Jak działają szkoły, czyli małymi krokami do e-świata

Aneta Augustyn
16.05.2010 , aktualizacja: 16.05.2010 21:00
A A A Drukuj
SZKOŁA 2.0. Zapamiętałam szkołę smutną i surową. Po trzydziestu latach wróciłam do barwnej, wesołej, nowoczesnej - pisze dziennikarka "Gazety" Aneta Augustyn

Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazet
Przez kilka dni przyglądałam się mojej dawnej szkole podstawowej w Dusznikach-Zdroju. Zapamiętałam bure korytarze, dyscyplinujące apele co tydzień, wszyscy w jednakowych mundurkach, nauczyciele z groźnymi wskaźnikami. Jedynym obcym językiem był rosyjski, do którego nie żywiliśmy specjalnej sympatii, a jedynym przejawem bardziej zaawansowanej techniki - rzutnik do slajdów. Dziś maluchy uczą się angielskiego w świetnej pracowni językowej, korytarze są wymalowane wesoło przez informatyka, apele urządza się okazyjnie, młodzi nauczyciele sami skracają dystans, na wuefie dzieciaki biegają po nowym orliku, a w pracowniach informatycznych pracują komputery, jakich można tylko pozazdrościć.

Excel i remiks

W pracowni informatycznej okna zaciemnione roletami, wzdłuż ścian stoją nowiutkie "maki" o płaskich monitorach, eleganckich przezroczystych klawiaturach, błyskawicznie pracujące na szybkich łączach. W ciszy słychać szum serwera i klikanie myszek. Klik - wytnij plik - klik - załącz - klik - udostępnij - klik - dodaj - klik - zapisz.

Dziewczyny w słuchawkach montują film z meczu piłkarskiego kolegów z klasy. Myszki przyklejone do dłoni: budują tytuł, komentarz, efekty specjalne... Nie nadążam za tempem, w jakim wybierają "akcent grozy" albo "zduszony śmiech", dokładają mgłę i błyskawice.

Każda wpatrzona w swój monitor, nauczyciel - w swój. Nie musi wstawać od biurka, żeby we własnym "maku" sprawdzić, że komputer numer 9, czyli drobna szatynka w loczkach, właśnie układa napisy początkowe, a numer 1, blondynka w jasnej bluzce, pracuje nad podkładem muzycznym. Odwracają głowy po to tylko, żeby spojrzeć na ścianę, na której nauczyciel wyświetla wskazówki.

- Panie Maćku, zacina mi się przenikanie.

- Jak mam podzielić ujęcia?

- Mnie deszcz nie wchodzi od początku dźwięku.

W sąsiedniej pracowni w kolorowanki klikają maluchy. Oswajają komputer już od pierwszej klasy. Potem poznają edytory tekstu, liczą w excelu, remiksują piosenki, obrabiają grafikę.

- To pokolenie informatyczne i obrazkowe - mówi Maciej Berezecki, nauczyciel informatyki. - Nawet trzynastolatki nie są w stanie koncentrować się dłużej niż dwadzieścia minut. Ma być kolorowo i dynamicznie. Bez netu już się nie da.

Gobliny na ścianie

- W sieci szukają uczniowie jednak przede wszystkim gier, a nie wiedzy - mówi Bożena Janukowicz, bibliotekarka. - A jeśli już potrzeba im jakiejś informacji, to nie ma dla nich znaczenia, czy opinię wydaje autorytet czy, wirtualna postać. To co jest w internecie, nie podlega żadnej selekcji - wszystko jest święte.

Leszek Jarkowski, historyk: - Staram się być choć trochę konkurencyjny wobec netu, więc robię dzieciom multiprezentacje. Na przykład o naszym miasteczku.

- Musimy się bardziej starać - przyznaje polonistka Izabela Wyciszkiewicz. - Świat stał się dla nastolatków tak atrakcyjny, że tablica i kreda nie wystarczą. Od czasu do czasu robię lekcję multimedialną, na przykład o wątkach wędrujących z baśni do baśni. Wklejam cliparty z krasnalami i goblinami, rzucam na ścianę i cicho jak makiem zasiał. Bo coś się dzieje, bo jest obraz, bo szybko się zmienia.

Kilka lat temu szkolny informatyk poprowadził dla wszystkich nauczycieli minikurs obsługi komputera i poruszania się w sieci.

- Idziemy w kierunku multimedialnym małymi krokami - mówi Marzena Stepnowska, dyrektorka szkoły podstawowej (uczy także informatyki). W podaniach kandydatów na nauczycieli zawsze zwraca uwagę na e-umiejętności. - Większość woli uczyć tradycyjnie: kreda, tablica, podręcznik i tylko czasami sięga po coś więcej. Kilku nauczycieli w ogóle nie korzysta z nowinek technologicznych. Nie mogę ich zmuszać, choć uważam, że to nie najlepiej. Musimy nadawać na tych falach co dzieci, bo inaczej kiedyś w ogóle możemy nie być w stanie się porozumieć.

Masz prawo do błędu

Kreda, gąbka, alfabet na tablicy, wielkie liczydło z koralikami, na parapetach fasolka hodowana przez dzieci w słoikach - tu poczułam się jak u siebie. Jak w szkole przed ponad trzydziestu laty. Z tą różnicą, że w moich czasach nie było klas integracyjnych, nie przypominam sobie, żebyśmy w ogóle używali słowa "integracja".

Od dwóch lat w szkole podstawowej w Dusznikach-Zdroju działa właśnie taka klasa - w IIc jest kilkoro dzieci z lekkim upośledzeniem, z autyzmem, niedowładem. Dzieciaki są tak wymieszane i zgrane, że trudno mi się zorientować, które z nich mają kłopoty. Na korkowej tablicy oprócz aktualnych klasowych mistrzów w pisaniu, czytaniu i rachowaniu, kolorowa kartka: "Masz prawo do błędu. Jeśli coś ci się nie uda, spróbuj zrobić to jeszcze raz".

- Dzisiaj popływamy - zaprasza nauczycielka i drugoklasiści z uciechą biegają po klasie, wymachując rękami do żabki. "Pływanie" jest rozgrzewką do lekcji o Bałtyku. Najpierw trochę geografii przy mapie (jeśli dziecko czegoś nie wie, drugie może mu podpowiedzieć), a potem cała fala wspomnień.

Pani Krystyna Petryk, doświadczona nauczycielka, tak zręcznie podpytuje uczniów, że z emocjami, pełnymi ładnymi zdaniami opowiadają o swoim pobycie na wybrzeżu. O plaży, o tym, jak tato wrzucał je do wody, o przepływających statkach. Oglądają i opisują muszle, które pokazuje im pani Krystyna. To lekcja, która działa na zmysły. - Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, jak wchodzicie do wody - zachęca nauczycielka. Co widziałaś? Jak to smakuje? Jak się nazywa? Czym chciałabyś popłynąć? - cały czas stymuluje dzieci do opowiadania, a one wyrywają się do odpowiedzi. Mówi do nich powoli, starannie; dyskretnie poprawia ich błędy w wymowie. To naprawdę fantastyczna lekcja i żadne komputery nie były do niej potrzebne.

Szkoła 2.0

Nowe media to wzywanie dla szkół: mogą ułatwiać nauczanie, ale mogą też zwalniać z myślenia. Czy szkoły radzą sobie w epoce internetu? A może szkolny świat wciąż funkcjonuje w epoce kredy? Na co powinni zezwalać nauczyciele: korzystać z internetowych podpowiedzi czy wymagać zupełnej samodzielności? Gdzie jest granica miedzy "dobrym" a "złym" internetem? Uczniowie powinni zakuwać daty i fakty, skoro mają je na jedno kliknięcie myszki?

W nowej akcji nasi dziennikarze w całej Polsce wracają do swoich dawnych szkół, żeby przyjrzeć się, jak funkcjonują one dzisiaj. Uczniów, nauczycieli, rodziców zapraszamy do opinii: aneta.augustyn@wroclaw.agora.pl i na www.szkola20.blox.pl

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

  • Jak działają szkoły, czyli małymi krokami do e-... mirrandel 17.05.10, 01:12

    ja do swojej starej podstawówki i gimnazjum wróciłam po marnych 8 latach i widzę olbrzymie zmiany, które tam zaszły. Począwszy od kolorowych ścian i porządnych, plastikowych okien, poprzez »