Miniona świetność WUWY w monografii wystawy

Beata Maciejewska
14.03.2010 , aktualizacja: 14.03.2010 17:58
A A A Drukuj
Po słynnej wystawie z 1929 roku pozostały niszczejące budynki, które z coraz większym trudem świadczą o geniuszu ich twórców. Monografia Jadwigi Urbanik oddaje im hołd
Okładka monografii WUWY wydanej przez wrocławskie Muzeum Architektury, którą można będzie kupić podczas targów
Repr. za: Jadwiga Urbanik, WUWA 1929-2009. Wrocławska wystawa Werkbundu
Okładka monografii WUWY wydanej przez wrocławskie Muzeum Architektury, którą można będzie kupić podczas targów
"Mieszkanie nie może być celem samym w sobie, lecz pomocą człowiekowi. Człowiek ma być jego panem, a nie niewolnikiem" - przekonywał 81 lat temu wrocławski architekt Paul Heim. Myślał o mieszkaniach położonych w cichej okolicy, wśród zieleni, prostych w układzie, funkcjonalnych, tanich w eksploatacji. Na każdą (prawie) kieszeń. Aby udowodnić, że to nie tylko pobożne życzenia, wziął w 1929 roku udział w wystawie WUWA, czyli Wohn und Werkraum - Mieszkanie i miejsce pracy.

Pozostało po niej 12 budynków stojących do dziś między ulicami: Wróblewskiego, Tramwajową, Dembowskiego, Zielonego Dębu i Kopernika. Większość jest w tak opłakanym stanie, że przed wyprawą na tereny wystawy proponuję lekturę monografii Jadwigi Urbanik.

Książka (ponad 500 stron, bardzo starannie wydana przez Muzeum Architektury) nadaje się w równym stopniu do czytania, co do oglądania. Żeby udowodnić , jak niezwykłym WUWA była przedsięwzięciem, Jadwiga Urbanik zebrała archiwalne zdjęcia z budowy domów i otwarcia wystawy, plany, rysunki, makiety oraz współczesne fotografie budynków sprzed 80 lat.

Wystawa przeszła do historii architektury, choć była przedsięwzięciem lokalnym. Została zorganizowana z dala od wiodących ośrodków nowoczesnej architektury, wyłącznie za pieniądze miasta, a do udziału w niej zaproszono jedynie architektów z Wrocławia. Nie była jednak tylko fanaberią ambitnego magistratu, ale próbą rozwiązania problemu przeludnienia miasta. Na początku lat 20., jak wynikało z badań, 130 tys. wrocławian mieszkało w ciasnocie urągającej najbardziej elementarnym wymaganiom zdrowotnym. Te wymagania to 8 m kw. powierzchni na dorosłego mieszkańca. Potrzebne były mieszkania funkcjonalne, z ciepłą wodą, centralnym ogrzewaniem i dobrze urządzoną kuchnią, a przede wszystkim dostępne dla masowego klienta.

- WUWA to był eksperyment architektoniczny i technologiczny - tłumaczy dr Urbanik. - Pokazano zarówno domy luksusowe i mieszkania przeznaczone dla rodzin o niskich dochodach. Na uwagę zasługuje "dom-wspólnota" Adolfa Radinga (dziś akademik "Pancernik"), którego mieszkańcy mieli żyć w kolektywie oraz dom dla osób samotnych i bezdzietnych małżeństw Hansa Scharouna (dziś hotel przy ul. Kopernika). Tylko wrocławscy architekci zdecydowali się przedstawić tak kontrowersyjne propozycje - tłumaczy dr Urbanik.

WUWA była krytykowana za zbyt wysokie mimo wszystko ceny mieszkań i usterki (zawilgocenia, odpadające tynki, źle osadzone okna, pękające dachy), ale obecni mieszkańcy wystawowych domów chwalą projektantów. Ustawne, dobrze oświetlone pokoje, brak zbędnych pomieszczeń, świetne właściwości termiczne budynków, elegancka forma architektoniczna. Gdyby jeszcze budynki WUWY wyglądały tak jak 81 lat temu, byłoby idealnie. Na razie jednak wycieczki studentów i architektów z całego świata fotografują osiedle, które straszy: zaniedbana zieleń, śmieci wyłażące z kubłów, zapadnięte chodniki, brak oświetlenia. W tej sytuacji musimy uwierzyć na słowo Jadwidze Urbanik, że kiedyś było tam pięknie.

** Jadwiga Urbanik, WUWA 1929-2009. Wrocławska wystawa Werkbundu, Muzeum Architektury we Wrocławiu, 2009



Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy