Łagodny wyrok za śmiertelne potrącenie na pasach
09.03.2010
, aktualizacja: 08.03.2010 19:32
Niedawno wrocławski sąd skazał młodego motocyklistę za śmiertelne potrącenie staruszki na pasach tylko na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata i pozbawienie prawa jazdy na rok. Czy za takie przestępstwo nie należy karać surowiej?
SERWISY
Rozmowa z prof. Zofią Świdą z Wydziału Prawa UWr*
Katarzyna Lubiniecka: Czy nasze prawo zbyt łagodnie traktuje przestępców?
Prof. Zofia Świda: Nie sądzę. Nasze kodeksy i przewidywane w nich kary są podobne do kodeksów w innych krajach europejskich (poza anglosaskimi). Choć to prawda, że jesteśmy narodem, w którym hasła ostrego karania przestępców są bardzo popularne. Większość jest np. za karą śmierci. Może wynika to z naszego krótkiego stażu w demokracji.
Ale pół roku w zawieszeniu i rok bez prawa jazdy dla kierującego motorem, który zabił na pasach człowieka, nie wydaje się Pani karą zbyt łagodną?
- Nie chcę wypowiadać się na temat sprawy, której nie znam dokładnie. Mogę powiedzieć ogólnie o zasadach orzekania kar w naszym kraju. Wymiar kary należy do sędziego, który orzeka w granicach określonych w przepisach kodeksu karnego. Ważną zasadą jest indywidualizacja wymiaru kary. Sąd musi zbadać wszystkie okoliczności zdarzenia i wziąć pod uwagę motywację, postawę sprawcy, to np., czy działał w warunkach recydywy, czy żałuje. Każda sprawa jest inna.
Inaczej byśmy na to patrzyli z punktu widzenia sprawcy?
- No tak. A trzeba pamiętać, że każdy z nas może zostać potrącony, ale też każdy z nas może potrącić kogoś na pasach. I możemy mu zrobić krzywdę, choć przecież tego nie chcemy. Ludzie zwykle utożsamiają się z pokrzywdzonym. Jednak gdybyśmy to my byli sądzeni, chcielibyśmy, aby sąd wysłuchał naszych wyjaśnień, wziął je pod uwagę. Czyli potraktował nas indywidualnie.
Motocyklista odpowiadał przed sądem za przestępstwo z art. 177 par. 2 kodeksu karnego, który za naruszenie zasad ruchu drogowego, choćby nieumyślne, w wyniku czego inna osoba ponosi śmierć, przewiduje karę od sześciu miesięcy do lat ośmiu. To duża rozpiętość...
- To są te widełki, w których sędzia musi orzec wyrok. Uważam, że to bardzo dobrze, gdy wybór jest szeroki. Nie ma nic gorszego w prawie niż ograniczanie sędziemu możliwości wymiaru kary, narzucanie sztywnych granic - właśnie tak, jak się dziś postuluje w związku z policjantami [minister sprawiedliwości apeluje o zaostrzenie kar dla osób atakujących funkcjonariuszy, chce m.in., aby za zabójstwo policjanta sąd mógł skazać sprawcę albo na karę 25 lat więzienia, albo na dożywocie - przyp. red.]. Wtedy sędzia byłby niepotrzebny. Sztywno określone kary to dowód zacofania rodem ze średniowiecza.
Kara ma też sprawić, aby inni nie dokonywali podobnych przestępstw, aby ten sprawca już więcej takich rzeczy nie robił...
- Tyle że wysokie kary nie odstraszają. Przeprowadzono wiele badań, które wskazują, że odstraszające oddziaływanie kary jest mitem. Nikt z nas nie myśli: coś tam ukradnę, bo tamten ukradł i nic za to nie dostał. Oczywiście społeczeństwo powinno wiedzieć, że coś jest w ogóle karalne. Ale nie możemy na pokaz karać surowo, bez brania pod uwagę indywidualnego przypadku.
Ale mam wrażenie, że ten młody człowiek raczej wyszedł z sądu z myślą: upiekło mi się...
- Każda kara jest dokuczliwa. Czy np. zamknięcie go na rok w więzieniu coś by komuś dało? To, że kara jest w zawieszeniu, nie znaczy, że jej nie ma. Ona jest, czeka. Jest w jego świadomości, w jego papierach. W każdej chwili może zostać odwieszona. Kara pozbawienia wolności jest karą eliminacyjną. Usuwamy sprawcę ze społeczeństwa, a w tym przypadku nie ma takiej potrzeby. Czasem słyszę, jak ktoś mówi: orzeczono "tylko" dwa lata. Ale trudnym przeżyciem jest pozbawienie wolności choćby na rok.
Chcielibyśmy wszystkich zamykać za kratkami?
- Tak. Często ludzie, żądając zamykania przestępców na długie lata w więzieniach, nie biorą pod uwagę tego, że dolegliwość kary nie może przekraczać stopnia winy. A wina to jest zamiar. W pani przykładzie nie jest to wina umyślna - ten motocyklista nie chciał nie tylko zabić tej kobiety, ale nawet nie chciał naruszyć zasad ruchu drogowego. A jeśli chodzi o więzienia, to mamy jedną z największych w Europie liczbę skazanych.
Co jest najważniejsze przy karaniu sprawców?
- Kara powinna być rychliwa, czyli szybka. A u nas niestety orzekanie często trwa za długo. No i przede wszystkim musi być sprawiedliwa, proporcjonalna do innych czynów. Tym przede wszystkim kierują się sędziowie. A nasz system opiera się na zaufaniu w rozum sędziego, który musi wziąć pod uwagę wszystko.
Zdaniem Pani Profesor nasi sędziowie stają zawsze na wysokości zadania?
- Różnie. Jak w każdym zawodzie. Dlatego tak ważna jest dwuinstancyjność. To, że wyrok pierwszej instancji może zostać zaskarżony przez którąś ze stron. Zawsze jest kontrola drugiej instancji - sądu z założenia mądrzejszego.
Czy kiedykolwiek słysząc o wyroku w jakiejś sprawie, pomyślała Pani, że jest zbyt łagodny?
- Tak. Ja jestem z natury dość surowa w ocenach. Każdy sędzia bierze wyrok na swoje sumienie i musi się z niego wytłumaczyć w uzasadnieniu.
Będąc w Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, ma Pani wpływ na stanowione u nas prawo...
- To jest ciało jedynie opiniujące.
* Zofia Świda - profesor zwyczajny w Katedrze Postępowania Karnego na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, sędzia z wieloletnim doświadczeniem, od niedawna członkini Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego działającej przy ministrze sprawiedliwości, której zadaniem jest opiniowanie zmian w polskim prawie karnym przy jego dostosowywaniu do zmieniających się warunków i nowych potrzeb.
Katarzyna Lubiniecka: Czy nasze prawo zbyt łagodnie traktuje przestępców?
Prof. Zofia Świda: Nie sądzę. Nasze kodeksy i przewidywane w nich kary są podobne do kodeksów w innych krajach europejskich (poza anglosaskimi). Choć to prawda, że jesteśmy narodem, w którym hasła ostrego karania przestępców są bardzo popularne. Większość jest np. za karą śmierci. Może wynika to z naszego krótkiego stażu w demokracji.
Ale pół roku w zawieszeniu i rok bez prawa jazdy dla kierującego motorem, który zabił na pasach człowieka, nie wydaje się Pani karą zbyt łagodną?
- Nie chcę wypowiadać się na temat sprawy, której nie znam dokładnie. Mogę powiedzieć ogólnie o zasadach orzekania kar w naszym kraju. Wymiar kary należy do sędziego, który orzeka w granicach określonych w przepisach kodeksu karnego. Ważną zasadą jest indywidualizacja wymiaru kary. Sąd musi zbadać wszystkie okoliczności zdarzenia i wziąć pod uwagę motywację, postawę sprawcy, to np., czy działał w warunkach recydywy, czy żałuje. Każda sprawa jest inna.
Inaczej byśmy na to patrzyli z punktu widzenia sprawcy?
- No tak. A trzeba pamiętać, że każdy z nas może zostać potrącony, ale też każdy z nas może potrącić kogoś na pasach. I możemy mu zrobić krzywdę, choć przecież tego nie chcemy. Ludzie zwykle utożsamiają się z pokrzywdzonym. Jednak gdybyśmy to my byli sądzeni, chcielibyśmy, aby sąd wysłuchał naszych wyjaśnień, wziął je pod uwagę. Czyli potraktował nas indywidualnie.
Motocyklista odpowiadał przed sądem za przestępstwo z art. 177 par. 2 kodeksu karnego, który za naruszenie zasad ruchu drogowego, choćby nieumyślne, w wyniku czego inna osoba ponosi śmierć, przewiduje karę od sześciu miesięcy do lat ośmiu. To duża rozpiętość...
- To są te widełki, w których sędzia musi orzec wyrok. Uważam, że to bardzo dobrze, gdy wybór jest szeroki. Nie ma nic gorszego w prawie niż ograniczanie sędziemu możliwości wymiaru kary, narzucanie sztywnych granic - właśnie tak, jak się dziś postuluje w związku z policjantami [minister sprawiedliwości apeluje o zaostrzenie kar dla osób atakujących funkcjonariuszy, chce m.in., aby za zabójstwo policjanta sąd mógł skazać sprawcę albo na karę 25 lat więzienia, albo na dożywocie - przyp. red.]. Wtedy sędzia byłby niepotrzebny. Sztywno określone kary to dowód zacofania rodem ze średniowiecza.
Kara ma też sprawić, aby inni nie dokonywali podobnych przestępstw, aby ten sprawca już więcej takich rzeczy nie robił...
- Tyle że wysokie kary nie odstraszają. Przeprowadzono wiele badań, które wskazują, że odstraszające oddziaływanie kary jest mitem. Nikt z nas nie myśli: coś tam ukradnę, bo tamten ukradł i nic za to nie dostał. Oczywiście społeczeństwo powinno wiedzieć, że coś jest w ogóle karalne. Ale nie możemy na pokaz karać surowo, bez brania pod uwagę indywidualnego przypadku.
Ale mam wrażenie, że ten młody człowiek raczej wyszedł z sądu z myślą: upiekło mi się...
- Każda kara jest dokuczliwa. Czy np. zamknięcie go na rok w więzieniu coś by komuś dało? To, że kara jest w zawieszeniu, nie znaczy, że jej nie ma. Ona jest, czeka. Jest w jego świadomości, w jego papierach. W każdej chwili może zostać odwieszona. Kara pozbawienia wolności jest karą eliminacyjną. Usuwamy sprawcę ze społeczeństwa, a w tym przypadku nie ma takiej potrzeby. Czasem słyszę, jak ktoś mówi: orzeczono "tylko" dwa lata. Ale trudnym przeżyciem jest pozbawienie wolności choćby na rok.
Chcielibyśmy wszystkich zamykać za kratkami?
- Tak. Często ludzie, żądając zamykania przestępców na długie lata w więzieniach, nie biorą pod uwagę tego, że dolegliwość kary nie może przekraczać stopnia winy. A wina to jest zamiar. W pani przykładzie nie jest to wina umyślna - ten motocyklista nie chciał nie tylko zabić tej kobiety, ale nawet nie chciał naruszyć zasad ruchu drogowego. A jeśli chodzi o więzienia, to mamy jedną z największych w Europie liczbę skazanych.
Co jest najważniejsze przy karaniu sprawców?
- Kara powinna być rychliwa, czyli szybka. A u nas niestety orzekanie często trwa za długo. No i przede wszystkim musi być sprawiedliwa, proporcjonalna do innych czynów. Tym przede wszystkim kierują się sędziowie. A nasz system opiera się na zaufaniu w rozum sędziego, który musi wziąć pod uwagę wszystko.
Zdaniem Pani Profesor nasi sędziowie stają zawsze na wysokości zadania?
- Różnie. Jak w każdym zawodzie. Dlatego tak ważna jest dwuinstancyjność. To, że wyrok pierwszej instancji może zostać zaskarżony przez którąś ze stron. Zawsze jest kontrola drugiej instancji - sądu z założenia mądrzejszego.
Czy kiedykolwiek słysząc o wyroku w jakiejś sprawie, pomyślała Pani, że jest zbyt łagodny?
- Tak. Ja jestem z natury dość surowa w ocenach. Każdy sędzia bierze wyrok na swoje sumienie i musi się z niego wytłumaczyć w uzasadnieniu.
Będąc w Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, ma Pani wpływ na stanowione u nas prawo...
- To jest ciało jedynie opiniujące.
* Zofia Świda - profesor zwyczajny w Katedrze Postępowania Karnego na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, sędzia z wieloletnim doświadczeniem, od niedawna członkini Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego działającej przy ministrze sprawiedliwości, której zadaniem jest opiniowanie zmian w polskim prawie karnym przy jego dostosowywaniu do zmieniających się warunków i nowych potrzeb.
Najnowsze wiadomości
-
Miłosne napisy na murach wrocławskich budynków [FOTO]
-
Wrocławianka pozwała NFZ. Walczy o lek ratujący życie
-
Igor Boxx: Tanecznie i pogodnie, nadal z Breslau w tle
-
Głos feldmarszałka von Moltke usłyszymy w Krzyżowej
-
Po drugiej stronie płótna Panoramy Racławickiej [FOTO]
-
Wrocławski stadion niemal najpiękniejszy na świecie
-
Jak poderwać kogoś przez internet? Naukowcy doradzają
- 187 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
18 głosów
-
Prawo polskie bardziej chroni przestępców niż ofia
labeo
09.03.10, 08:25
Jak czytam wywiad to już nie ma mam wątpliwości dlaczego polskie prawobardziej chroni przestępców i ofiary. Tylko skąd wzięło się takie rozumowaniewymiaru sprawiedliwości, bo chyba nie z »
-
Czy Świda słyszy, co sama mówi? Przeczy sama sobie
oelefante
09.03.10, 13:45
skoro kara ma być proporcjonalna do czynu, jak chce Świda, a jej zdaniem karąproporcjonalną za zabicie człowieka jest pół roku w zawiasach, to jaka, wgświdowej profesury, jest proporcjonalna»
-
Łagodny wyrok za śmiertelne potrącenie na pasach
goldzia_0
16.03.10, 16:38
moja ostatnia wypowiedź dotyczy komentarza od xiOnc»
Najczęściej czytane24 htydzień





