Słabo widoczny znak Związku Wypędzonych

Klaus Bachmann
21.03.2010 , aktualizacja: 21.03.2010 17:44
A A A Drukuj
"Widoczny Znak", projekt niemieckiego Związku Wypędzonych, pogrąża się coraz głębiej w kłótniach i konfliktach. Po ustąpieniu prof. Tomasza Szaroty z Rady Fundacji zrobiły to też czeska historyk prof. Kristina Kaiserova i niemiecka publicystka Helga Hirsch, żądając jednocześnie ustąpienie dyrektora "Znaku", prof. Manfreda Kittela. Centralna Rada Żydów w Niemczech grozi bojkotem, domagając się, aby w jego wystawach więcej miejsca poświęcano Trzeciej Rzeszy.
Erika Steinbach
Fot. Michael Probst AP
Erika Steinbach
Koncepcja centralnego ośrodka upamiętniającego wysiedlenia nie może liczyć na poparcie poza Niemcami. A w samych Niemczech antagonizuje zainteresowanych w taki sposób, że nie może być mowy o wspólnym i spójnym projekcie.

Nie jest to zaskakujące, bo projekt polegał od początku na nieporozumieniu. Jego lewicowych i prawicowych zwolenników łączyło tylko jedno: przekonanie, że przymusowe przemieszczenia ludności są naruszeniem praw człowieka, które należy potępiać. Środowiskom skupionym wokół Eriki Steinbach, które reprezentuje marginalną część Niemców dotkniętych wysiedleniami, "Znak" miał pomóc przetrwać. "Widoczny Znak" to dla nich to samo co "Jurassic Park" dla dinozaurów. Dla innych zwolenników projektu to wehikuł, który miał umożliwić wewnątrzniemieckie pojednanie między pokoleniami - między tymi, którzy oskarżali pokolenie wojny o współudział w zbrodniach, i tymi, którzy czuli się ofiarami Hitlera, ale nie mogli tego otwarcie powiedzieć. Dla innych "Znak" to też narzędzie do rehabilitacji jakiegoś zdrowego, normalnego patriotyzmu niemieckiego. Swoisty znak drogowy, pokazujący, jak Niemcy mogą czcić swoje ofiary, nie rehabilitując przy tym nacjonalizmu i Trzeciej Rzeszy.

Z tego wynika kilka konkluzji. Po pierwsze, projekt nadal będzie zarzewiem konfliktów i nie będzie oddziaływać na opinię publiczną. Po drugie, właśnie dzięki tym konfliktom powinno być jasne, że nie jest to "projekt niemiecki, skierowany przeciwko Polsce". Po trzecie, cała ewolucja projektu pokazuje słabość środowiska Eriki Steinbach. Chciała ona zdobyć państwowe środki na projekt funkcjonujący na jej zasadach i przez nią rządzony. Dziś ma projekt, który pogrąża się w marazmie, i na który straciła wpływ. O jego losach decydują Bundestag i rząd w Berlinie, ale też, w coraz większym stopni, rząd w Warszawie.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy