Wiceprezydent: Nie każdy może iść do wymarzonej szkoły

Rozmawiała Marzena Żuchowicz
24.02.2010 , aktualizacja: 24.02.2010 16:31
A A A Drukuj
- Decyzja o obcinaniu klas w ogólniakach ma wymóc ruch słabszych uczniów w kierunku szkół zawodowych. Młodzież ma wysokie ambicje edukacyjne, ale miasto potrzebuje fachowców - mówi Jarosław Obremski, wiceprezydent Wrocławia
Wiceprezydent Wrocławia Jarosław Obremski
Fot. Paweł Kozioł / Agencja Gazeta
Wiceprezydent Wrocławia Jarosław Obremski
SONDAŻ
Czy miasto powinno dostosowywać ofertę edukacyjną do preferencji uczniów czy wymagań rynku pracy?

Każdy powinien móc uczyć się w wybranej szkole - przecież nie wiadomo, co będzie za kilka lat
Należy wskazać młodym ludziom, jakie wykształcenie zapewni im pracę
Trzeba wypośrodkować

Miejskie władze oświatowe postanowiły, że od września zmniejszą liczbę klas pierwszych w piętnastu wrocławskich szkołach ponadgimnazjalnych. Okazuje się jednak, że cięcia dotyczą też renomowanych ogólniaków, które nie mają problemów z naborem.

Rozmowa z Jarosławem Obremskim *

Marzena Żuchowicz: Po tekście "Szkoły bez uczniów, nauczyciele bez pracy" dzwonią do nas nauczyciele z najlepszych wrocławskich ogólniaków z informacją, że im także grożą zwolnienia. Uważają, że należy promować te szkoły, które cieszą się sporym zainteresowaniem uczniów, nie mają problemów z naborem i osiągają bardzo dobre wyniki na maturze. Tymczasem zmniejszacie liczbę klas w renomowanych ogólniakach, gdzie co roku jest co najmniej kilku kandydatów na miejsce, a utrzymujecie licea profilowane, w których nikt nie chce się uczyć. Dlaczego?

Jarosław Obremski: W tej chwili w ogólniakach uczy się 13 tys. uczniów, 4,5 tys. w technikach, 2 tysiące w szkołach zawodowych i niecałe dwa tysiące w liceach profilowanych. Młodzież ma wysokie ambicje edukacyjne, prawie wszyscy chcą zdać maturę i iść na uczelnię, ale nie każdy kończy studia. Miasto potrzebuje fachowców z różnych dziedzin, dlatego zależy nam na utrzymywaniu techników i szkół zawodowych. Jeśli wszystkich przyjmiemy do ogólniaków, a potem na studia, to zrobimy im krzywdę. Tytuł magistra nie będzie już nic znaczył, a młodzi magistrowie nie będą potrzebni na rynku pracy. Dlatego tak bardzo zależy nam na utrzymywaniu szkół uczących zawodu, choć to sporo kosztuje. Mimo problemów z naborem nie możemy ich likwidować, bo wtedy za kilka lat wszyscy mieliby do nas pretensje. Nie możemy też pozwolić, by stały puste. Decyzja o obcinaniu klas w ogólniakach ma wymóc ruch słabszych uczniów w kierunku szkół zawodowych.

Ale do renomowanych ogólniaków nie trafiają słabi uczniowie. Od lat progi są tam bardzo wysokie.

- Wrocław kilka lat temu miał duży procent uczniów, którzy dostali się do LO, a potem musieli powtarzać pierwszą klasę. Naszym celem nie jest to, żeby każdy uczeń dostał się do wymarzonej szkoły, tylko żeby mógł ją ukończyć.

Dyrektorzy renomowanych ogólniaków, w których zmniejszacie liczbę klas, twierdzą, że nie muszą obniżać progów. Co roku poziom kandydatów jest wysoki i bardzo wyrównany.

- A który dyrektor przed rekrutacją przyzna głośno, że trafiają do niego coraz słabsi uczniowie?

A nauczyciele z tych szkół? Uważają, że pracują z bardzo zdolną młodzieżą.

- Indywidualne odczucia mogą być różne. Ja akurat słyszałem zgoła odmienne opinie i skargi na coraz gorszy poziom uczniów, także w najlepszych liceach. Podobnie można dyskutować o poziomie nauczycieli, o czym też żaden dyrektor głośno nie powie. Niż demograficzny jest szansą, żeby pozbyć się ze szkoły nie tylko słabszych uczniów, ale i słabszych nauczycieli. Dyrektorom trudno jest kogokolwiek zwolnić. Łatwiej, gdy można zrzucić winę na czynniki zewnętrzne.

Wypowiedzenia dostają wszyscy nauczyciele, lepsi i gorsi, bo przy stopniowym zmniejszaniu liczby klas dla wielu z nich siłą rzeczy zaczyna brakować godzin. Innym sposobem na zachowanie etatów nauczycieli byłoby np. zmniejszenie liczby uczniów w klasach. To byłaby prawdziwa zmiana jakościowa. Na tym zyskaliby przede wszystkim uczniowie.

Dlaczego tego nie zrobicie?

- W kryzysie każde drogie rozwiązanie jest złym rozwiązaniem. Dostajemy od MEN subwencję, która wystarcza na klasy 45-osobowe, a resztę trzeba dopłacać. Znacznie łatwiej jest likwidować całe oddziały.

A dlaczego oszczędzacie na renomowanych ogólniakach, a nie liceach profilowanych? Jaki sens ma ich utrzymywanie? Ani nie dają zawodu, ani nie przygotowują do matury. Wiele miast już się ich pozbyło. Wrocław zamiast tego zmniejsza liczbę klas w szkołach, które latami pracowały na to, by młodzież chciała się w nich uczyć.

- Przyznaję, że większość typów liceów profilowanych nie zdała egzaminu. Ale nie można ich tak po prostu zamknąć. 5-10 proc. młodzieży ciągle chce się uczyć w tych szkołach. Jeżeli nie będzie zainteresowania, to żadna klasa nie powstanie i te szkoły i tak stopniowo będą znikać. Gdybyśmy chcieli je od razu zlikwidować, niosłoby to ze sobą zwolnienia grupowe i kłopot organizacyjny. Z drugiej strony, niż demograficzny sprawia, że liczba zdolnych uczniów w renomowanych liceach też się zmniejsza. Nie możemy wpuścić wszystkich do dobrych ogólniaków, bo obniży się ich poziom i spadnie renoma, na którą tyle lat te szkoły pracowały.

Zamierzam jednak jeszcze raz rozważyć, w których szkołach zmniejszyć liczbę oddziałów. Decyzja nie jest jeszcze ostateczna.

* Jarosław Obremski - wiceprezydent Wrocławia odpowiedzialny za edukację

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 72 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów