Przypadki ludzkie trudniejsze niż zwierzęce
18.03.2010
, aktualizacja: 10.03.2010 15:38
Naprawiają psy niechciane, trudne, skazane na uśpienie albo na schronisko. Dzięki nim 30 zwierzaków znalazło już domy
ZOBACZ TAKŻE
- Energetyczny Wrocław (15-10-09, 15:38)
Po dwóch kolejnych włamaniach pan X kupił rottweilera do ochrony mieszkania. Pozwalał miłemu szczeniakowi kłaść się na sofie, wymuszać głaskanie i godziny spacerów, pierwszemu wychodzić przez drzwi. Nikt nie zorientował się, kiedy pies objął przywództwo w domu - do momentu, gdy zaatakował nastoletnią córkę właścicieli.
- Dziewczynka miała zmasakrowaną twarz, ze strachu pół roku mieszkała u babci, ale ojciec uparł się, że pies musi pozostać - opowiada Krzysztof Tatar.
- Przypadki ludzkie bywają trudniejsze niż zwierzęce - dodaje Ireneusz Czerniejewski.
Pracowali nad rottweilerem tygodniami: obniżyli ilość pobudzającego białka w diecie, ustawili hierarchię w rodzinie, nieregularne godziny wyjść i posiłków, które miały wzbudzić w zwierzęciu poczucie zależności. 14-latka wróciła do domu, pies potulnie chodzi z nią na spacery.
- To był trudny przypadek, nie wzięliśmy pieniędzy, bo potraktowaliśmy to jako wyzwanie - mówią wrocławianie.
Nie biorą też pieniędzy, bo inni ich nie mają, bo są zamożni, ale na psie im już nie zależy, bo trzeba szybko pomóc czworonogom, bo inaczej zostaną uśpione albo oddane do schroniska.
Bo psy są najważniejsze.
Z powodu człowieka
Obaj mają po 33 lata i prawie połowę życia spędzili, szkoląc psy.
Tatar: - Miałem pięć lat, kiedy tato przyprowadził owczarka niemieckiego długowłosego. Byłem szczęśliwy jak nigdy. Bez przerwy biegałem z Sabą na spacery, zimą zakładałem jej szelki i wszystkich kolegów woziła na sankach. To były czasy; bez internetu i komórek, ale za to wciąż z psem na podwórku.
Czerniejewski: - Rozpaczałem, kiedy rodzice nie pozwolili mi zatrzymać kundla, który się do nas przybłąkał. Odczekałem kilka lat i jako nastolatek miałem już taką moc sprawczą, że wymogłem na rodzicach kupno psa. W wakacje taszczyłem kartony w spożywczaku i sam zarobiłem na Ninę. To była wnuczka Saby Krzyśka.
Krzysztof: - Znamy się od podstawówki, ale przyjaźń zaczęła się dopiero od wspólnych spacerów z psami i wspólnych wyjść na szkolenia.
Irek: - Nasze zwierzaki okazały się bardzo pojętne i z czasem to my coraz bardziej pomagaliśmy trenerowi.
Mieli po 18 lat, gdy we Wrocławiu założyli swoją pierwszą szkołę tresury psów. - Szkoliliśmy całymi dniami i im dłużej obcowaliśmy ze zwierzętami, tym więcej widzieliśmy nieszczęścia, któremu prawie zawsze winien jest człowiek.
Tak powstał pomysł Fundacji "Dwa plus cztery" - dwie nogi plus cztery łapy. Formalnie istnieje dopiero od listopada, ale tak naprawdę pomaga niechcianym psom od lat. Dzięki nim 30 zwierzaków trafiło już do dobrych domów.
Próba sił z owczarkiem
Schemat adopcyjny jest prosty: zwierzęta trudne, po przejściach umieszczają w jednym z trzech domów tymczasowych u wolontariuszy - studentów i pani emerytki . Opłacają karmę i opiekę weterynaryjną oraz szkolą je: uczą posłuszeństwa i wykorzeniają złe nawyki.
- Psy po traumatycznych przejściach są zbyt lękliwe lub zbyt agresywne, co zresztą oznacza ten sam strach, tylko w innym wydaniu - mówią trenerzy. - Skrzywione przez ludzi zwykle mają niewielkie szanse na lepsze życie. Ustawiamy je tak, że łatwiej trafić im do nowej rodziny.
Po dwóch-czterech miesiącach, kiedy uznają, że czworonóg jest już gotowy do wzięcia, szukają dla niego stałego domu. Poprzez znajomych, internet, informacje w osiedlowych gazetkach, ulotki zostawiane w lecznicach weterynaryjnych, przez kluby seniora ("to ludzie z wolnym czasem, doświadczeniem i odpowiedzialni"). W ubiegłym tygodniu znaleźli domy dla czterech psów. Bo komuś urodziło się dziecko, które okazało się uczulone na sierść, bo ktoś znalazł przybłędę, a ma już jednego, bo ktoś potrącił szczeniaka, bo ktoś emigruje za pracą, bo komuś pies się znudził, bo zaczął atakować gosposię...
Owczarek kaukaski okazał się znakomitym stróżem sadu u nowego właściciela. Poprzedni kupił szczeniaka, bo "dzieci chciały mieć taką miłą futrzaną kulkę". Nie wziął pod uwagę, że to pies stróżujący o bardzo mocnej psychice, który wymaga pana o równie silnej osobowości. W ciągu półtora roku kulka stała się małym niedźwiedziem, który sterroryzował rodzinę. Owczarek został zamknięty w kojcu, jedzenie podawano mu na kiju.
- Dziewczynka miała zmasakrowaną twarz, ze strachu pół roku mieszkała u babci, ale ojciec uparł się, że pies musi pozostać - opowiada Krzysztof Tatar.
- Przypadki ludzkie bywają trudniejsze niż zwierzęce - dodaje Ireneusz Czerniejewski.
Pracowali nad rottweilerem tygodniami: obniżyli ilość pobudzającego białka w diecie, ustawili hierarchię w rodzinie, nieregularne godziny wyjść i posiłków, które miały wzbudzić w zwierzęciu poczucie zależności. 14-latka wróciła do domu, pies potulnie chodzi z nią na spacery.
- To był trudny przypadek, nie wzięliśmy pieniędzy, bo potraktowaliśmy to jako wyzwanie - mówią wrocławianie.
Nie biorą też pieniędzy, bo inni ich nie mają, bo są zamożni, ale na psie im już nie zależy, bo trzeba szybko pomóc czworonogom, bo inaczej zostaną uśpione albo oddane do schroniska.
Bo psy są najważniejsze.
Z powodu człowieka
Obaj mają po 33 lata i prawie połowę życia spędzili, szkoląc psy.
Tatar: - Miałem pięć lat, kiedy tato przyprowadził owczarka niemieckiego długowłosego. Byłem szczęśliwy jak nigdy. Bez przerwy biegałem z Sabą na spacery, zimą zakładałem jej szelki i wszystkich kolegów woziła na sankach. To były czasy; bez internetu i komórek, ale za to wciąż z psem na podwórku.
Czerniejewski: - Rozpaczałem, kiedy rodzice nie pozwolili mi zatrzymać kundla, który się do nas przybłąkał. Odczekałem kilka lat i jako nastolatek miałem już taką moc sprawczą, że wymogłem na rodzicach kupno psa. W wakacje taszczyłem kartony w spożywczaku i sam zarobiłem na Ninę. To była wnuczka Saby Krzyśka.
Krzysztof: - Znamy się od podstawówki, ale przyjaźń zaczęła się dopiero od wspólnych spacerów z psami i wspólnych wyjść na szkolenia.
Irek: - Nasze zwierzaki okazały się bardzo pojętne i z czasem to my coraz bardziej pomagaliśmy trenerowi.
Mieli po 18 lat, gdy we Wrocławiu założyli swoją pierwszą szkołę tresury psów. - Szkoliliśmy całymi dniami i im dłużej obcowaliśmy ze zwierzętami, tym więcej widzieliśmy nieszczęścia, któremu prawie zawsze winien jest człowiek.
Tak powstał pomysł Fundacji "Dwa plus cztery" - dwie nogi plus cztery łapy. Formalnie istnieje dopiero od listopada, ale tak naprawdę pomaga niechcianym psom od lat. Dzięki nim 30 zwierzaków trafiło już do dobrych domów.
Próba sił z owczarkiem
Schemat adopcyjny jest prosty: zwierzęta trudne, po przejściach umieszczają w jednym z trzech domów tymczasowych u wolontariuszy - studentów i pani emerytki . Opłacają karmę i opiekę weterynaryjną oraz szkolą je: uczą posłuszeństwa i wykorzeniają złe nawyki.
- Psy po traumatycznych przejściach są zbyt lękliwe lub zbyt agresywne, co zresztą oznacza ten sam strach, tylko w innym wydaniu - mówią trenerzy. - Skrzywione przez ludzi zwykle mają niewielkie szanse na lepsze życie. Ustawiamy je tak, że łatwiej trafić im do nowej rodziny.
Po dwóch-czterech miesiącach, kiedy uznają, że czworonóg jest już gotowy do wzięcia, szukają dla niego stałego domu. Poprzez znajomych, internet, informacje w osiedlowych gazetkach, ulotki zostawiane w lecznicach weterynaryjnych, przez kluby seniora ("to ludzie z wolnym czasem, doświadczeniem i odpowiedzialni"). W ubiegłym tygodniu znaleźli domy dla czterech psów. Bo komuś urodziło się dziecko, które okazało się uczulone na sierść, bo ktoś znalazł przybłędę, a ma już jednego, bo ktoś potrącił szczeniaka, bo ktoś emigruje za pracą, bo komuś pies się znudził, bo zaczął atakować gosposię...
Owczarek kaukaski okazał się znakomitym stróżem sadu u nowego właściciela. Poprzedni kupił szczeniaka, bo "dzieci chciały mieć taką miłą futrzaną kulkę". Nie wziął pod uwagę, że to pies stróżujący o bardzo mocnej psychice, który wymaga pana o równie silnej osobowości. W ciągu półtora roku kulka stała się małym niedźwiedziem, który sterroryzował rodzinę. Owczarek został zamknięty w kojcu, jedzenie podawano mu na kiju.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości
-
Pogoda na Dolnym Śląsku: Tyle słońca w każdym mieście
-
Korki na ul. Braniborskiej po nocnej awarii wodociągu
-
Na drodze koło Ząbkowic Śląskich zginął mężczyzna
-
Narodowe murem za artystami, strajkuje w czwartek
-
Za dziesięć dni będzie gotowy deptak na Kuźniczej [FOTO]
-
Zarabiajmy we Wrocławiu na tym, czego inni nie mają
-
Pękła magistrala. Problemy z wodą w całym mieście
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć