Właściciel lombardu bezprawnie zabrał dom rodzinie
13.03.2010
, aktualizacja: 12.03.2010 17:41
Prawie 7,5 mln zł musi zapłacić właściciel wrocławskiego lombardu małżeństwu, od którego za niespłacone 160 tys. zł przejął dom i ziemię warte ponad 1,2 mln zł. Wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu jest prawomocny.
SERWISY
Nieruchomość była warta osiem razy więcej niż pożyczka, dlatego sąd uznał w piątek, że Robert C., zabierając ją właścicielom za dług, bezpodstawnie się wzbogacił.
Roman L. prowadzi niewielką firmę transportową. W 2002 roku chciał kupić nowe auto, ale bank odmówił pożyczki, gdyż zalegał m.in. ze składkami na ZUS. L. wpadł na pomysł, aby pożyczyć pieniądze, spłacić zadłużenie w ZUS, a potem z czystym kontem ubiegać się o kredyt w banku. Wtedy z kredytu spłaciłby krótkoterminową pożyczkę zaciągniętą na spłatę ZUS i kupił auto.
Poprzez pośrednika finansowego L. trafił do lombardu Roberta C. Umówili się, że ten pożyczy państwu L. 160 tys. zł, które spłacą po pół roku. Zastawem miały być dom, w którym mieszkali z czwórką dzieci, i 3,5 ha ziemi przy wrocławskim lotnisku.
4 grudnia 2002 roku strony stawiły się u notariusza. Wtedy właściciel lombardu zaproponował, aby zamiast wpisu na hipotece nieruchomości pożyczający podpisali umowę przewłaszczenia nieruchomości, w myśl której, jeśli nie spłacą pożyczki, pożyczkodawca stanie się właścicielem domu i gruntu. Robert C. argumentował, że tak będzie szybciej. Roman L., widząc pieniądze na stole, zgodził się i podpisał. Państwo L. zaczęli zgodnie z umową spłacać odsetki - 12 tys. zł miesięcznie. W sumie 54 tys. zł.
Jednak gdy L. chciał wziąć kredyt, Robert C. jako nowy właściciel nieruchomości (zgodnie z umową przewłaszczenia) nie zgodził się na obciążenie jej hipoteki. Bank nie udzielił więc kredytu, a małżeństwo nie miało z czego spłacić pożyczki zaciągniętej w lombardzie.
Gdy 4 czerwca 2003 roku minął termin spłaty, Robert C. uznał, że pożyczkobiorcy nie wywiązali się z umowy, więc zgodnie z nią jest teraz właścicielem nieruchomości. A ponieważ Roman L. z rodziną nie chcieli sami opuścić domu, wszczął postępowanie egzekucyjne.
Rankiem 18 października 2007 roku pod dom L. przy ul. Rakietowej podjechała ciężarówka. Komornik spakował na nią ich rzeczy. - Nie mieliśmy się gdzie podziać - opowiada ze łzami Danuta L. - Dwie noce spaliśmy w aucie na stacji benzynowej, a dzieci po znajomych. Do dziś wynajmujemy mieszkanie, a nasz dom stoi pusty, ograbiony. Ten człowiek doprowadził go do ruiny.
Małżeństwo starało się sądownie unieważnić umowy pożyczki i przewłaszczenia nieruchomości. Ale bezskutecznie. W końcu ich adwokat mecenas Robert Kaczorowski wniósł do sądu pozew, w którym domagał się, aby Robert C. zapłacił państwu L. około 9 mln zł tytułem bezpodstawnego wzbogacenia się. Kwoty sięgają milionów, bo wartość nieruchomości wzrosła w ciągu ostatnich kilku lat wielokrotnie.
- Umowa przewłaszczenia nie działa w ten sposób, że gdy dłużnik nie wywiąże się ze zobowiązań, to wierzyciel przejmuje całą nieruchomość - tłumaczy mecenas Kaczorowski. - Pożyczkodawca ma obowiązek rozliczyć się z pożyczkobiorcą, to znaczy ma pokryć swoje wierzytelności, ale resztę musi oddać pożyczkobiorcy.
Ten pogląd podzieliły wrocławskie sądy.
Właściciel lombardu w bardzo osobistym liście do sądu tłumaczył, że to on został pokrzywdzony przez Romana L. i jego żonę. Chcąc im udzielić pożyczki, musiał sam się zapożyczyć. Kiedy jej nie spłacili, on także wpadł w spiralę długów. Sąd skomentował to stwierdzeniem, że prowadząc taki biznes, powinien liczyć się z ryzykiem, powinien zabezpieczać się odpowiednio, dlatego jego użalanie się nad sobą jest co najmniej nie na miejscu.
- Myślał, że zrobi złoty interes, ale mu nie wyszło - komentuje mecenas Kaczorowski.
Komentuje sędzia Witold Franckiewicz, rzecznik Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu
Spraw o tzw. bezpodstawne wzbogacenie mamy w naszym sądzie dość sporo. Ale tych, w których w grę wchodzi umowa przewłaszczenia, czyli przeniesienia własności nieruchomości na zabezpieczenie wierzytelności, jest kilka rocznie. Nie zauważamy wzrostu liczby tego typu spraw w ostatnim czasie.
Historia państwa L. jest wyjątkowa pod tym względem, że występuje w niej wielka dysproporcja wartości nieruchomości do wielkości pożyczki. Wszystko byłoby zgodne z prawem, gdyby pożyczkodawca rozliczył się z pożyczkobiorcami, czyli wypłacił im różnicę pomiędzy wartością nieruchomości a wysokością pożyczki powiększonej o odsetki. Ale nie rozliczył się, stąd wyrok sądu.
Roman L. prowadzi niewielką firmę transportową. W 2002 roku chciał kupić nowe auto, ale bank odmówił pożyczki, gdyż zalegał m.in. ze składkami na ZUS. L. wpadł na pomysł, aby pożyczyć pieniądze, spłacić zadłużenie w ZUS, a potem z czystym kontem ubiegać się o kredyt w banku. Wtedy z kredytu spłaciłby krótkoterminową pożyczkę zaciągniętą na spłatę ZUS i kupił auto.
Poprzez pośrednika finansowego L. trafił do lombardu Roberta C. Umówili się, że ten pożyczy państwu L. 160 tys. zł, które spłacą po pół roku. Zastawem miały być dom, w którym mieszkali z czwórką dzieci, i 3,5 ha ziemi przy wrocławskim lotnisku.
4 grudnia 2002 roku strony stawiły się u notariusza. Wtedy właściciel lombardu zaproponował, aby zamiast wpisu na hipotece nieruchomości pożyczający podpisali umowę przewłaszczenia nieruchomości, w myśl której, jeśli nie spłacą pożyczki, pożyczkodawca stanie się właścicielem domu i gruntu. Robert C. argumentował, że tak będzie szybciej. Roman L., widząc pieniądze na stole, zgodził się i podpisał. Państwo L. zaczęli zgodnie z umową spłacać odsetki - 12 tys. zł miesięcznie. W sumie 54 tys. zł.
Jednak gdy L. chciał wziąć kredyt, Robert C. jako nowy właściciel nieruchomości (zgodnie z umową przewłaszczenia) nie zgodził się na obciążenie jej hipoteki. Bank nie udzielił więc kredytu, a małżeństwo nie miało z czego spłacić pożyczki zaciągniętej w lombardzie.
Gdy 4 czerwca 2003 roku minął termin spłaty, Robert C. uznał, że pożyczkobiorcy nie wywiązali się z umowy, więc zgodnie z nią jest teraz właścicielem nieruchomości. A ponieważ Roman L. z rodziną nie chcieli sami opuścić domu, wszczął postępowanie egzekucyjne.
Rankiem 18 października 2007 roku pod dom L. przy ul. Rakietowej podjechała ciężarówka. Komornik spakował na nią ich rzeczy. - Nie mieliśmy się gdzie podziać - opowiada ze łzami Danuta L. - Dwie noce spaliśmy w aucie na stacji benzynowej, a dzieci po znajomych. Do dziś wynajmujemy mieszkanie, a nasz dom stoi pusty, ograbiony. Ten człowiek doprowadził go do ruiny.
Małżeństwo starało się sądownie unieważnić umowy pożyczki i przewłaszczenia nieruchomości. Ale bezskutecznie. W końcu ich adwokat mecenas Robert Kaczorowski wniósł do sądu pozew, w którym domagał się, aby Robert C. zapłacił państwu L. około 9 mln zł tytułem bezpodstawnego wzbogacenia się. Kwoty sięgają milionów, bo wartość nieruchomości wzrosła w ciągu ostatnich kilku lat wielokrotnie.
- Umowa przewłaszczenia nie działa w ten sposób, że gdy dłużnik nie wywiąże się ze zobowiązań, to wierzyciel przejmuje całą nieruchomość - tłumaczy mecenas Kaczorowski. - Pożyczkodawca ma obowiązek rozliczyć się z pożyczkobiorcą, to znaczy ma pokryć swoje wierzytelności, ale resztę musi oddać pożyczkobiorcy.
Ten pogląd podzieliły wrocławskie sądy.
Właściciel lombardu w bardzo osobistym liście do sądu tłumaczył, że to on został pokrzywdzony przez Romana L. i jego żonę. Chcąc im udzielić pożyczki, musiał sam się zapożyczyć. Kiedy jej nie spłacili, on także wpadł w spiralę długów. Sąd skomentował to stwierdzeniem, że prowadząc taki biznes, powinien liczyć się z ryzykiem, powinien zabezpieczać się odpowiednio, dlatego jego użalanie się nad sobą jest co najmniej nie na miejscu.
- Myślał, że zrobi złoty interes, ale mu nie wyszło - komentuje mecenas Kaczorowski.
Co mówi kodeks cywilny
Art. 405. Kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść majątkową kosztem innej osoby, obowiązany jest do wydania korzyści w naturze, a gdyby to nie było możliwe, do zwrotu jej wartości.
Komentuje sędzia Witold Franckiewicz, rzecznik Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu
Spraw o tzw. bezpodstawne wzbogacenie mamy w naszym sądzie dość sporo. Ale tych, w których w grę wchodzi umowa przewłaszczenia, czyli przeniesienia własności nieruchomości na zabezpieczenie wierzytelności, jest kilka rocznie. Nie zauważamy wzrostu liczby tego typu spraw w ostatnim czasie.
Historia państwa L. jest wyjątkowa pod tym względem, że występuje w niej wielka dysproporcja wartości nieruchomości do wielkości pożyczki. Wszystko byłoby zgodne z prawem, gdyby pożyczkodawca rozliczył się z pożyczkobiorcami, czyli wypłacił im różnicę pomiędzy wartością nieruchomości a wysokością pożyczki powiększonej o odsetki. Ale nie rozliczył się, stąd wyrok sądu.
Najnowsze wiadomości
-
Portret zbiorowy pierwszoroczniaków. W klatce akademika
-
Jak będziemy się poruszać po Wrocławiu podczas Euro [MAPA]
-
Nasi studenci są słabi psychicznie. Naukowcy alarmują
-
O tych filmach dyskutował cały świat. Jak stworzyć wiral
-
Ten bunkier już został wyburzony. Stał obok dworca [FOTO]
-
Retro na różowo. Amerykanie z Portland wystąpią w Eterze
-
Ul. Królewiecka: Drzewka symetryczne, tylko uschły
- 79 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
47 głosów
-
wpadl na pomysl czystego sumienia?
wybitniemadry
13.03.10, 09:43
koles ma talent do brania pozyczek i nie oddawania z "czystym sumieniem" dom przejety jak najbardziej uczciwie i prawidlowo»
-
Biznesmen ograbił właściciela lombardu
marcinnek233
13.03.10, 10:46
Każdy kij ma dwa końce . Czy ta osoba co pisała ten artykuł jest sędzią że w swoim artykule wydała taką ocenę . A może jest tak że po chwili gdy miała nastąpić spłata kredytu właściciel »
-
Ciekaw jestem pochodzenia etnicznego tego cwaniacz
cudaktusk
14.03.10, 09:00
cwaniaczka.»
Najczęściej czytane24 htydzień




