Bezkarnie zrujnujesz zabytek i jeszcze na tym zarobisz

Rozmawiał Dawid Zielkowski
26.02.2010 , aktualizacja: 23.02.2010 20:38
A A A Drukuj
Na Dolnym Śląsku jest ok. 760 zamków, pałaców i dworków. Co ósmy z nich niszczeje, mimo że jest w rękach prywatnych właścicieli. Zabytki często kupowane są z myślą o szybkim odsprzedaniu i łatwym zysku.
Andrzej Kubik, dolnośląski konserwator zabytków
Fot.Maciej Świerczynski/ AG
Andrzej Kubik, dolnośląski konserwator zabytków
Kiedy w 2005 roku irlandzka firma kupowała pałac w Bożkowie, deklarowała, że w ciągu kilku lat obiekt ma się zmienić w pięciogwiazdkowy hotel z polem golfowym
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazet
Kiedy w 2005 roku irlandzka firma kupowała pałac w Bożkowie, deklarowała, że w ciągu kilku lat obiekt ma się zmienić w pięciogwiazdkowy hotel z polem golfowym
Gdy klient się nie znajdzie, budynki, które przetrwały wieki, są dewastowane i rozkradane w ciągu kilku lat.

Zniszczony XV-wieczny zabytek
W 1956 r. budynek przeszedł remont, przez kolejne lata mieściła się w nim szkoła. Kiedy w 2005 roku irlandzka firma kupowała pałac, deklarowała, że w ciągu kilku lat obiekt ma się zmienić w pięciogwiazdkowy hotel z polem golfowym.
Zainteresowanie nowych właścicieli zamkiem ograniczyło się do wystawienia go na sprzedaż zaraz po zakupie. W aukcji na jednym z portali internetowych oferowano go za 25 mln zł - Irlandczycy kupili go za 2,5 mln. Obiecywanego remontu nie zrobiono do dzisiaj. Pałac został za to rozkradziony - zniknęła m.in. większość miedzianych blach pokrywających dach i wszystkie rynny. Złodzieje kradli nawet kamienne rzeźby i balustrady z parku. Woda zalewa wnętrza, niszcząc parkiety.



Pałac z Bożkowie - od perły do ruiny. Czytaj więcej>>

Rozmowa z Andrzejem Kubikiem, wojewódzkim konserwatorem zabytków

Dawid Zielkowski: W 2005 roku nowy właściciel pałacu w Bożkowie roztaczał wizję powrotu obiektu do świetności. Minęło pięć lat - pałac niszczeje, a właściciel jest bezkarny. Co mogą Państwo zrobić, aby chronić ten i inne zabytki znajdujące się w prywatnych rękach?

Od momentu nabycia zabytku przez prywatnego właściciela, jak pałacu w Bożkowie, możemy przeprowadzać w nim kontrole. W ich wyniku zalecamy właścicielowi obiektu przeprowadzenie określonych remontów. Jeżeli nie wykona naszych zaleceń, sprawa trafia do sądu grodzkiego. Niestety, sąd może orzec w takich przypadkach jedynie grzywnę.

Możemy również wydać nakaz wykonania prac konserwatorskich i go egzekwować, stosując grzywnę w celu przymuszenia. Pieniądze mają ściągnąć komornicy, ale takie egzekucje wykonują zazwyczaj nieskutecznie, ponieważ właściciele zabytków są często nieuchwytni. Ponadto jesteśmy obciążani kosztami nieskutecznego postępowania komorniczego.

Ostatecznym środkiem jest wniosek o wywłaszczenie właściciela, który kierowany jest do starosty, na terenie którego znajduje się zabytek. O tym, czy wywłaszczenie dojdzie do skutku, decyduje starosta.

Skoro są możliwości prawne odebrania zabytków właścicielom, którzy doprowadzają je do ruiny, to dlaczego się tego nie robi?

- Według ustawy o gospodarce nieruchomościami można wywłaszczyć właściciela jedynie za odszkodowaniem. Rzeczoznawcy, ustalając jego wysokość, biorą pod uwagę ceny rynkowe gruntów i nieruchomości. Cenę np. za pałac obliczają na podstawie jego kubatury. Mimo zrujnowania zabytku jego obecna wartość rynkowa jest wiele razy wyższa niż kilka lat temu, gdy go sprzedawano. Środki na wywłaszczenie musi zapewnić wojewoda. Tylko skąd ma wziąć kilka milionów złotych na wykup ruiny?

Krótko mówiąc: ktoś, kto kupił zabytek kilka lat temu i doprowadził go do upadku, może jeszcze na tym zarobić.

- Tak. Obecnie prawo jest tak skonstruowane, że nagradza przestępców. Zgodnie z ustawą ten, kto umyślnie doprowadza do zniszczenia zabytku, może być ukarany nawet więzieniem. Problem polega na udowodnieniu działania umyślnego. Zabytki niszczeją, jeżeli nie prowadzi się w nich prac konserwatorskich. Właściciele tłumaczą się zaś brakiem pieniędzy, więc nie działają umyślnie na szkodę zabytków. Prawo nie bierze pod uwagę też innych sytuacji, np. choroby właściciela, braku środków lub złej woli. Mieliśmy już przykład, że rozwód właścicieli doprowadził jeden z naszych zabytków do ruiny.

Wypadków losowych nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ale sprzedając cenny zabytek, można sprawdzić, kto chce go kupić.

- Gminy zlecają sprawdzanie potencjalnych kupców odpowiednim służbom, np. skarbowym. Takie kontrole jednak kosztują, a w większości przypadków zabytki są traktowane przez samorządy i Agencję Nieruchomości Rolnych jako niepotrzebny balast. Podczas sprzedaży rzadko też robi się inwentaryzacje stanu technicznego. Z tego powodu później jest trudniej udowodnić właścicielom zniszczenia obiektu.

Ponadto wiele osób kupuje zabytki ze szczerą chęcią ich odrestaurowania. Potem jednak okazuje się, że remont jest droższy, niż sobie zaplanowali, lub po prostu przechodzi im zapał. Oczywiście są też tacy, którzy kupują zabytki w celach spekulacyjnych, chcąc zarobić na ich odsprzedaży. Albo z innych powodów, jak mężczyzna, który pod koniec lat 80. kupił na kredyt pałacyk tylko po to, żeby wpisać go jako posiadany majątek w podaniu o wizę do USA.

Gminy nie zwracają większej uwagi na to, komu sprzedają zabytki, a nieuczciwym kupcom trudno jest potem odebrać budynki. Jak więc zadbać o to, by pałacyki i dworki trafiały we właściwe ręce?

- Skutecznego rozwiązania szukamy od końca lat 80., kiedy rozpoczęła się prywatyzacja obiektów zabytkowych. Od 2003 roku przy sprzedaży jest możliwość wpisu do aktu notarialnego konieczności przeprowadzenia określonych prac remontowych przez nowego właściciela. Harmonogram i zakres remontu jest negocjowany z nabywcą. Niestety, właściciele niewykonujący remontów nie ponoszą żadnych konsekwencji. Ponadto przepis ten nie obowiązuje obiektów będących własnością Agencji Nieruchomości Rolnych.

Jeżeli jedna ze stron nie wywiązuje się z umowy, to można ją rozwiązać.

- Okazuje się, że uchylanie się od remontowania obiektu nie jest przesłanką do rozwiązania umowy. Ponadto my - jako urząd - nie jesteśmy stroną umowy, więc nie możemy wystąpić o jej rozwiązanie. A samorządy i ANR nie robią tego, ponieważ chcą jak najszybciej pozbyć się zabytków. W naszej mocy jest jedynie rozpoczęcie zawiłego postępowania wywłaszczeniowego.

Na razie więc nasze prawo pozwala na bezkarne zaniedbywanie zabytków będących prywatną własnością. Co można w nim zmienić, żeby ochronić dziedzictwo historii?

- Skuteczną bronią byłaby możliwość wywłaszczenia właściciela przy oddaniu mu jedynie kwoty, jaką zapłacił za zabytek. Ewentualnie powiększoną o koszty przeprowadzonych remontów bądź pomniejszoną o koszt remontów, jakie będzie trzeba przeprowadzić na skutek jego zaniedbań. Proponowałbym też wprowadzenie rodzaju wadium w kwocie równej 50-procentowej bonifikacie, jaka jest udzielana przy zakupie zabytku. Jeżeli właściciel nie będzie prowadził remontów wpisanych w akt notarialny, pieniądze z wadium posłużą do sfinansowania tych prac. Właścicielowi wywiązującemu się z umowy kaucja byłaby zwracana.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 48 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów