W sprawie zarzutów lekarzy nikt nie powinien milczeć

Marzena Kasperska Tomasz Wysocki
10.03.2010 , aktualizacja: 09.03.2010 19:12
A A A Drukuj
Trzej ginekolodzy, pracownicy II Katedry i Kliniki Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii AM zarzucili swojemu szefowi prof. Mariuszowi Zimmerowi, że placówka osiągnęła dobry wynik finansowy dlatego, bo robiła pacjentkom ryzykowne zabiegi, nawet wtedy, gdy brakowało wystarczających wskazań medycznych.
Dla dobra dolnośląskiej ginekologii zarzuty przeciwko wojewódzkiemu konsultantowi w tej dziedzinie prof. Mariuszowi Zimmerowi powinny być wnikliwie rozpatrzone
Fot. Paweł Kozioł / AG
Dla dobra dolnośląskiej ginekologii zarzuty przeciwko wojewódzkiemu konsultantowi w tej dziedzinie prof. Mariuszowi Zimmerowi powinny być wnikliwie rozpatrzone
SERWISY
Chodzi o histeroskopię, inwazyjne badanie macicy, dobrze opłacane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Przeciwwskazaniem do jego wykonania jest m.in. rozpoznany guz jajnika i wypadanie macicy u starszych pacjentek. Buntownicy twierdzą, że na polecenie szefa kliniki histeroskopię robiono przed większością operacji. Nawet w sytuacjach, gdy narażało to pacjentki na powikłania, cierpienia i przedłużało o miesiące wdrożenie leczenia, a nawet je uniemożliwiało.

Przeciwko swojemu szefowi wystąpili prof. Jerzy Zalewski, kierownik zlikwidowanej cztery lata temu Kliniki Zaburzeń Rozwojowych Płodu AM, dr hab. Jerzy Heimrath, kierownik Katedry Ginekologii i Położnictwa Wydziału Nauk o Zdrowiu AM oraz dr n.med. Marek Elias, adiunkt w klinice prowadzonej przez prof. Zimmera. Zarzuty zawarli w liście, który zamierzali opublikować w "Gazecie Uczelnianej" wydawanej przez wrocławską uczelnię medyczną. Redakcja odmówiła publikacji ich pisma.

We wtorek porównaliśmy liczbę zabiegów histeroskopii przeprowadzonych w dwóch podobnych pod względem wielkości i profilu medycznego wrocławskich klinikach ginekologicznych. Z danych NFZ wynika, że w 2007 roku w klinice prof. Zimmera wykonano ich sto razy więcej niż w klinice przy ul. Chałubińskiego! Rok później już "tylko" ponad dziesięć razy więcej.

List ginekologów z kliniki przy ul. Dyrekcyjnej prowokuje do serii pytań dotyczących sposobu finansowania badań w tej klinice i jakości opieki medycznej. W gruncie rzeczy doniesienia lekarzy i dane, które się za nimi kryją, powinny najbardziej zaniepokoić wojewodę dolnośląskiego. To on nadzoruje jakość opieki medycznej w regionie i to jego urzędnikiem jest prof. Zimmer, dolnośląski konsultant w dziedzinie ginekologii i położnictwa. O wyjaśnienie tej sprawy powinien także usilnie zabiegać Narodowy Funduszu Zdrowia, który płacił za bezzasadne, być może, badania.

Tymczasem zarówno urzędnicy Funduszu, jak i urzędu wojewódzkiego twierdzą, że nie podejmą żadnych działań dopóki przy ul. Dyrekcyjnej trwa kontrola, jaką zarządziło szefostwo Akademickiego Szpitala Klinicznego (podlega mu klinika prof. Zimmera). - Ale nie wykluczamy, że później sami zbadamy sprawę. Oczywiście w oparciu o opinię konsultanta krajowego - zastrzega Joanna Mierzwińska, rzeczniczka dolnośląskiego NFZ.

Naszym zdaniem urzędnicy nie mają na co czekać. Dysponują informacjami na temat zabiegów i stanu zdrowia badanych pacjentek. Można łatwo zweryfikować, czy faktycznie kobiety z rakiem macicy były poddawane histeroskopii i czy klinika wyłudzała, co sugerują trzej ginekolodzy, pieniądze z NFZ.

Wątpliwości w tej sprawie jest coraz więcej.

Skład komisji powołanej przez dyrektora Akademickiego Szpitala Klinicznego jest tajny. Wiadomo tylko, że na jej czele stoi dr Bogusław Beck, wicedyrektor szpitala ds. medycznych. Dlaczego nie można ujawnić, kto pracuje w tej komisji? Nie wiadomo.

Poza tym dr Beck jako wiceszef szpitala jest stroną w sporze. Gdyby zarzuty trójki ginekologów się potwierdziły, to by oznaczało, że w klinice - podległej dr. Beckowi - doszło do nadużyć. Zatem - czy weryfikując zarzuty lekarzy, jest on w stanie zachować dystans?

Jest jeszcze jedna wątpliwość - już w lutym dr Beck przesłał do NFZ pismo, w którym twierdzi, że praca w klinice toczyła się prawidłowo. Powołuje się przy tym na oświadczenia zebrane od lekarzy pracujących obecnie w szpitalu przy ul. Dyrekcyjnej. Medycy twierdzą w nich, że nie znają faktów potwierdzających zarzuty Zalewskiego, Heimratha i Eliasa. - Nie przyznałem, że szef nakazał robić histeroskopię przed wszystkimi niemal operacjami, bo nazajutrz straciłbym pracę. To tak, jakby się zastanawiać, dlaczego wyniki tajnego głosowania są z reguły inne niż głosowania jawnego - mówi jeden z lekarzy kliniki.

Pytanie, jak zachowa się w sądzie, bo nie mamy wątpliwości, że sprawa tam musi znaleźć swoje rozstrzygnięcie. Tego samego dnia, gdy komisja ogłosi, że nadużyć w klinice nie było, prof. Zimmer powinien skierować pozew do sądu o naruszenie dóbr osobistych.

Dr Heimrath pytany przez nas, dlaczego idzie na otwartą wojnę z prof. Zimmerem, odpowiedział krótko: - Imperatyw moralny.

Czy będzie on jednak na tyle silny, by lekarze poszli ze swoimi zarzutami do prokuratury, gdy komisja Becka owych zarzutów nie potwierdzi?

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 53 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    28 głosów

  • W sprawie zarzutów lekarzy nikt nie powinien m... netalicja 10.03.10, 09:27

    KOmisje komisjami, ale skoro narażano życie i zdrowie pacjentek, co wynika z artykułu, to jest sprawa dla prokuratury. To bardzo niebezpieczne, kiedy tego typu nieprawidłowości - powtarzam »

  • W sprawie zarzutów lekarzy nikt nie powinien m... hofi2 10.03.10, 12:20

    Czytam komentarze i sam nie wierzę, że można tak znów bez poznania prawdy kogoś oczerniać, ludzie, dajcie spokój. Jeśli lekarze maja tak dobrze, to należało się uczyć na studiach i zostać »

  • straszą niepotrzebnie pacjentki, co za zagrywka... edywl 19.03.10, 21:07

    Może w innych szpitalach stosują po prostu łyżeczkowanie jamy macicy albobiopsję endometrium. Za łyżeczkowanie NFZ daje tyle samo punktów, co zahisteroskopię. Przed każdą operacją macicy »