Płot w spółdzielni Energetyk podzielił osiedle i ludzi

Marzena Żuchowicz
01.03.2010 , aktualizacja: 01.03.2010 13:30
A A A Drukuj
Lokatorzy bloków z ulic Łączności i Jantarowej odgrodzili się płotem od świata. Okoliczni mieszkańcy protestują, bo chodniki, które były dla wszystkich, teraz kończą się przed zamkniętymi bramami. Specjaliści alarmują, że miejskiej przestrzeni tak dzielić nie można.
Osiedle podzielił metalowy płot. Nie podoba się to mieszkańcom ulicy Energetycznej, którzy uważają, że w ten sposób część ogólnodostępnego terenu jest dziś tylko dla wybranych
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Osiedle podzielił metalowy płot. Nie podoba się to mieszkańcom ulicy Energetycznej, którzy uważają, że w ten sposób część ogólnodostępnego terenu jest dziś tylko dla wybranych
SONDAŻ
Czy uważasz, że w mieście można za pomocą płotów separować się od niechcianego sąsiedztwa?

Tak. Każdy ma prawo do czystego podwórka i ciszy pod oknami
Nie. Każdy ma prawo do korzystania z chodników i podwórek zbudowanych dawno temu w centrum miasta
Tylko na osiedlach zaprojektowanych jako zamknięte, i to nie w ścisłym centrum

Ogrodzenie strzeże terenu między dwoma blokami przy ul. Jantarowej i Łączności od dwóch miesięcy. Płotu żądała część lokatorów. Uważają, że to jedyny sposób na utrzymanie podwórka w czystości. Wcześniej skarżyli się na podrzucane pod kontener śmieci, a także na to, że sąsiedzi z okolicznych bloków przychodzili tu na spacer z psami i nie sprzątali po nich. Mówią też o przypadkach dewastacji. - Pięć lat temu z własnej inicjatywy odnowiliśmy plac zabaw, który po dwóch tygodniach został zniszczony - opowiada jeden z mieszkańców, zwolennik ogrodzenia.

Zamknięcie części osiedla krytykują m.in. lokatorzy z ul. Energetycznej. Przez odgrodzony dziś teren przebiegają bowiem dostępne niegdyś dla wszystkich chodniki. To m.in. droga do szkoły, przedszkola czy kościoła. Od ul. Łączności wiodła tędy droga do sklepu. Teraz wszyscy muszą obchodzić bloki dookoła. - Wandale są wszędzie, ale kto to widział, żeby się zaraz zamykać, odgradzać? Czy nie ma już innych sposobów na rozwiązanie takiego problemu? Gdzie jest straż miejska, policja? - denerwują się mieszkańcy ulicy Energetycznej.

Zarzucają też zarządowi spółdzielni Energetyk, która administruje nieruchomościami przy ulicach Jantarowej, Łączności i Energetycznej, że nie konsultował z nimi pomysłu postawienia płotu.

Marek Mazurkiewicz: - Przez kilkadziesiąt lat dokładaliśmy się do utrzymywania tego terenu i do budowy prowadzącego przez jego środek nowego chodnika. A teraz dostęp do niego zamknięto nam przed nosem.

Aleksandra Patrzałek: - Gdy budowano to osiedle i kiedy się tutaj wprowadzaliśmy, nie było w planach żadnego dzielenia wspólnej przestrzeni. Takie zamykanie się na otoczenie jest ksenofobiczne i nieeuropejskie.

Okazało się, że o stawianiu płotu nie wiedziała także część lokatorów z ul. Jantarowej i Łączności. Niektórzy podchodzą do sprawy z dystansem, choć liczą na to, że na wygrodzonym terenie powstanie teraz bezpieczny plac zabaw. Innym płot wcale się nie podoba. Pani Anna z ul. Łączności: - Nie chcemy mieszkać w getcie.

Ogrodzenie przeszkadza też pobliskiemu przedszkolu. - Zwróciłam się do prezesa spółdzielni z prośbą o dorobienie klucza do furtki. Ciężko nam chodzić z pięciolatkami dookoła. Mamy też problem, gdy trzeba coś przynieść ze sklepu - mówi Magdalena Kotlarz-Michalska, dyrektorka przedszkola nr 52 z ul. Łączności.

Marek Kuź, prezes spółdzielni Energetyk, tłumaczy, że od lipca 2007 roku, wskutek zmian w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych, za utrzymanie odgrodzonego terenu płacą już tylko mieszkańcy bloków przy Łączności i Jantarowej. Inni spółdzielcy nie. - Każdą nieruchomość rozlicza się osobno. Mieszkańcy bloków, którzy odgrodzili swoje podwórze, w stu procentach płacą za jego utrzymanie. Pozostali nie są uprawnieni do korzystania z tego terenu - tłumaczy prezes Kuź, który uważa, że stawianie płotów to przyszłość naszego miasta. Zapewnia, że sprawa była konsultowana z wydziałem architektury urzędu miasta i strażą pożarną.

Marek Gabriel, zastępca dyrektora miejskiego wydziału architektury i budownictwa: - Właściciel wie, co mu wolno, a my to przyjmujemy. Stawiania płotów zakazać mógłby miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Ale takiego nie ma. Ludzie w różnych częściach miasta ogradzają swoje posesje i nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

Komentuje dr Iwona Borowik, socjolog miasta z UWr

- Rozumiem przesłanki, jakimi kierowali się mieszkańcy ogrodzonych budynków. Uważam jednak, że nie jest to jedyny i najlepszy sposób na pokazanie, że "to jest nasza przestrzeń, nasza własność i należy ją szanować". Można znaleźć na to inne sposoby np. odgrodzić się przy pomocy żywopłotu. Nie trzeba od razu stawiać murów czy płotów. Zamykać przejścia przechodniom. Podwórka są formą przestrzeni pół prywatnej i pół publicznej. Każde grodzenie się w centrum czy śródmieściu jest szatkowaniem przestrzeni publicznej w mieście, ograniczaniem płynności poruszania się po mieście. Szkoda, że do tego dochodzi.

Komentuje dr Izabela Mironowicz, urbanistka z PWr, wiceprezes wrocławskiego oddziału Towarzystwa Urbanistów Polskich

- Często ubolewamy nad tym, że deweloperzy zawłaszczają centrum miasta - budują ogromne galerie z ulicami w środku. A robimy to samo. Zawłaszczamy przestrzeń miejską, której istotą od samego początku było to, że ma służyć wszystkim mieszkańcom. Nie chodzi tu o własność formalną. Warszawa, gdzie grodzi się wszystkie osiedla, jest prowincją Europy. Wszędzie na świecie dąży się do otwartości. U nas odwrotnie. W centrum miasta buduje się płoty. Bez wspólnotowości nie uzyskamy dobrej jakości. Nie mamy prawa się grodzić, skoro sami też korzystamy z cudzych elementów. Jeżeli ktoś koniecznie chce mieć płot, niech wybuduje sobie dom pod miastem. A jeśli chcemy mieszkać w mieście i korzystać z jego uroków, musimy też akceptować jego reguły gry.

** Stawiać płoty w mieście czy nie? - Czekamy na opinie

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 95 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów