Miasto ma fizjologię i anatomię, musi mieć też wizję
20.02.2010
, aktualizacja: 19.02.2010 20:00
Wciąż nie mamy konsekwentnej strategii rozwoju Wrocławia. Powinna objąć całe miasto i dokładnie wskazać, po co wprowadzamy zmiany i co chcemy osiągnąć. Bez określenia dokąd chcemy dojść będziemy stać w miejscu - mówi Izabela Mironowicz, wiceprezes wrocławskiego oddziału Towarzystwa Urbanistów Polskich
ZOBACZ TAKŻE
- Tak może wyglądać drapanie chmur po wrocławsku (15-12-09, 10:00)
- Nie nazywajmy obwodnicą mostu na Wielkiej Wyspie (05-12-09, 12:00)
SERWISY
Przygotowane przez Biuro Rozwoju Wrocławia nowe miejskie Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego zastąpić ma obowiązujący obecnie dokument z 2006 roku, na podstawie którego opracowywane są miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Miasto wskazuje w nim, jak w przyszłości będzie się rozwijać.
Zgodnie z procedurą do 10 lutego każdy mógł go skomentować w piśmie do urzędu miejskiego. Zgłoszono ponad 150 uwag. Wspólne stanowisko i krytyczny komentarz do planu przedstawiły Stowarzyszenie Architektów Polskich oraz Towarzystwo Urbanistów Polskich. Specjaliści mają wątpliwości dotyczące pomysłów, między innymi rozwiązania placu Grunwaldzkiego i budowy wieżowców.
Rozmowa z Izabelą Mironowicz*
Agata Saraczyńska: Złożone przez SARP i TUP uwagi do studium utrzymane są w niezwykle miękkim tonie. Piszecie o pewnym rozczarowaniu rozwiązaniem placu Grunwaldzkiego, wyrażacie pewne zaniepokojenie o Centrum Południowe, zamiast powiedzieć wprost, że zagospodarowanie tych miejsc jest błędne i oznacza stratę dla miasta.
Izabela Mironowicz: Nie chcemy napadać, rozmawiać w duchu konfrontacyjnym. Staramy się osiągnąć jak najwyższą jakość przestrzenną w imię dobra miasta. Jeśli będziemy obrażać autorów studium, to oni okopią się na swoich pozycjach. Możemy jedynie mówić jako specjaliści, że należy zastanowić się nad rozwiązaniami zaproponowanymi w studium, które przecież nie zmienia całkowicie planów i kierunków rozwoju miasta, ale jest jedynie rodzajem korekty.
Urbaniści wiedzą, jak powinno się rozwijać miasto. Więc czemu ich pomysłów nie wprowadza się w życie?
- W urbanistyce nie ma jednego dobrego rozwiązania. Nikt z nas nie powie: "tak ma być". Bo rozwój miasta weryfikuje życie. Idealne miasta są na papierze, ale w realu nie mają szans. Dopiero po zrealizowaniu planu - jak w przypadku paryskiej dzielnicy La Defense - można mówić o sukcesie rozwiązania planistycznego. Często miejsca ładne, a nawet piękne, są puste - choćby forum przed Halą Stulecia. Bo ludzie nie mają co tam robić. Miasto ma anatomię i fizjologię. Anatomią jest forma, choćby układ ulic. Fizjologią jest sposób przemieszczania się ludzi po mieście. Dopiero te dwa czynniki rodzą miasto.
Ładna analogia, ale nie rozwiązuje problemu panującego u nas chaosu urbanistycznego.
- By zrozumieć miasto, trzeba pamiętać o trzech słowach-kluczach. Pierwszym jest koncentracja - ludzi, funkcji, instytucji. Drugim zróżnicowanie - samej struktury miasta, gdyż ludzie mają różne potrzeby. Muszą mieć gdzie mieszkać, pracować, bawić się. Trzecie pojęcie to hierarchia - nie wszystkie miejsca są równie ważne. Najważniejsze są te, które generują aktywność i życie miejskie.
Od 2006 r. więcej niż połowa mieszkańców Ziemi mieszka w miastach. A trzeba pamiętać, że miasta miały ogromny wpływ na rozwój cywilizacji nawet wtedy, gdy mieszkał w nich znikomy procent światowej populacji. Dzisiaj zatem problemy miast to w pewnym sensie problemy ludzkości. Z jednej strony rozrastają się one terytorialnie, bo miasta są coraz gęściej zaludnione - Londyn powiększa się w poziomie, a Nowy Jork rośnie w górę. Z drugiej strony stale się przekształcają. Naturalnym procesem jest zamieranie jednych struktur i powstawanie nowych. Tak było ze średniowiecznymi fortyfikacjami, które straciły sens w obliczu zmiany sposobu prowadzenia wojen i ewolucji broni, tak stało się z socjalistycznymi zakładami pracy.
Urbanista jest świadomy tego procesu, choć nie jest w stanie nad nim panować. Może co najwyżej jak ogrodnik patrzeć, jak rosną jego rośliny, pielęgnować i nieco je korygować. A że miasto jest chaotyczne z natury, to zawsze potrzebna jest strategia, wskazanie kierunków, celów rozwoju. No i umiejętność czekania, bo pracę urbanistów weryfikuje czas.
Ale decyzje urbanistyczne tworzą nasze tu i teraz. Czekaliśmy na obwodnicę śródmiejską, zamiast niej mamy ułomek, którym nie da się objechać miasta.
- Na szczęście powstaje Autostradowa Obwodnica Wrocławia, która przejmie ruch tranzytowy. Decyzja o zakończeniu trasy śródmiejskiej na Wielkiej Wyspie nie jest decyzją urbanistyczną, ale polityczną. Władze miasta popełniły błąd w mediacji społecznej, bo zamiast wcześniej rozmawiać, przekonywać i uświadamiać, podjęły decyzję pod presją przeciwników poprowadzenia trasy na skraju Biskupina i Sępolna. Moim zdaniem to decyzja niefortunna i tak naprawdę to właśnie mieszkańcy Wielkiej Wyspy najwięcej stracą na zmianie planów. Mieszkaniec ma prawo nie widzieć szerszych konsekwencji swojego sprzeciwu, na przykład korków wywołanych w zupełnie innej części miasta, natomiast władze - nie. One muszą działać w interesie całego organizmu miejskiego.
A przez to, że górę wziął partykularny interes grupy mieszkańców, traci całe miasto. Konsultacje społeczne były prowadzone dopiero, gdy projekt drogi był już gotowy. Podobnie jest ze studium. Dyskusja o nim na tym etapie to przecież fikcja.
- Prawda. To jest błąd legislacyjny. Projekt Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego musi trafić do publicznej wiadomości. Jego gotowy projekt, a nie pomysły na jego sporządzenie. Ale prawo nie zabrania prowadzenia konsultacji przed sporządzeniem studium. Być może nadszedł czas na działanie nie poza i nie ponad prawem, ale przed prawem? Urbaniści z Biura Rozwoju Wrocławia zrobili swoje i choć wiadomo, że wpłynęło ponad 150 uwag do studium, nie zmienią one kierunku generalnego planowania. Nie możemy więc dyskutować o generaliach, a najwyżej o szczegółach.
W studium BRW dopuszcza wznoszenie wieżowców przy wjazdach do miasta i przy kilku ważnych placach. Wam się ten pomysł podoba, ale nie do końca.
- Problem tkwi w tym, że wiele ze wskazanych miejsc raczej nie zainteresuje inwestorów. Wzór wymyślony przez BRW przestanie wtedy istnieć. Pozytywne w studium jest coś innego - stwierdzenie, że Wrocław będzie się teraz rozwijał w części zachodniej. Przez lata mówiło się, że na Złotnikach, Maślicach, Żernikach może coś tam, dosyć nieokreślonego, powstać. Teraz to "coś" się konkretyzuje. Powstanie stadion, krystalizuje się pomysł specjalizacji tej części miasta jako miejsca, do którego ściągają mieszkańcy żądni atrakcji. To dobry kierunek, bo pozwoli połączyć strukturę miasta. Jednak strategia powinna objąć całe miasto i dokładnie wskazać, po co wprowadzamy zmiany i co chcemy osiągnąć.
Chcieliśmy mieć plac Grunwaldzki, mamy centrum przesiadkowe bez innych funkcji miejskich. Piszecie o tym w swoich uwagach do studium.
- Mieszkańcy i użytkownicy miejskiej przestrzeni - studenci, naukowcy z okolicznych uczelni, nasi goście - stracili ważne miejsce. Przebudowa placu miała usprawnić komunikację, a sprowadziła się do stworzenia ronda z przystankiem. Już 200 lat temu szwajcarski matematyk Leonhard Euler udowodnił, że rondo spowalnia ruch. Jeśli o to chodziło planistom, to osiągnęli sukces. Nigdzie indziej nie buduje jednak placu wokół przystanku. W żadnym razie plac Grunwaldzki nie odpowiada standardom wysokiej jakości publicznej przestrzeni miejskiej. Choćby to, że zabudowano go wielką bryłą pasażu, do którego wejść można tylko z dwóch stron. Na berlińskim Potsdamer Platz również powstało wielofunkcyjne centrum, ale tam narzucono obowiązek podzielenia wielkich ścian wejściami co kilka, kilkanaście metrów. A skoro ludzie tam chodzą, to powstają małe knajpki, sklepiki, coś się dzieje na ulicy.
Zgodnie z procedurą do 10 lutego każdy mógł go skomentować w piśmie do urzędu miejskiego. Zgłoszono ponad 150 uwag. Wspólne stanowisko i krytyczny komentarz do planu przedstawiły Stowarzyszenie Architektów Polskich oraz Towarzystwo Urbanistów Polskich. Specjaliści mają wątpliwości dotyczące pomysłów, między innymi rozwiązania placu Grunwaldzkiego i budowy wieżowców.
Rozmowa z Izabelą Mironowicz*
Agata Saraczyńska: Złożone przez SARP i TUP uwagi do studium utrzymane są w niezwykle miękkim tonie. Piszecie o pewnym rozczarowaniu rozwiązaniem placu Grunwaldzkiego, wyrażacie pewne zaniepokojenie o Centrum Południowe, zamiast powiedzieć wprost, że zagospodarowanie tych miejsc jest błędne i oznacza stratę dla miasta.
Izabela Mironowicz: Nie chcemy napadać, rozmawiać w duchu konfrontacyjnym. Staramy się osiągnąć jak najwyższą jakość przestrzenną w imię dobra miasta. Jeśli będziemy obrażać autorów studium, to oni okopią się na swoich pozycjach. Możemy jedynie mówić jako specjaliści, że należy zastanowić się nad rozwiązaniami zaproponowanymi w studium, które przecież nie zmienia całkowicie planów i kierunków rozwoju miasta, ale jest jedynie rodzajem korekty.
Urbaniści wiedzą, jak powinno się rozwijać miasto. Więc czemu ich pomysłów nie wprowadza się w życie?
- W urbanistyce nie ma jednego dobrego rozwiązania. Nikt z nas nie powie: "tak ma być". Bo rozwój miasta weryfikuje życie. Idealne miasta są na papierze, ale w realu nie mają szans. Dopiero po zrealizowaniu planu - jak w przypadku paryskiej dzielnicy La Defense - można mówić o sukcesie rozwiązania planistycznego. Często miejsca ładne, a nawet piękne, są puste - choćby forum przed Halą Stulecia. Bo ludzie nie mają co tam robić. Miasto ma anatomię i fizjologię. Anatomią jest forma, choćby układ ulic. Fizjologią jest sposób przemieszczania się ludzi po mieście. Dopiero te dwa czynniki rodzą miasto.
Ładna analogia, ale nie rozwiązuje problemu panującego u nas chaosu urbanistycznego.
- By zrozumieć miasto, trzeba pamiętać o trzech słowach-kluczach. Pierwszym jest koncentracja - ludzi, funkcji, instytucji. Drugim zróżnicowanie - samej struktury miasta, gdyż ludzie mają różne potrzeby. Muszą mieć gdzie mieszkać, pracować, bawić się. Trzecie pojęcie to hierarchia - nie wszystkie miejsca są równie ważne. Najważniejsze są te, które generują aktywność i życie miejskie.
Od 2006 r. więcej niż połowa mieszkańców Ziemi mieszka w miastach. A trzeba pamiętać, że miasta miały ogromny wpływ na rozwój cywilizacji nawet wtedy, gdy mieszkał w nich znikomy procent światowej populacji. Dzisiaj zatem problemy miast to w pewnym sensie problemy ludzkości. Z jednej strony rozrastają się one terytorialnie, bo miasta są coraz gęściej zaludnione - Londyn powiększa się w poziomie, a Nowy Jork rośnie w górę. Z drugiej strony stale się przekształcają. Naturalnym procesem jest zamieranie jednych struktur i powstawanie nowych. Tak było ze średniowiecznymi fortyfikacjami, które straciły sens w obliczu zmiany sposobu prowadzenia wojen i ewolucji broni, tak stało się z socjalistycznymi zakładami pracy.
Urbanista jest świadomy tego procesu, choć nie jest w stanie nad nim panować. Może co najwyżej jak ogrodnik patrzeć, jak rosną jego rośliny, pielęgnować i nieco je korygować. A że miasto jest chaotyczne z natury, to zawsze potrzebna jest strategia, wskazanie kierunków, celów rozwoju. No i umiejętność czekania, bo pracę urbanistów weryfikuje czas.
Ale decyzje urbanistyczne tworzą nasze tu i teraz. Czekaliśmy na obwodnicę śródmiejską, zamiast niej mamy ułomek, którym nie da się objechać miasta.
- Na szczęście powstaje Autostradowa Obwodnica Wrocławia, która przejmie ruch tranzytowy. Decyzja o zakończeniu trasy śródmiejskiej na Wielkiej Wyspie nie jest decyzją urbanistyczną, ale polityczną. Władze miasta popełniły błąd w mediacji społecznej, bo zamiast wcześniej rozmawiać, przekonywać i uświadamiać, podjęły decyzję pod presją przeciwników poprowadzenia trasy na skraju Biskupina i Sępolna. Moim zdaniem to decyzja niefortunna i tak naprawdę to właśnie mieszkańcy Wielkiej Wyspy najwięcej stracą na zmianie planów. Mieszkaniec ma prawo nie widzieć szerszych konsekwencji swojego sprzeciwu, na przykład korków wywołanych w zupełnie innej części miasta, natomiast władze - nie. One muszą działać w interesie całego organizmu miejskiego.
A przez to, że górę wziął partykularny interes grupy mieszkańców, traci całe miasto. Konsultacje społeczne były prowadzone dopiero, gdy projekt drogi był już gotowy. Podobnie jest ze studium. Dyskusja o nim na tym etapie to przecież fikcja.
- Prawda. To jest błąd legislacyjny. Projekt Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego musi trafić do publicznej wiadomości. Jego gotowy projekt, a nie pomysły na jego sporządzenie. Ale prawo nie zabrania prowadzenia konsultacji przed sporządzeniem studium. Być może nadszedł czas na działanie nie poza i nie ponad prawem, ale przed prawem? Urbaniści z Biura Rozwoju Wrocławia zrobili swoje i choć wiadomo, że wpłynęło ponad 150 uwag do studium, nie zmienią one kierunku generalnego planowania. Nie możemy więc dyskutować o generaliach, a najwyżej o szczegółach.
W studium BRW dopuszcza wznoszenie wieżowców przy wjazdach do miasta i przy kilku ważnych placach. Wam się ten pomysł podoba, ale nie do końca.
- Problem tkwi w tym, że wiele ze wskazanych miejsc raczej nie zainteresuje inwestorów. Wzór wymyślony przez BRW przestanie wtedy istnieć. Pozytywne w studium jest coś innego - stwierdzenie, że Wrocław będzie się teraz rozwijał w części zachodniej. Przez lata mówiło się, że na Złotnikach, Maślicach, Żernikach może coś tam, dosyć nieokreślonego, powstać. Teraz to "coś" się konkretyzuje. Powstanie stadion, krystalizuje się pomysł specjalizacji tej części miasta jako miejsca, do którego ściągają mieszkańcy żądni atrakcji. To dobry kierunek, bo pozwoli połączyć strukturę miasta. Jednak strategia powinna objąć całe miasto i dokładnie wskazać, po co wprowadzamy zmiany i co chcemy osiągnąć.
Chcieliśmy mieć plac Grunwaldzki, mamy centrum przesiadkowe bez innych funkcji miejskich. Piszecie o tym w swoich uwagach do studium.
- Mieszkańcy i użytkownicy miejskiej przestrzeni - studenci, naukowcy z okolicznych uczelni, nasi goście - stracili ważne miejsce. Przebudowa placu miała usprawnić komunikację, a sprowadziła się do stworzenia ronda z przystankiem. Już 200 lat temu szwajcarski matematyk Leonhard Euler udowodnił, że rondo spowalnia ruch. Jeśli o to chodziło planistom, to osiągnęli sukces. Nigdzie indziej nie buduje jednak placu wokół przystanku. W żadnym razie plac Grunwaldzki nie odpowiada standardom wysokiej jakości publicznej przestrzeni miejskiej. Choćby to, że zabudowano go wielką bryłą pasażu, do którego wejść można tylko z dwóch stron. Na berlińskim Potsdamer Platz również powstało wielofunkcyjne centrum, ale tam narzucono obowiązek podzielenia wielkich ścian wejściami co kilka, kilkanaście metrów. A skoro ludzie tam chodzą, to powstają małe knajpki, sklepiki, coś się dzieje na ulicy.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości
-
Portret zbiorowy pierwszoroczniaków. W klatce akademika
-
Jak będziemy się poruszać po Wrocławiu podczas Euro [MAPA]
-
Nasi studenci są słabi psychicznie. Naukowcy alarmują
-
O tych filmach dyskutował cały świat. Jak stworzyć wiral
-
Ten bunkier już został wyburzony. Stał obok dworca [FOTO]
-
Retro na różowo. Amerykanie z Portland wystąpią w Eterze
-
Ul. Królewiecka: Drzewka symetryczne, tylko uschły
- 13 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Miasto ma fizjologię i anatomię, musi mieć też ...
szasza7
20.02.10, 12:22
Sporo rozsądnych uwag w sprawie strategii rozwoju Wrocławia.Rozsądek jednak z trudem dociera do władz m.Wrocławia.Czasem wydaje się jakoby ludzie sprawujący władzę z naszego nadania żyli »
-
Miasto ma fizjologię i anatomię, musi mieć też ...
zgrozazgroza
20.02.10, 13:24
Nawet ucieszył mnie ten artykuł. Bardzo dobrze, że Pani Mironowicz dostrzega,że kolejne zmiany Studium coraz bardziej oddalają nas od spójnej wizji miasta.W tym miejscu należy się »
-
Miasto ma fizjologię i anatomię, musi mieć też ...
pawel_zet
20.02.10, 17:13
Nie od dziś wiadomo, że miasto jest zarządzane fatalnie, a tymczasem dyletanckie wizje Dutkiewicza i innych polityków sprawujących aktualnie władzę na wiele dziesięcioleci ukształtują »
Najczęściej czytane24 htydzień




