Rosja płacze razem z wami

Rozmawiała Beata Maciejewska
15.04.2010 , aktualizacja: 12.05.2010 12:13
A A A Drukuj
O tajemnicach rosyjskiej duszy, o okrucieństwie i współczuciu, zdradzie i krzywdach oraz o ostatniej kromce chleba dzielonej przez Rosjan z Polakami na nieludzkiej ziemi - z profesorem Mikołajem Iwanowem* rozmawia Beata Maciejewska.
Prof. Mikołaj Iwanow
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Prof. Mikołaj Iwanow
Beata Maciejewska: To zdumiewające, ile ciepła i wielkiej życzliwości wobec Polaków wyzwoliła w Rosjanach katastrofa prezydenckiego samolotu. Wzruszony Putin żegnający trumnę z ciałem Lecha Kaczyńskiego, orędzie prezydenta Miedwiediewa do Polaków, narodowa żałoba, decyzja o puszczeniu filmu Wajdy w najlepszym czasie antenowym na kanale państwowej telewizji, tłumy zwykłych Rosjan przynoszących kwiaty i znicze pod polską ambasadę i na miejsce tragedii... Jeszcze kilka dni temu wydawało mi się, że do zbliżenia Polski i Rosji długo nie dojdzie, ale teraz mam wrażenie, że to już się dzieje. Czy na takich gestach można zbudować pojednanie?

Prof. Mikołaj Iwanow: Ja też myślałem, że długo do pojednania nie dojdzie. Wykładam na Uniwersytetach Opolskim i Warszawskim historię stosunków polsko-rosyjskich i moi studenci często mnie pytają o tę wrogość między naszymi narodami. To dla mnie problem bardziej bolesny niż dla przeciętnego Rosjanina czy Polaka. Od 30 lat mieszkam w waszym kraju, byłem działaczem podziemnej "Solidarności", więc ta nienawiść, wzajemne krzywdy, pretensje przechodzą przez rosyjską i polską część mojej duszy. Wydawało mi się, że nasze pokolenie nie doczeka chwili, gdy Polaków i Rosjan będą łączyć normalne stosunki. Że to zadanie dla naszych dzieci i wnuków.

Ale zmienił Pan zdanie?

- Tak. Bo wydarzyło się coś niesamowitego. Coś, co wygląda jak starannie wyreżyserowana grecka tragedia. Oto prezydent Polski oraz dowódcy wszystkich sił zbrojnych polskiej armii giną w miejscu, gdzie 70 lat wcześniej stalinowscy oprawcy wymordowali polskich oficerów. To po prostu nie do wiary! Ich śmierć była szokiem nie tylko dla Polaków. Dla Rosjan również. Nagle wszystko uległo przyspieszeniu, a pojednanie stało się możliwe.

Jedno nieszczęście i ludzki odruch współczucia może zmienić naszą historię?

- Oczywiście. Ale proszę pamiętać, że było ich więcej. Mam przyjaciela Polaka, którego Stalin zesłał na Syberię. Mieszka we Wrocławiu, to doc. Paweł Zworski, wiceprezes Związku Sybiraków. On wciąż pamięta, kto mu pomagał na zesłaniu. Zwykli Rosjanie, też zesłańcy. Ostatni kawałek chleba dzielili z Polakami. Paweł Zworski mówi, że żyje tylko dzięki temu odruchowi serca i ludzkiej solidarności. Chciał nawet, żeby Polacy zrobili taki ogród pamięci (na wzór ogrodu Yad Vashem), w którym każde drzewo symbolizowałoby obywatela ZSRR, który polskim zesłańcom pomagał. Było ich aż 300 tysięcy i wielu wróciło, bo ten obcy, na nieludzkiej ziemi, w odpowiednim czasie wyciągnął rękę. Rosjanie potrafią współczuć. To tajemnica rosyjskiej duszy.

Otwiera ją wielka tragedia?

- Nie musi być od razu wielka. Rosjanom od wieków towarzyszy okrucieństwo. To nie tylko terror Stalina. Od średniowiecza, czyli trwającego prawie dwa wieki panowania Mongołów, Rosjanie doświadczali traumy życia w poczuciu zagrożenia. Dlatego mają w sobie tyle empatii. Jak Rosjanin widzi leżącego na ulicy pijanego człowieka, to mówi: Biedak, pewnie go życie mocno przycisnęło. Francuz czy Holender powie: Dobrze mu tak, sam chciał.

Rosjanie mają po prostu potrzebę współczucia Dlatego ta krew ponownie przelana w Katyniu otworzyła w ich sercach furtkę dla Polaków.

A krew przelana 70 lat wcześniej takiej furtki otworzyć nie mogła?

- Najpierw musieliby o niej wiedzieć. A przecież nawet Polacy mają mizerną wiedzę na temat Katynia. Według ostatnich sondaży 30 procent respondentów nie wie, kto zabił polskich oficerów w Katyniu, a wśród ludzi młodych (poniżej 20 lat) aż połowa okazała taką ignorancję. Wśród Rosjan te wyniki są jeszcze gorsze. Aż 47 procent o Katyniu nigdy nie słyszało. A wśród tych, co słyszeli, tylko jedna piąta sądzi, że zrobiły to władze radzieckie. Reszta albo nie wie kto, albo winą obarcza Niemców.

Ale niemiecka wina za zbrodnię katyńską została zakwestionowana prawie 20 lat temu przez samego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna. Przecież prosił Polaków o wybaczenie za tę zbrodnię. Nie było go słychać?

- Słabo. A poza tym innych też słychać. Gdy w ostatnich latach przyjeżdżałem do Rosji, spadał na mnie grad antypolskiej literatury. Przy każdej stacji metra można kupić książki Jurija Muchina, wziętego publicysty, z wykształcenia inżyniera metalurgii, który wykorzystując materiały tzw. komisji Burdenki (powołanej przez Stalina, pracującej pod okiem NKWD), udowadnia, że do polskich oficerów strzelali Niemcy. Na okładce jest nawet poglądowy rysunek, żeby nikt nie miał wątpliwości, jaką wersję popiera Muchin. Jeszcze gorsza jest książka Jeleny Jakowlewej "Polsza protiw SSRR 1939-1950". Wręcz polakożercza. Jakowlewa uważa, że rosyjska elita "liberalno-demokratyczna" zbyt pochopnie przyjęła oskarżającą Związek Radziecki "wersję Goebbelsa" i odwołuje się do Muchina. Warto też zwrócić uwagę na wydaną dwa lata temu książkę Aleksandra Usowskiego "Brat mój, Kain". Abel to państwo stalinowskie, które 17 września 1939 r. zajęło połowę Polski, niedobrego Kaina. Usowski przekonuje, że Hitler chciał pokoju z Polską.

Takie książki wszędzie można spotkać. Czy one naprawdę mogą ukształtować opinię publiczną?

- Mają duży wpływ na świadomość historyczną Rosjan. Proszę pamiętać, że Rosjanie bardzo dużo czytają. To pozostałość z czasów komunizmu, gdy czytanie było swego rodzaju azylem, dawało namiastkę wolności. Jak wchodzę do moskiewskiego metra, to wyjść z podziwu nie mogę. Wszyscy czytają! Takich obrazków nie widziałem nigdzie na świecie. W czasie kryzysu tylko rynek księgarski się nie załamał. Książki Muchina czy Jakowlewej ukazują się w dużych nakładach, mają już po kilka wydań.

Czyli istnieje duży popyt na taką literaturę?

- Takie ostatnio miałem wrażenie. W tym postsowieckim społeczeństwie ten obraz Polaka zdrajcy dość mocno się przebijał. Gdy rozmawiam z wrogami porozumienia polsko-rosyjskiego, to oni wysuwają pod adresem Polski cała listę zarzutów. Mają pretensje nie tylko o rok 1612, wojnę polsko-bolszewicką i los rosyjskich jeńców wojennych, ale także o odejście armii Andersa w czasie bitwy stalingradzkiej, co w Rosji uważane jest za największą zdradę. Wielu Rosjan nie rozumie, że żołnierze Andersa dopiero wyszli z więzień, nie mogliby walczyć w obronie ustroju, który omal ich nie zabił.

W niedzielę, decyzją Kremla, państwowa telewizja wyemitowała w najlepszym czasie antenowym "Katyń" Andrzeja Wajdy. Myśli Pan, że ten film coś zmieni w świadomości Rosjan?

- Już zmienił. Miliony ludzi zobaczyły film. Wszyscy moi przyjaciele go oglądali. Nie tylko dlatego, że został wyświetlony w najlepszym czasie antenowym i w państwowej telewizji. Ale dlatego, że poprzedziła go ta straszna katastrofa. Rosja siedziała w niedzielę wieczorem przed telewizorami. I ta Rosja jest wstrząśnięta. Prawda o Katyniu przyszła do domów rosyjskich w ciągu dwóch wieczorów. Film Wajdy nie ma antyrosyjskiej wymowy. Jednym z pozytywnych bohaterów jest kapitan Popow, którego gra bardzo popularny w Rosji aktor Siergiej Garmasz. To właśnie Popow ratuje przed wywózką żonę i dziecko jednego z polskich oficerów zamordowanych później w Katyniu (mówi przy tym: "swoich nie mogłem ocalić").

"Rossijskaja Gazeta" piórem Walerija Kiczina napisała przed pierwszą emisją: "To nie jest obraz o przedłużającym się sporze między Polską a Rosją. On mówi o odczłowieczającym działaniu zbrodniczych idei. Oglądasz tragedię pod Smoleńskiem, a myślisz i o Auschwitz, i o gułagu".

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy