Wirtuoz Pat Metheny i jego Orchestrion w Hali Stulecia
26.02.2010
, aktualizacja: 26.02.2010 20:47
Pat Metheny w Hali Stulecia. Minęło ćwierć wieku od chwili, gdy właśnie we Wrocławiu słynny gitarzysta zagrał ze swoją grupą pierwszy polski koncert. Tym razem przyjedzie sam - choć muzykę, którą zagra, trudno nazwać solową
Jest rok 1985, wrocławska Hala Stulecia nazywa się Ludową, krajem rządzą komuniści, a w piłkarskiej reprezentacji grają jeszcze Boniek, Lato i Smolarek.
Powrót do przeszłości
Pat Metheny Group przyjeżdża do Wrocławia w prima aprilis, w ramach festiwalu Jazz nad Odrą, który tak naprawdę rozpocznie się dopiero pod koniec maja pod przydługą nazwą XXII Studenckiego Festiwalu Jazzowego i II Otwartego Promocyjnego Konkursu Zespołów Jazzu Nowoczesnego. Dla jadącego z Pragi turystycznego autobusu z muzykami trzeba wytyczyć specjalną trasę, bo nie mieści się pod wiaduktami.
Koncert w Hali rozpoczyna się marszem z płyty "First Circle", niedawno wydanej i promowanej podczas światowego tournée. W czasie występu Pat używa sześciu gitar, a towarzyszący mu pianista Lyle Mays - siedmiu klawiatur. Wieczór kończy kompozycja "Are You Going With Me?", nieformalny hymn fanów Pata na całym świecie. Recenzje w gazetach są entuzjastyczne, niestety, koneserzy odczuwają niedosyt. Artysta, znany z zapału do spontanicznych, nocnych jam sessions , pojawił się po koncercie w Pałacyku, ale nie zagrał. W "dżemie" wzięli udział jedynie perkusista i basista zespołu.
Od tego czasu Pat gościł w Polsce kilkanaście razy: jako lider Pat Metheny Group, sideman, na czele mniejszych zespołów, przy okazji współpracy z Anną Marią Jopek. Podejmowane próby, by sprowadzić go ponownie do Wrocławia, nie powiodły się. Aż do teraz, gdy Metheny przygotował jeden z najbardziej śmiałych eksperymentów w swojej karierze.
Jazz pod strzechami
Pat Metheny (rocznik 1954) urodził się w miasteczku Lee's Summit, nieopodal Kansas City w stanie Missouri. Karierę rozpoczął w latach 70., w zespole wibrafonisty Gary'ego Burtona (okazjonalnie współpracują do teraz), a światową sławą cieszył się już dekadę później. Dziś ma na koncie 17 (!) nagród Grammy i setki tysięcy fanów, którzy darzą go niemal boskim uwielbieniem.
Gra każdy rodzaj jazzu: ten związany z tradycją murzyńskich klubów z latach 40. i 50., nowoczesny jazz-rock, muzykę z pogranicza popu, dziki free jazz, komponuje dla filmu. Słuchać płyt Pata i nagrań, w których pojawiał się tylko gościnnie, to jak przeglądać podręcznik historii jazzu - znajdziemy tam wszystkie style, wielkie nazwiska, głęboki ukłon w stronę tradycji i poszukiwanie nowych brzmień. Są tam i hity goszczące na listach przebojów (pamiętacie "This is Not America" z Davidem Bowie?), i standardy, i rozbudowane utwory na orkiestrę symfoniczną. Pat oczarowuje wirtuozerią, przywiązaniem do melodii, komunikatywnością. Ma dar komponowania utworów obłędnie wręcz wyrafinowanych, sprawiających satysfakcję najbardziej wymagającym słuchaczom. Nadają się do słuchania dosłownie wszędzie: w samochodzie, u kosmetyczki, w windzie i na bujanym fotelu. 18 lat temu, gdy ukazał się album "Secret Story" - bodaj najsłynniejsze dzieło w dorobku Metheny'ego - jego muzyka trafiła pod strzechy. Nadawały ją komercyjne rozgłośnie radiowe, puszczały kwiaciarki na wrocławskim placu Solnym, a telewizja w najlepszym czasie pokazała transmisję z warszawskiego koncertu. Takiego sukcesu kasowego Pat już nigdy nie powtórzył, ale artystycznie "Secret Story" była jedynie przystankiem. Kolejnym jest "Orchestrion".
Wyrafinowana przystępność
Pod względem muzycznym "Orchestrion" bliski jest wyrafinowanym, acz szalenie przystępnym dokonaniom Pat Metheny Group. Pod względem technologicznym to bezprecedensowa próba przerzucenia pomostu między XIX a XXI wiekiem.
Z dawnych czasów Metheny zaczerpnął ideę orchestrionu - zmodyfikowanego pianina, zza którego, za pomocą układów pneumatycznych, można było obsługiwać kilka innych instrumentów, głównie perkusyjnych. Dawne orchestriony, podobnie jak o wiele bardziej rozpowszechnione pianole, można było programować, korzystając z rolek perforowanego papieru. Można też było - co wymagało od muzyka akrobatycznych umiejętności - grać na nich "na żywo". I to właśnie uczynił Metheny na swojej najnowszej płycie, a wyczyn ów zamierza powtarzać podczas trwającej właśnie światowej trasy koncertowej.
Orchestrion skonstruowany ogromnym kosztem przez zaprzyjaźnionych z gitarzystą inżynierów różni się znacznie od tych sprzed ponad wieku. Po pierwsze - rozmiarem (bo w jego skład wchodzi ponad 20 instrumentów, m.in. kilka gitar, w tym basowa, a także fortepian, syntezator, wibrafon, marimba, dzwony i dzwonki, bębny, talerze oraz zestaw strojonych w skali chromatycznej butelek z wodą). Po drugie - zastosowanymi technologiami. Oprócz urządzeń pneumatycznych, współpracujący z muzykiem konstruktorzy użyli niezwykle precyzyjnych i wydajnych elektromagnesów, które pozwalają na przykład nie tylko zaprogramować częstotliwość uderzeń pałeczki w dany instrument perkusyjny, ale także kontrolować dynamikę wydobywanego w ten sposób dźwięku. Jednoczesne sterowanie kilkunastoma (przynajmniej) instrumentami możliwe jest dzięki komputerowi zaopatrzonemu w system MIDI, do którego podłączona jest gitara. Grając na niej, wirtuoz wprawia w ruch cyfrowo-mechaniczny program odpowiadający za rytm, harmonię, melodię i dynamikę. A do tego wszystkiego dodaje solową partię improwizowaną na gitarze elektrycznej, która spaja i kontrapunktuje misterną, w warstwie brzmieniowej niemal w stu procentach akustyczną konstrukcję.
Muzyk, wynalazca, filozof
Ta maszyna powstała po to, by zadziwiać. Choć nie ma wątpliwości, że atrakcją prezentacji koncertowych "Orchestrionu" będzie już samo urządzenie, a wrażenia wizualne będą nie mniej ważne od dźwiękowych, Metheny wspiął się na wyżyny przede wszystkim jako kompozytor.
Muzyka z płyty uwodzi tak samo jak realizowane konwencjonalnymi metodami albumy Pat Metheny Group. To pięć rozbudowanych, ale przyjaznych uchu kompozycji, których melodyka, zastosowane brzmienia, struktury harmoniczne i rytmiczne wydają się znajome każdemu, kto choć raz zetknął się z twórczością Amerykanina. Kompozytorski rozmach, z jakim stworzył swoje nowe dzieło (zapis nutowy "Orchestrionu" zajął ponad 300 stron), imponuje w takim samym stopniu, co maszyneria, jaką wykorzystał do jego realizacji i biegłość, z jaką nauczył się ją wykorzystywać.
Metheny - muzyk, wynalazca, po trosze także filozof - znowu wygrał. Udowodnił, że można przywołać starą ideę, by osiągnąć nowy cel i stworzyć coś, co szokuje, ale też - jak w cyrku - bawi i zaciekawia. Może to i fanaberia genialnego milionera - wszelako fanaberia, która przypomina nam, że dobrze jest sięgać po to, co wydaje się niewyobrażalne.
Pat Metheny Solo & Orchestrion - 28 lutego, Hala Stulecia, ul. Wystawowa 1, godz. 19; bilety 180 zł, 150 zł, 100 zł
Powrót do przeszłości
Pat Metheny Group przyjeżdża do Wrocławia w prima aprilis, w ramach festiwalu Jazz nad Odrą, który tak naprawdę rozpocznie się dopiero pod koniec maja pod przydługą nazwą XXII Studenckiego Festiwalu Jazzowego i II Otwartego Promocyjnego Konkursu Zespołów Jazzu Nowoczesnego. Dla jadącego z Pragi turystycznego autobusu z muzykami trzeba wytyczyć specjalną trasę, bo nie mieści się pod wiaduktami.
Koncert w Hali rozpoczyna się marszem z płyty "First Circle", niedawno wydanej i promowanej podczas światowego tournée. W czasie występu Pat używa sześciu gitar, a towarzyszący mu pianista Lyle Mays - siedmiu klawiatur. Wieczór kończy kompozycja "Are You Going With Me?", nieformalny hymn fanów Pata na całym świecie. Recenzje w gazetach są entuzjastyczne, niestety, koneserzy odczuwają niedosyt. Artysta, znany z zapału do spontanicznych, nocnych jam sessions , pojawił się po koncercie w Pałacyku, ale nie zagrał. W "dżemie" wzięli udział jedynie perkusista i basista zespołu.
Od tego czasu Pat gościł w Polsce kilkanaście razy: jako lider Pat Metheny Group, sideman, na czele mniejszych zespołów, przy okazji współpracy z Anną Marią Jopek. Podejmowane próby, by sprowadzić go ponownie do Wrocławia, nie powiodły się. Aż do teraz, gdy Metheny przygotował jeden z najbardziej śmiałych eksperymentów w swojej karierze.
Jazz pod strzechami
Pat Metheny (rocznik 1954) urodził się w miasteczku Lee's Summit, nieopodal Kansas City w stanie Missouri. Karierę rozpoczął w latach 70., w zespole wibrafonisty Gary'ego Burtona (okazjonalnie współpracują do teraz), a światową sławą cieszył się już dekadę później. Dziś ma na koncie 17 (!) nagród Grammy i setki tysięcy fanów, którzy darzą go niemal boskim uwielbieniem.
Gra każdy rodzaj jazzu: ten związany z tradycją murzyńskich klubów z latach 40. i 50., nowoczesny jazz-rock, muzykę z pogranicza popu, dziki free jazz, komponuje dla filmu. Słuchać płyt Pata i nagrań, w których pojawiał się tylko gościnnie, to jak przeglądać podręcznik historii jazzu - znajdziemy tam wszystkie style, wielkie nazwiska, głęboki ukłon w stronę tradycji i poszukiwanie nowych brzmień. Są tam i hity goszczące na listach przebojów (pamiętacie "This is Not America" z Davidem Bowie?), i standardy, i rozbudowane utwory na orkiestrę symfoniczną. Pat oczarowuje wirtuozerią, przywiązaniem do melodii, komunikatywnością. Ma dar komponowania utworów obłędnie wręcz wyrafinowanych, sprawiających satysfakcję najbardziej wymagającym słuchaczom. Nadają się do słuchania dosłownie wszędzie: w samochodzie, u kosmetyczki, w windzie i na bujanym fotelu. 18 lat temu, gdy ukazał się album "Secret Story" - bodaj najsłynniejsze dzieło w dorobku Metheny'ego - jego muzyka trafiła pod strzechy. Nadawały ją komercyjne rozgłośnie radiowe, puszczały kwiaciarki na wrocławskim placu Solnym, a telewizja w najlepszym czasie pokazała transmisję z warszawskiego koncertu. Takiego sukcesu kasowego Pat już nigdy nie powtórzył, ale artystycznie "Secret Story" była jedynie przystankiem. Kolejnym jest "Orchestrion".
Wyrafinowana przystępność
Pod względem muzycznym "Orchestrion" bliski jest wyrafinowanym, acz szalenie przystępnym dokonaniom Pat Metheny Group. Pod względem technologicznym to bezprecedensowa próba przerzucenia pomostu między XIX a XXI wiekiem.
Z dawnych czasów Metheny zaczerpnął ideę orchestrionu - zmodyfikowanego pianina, zza którego, za pomocą układów pneumatycznych, można było obsługiwać kilka innych instrumentów, głównie perkusyjnych. Dawne orchestriony, podobnie jak o wiele bardziej rozpowszechnione pianole, można było programować, korzystając z rolek perforowanego papieru. Można też było - co wymagało od muzyka akrobatycznych umiejętności - grać na nich "na żywo". I to właśnie uczynił Metheny na swojej najnowszej płycie, a wyczyn ów zamierza powtarzać podczas trwającej właśnie światowej trasy koncertowej.
Orchestrion skonstruowany ogromnym kosztem przez zaprzyjaźnionych z gitarzystą inżynierów różni się znacznie od tych sprzed ponad wieku. Po pierwsze - rozmiarem (bo w jego skład wchodzi ponad 20 instrumentów, m.in. kilka gitar, w tym basowa, a także fortepian, syntezator, wibrafon, marimba, dzwony i dzwonki, bębny, talerze oraz zestaw strojonych w skali chromatycznej butelek z wodą). Po drugie - zastosowanymi technologiami. Oprócz urządzeń pneumatycznych, współpracujący z muzykiem konstruktorzy użyli niezwykle precyzyjnych i wydajnych elektromagnesów, które pozwalają na przykład nie tylko zaprogramować częstotliwość uderzeń pałeczki w dany instrument perkusyjny, ale także kontrolować dynamikę wydobywanego w ten sposób dźwięku. Jednoczesne sterowanie kilkunastoma (przynajmniej) instrumentami możliwe jest dzięki komputerowi zaopatrzonemu w system MIDI, do którego podłączona jest gitara. Grając na niej, wirtuoz wprawia w ruch cyfrowo-mechaniczny program odpowiadający za rytm, harmonię, melodię i dynamikę. A do tego wszystkiego dodaje solową partię improwizowaną na gitarze elektrycznej, która spaja i kontrapunktuje misterną, w warstwie brzmieniowej niemal w stu procentach akustyczną konstrukcję.
Muzyk, wynalazca, filozof
Ta maszyna powstała po to, by zadziwiać. Choć nie ma wątpliwości, że atrakcją prezentacji koncertowych "Orchestrionu" będzie już samo urządzenie, a wrażenia wizualne będą nie mniej ważne od dźwiękowych, Metheny wspiął się na wyżyny przede wszystkim jako kompozytor.
Muzyka z płyty uwodzi tak samo jak realizowane konwencjonalnymi metodami albumy Pat Metheny Group. To pięć rozbudowanych, ale przyjaznych uchu kompozycji, których melodyka, zastosowane brzmienia, struktury harmoniczne i rytmiczne wydają się znajome każdemu, kto choć raz zetknął się z twórczością Amerykanina. Kompozytorski rozmach, z jakim stworzył swoje nowe dzieło (zapis nutowy "Orchestrionu" zajął ponad 300 stron), imponuje w takim samym stopniu, co maszyneria, jaką wykorzystał do jego realizacji i biegłość, z jaką nauczył się ją wykorzystywać.
Metheny - muzyk, wynalazca, po trosze także filozof - znowu wygrał. Udowodnił, że można przywołać starą ideę, by osiągnąć nowy cel i stworzyć coś, co szokuje, ale też - jak w cyrku - bawi i zaciekawia. Może to i fanaberia genialnego milionera - wszelako fanaberia, która przypomina nam, że dobrze jest sięgać po to, co wydaje się niewyobrażalne.
Pat Metheny Solo & Orchestrion - 28 lutego, Hala Stulecia, ul. Wystawowa 1, godz. 19; bilety 180 zł, 150 zł, 100 zł
Najnowsze wiadomości
-
Senatorowie i posłowie wespół w zespół dla regionu
-
Zespół Armia świętuje rocznicę. W weekend we Wrocławiu
-
Wybory elektorów z uchybieniami. Powtórki nie będzie
-
Za 2 tygodnie wreszcie ruszy budowa wału na Kozanowie
-
Centrum Poznawcze w Hali Stulecia czeka na gości [FOTO]
-
Napinają trakcję na Sępolnie. Tyczki zdają egzamin
-
Pyszne domowe faworki babci Alicji [KROK PO KROKU]
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Wirtuoz Pat Metheny i jego Orchestrion w Hali S...
franz.jaeger
26.02.10, 21:39
Ahh Pat. jego muza to high-end muzyki absolutnie najwyższa półka. Choć"Orchestron" to ta bardziej techniczna a przez to zamulona strona Pata.Instrumentarium, nuty, sekcja, rytmika wszystko »
-
Re: Wirtuoz Pat Metheny i jego Orchestrion w Hali
tommy_bx
27.02.10, 12:16
Racja, ale pewnie jeszcze wroci do grania zespołowego. To taki nowy pomysł, dla zamieszania:) »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
