Połączenia zielonogórskich uczelni bali się słabi
13.02.2010
, aktualizacja: 12.02.2010 15:02
- Integracji uczelni nie można prowadzić pod przymusem. Głos środowiska akademickiego musi być brany pod uwagę - uważa prof. Czesław Osękowski, rektor Uniwersytetu Zielonogórskiego, który powstał z połączenia dwóch mniejszych uczelni.
ZOBACZ TAKŻE
- Wrocławskie uczelnie planują połączenie w jedną wielką (10-02-10, 09:00)
SERWISY
Wrocławskie szkoły wyższe chcą się połączyć. Deklarację w tej sprawie podpisali w ubiegłym tygodniu w Pawłowicach rektorzy siedmiu uczelni: Uniwersytetu Wrocławskiego, Uniwersytetu Przyrodniczego, Uniwersytetu Ekonomicznego, Akademii Medycznej, AWF oraz ASP i Akademii Muzycznej.
To na razie zapowiedź intencji powołania jednego dużego uniwersytetu, który miałby szansę na zaistnienia w międzynarodowych rankingach.
Prof. Andrzej Kajetan Wróblewski, były rektor Uniwersytetu Warszawskiego, uważa, że łączenie uczelni to jeden z warunków powodzenia reformy szkolnictwa wyższego w Polsce. Wskazując modelowy przykład integracji wspomniał Uniwersytet Zielonogórski, który powstał w wyniku połączenia Politechniki Zielonogórskiej i Wyższej Szkoły Pedagogicznej.
Rozmowa z prof. Czesławem Osękowskim*
Tomasz Wysocki: Z czym będzie największy problem przy łączeniu uczelni?
Prof. Czesław Osękowski: Główny punkt oporu przed integracją będzie zapewne - tak jak to było w Zielonej Górze - na samych uczelniach, ponieważ na połączeniu ktoś musi stracić. Profesorowie ze słabszych wydziałów i instytutów obawiali się, że zostaną wchłonięci przez większe jednostki. Natomiast na dużych, mocnych naukowo wydziałach takich obaw nie było. One miało silną pozycję w czasach politechniki i WSP i po połączeniu jej nie utraciły. Cenione zespoły badawcze nadal otrzymują dobre pieniądze.
Ile osób straciło pracę w wyniku połączenia?
Nie było exodusu, odeszły pojedyncze osoby, parę osób też przybyło.
Czy proces integracji WSP i politechniki był podzielony na etapy?
Najpierw zdobyliśmy opinie senatów trzech uczelni spoza Zielonej Góry o zasadności powołania u nas uniwersytetu. Wszystkie uznały, że taki uniwersytet byłby potrzebny. Potwierdziła to Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, poza tym mieliśmy odpowiednią liczbę wydziałów z uprawnieniami do nadawania habilitacji. Zatem spełnialiśmy wszystkie formalne warunki, aby zostać uniwersytetem.
Przez pierwsze pięć lat uczelnia była podzielona na tzw. szkoły - nauk humanistycznych i społecznych, nauk ścisłych i ekonomicznych oraz nauk technicznych. Po pięciu latach zmieniliśmy je w dziesięć wydziałów.
Jakie były korzyści z integracji?
Zyskaliśmy na znaczeniu: jesteśmy poważniejszym partnerem dla innych instytucji - uczelni, samorządów. Znaleźliśmy się w grupie średniej wielkości uniwersytetów - to awans o kilka klas.
Mamy 39 kierunków kształcenia, w tym kierunki inżynierskie, a poza tym kierunki społeczne, humanistyczne, artystyczne, zastanawiamy się nad uruchomieniem wydziału medycznego. Ta różnorodność też jest naszą siłą, mamy bardzo szeroką ofertę dla przyszłych studentów. Uniknęliśmy niezdrowej konkurencji, do której dochodzi w miastach, gdzie uczelnie nie chcą połączyć sił, na przykład w Opolu, Kielcach, czy w Rzeszowie. Tam na małych politechnikach tylko po to, żeby przyciągnąć studentów, uruchamia się kierunki humanistyczne, które zresztą już istnieją na lokalnych uniwersytetach, też niewielkich.
Czy w Zielonej Górze integracja jest już pełna?
Jest jeden rektor, jeden senat. Oczywiście, pewna grupa osób nigdy nie zaakceptuje tego rozwiązania, to wynika prawdopodobnie z wieloletniego przyzwyczajenia. To niewielka grupa. Większość osób dobrze ocenia sposób funkcjonowania uczelni w tej nowej strukturze.
Jaki model integracji uczelni sprawdziłby się we Wrocławiu?
Tak szybka pełna integracja jak w przypadku Zielonej Góry nie będzie możliwa. We Wrocławiu jest więcej większych uczelni, są bardziej zróżnicowane, od uczelni medycznej, przez szkoły artystyczne, po duży, wielowydziałowy uniwersytet, AWF i uniwersytety specjalistyczne: przyrodniczy i ekonomiczny. Jest także znacznie więcej studentów i wykładowców. Federacja na pewno będzie trudniejsza.
Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego mówi o powołaniu prezydenta, który firmowałby duży uniwersytetu na zewnątrz przy jednoczesnym zachowaniu autonomii uczelni, które miałyby swoich rektorów i senaty.
To dobra propozycja na początek. Autonomia może być zachowana, ale trzeba postawić na ścisłe współdziałanie. W przypadku integracja uczelni Wrocławia musi być podzielona na etapy, nie można jej przeprowadzić pod przymusem. Ważne, żeby głos środowiska akademickiego był brany pod uwagę. Szacuję, że pełne połączenie wrocławskich uczelni potrwa nawet kilkanaście lat.
To na razie zapowiedź intencji powołania jednego dużego uniwersytetu, który miałby szansę na zaistnienia w międzynarodowych rankingach.
Prof. Andrzej Kajetan Wróblewski, były rektor Uniwersytetu Warszawskiego, uważa, że łączenie uczelni to jeden z warunków powodzenia reformy szkolnictwa wyższego w Polsce. Wskazując modelowy przykład integracji wspomniał Uniwersytet Zielonogórski, który powstał w wyniku połączenia Politechniki Zielonogórskiej i Wyższej Szkoły Pedagogicznej.
Rozmowa z prof. Czesławem Osękowskim*
Tomasz Wysocki: Z czym będzie największy problem przy łączeniu uczelni?
Prof. Czesław Osękowski: Główny punkt oporu przed integracją będzie zapewne - tak jak to było w Zielonej Górze - na samych uczelniach, ponieważ na połączeniu ktoś musi stracić. Profesorowie ze słabszych wydziałów i instytutów obawiali się, że zostaną wchłonięci przez większe jednostki. Natomiast na dużych, mocnych naukowo wydziałach takich obaw nie było. One miało silną pozycję w czasach politechniki i WSP i po połączeniu jej nie utraciły. Cenione zespoły badawcze nadal otrzymują dobre pieniądze.
Ile osób straciło pracę w wyniku połączenia?
Nie było exodusu, odeszły pojedyncze osoby, parę osób też przybyło.
Czy proces integracji WSP i politechniki był podzielony na etapy?
Najpierw zdobyliśmy opinie senatów trzech uczelni spoza Zielonej Góry o zasadności powołania u nas uniwersytetu. Wszystkie uznały, że taki uniwersytet byłby potrzebny. Potwierdziła to Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, poza tym mieliśmy odpowiednią liczbę wydziałów z uprawnieniami do nadawania habilitacji. Zatem spełnialiśmy wszystkie formalne warunki, aby zostać uniwersytetem.
Przez pierwsze pięć lat uczelnia była podzielona na tzw. szkoły - nauk humanistycznych i społecznych, nauk ścisłych i ekonomicznych oraz nauk technicznych. Po pięciu latach zmieniliśmy je w dziesięć wydziałów.
Jakie były korzyści z integracji?
Zyskaliśmy na znaczeniu: jesteśmy poważniejszym partnerem dla innych instytucji - uczelni, samorządów. Znaleźliśmy się w grupie średniej wielkości uniwersytetów - to awans o kilka klas.
Mamy 39 kierunków kształcenia, w tym kierunki inżynierskie, a poza tym kierunki społeczne, humanistyczne, artystyczne, zastanawiamy się nad uruchomieniem wydziału medycznego. Ta różnorodność też jest naszą siłą, mamy bardzo szeroką ofertę dla przyszłych studentów. Uniknęliśmy niezdrowej konkurencji, do której dochodzi w miastach, gdzie uczelnie nie chcą połączyć sił, na przykład w Opolu, Kielcach, czy w Rzeszowie. Tam na małych politechnikach tylko po to, żeby przyciągnąć studentów, uruchamia się kierunki humanistyczne, które zresztą już istnieją na lokalnych uniwersytetach, też niewielkich.
Czy w Zielonej Górze integracja jest już pełna?
Jest jeden rektor, jeden senat. Oczywiście, pewna grupa osób nigdy nie zaakceptuje tego rozwiązania, to wynika prawdopodobnie z wieloletniego przyzwyczajenia. To niewielka grupa. Większość osób dobrze ocenia sposób funkcjonowania uczelni w tej nowej strukturze.
Jaki model integracji uczelni sprawdziłby się we Wrocławiu?
Tak szybka pełna integracja jak w przypadku Zielonej Góry nie będzie możliwa. We Wrocławiu jest więcej większych uczelni, są bardziej zróżnicowane, od uczelni medycznej, przez szkoły artystyczne, po duży, wielowydziałowy uniwersytet, AWF i uniwersytety specjalistyczne: przyrodniczy i ekonomiczny. Jest także znacznie więcej studentów i wykładowców. Federacja na pewno będzie trudniejsza.
Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego mówi o powołaniu prezydenta, który firmowałby duży uniwersytetu na zewnątrz przy jednoczesnym zachowaniu autonomii uczelni, które miałyby swoich rektorów i senaty.
To dobra propozycja na początek. Autonomia może być zachowana, ale trzeba postawić na ścisłe współdziałanie. W przypadku integracja uczelni Wrocławia musi być podzielona na etapy, nie można jej przeprowadzić pod przymusem. Ważne, żeby głos środowiska akademickiego był brany pod uwagę. Szacuję, że pełne połączenie wrocławskich uczelni potrwa nawet kilkanaście lat.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości
-
Portret zbiorowy pierwszoroczniaków. W klatce akademika
-
Jak będziemy się poruszać po Wrocławiu podczas Euro [MAPA]
-
Nasi studenci są słabi psychicznie. Naukowcy alarmują
-
O tych filmach dyskutował cały świat. Jak stworzyć wiral
-
Ten bunkier już został wyburzony. Stał obok dworca [FOTO]
-
Retro na różowo. Amerykanie z Portland wystąpią w Eterze
-
Ul. Królewiecka: Drzewka symetryczne, tylko uschły
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




