Obiecują nam więcej miejsc do rodzenia we Wrocławiu

Marzena Kasperska
22.02.2010 , aktualizacja: 21.02.2010 18:27
A A A Drukuj
Jest szansa na to, że wrocławianki nie będą krążyły po mieście w poszukiwaniu miejsca na porodówce. - Wymyślimy sposób, żeby poprawić warunki do rodzenia - zapewnia Jarosław Maroszek, dyrektor departamentu zdrowia w urzędzie marszałkowskim

Fot. Pawel Koziol / AG
SERWISY
Od 18 stycznia do 15 lutego wrocławskie szpitale 48 razy informowały pogotowie ratunkowe, że nie mają wolnych łóżek do hospitalizacji rodzących. 5 lutego miejsc zabrakło we wszystkich oddziałach położniczych. Oznaczało to, że wrocławianki, które zaczęły rodzić, lub te, których stan wymagał natychmiastowej pomocy lekarskiej, musiały szukać miejsca poza miastem. Edward Kostecki, dyrektor marszałkowskiego wydziału polityki społecznej, w środę pisemnie poprosił wicemarszałka Jerzego Łużniaka, któremu podlegają szpitale przy ul. Kamieńskiego i Warszawskiej, oraz rektora Akademii Medycznej prof. Ryszarda Andrzejaka odpowiedzialnego za prace klinik położniczych przy ul. Dyrekcyjnej i Chałubińskiego o "zainteresowanie się sprawą". - Trzeba zwiększyć liczbę łóżek położniczych, bo rodzi się coraz więcej dzieci i ten trend utrzyma się jeszcze przez dwa lata - mówi Kostecki.

Największy, bo aż 110-łóżkowy oddział ginekologiczno-położniczy ma Szpital im. Falkiewicza przy ul. Warszawskiej. Dyrektor placówki Janusz Wróbel zapewnia, że mógłby dostawić dodatkowe, ale złamałby przepisy. - Na każde łóżko powinna przypadać odpowiednia liczba metrów kwadratowych. Jeśli w dwuosobowej sali umieszczę trzy pacjentki, będę miał kłopoty. Poza tym więcej rodzących potrzebuje więcej położnych i lekarzy.

Jarosław Maroszek, szef marszałkowskiego departamentu zdrowia, na czwartek zwołał zebranie szefów podległych mu szpitali. - Do mnie nie docierały informacje o przepełnionych porodówkach. Skoro jednak wojewoda i jego urzędnicy widzą problem, postaramy się go rozwiązać. Zrobimy burzę mózgów i na pewno znajdziemy sposób, żeby w naszych szpitalach zapewnić lepsze warunki rodzącym.

Jednym z pomysłów rozważanych przez urzędników było przeniesienie oddziału internistycznego z ul. Warszawskiej do szpitala przy ul. Koszarowej. Opuszczone pomieszczenia mógłby zająć oddział położniczo-ginekologiczny.

- Ale to już nieaktualne. Sadzę, że za miesiąc-dwa uda się powiększyć oddział położniczy, remontując dodatkowe pomieszczenia. Z pieniędzmi nie będzie kłopotu. Gorzej z personelem medycznym - mówi Maroszek.

Dyrektor Wróbel policzył, że obsadzenie dodatkowego stanowiska dla lekarza, który dyżurowałby przez całą dobę, to rocznie koszt ok. 400-500 tys. zł. A trzeba jeszcze zatrudnić minimum dwie położne. - Jeśli jednak zapadnie decyzja o powiększeniu oddziału, pieniądze muszą się znaleźć. Pytanie, czy uda się szybko zaangażować lekarza - martwi się dyrektor.

Podczas czwartkowego spotkania będzie mowa także o zbyt małej liczbie łóżek na oddziale ginekologiczno-położniczym w szpitalu przy ul. Kamieńskiego - ta placówka najczęściej odmawia przyjęć rodzących. W dokumentach rejestrowych złożonych wojewodzie szpital podaje, że dysponuje 72 łóżkami. Faktycznie ma jednak o siedem mniej. - Wyjaśnimy to - zapewnia Maroszek.

Nie wiadomo, jak na prośbę urzędników wojewody o powiększenie porodówek w klinikach przy ul. Dyrekcyjnej i Chałubińskiego zareaguje Akademia Medyczna.

Komentuje Marzena Kasperska: Uwierzę, jak zobaczę

Przed rokiem, podczas akcji "Godnie rodzić we Wrocławiu", zwracałam uwagę na kłopoty wrocławianek ze znalezieniem miejsca na porodówce. Przytaczałam dane GUS, z których jasno wynikało, że dzieci na Dolnym Śląsku będzie rodziło się coraz więcej. Publikowaliśmy też dramatyczne listy, w których kobiety opowiadały o traumie związanej z porodem we Wrocławiu. Urzędnicy zapewniali jednak, że miejsc na oddziałach ginekologiczno-położniczych jest sporo. Teraz okazuje się, że dramatycznie ich brakuje.

Rok temu apelowałam także o dostęp rodzących do znieczulenia. Akcję poparł wojewoda Rafał Jurkowlaniec, ówczesny wicemarszałek odpowiedzialny za służbę zdrowia, a obecny europoseł PO Piotr Borys oraz ponad cztery tysiące mieszkańców podpisało się pod petycją. Urzędnicy i dyrektorzy szpitali publicznie obiecali, że znieczulenie będzie dostępne w dwóch wrocławskich porodówkach. Niestety, nie jest. Bo brakuje i pieniędzy, i anestezjologów. Bo nikomu nie zależy?

Z rezerwą podchodzę do najnowszych urzędniczych obietnic. Uwierzę, gdy zobaczę dodatkowe sale i nowe łóżka we wrocławskich porodówkach.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów