Rotmistrz Pilecki - wrzód na ciele Polski Ludowej
04.03.2010
, aktualizacja: 04.03.2010 18:58
Szczupły, średniego wzrostu, raczej niepozorny. Sprawiał wrażenie nieśmiałego i delikatnego, nie umiał przemawiać. Ale to on poszedł dobrowolnie do Auschwitz, żeby zorganizować w obozie siatkę konspiracyjną. Rotmistrz Witold Pilecki od zeszłego tygodnia patronuje jednemu z ważnych rond w mieście
ZOBACZ TAKŻE
- Wrocław: będzie rondo i pomnik rotmistrza Pileckiego (25-02-10, 14:28)
RAPORTY
Warszawa, 25 maja 1948 roku, więzienie mokotowskie. Ks. Jan Stępień, kapelan AK, skazany na karę śmierci otrzymuje poufną wiadomość, że wieczorem odbędzie się egzekucja rotmistrza Pileckiego. Czeka w napięciu przy oknie celi. Kilka minut po godzinie 21 widzi dwóch skazańców. Pilecki idzie pierwszy, strażnicy prowadzą go pod ręce. Ledwie dotyka stopami ziemi, sprawia wrażenie na wpół przytomnego. Ale towarzyszący skazanemu zastępca dyrektora więzienia Ryszard Mońko (musi podpisać protokół egzekucji) słyszy, jak Pilecki mówi do strażników, że chce iść sam.
Skazaniec wchodzi do niewielkiego budynku bez okien, z rdzawym krzyżem na zewnętrznej ścianie. Rozlega się tylko jeden strzał.
Armia czeka w ogrodzie
Ołoniec, 40 lat wcześniej. Zabita deskami mieścina w Karelii, kilkanaście kilometrów od jeziora Ładoga, nie jest najprzyjemniejszym miejscem do życia, ale Julian Pilecki dostał tu dobrze płatną pracę. Jest w zarządzie Lasów Państwowych. Jego żona martwi się jednak, że dzieci coraz częściej wtrącają do rozmowy rosyjskie zwroty. Czyta maluchom sienkiewiczowską trylogię, tłumaczy treść rysunków Grottgera, wiszących na ścianach salonu, opowiada o Murawiewie "Wieszatielu", który powstańców na szubienice posyłał i majątki dziadków skonfiskował.
Siedmioletni Witek toczy w ogrodzie wielkie bitwy. Pokrzywy to Niemcy, słoneczniki są Tatarami, w trawie leży polskie wojsko, wódz Pilecki szablą siecze rosyjskie szeregi ukrywające się za pniami drzew. - Tak bym chciał przemykać się nocą po lesie, żeby przechytrzyć wroga! Galopować po polach z szablą w dłoni - zawierza matce chłopackie marzenia.
Marzenia się szybko spełniają. 19-latek - jeszcze bez matury - idzie na wojnę z Armią Czerwoną. Zdobywa stopień starszego ułana i dwa Krzyże Walecznych. A potem wraca do szkoły. Maluje, pisze wiersze, gra na pianinie, chce studiować na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Wileńskiego.
Koń, szabla i kobieta
Ale artystą zostać nie może, rodzina wpada w poważne tarapaty finansowe, bo Julian Pilecki bardzo niekorzystnie puścił w dzierżawę swój majątek. Witold pracuje jako referent, sen o sztuce zamienia na marzenia o oficerskich szlifach. I te mu się spełniają.
Najpierw kończy Szkołę Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu, potem osiada w rodzinnym majątku Sukurcze koło Lidy na Wileńszczyźnie, które Pileccy po kilku latach sądowych bojów odzyskali, a potem się zakochuje.
Ona jest nauczycielką w wiejskiej szkole, nazywa się Maria Ostrowska. Konkury trwają dwa lata, Witold w końcu słyszy upragnione "tak", w kwietniu 1931 roku dwór w Sukurczach ma już panią. A Pileckiemu Parki przędą żywot człowieka poczciwego.
Narodziny dzieci, praca na gospodarstwie, szkolenie straży ogniowej (był jej założycielem i prezesem), podwieczorki pod starymi lipami, miłe godziny spędzane przy sztalugach, pisanie wierszy... Tylko munduru i szabli brak. Ale i na to jest sposób. Pilecki organizuje Przysposobienie Wojenne Konne. Zaczyna od dwóch plutonów, w 1936 jest już dowódcą dywizjonu konnego.
Miejscowi mówią o nim "czort" i podziwiają za energię.
W sierpniu 1939 roku Pilecki opuścił Sukurcze na zawsze. Narysował później scenę pożegnania na cmentarzu: on w mundurze, na koniu z rozwianą grzywą, pod chmurnym niebem, salutuje szablą groby swoich bliskich.
Przyszli podpalić dom
Po klęsce wrześniowej nie chciał przebijać się do Rumunii. Został w kraju. W połowie października przedostał się do Warszawy. Razem z Janem Danglem i Janem Włodarkiewiczem zaczął organizować Tajną Armię Polską. Po roku miała już 19 tysięcy członków, a ppor. rezerwy Witold Pilecki był szefem sztabu głównego. Konspiratorzy zorganizowali siatkę wywiadowczą, wyrabiali fałszywe dokumenty, organizowali przerzuty żołnierzy na Węgry, rozpoczęli tworzenie oddziałów sabotażowo-dywersyjnych.
Wiosną 1940 roku zaczęły się problemy. Najpierw zatrzymany został - w czasie przedzierania się przez Węgry do Francji - por. Jerzy de Virion, potem gestapo aresztowało dr. Władysława Deringa, szefa służby zdrowia TAP, a następnie wpadł ppłk. Władysław Surmacki, szef sztabu TAP (objął to stanowisko w maju 1940 roku po Pileckim). Wszyscy trafili do Auschwitz.
Komendant TAP mjr Jan Włodarkiewicz zwołał naradę. Zebrani uznali, że ktoś z kierownictwa musi przedostać się do Auschwitz, żeby sprawdzić, jakie są możliwości ucieczki bądź odbicia więźniów, zobaczyć, jak Niemcy traktują więźniów politycznych, zorganizować w obozie podziemną organizację.
Do akcji zgłosił się Witold Pilecki. W nocy z 21 na 22 września 1940 roku, po łapance, w której zatrzymano dwa tysiące mężczyzn, Pilecki, a właściwie Tomasz Serafiński (na takie nazwisko miał wystawione lewe papiery), przekroczył bramę z napisem "Arbeit macht frei".
Więzień nr 4859
Z raportu Pileckiego: „Oślepieni reflektorami, pchani, bici, kopani, szczuci psami, raptownie znaleźliśmy się w warunkach, w jakich wątpię, by ktoś z nas był kiedykolwiek. Słabsi byli oszołomieni do tego stopnia, że naprawdę tworzyli bezmyślną grupę. Pędzono nas przed siebie, ku większej ilości skupionych świateł. W drodze kazano jednemu z nas biec do słupa w bok od drogi i zaraz w ślad za nim puszczono serię z peema. Zabito. Wyciągnięto z szeregu dziesięciu przygodnych kolegów i zastrzelono w marszu z pistoletów, w ramach »odpowiedzialności solidarnej « za »ucieczkę «, którą zaaranżowali esesmani. Wszystkich 11 ciągnięto na rzemieniach uwiązanych do jednej nogi. Drażniono psy skrwawionymi trupami i szczuto je na nich".
Skazaniec wchodzi do niewielkiego budynku bez okien, z rdzawym krzyżem na zewnętrznej ścianie. Rozlega się tylko jeden strzał.
Armia czeka w ogrodzie
Ołoniec, 40 lat wcześniej. Zabita deskami mieścina w Karelii, kilkanaście kilometrów od jeziora Ładoga, nie jest najprzyjemniejszym miejscem do życia, ale Julian Pilecki dostał tu dobrze płatną pracę. Jest w zarządzie Lasów Państwowych. Jego żona martwi się jednak, że dzieci coraz częściej wtrącają do rozmowy rosyjskie zwroty. Czyta maluchom sienkiewiczowską trylogię, tłumaczy treść rysunków Grottgera, wiszących na ścianach salonu, opowiada o Murawiewie "Wieszatielu", który powstańców na szubienice posyłał i majątki dziadków skonfiskował.
Siedmioletni Witek toczy w ogrodzie wielkie bitwy. Pokrzywy to Niemcy, słoneczniki są Tatarami, w trawie leży polskie wojsko, wódz Pilecki szablą siecze rosyjskie szeregi ukrywające się za pniami drzew. - Tak bym chciał przemykać się nocą po lesie, żeby przechytrzyć wroga! Galopować po polach z szablą w dłoni - zawierza matce chłopackie marzenia.
Marzenia się szybko spełniają. 19-latek - jeszcze bez matury - idzie na wojnę z Armią Czerwoną. Zdobywa stopień starszego ułana i dwa Krzyże Walecznych. A potem wraca do szkoły. Maluje, pisze wiersze, gra na pianinie, chce studiować na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Wileńskiego.
Koń, szabla i kobieta
Ale artystą zostać nie może, rodzina wpada w poważne tarapaty finansowe, bo Julian Pilecki bardzo niekorzystnie puścił w dzierżawę swój majątek. Witold pracuje jako referent, sen o sztuce zamienia na marzenia o oficerskich szlifach. I te mu się spełniają.
Najpierw kończy Szkołę Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu, potem osiada w rodzinnym majątku Sukurcze koło Lidy na Wileńszczyźnie, które Pileccy po kilku latach sądowych bojów odzyskali, a potem się zakochuje.
Ona jest nauczycielką w wiejskiej szkole, nazywa się Maria Ostrowska. Konkury trwają dwa lata, Witold w końcu słyszy upragnione "tak", w kwietniu 1931 roku dwór w Sukurczach ma już panią. A Pileckiemu Parki przędą żywot człowieka poczciwego.
Narodziny dzieci, praca na gospodarstwie, szkolenie straży ogniowej (był jej założycielem i prezesem), podwieczorki pod starymi lipami, miłe godziny spędzane przy sztalugach, pisanie wierszy... Tylko munduru i szabli brak. Ale i na to jest sposób. Pilecki organizuje Przysposobienie Wojenne Konne. Zaczyna od dwóch plutonów, w 1936 jest już dowódcą dywizjonu konnego.
Miejscowi mówią o nim "czort" i podziwiają za energię.
W sierpniu 1939 roku Pilecki opuścił Sukurcze na zawsze. Narysował później scenę pożegnania na cmentarzu: on w mundurze, na koniu z rozwianą grzywą, pod chmurnym niebem, salutuje szablą groby swoich bliskich.
Przyszli podpalić dom
Po klęsce wrześniowej nie chciał przebijać się do Rumunii. Został w kraju. W połowie października przedostał się do Warszawy. Razem z Janem Danglem i Janem Włodarkiewiczem zaczął organizować Tajną Armię Polską. Po roku miała już 19 tysięcy członków, a ppor. rezerwy Witold Pilecki był szefem sztabu głównego. Konspiratorzy zorganizowali siatkę wywiadowczą, wyrabiali fałszywe dokumenty, organizowali przerzuty żołnierzy na Węgry, rozpoczęli tworzenie oddziałów sabotażowo-dywersyjnych.
Wiosną 1940 roku zaczęły się problemy. Najpierw zatrzymany został - w czasie przedzierania się przez Węgry do Francji - por. Jerzy de Virion, potem gestapo aresztowało dr. Władysława Deringa, szefa służby zdrowia TAP, a następnie wpadł ppłk. Władysław Surmacki, szef sztabu TAP (objął to stanowisko w maju 1940 roku po Pileckim). Wszyscy trafili do Auschwitz.
Komendant TAP mjr Jan Włodarkiewicz zwołał naradę. Zebrani uznali, że ktoś z kierownictwa musi przedostać się do Auschwitz, żeby sprawdzić, jakie są możliwości ucieczki bądź odbicia więźniów, zobaczyć, jak Niemcy traktują więźniów politycznych, zorganizować w obozie podziemną organizację.
Do akcji zgłosił się Witold Pilecki. W nocy z 21 na 22 września 1940 roku, po łapance, w której zatrzymano dwa tysiące mężczyzn, Pilecki, a właściwie Tomasz Serafiński (na takie nazwisko miał wystawione lewe papiery), przekroczył bramę z napisem "Arbeit macht frei".
Więzień nr 4859
Z raportu Pileckiego: „Oślepieni reflektorami, pchani, bici, kopani, szczuci psami, raptownie znaleźliśmy się w warunkach, w jakich wątpię, by ktoś z nas był kiedykolwiek. Słabsi byli oszołomieni do tego stopnia, że naprawdę tworzyli bezmyślną grupę. Pędzono nas przed siebie, ku większej ilości skupionych świateł. W drodze kazano jednemu z nas biec do słupa w bok od drogi i zaraz w ślad za nim puszczono serię z peema. Zabito. Wyciągnięto z szeregu dziesięciu przygodnych kolegów i zastrzelono w marszu z pistoletów, w ramach »odpowiedzialności solidarnej « za »ucieczkę «, którą zaaranżowali esesmani. Wszystkich 11 ciągnięto na rzemieniach uwiązanych do jednej nogi. Drażniono psy skrwawionymi trupami i szczuto je na nich".
Najnowsze wiadomości
-
Pogoda na Dolnym Śląsku: Tyle słońca w każdym mieście
-
Korki na ul. Braniborskiej po nocnej awarii wodociągu
-
Na drodze koło Ząbkowic Śląskich zginął mężczyzna
-
Narodowe murem za artystami, strajkuje w czwartek
-
Za dziesięć dni będzie gotowy deptak na Kuźniczej [FOTO]
-
Zarabiajmy we Wrocławiu na tym, czego inni nie mają
-
Pękła magistrala. Problemy z wodą w całym mieście
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Rotmistrz Pilecki - wrzód na ciele Polski Ludowej
wiesss
05.03.10, 23:18
Na przykładzie Rotmistrza Pileckiego uczcie się kochać swoją ojczyznę.»
-
Rotmistrz Pilecki - wrzód na ciele Polski Ludowej
zeziufive
08.03.10, 12:18
Straczeńcza odwaga i beznadzieja: los Pileckiego nieomal wzorcowym odzwierciedleniem losu narodu. Zdradzonego przez sojuszników, hańbionego przez nazistowskiego okupanta i "wyzwoliciela" »
Najczęściej czytane24 htydzień





więcej zdjęć