Kozanów: projekt wałów jest gotowy, ale działkowcy...

Rozmawiał Michał Kokot
23.05.2010 , aktualizacja: 23.05.2010 20:22
A A A Drukuj
- Gdyby nie protest niektórych mieszkańców Kozanowa, wał przeciwpowodziowy zostałby tam wreszcie zmodernizowany. I wtedy nie byłoby tej powodzi - mówi hydrolog dr hab. inż. Czesław Szczegielniak.
Dr hab. inż. Czesław Szczegielniak
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Dr hab. inż. Czesław Szczegielniak
SERWISY
Michał Kokot: Czy przerwaniu wału przez Ślezę na Kozanowie można było zapobiec? Jego wzmocnienie było wystarczające?

Dr hab. inż. Czesław Szczgielniak: Trzeba ustalić, czy siły, które oddziaływały na konstrukcję, mieściły się w granicach dopuszczalnych przez producenta tego wzmocnienia. Więcej powiedzieć nie można, bo sprawa wymaga szczegółowego zbadania. Ale to były jedynie prowizoryczne zabezpieczenia. Istnieją poważne rozwiązania naukowe i techniczne do planowania tego typu zabezpieczeń w sposób skuteczny.

Prezydent Rafał Dutkiewicz mógł mieć pewność, że mieszkańcy Kozanowa nie zostaną zalani?

- Prezydent na pewno miał na uwadze to, że Kozanów jest osiedlem priorytetowym, jeśli chodzi o ochronę przed powodzią na podstawie doświadczeń z 1997 roku. I umocnienie, które zostało tam zastosowane, mogło stwarzać podstawy, by wierzyć, że Kozanów jest dobrze zabezpieczony. Ale to też lekcja, z której powinniśmy wyciągnąć bardzo poważne wnioski na przyszłość. Ta powódź powinna być wreszcie przyczyną do planowanego od kilku lat obwałowania Kozanowa. Tymczasem te wały nie zostały zmodernizowane po 1997 roku. Projekt jest gotowy, ale nie może się doczekać realizacji z powodu sprzeciwu niektórych właścicieli ogródków działkowych w tamtej okolicy. A gdyby takie wały istniały, zabezpieczyłyby Kozanów przed tegoroczną powodzią.

Dlaczego ta powódź nas tak bardzo zaskoczyła?

- Jest przede wszystkim zupełnie inna niż ta z 1997 roku. Zazwyczaj woda przepływa z dużym natężeniem w krótkim okresie i fala jest bardzo spiętrzona. Tu mieliśmy do czynienia z innym zjawiskiem. Przestrzenny rozkład opadów w dorzeczu Odry spowodował, że pełna kulminacja wytworzyła się tam oraz w jej prawobrzeżnym dopływie. Czas trwania kulminacji fali na odcinku Górnej Odry był znacznie dłuższy niż poprzednim razem. Stało się tak, bo podczas deszczów wezbrały dopływy Odry. Fala pokonywała całą Odrę, nie tracąc energii i nie wlewając się do nich. To ułatwiało jej przemieszczanie się. Opady, które miały miejsce w górskim odcinku Odry, doganiały masę początkową fali. W sumie masa wody, jaka przepływa przez Wrocław, jest równa tej sprzed 13 lat. Do tego Wrocławski Węzeł Wodny ma taką specyfikę, że woda, która przez niego przepływa, powoduje jej koncentrację, a nie rozkład. Zaszły tutaj skomplikowane procesy i ta powódź na pewno będzie kamieniem milowym w procesie doskonalenia prognoz.

To znaczy, że były one nietrafne?

- Te wymienione zagadnienia nie są w normalnym trybie prognoz uwzględniane. Nie jesteśmy jeszcze na takim etapie prognozowania tych zjawisk w Polsce. Jesteśmy zadowoleni, jeśli dostaniemy prognozę stanu poziomu wody, przedział czasu, kiedy przepływ nastąpi, oraz jego natężenie i uznajemy prognozę za kompletną. Zagadnienia, o których rozmawiamy, dotyczą zaawansowanej hydrauliki w obrębie złożonych węzłów wodnych i być może po tej powodzi nastąpi rozwój prognoz z uwzględnieniem tego typu zjawisk.

Mamy archaiczny system prognozowania?

- Nie, system prognozowania na Odrze jest nowoczesny i znajduje uznanie w Europie. Po 1997 roku dokonał się ogromny postęp w zakresie prognoz meteorologicznych, ale także ruchów fali powodziowych. Oczywiście nadal nie jest to wystarczające.

To system oparty na modelach jednowymiarowych. Do tej pory w Polsce nie było takiej potrzeby, by długi odcinek rzeki wraz z terenami zalewowymi był objęty modelem wielowymiarowym. Do jego wprowadzenia musi upłynąć czas, aby go opracować i go wprowadzić. To jest tak jak z zaawansowanym technologicznie produktem - zanim zostanie wypuszczony na rynek, musi być poddany rozmaitym badaniom i testom. Potrzebujemy na to 5-10 lat.

Gdy udoskonalimy system prognoz, będziemy w stanie wreszcie uniknąć powodzi?

- W niektórych, a nawet w wielu przypadkach będziemy bliscy idealnej prognozy. Ale stuprocentowej zgodności nie uda się osiągnąć. Chodzi o to, aby margines błędu zniwelować tak bardzo, jak to możliwe. Natomiast będziemy musieli z powodziami liczyć się też w przyszłości, bo również w Polsce południowo-zachodniej obserwujemy dynamiczne procesy przemian klimatycznych.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 103 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    45 głosów