Oskarżony o zagłodzenie na śmierć ciężko chorego syna

Katarzyna Lubiniecka
12.02.2010 , aktualizacja: 11.02.2010 18:03
A A A Drukuj
Wrocławska prokuratura oskarżyła 56-letniego Bogdana K. o doprowadzenie do śmierci głodowej syna unieruchomionego w łóżku przez ciężką chorobę. Ojciec czuje się winny śmierci dziecka, ale nie zagłodzenia.
Krzysztof zmarł w lutym 2004 r. Miał 15 lat i ważył niewiele ponad osiem kilogramów. Biegli stwierdzili, że przyczyną jego śmierci było zagłodzenie.

Chłopiec był czwartym synem Henryki i Bogdana K. z Psiego Pola. Tylko jeden z nich jest zdrowy. Dwaj starsi bracia Krzysztofa od urodzenia chorowali na porażenie mózgowe. Sam Krzysztof przez pierwsze miesiące życia rozwijał się prawidłowo, ale po roku lekarze stwierdzili u niego spowolnienie ruchowe i padaczkę. Chłopiec miał przejść pełną diagnostykę w szpitalu, jednak po miesiącu ojciec zabrał go. Dlatego lekarze nigdy nie postawili pełnej diagnozy, nie stwierdzono, na co dokładnie chłopiec choruje. Nie wdrożono specjalistycznego leczenia.

Rodzice dwóch starszych, ciężko porażonych synów, oddali do ośrodka. Krzysztofem chcieli zajmować się sami.

Pomagała im opieka społeczna. Bogdan K. był palaczem w przedszkolu. Zarabiał niewiele ponad tysiąc złotych. Jego żona zajmowała się domem. Pracownik socjalny odnotował, że jest bezradna w sprawach opiekuńczo-wychowawczych i w prowadzeniu domu.

Krzysztof nie chodził, nie mówił, nie było z nim kontaktu. Wymagał stałej opieki. Choć lekarze, wypisując go ze szpitala, nakazali rodzicom częste wizyty u lekarzy, ojciec z dzieckiem rzadko pokazywał się zarówno w przychodni Zawidawie w pobliżu domu, jak i w przychodni neurologicznej. Raz, kilka razy w roku przychodził z dzieckiem, czasami sam. Po recepty.

Z dokumentacji medycznej wynika, że Krzysztof w wieku czterech lat ważył 12 kg. Problemy z karmieniem go zaczęły się prawdopodobnie w 1989 r. i choć rodzice widzieli, że dziecko chudnie, nie chce jeść, nie skonsultowali tej sprawy z lekarzem. Neurolog ostatni raz widział chłopca w marcu 2003 r.

28 lutego 2004 r. starszy brat zauważył, że Krzysztof nie daje oznak życia. Zabrało go pogotowie. Lekarze stwierdzili, że organizm chłopca jest całkowicie wyniszczony. 15-latek ważył 8,75 kg przy wzroście 112 cm. Miał odleżyny i przykurcze kończyn, gdyż nigdy nie był rehabilitowany.

Biegli orzekli, że powodem choroby Krzysztofa były uwarunkowania genetyczne. Jeden z jego braci oddanych do ośrodka zmarł także w wieku 15 lat, mimo że był pod pełną opieką medyczną. Jego organizm również był wyniszczony. W chwili śmierci chłopak ważył 12 kilogramów.

Prokurator postawił ojcu zarzut narażenia syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, gdyż nie pozwolił na jego zdiagnozowanie, rzadko z nim chodził do lekarzy, sam mu podawał leki, nie rehabilitował go i nie zadbał o farmakologiczne dokarmianie, co skutkowało śmiercią głodową. Bogdan K. powiedział, że czuje się winny, bo dziecko zmarło. Jednak uważa, że dobrze opiekował się synem. Do lekarza nie chodził często, bo było to dla niego kłopotliwe. Nie oddał Krzysztofa do ośrodka, bo chcieli z żoną, by najmłodsze dziecko było z rodziną.

Grozi mu pięć lat więzienia. Przeciwko matce prokuratura prowadzi sprawę osobno. Kobieta jest poważnie chora.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy