji rządowych. Wał na Kozanowie był zaplanowany, miasto miało go nawet sfinansować, ale nie można było rozpocząć budowy ze względu na protesty, włącznie ze sporem sądowym, właściciela jednej z działek, na których miał powstać. Jeśli gdzieś buduje się drogę i ma ona przebiegać przez grunt prywatny, to ten grunt przechodzi na własność budującego, który musi oczywiście za niego zapłacić. Takich przepisów nie ma w przypadku wałów przeciwpowodziowych.

Mówi Pan, że rzeki i wały nie należą do kompetencji miasta, ale jest nią z pewnością wydawanie pozwoleń na budowę. Kto i kiedy zdecydował, że po powodzi w 1997 roku na Kozanowie, i to jeszcze bliżej Odry, powstały nowe bloki? Przecież to szaleństwo.

- Nie były to moje decyzje i zapadły przed rokiem 2002, kiedy zostałem prezydentem Wrocławia. Koncepcja ich wybudowania powstała w roku 1996, decyzja o realizacji zapadła w 1997, jeszcze przed powodzią, a pozwolenie na budowę wydano w roku 1999. Zasiedlenia rozpoczęto natomiast w 2002 roku. Nie wiem, który z ówczesnych członków zarządu miasta za to odpowiadał, ale wydając taką decyzję, musiał mieć ku temu jakieś podstawy. Zakładano pewnie, że wał przeciwpowodziowy na Kozanowie uda się wybudować. Można też podejrzewać, iż sądzono, że taka powódź jak w 1997 zdarza się raz na 1000 lat. Tyle mogę powiedzieć. Choć pewnie po wszystkim przygotujemy oficjalne dossier okoliczności powstania tych bloków i niewybudowania wału.

Na ul. Ignuta są także domki jednorodzinne, które również powstały po powodzi. Ich właściciele są na miasto wściekli. Grożą pozwami, bo zabezpieczenia z palet zostały ustawione tak, jakby z góry zakładano, że ich domy zostaną zalane.

- W niedzielę słuchałem zarzutów mieszkańców z budynków wysokich, że instalacje zostały poustawiane tak, by chronić osiedle domków jednorodzinnych. Nie potrafię się do tego odnieść.

Działania na Kozanowie w sobotę nie wyglądały na zorganizowane. Reagowano doraźnie na wydarzenia, wyglądało, że nie ma jakiegoś wcześniej ustalonego planu. Kiedy puścił wał, brakowało ponoć piasku i worków. Ludzie mówili mi, że dla jego zdobycia rozkopano boisko do koszykówki. Kto za to odpowiada?

- Byłem tam i zapewniam, że ani piasku, ani worków nigdzie nie zabrakło. Plany obrony osiedla były zmieniane trzy razy, bo okazywały się nieskuteczne. Pierwszy plan zakładał załatanie wyrwy w ustawionej konstrukcji. Pojawiły się wozy na gąsienicach, ale okazało się, że proces ich załadowywania trwał za długo. Drugi plan zakładał wzmocnienie starej zapory i ustawienie nowej z worków z piaskiem. Dopiero wieczorem podjęliśmy decyzję, która okazała się zbawienna, by do worków dosypać kruszywo.

Co do worków i piasku podkreślam jeszcze raz: nigdzie ich nie brakowało. Owszem, w parę miejsc, od których były pilniejsze potrzeby, mogły docierać z poślizgiem, ale na pewno nigdzie ich nie zabrakło.

Czy czuje Pan odpowiedzialność za to, co się stało na Kozanowie? Czy osoby, które pomyliły się, informując Pana, że osiedle nie zostanie zalane, poniosą konsekwencje? I przede wszystkim, kto to był?

- Rozumiem, że ludzie z domów, które zalała woda, czują się źle. Ale w wypadku tego rodzaju zjawisk nigdy nie ma 100-procentowej pewności bezpieczeństwa. Mieliśmy do czynienia z brutalnie wkraczającą w nasze życie naturą i zjawiskami losowymi, których siły nie da się oszacować. Woda w którymś z miejsc po prostu mogła przerwać zapory. Uważam, że z naszej strony nie było błędu w sztuce. Oczywiście, trzeba było wcześniej układać zapory z kruszywa. Nie można jednak interweniującym żołnierzom i mnie, jako dowodzącemu tą operacją, zarzucać, że nie robiliśmy tego, bo takiego doświadczenia wówczas nie mieliśmy. Kanon przygotowań do powodzi nie obejmował gromadzenia tego typu materiałów i sprzętu do jego wydobywania.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 171 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

  • Koniec Dutkiewicza?? gzarytkiewicz 23.05.10, 22:01

    Czyżby to był koniec politycznej kariery Pana Dutkiewicza? Tak samo jakCimoszewicza w 1997 roku gdy powiedział ludziom że mogli się ubezpieczyć??»

  • Sypano piach w wyrwę felicjan15 23.05.10, 23:05

    Zamiast w worki sypano piach bezpośrednio w wyrwę więc po sekundzie już go nie było. Panowało bezchołowie organizacycjne. trrio.pl/page/pl/strona_glowna.html»

  • Dutkiewicz o Kozanowie: - Nie było błędu w sztuce darla152 24.05.10, 17:05

    Przez 12 lat, obijało sie gruchy i to są skutki ! To dotyczy całej Polski !!!»