Dlaczego endokrynolog wypisuje tylko jedno skierowanie
11.02.2010
, aktualizacja: 10.02.2010 19:56
Kolejki do specjalistów można zmniejszyć nawet o połowę, wystarczy zmiana przepisów i trochę więcej pieniędzy z NFZ - twierdzi Maciej Sokołowski*.
ZOBACZ TAKŻE
- Kara dla pacjentów, którzy rezygnują z wizyt u lekarza (08-02-10, 09:00)
- W kolejce do lekarza (07-02-10, 09:00)
SERWISY
Marzena Kasperska: Na ten rok NFZ przeznaczył na leczenie Dolnoślązaków o ponad sto mln zł mniej niż w ubiegłym. Wydatki na opiekę specjalistyczną - m.in. porady u chirurgów, okulistów, endokrynologów obcięto o 10,6 mln zł. To oznacza dłuższe kolejki do lekarzy specjalistów.
Maciej Sokołowski: Cięcia nie rozkładają się równomiernie. Są poradnie, które troszkę nawet zyskały, ale większość straciła. Moja przychodnia ma mniej o około 8 proc. z ubiegłorocznej kwoty. Czas oczekiwania na poradę oczywiście przez to się wydłuży. W najtrudniejszej sytuacji są dzieci wymagające rehabilitacji - co piąty maluch leczony u nas w ubiegłym roku straci szansę na pomoc.
Od dawna rekordowe kolejki we Wrocławiu ustawiają się do endokrynologów. W pana przychodni pacjenci, którzy po raz pierwszy chcą iść do lekarza, są zapisywani na 2012 rok. To absurd!
- Zgadzam się. Jednak prowadzenie listy kolejkowej to nasz obowiązek, a możliwości przyjęcia chorych są mocno ograniczone.
Brakuje specjalistów endokrynologów czy pieniędzy na ich opłacenie?
- Jednego i drugiego. Endokrynolodzy twierdzą, że głównym winowajcą jest sposób, w jaki NFZ kontraktuje te świadczenia. Fundusz płaci za trzy rodzaje porad: raz w roku za poradę kompleksową za 9 pkt, specjalistyczną za 4 pkt i receptową za 2 pkt. Jeden punkt to w tej chwili 9,2 zł. W poradni endokrynologicznej leczy się choroby przewlekłe, najczęściej guzy tarczycy, których diagnozowanie wymaga drogich badań laboratoryjnych za ok. 100 zł oraz USG. Co więc robi lekarz? Na pierwszej wizycie daje skierowanie na jedno badanie, na drugiej sprawdza wynik i kieruje chorego na kolejne badanie, na trzeciej sytuacja się powtarza. Do postawienia pełnej diagnozy potrzebuje więc kilku porad, a za każdą z nich NFZ zapłaci lekarzowi po 36,80 zł.
Gdyby na pierwszej wizycie lekarz wypisał zlecenie na komplet badań, to...
... musiałby dołożyć do leczenia. NFZ zapłaciłby za nią tylko 36,80, a same badania kosztowałyby lekarza trzy razy tyle! Gdyby rozliczył w funduszu poradę kompleksową, to i tak okazałoby się, że pracował za darmo. Dlatego pacjent musi kilka razy przyjść do endokrynologa, co w praktyce oznacza, że blokuje dostęp do poradni innym chorym. Ci inni czekają w kolejce, kolejka rośnie, a my rejestrujemy na 2012 rok. Rozwiązaniem problemu jest podniesienie wyceny pierwszej porady, ale fundusz się na to nie zgadza. Postulowali to konsultanci wojewódzcy i konsultant krajowy, sam też proponowałem to Ministerstwu Zdrowia. Jak dotąd, bezskutecznie.
Pozostali specjaliści nie mają takich kłopotów?
- W mniejszym stopniu, bo fundusz finansuje część drogich badań. Neurolog, zlecając rezonans magnetyczny lub tomograf komputerowy, nie musi płacić za nie ze swojego kontraktu - NFZ finansuje je oddzielnie. Gastrolog nie płaci za gastroskopię lub kolonoskopię, kardiolog za badanie echokardiograficzne lub próbę wysiłkową itd. W poradni endokrynologicznej lekarz sam musi zapłacić za wszystkie badania laboratoryjne.
Ile pieniędzy musiałby fundusz dołożyć, żeby wdrożyć proponowane m.in. przez Pana zasady?
- Trudno powiedzieć, ale w skali województwa kosztowałoby to od pół do miliona złotych. A ile zapłacimy za leczenie pacjenta, u którego po dwóch latach czekania lekarz rozpozna chorobę nowotworową? To pytania, na które centrala funduszu powinna sobie odpowiedzieć.
* Maciej Sokołowski - dyrektor Wojewódzkiego Zespołu Specjalistycznego przy ul. Dobrzyńskiej, członek Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej.
Maciej Sokołowski: Cięcia nie rozkładają się równomiernie. Są poradnie, które troszkę nawet zyskały, ale większość straciła. Moja przychodnia ma mniej o około 8 proc. z ubiegłorocznej kwoty. Czas oczekiwania na poradę oczywiście przez to się wydłuży. W najtrudniejszej sytuacji są dzieci wymagające rehabilitacji - co piąty maluch leczony u nas w ubiegłym roku straci szansę na pomoc.
Od dawna rekordowe kolejki we Wrocławiu ustawiają się do endokrynologów. W pana przychodni pacjenci, którzy po raz pierwszy chcą iść do lekarza, są zapisywani na 2012 rok. To absurd!
- Zgadzam się. Jednak prowadzenie listy kolejkowej to nasz obowiązek, a możliwości przyjęcia chorych są mocno ograniczone.
Brakuje specjalistów endokrynologów czy pieniędzy na ich opłacenie?
- Jednego i drugiego. Endokrynolodzy twierdzą, że głównym winowajcą jest sposób, w jaki NFZ kontraktuje te świadczenia. Fundusz płaci za trzy rodzaje porad: raz w roku za poradę kompleksową za 9 pkt, specjalistyczną za 4 pkt i receptową za 2 pkt. Jeden punkt to w tej chwili 9,2 zł. W poradni endokrynologicznej leczy się choroby przewlekłe, najczęściej guzy tarczycy, których diagnozowanie wymaga drogich badań laboratoryjnych za ok. 100 zł oraz USG. Co więc robi lekarz? Na pierwszej wizycie daje skierowanie na jedno badanie, na drugiej sprawdza wynik i kieruje chorego na kolejne badanie, na trzeciej sytuacja się powtarza. Do postawienia pełnej diagnozy potrzebuje więc kilku porad, a za każdą z nich NFZ zapłaci lekarzowi po 36,80 zł.
Gdyby na pierwszej wizycie lekarz wypisał zlecenie na komplet badań, to...
... musiałby dołożyć do leczenia. NFZ zapłaciłby za nią tylko 36,80, a same badania kosztowałyby lekarza trzy razy tyle! Gdyby rozliczył w funduszu poradę kompleksową, to i tak okazałoby się, że pracował za darmo. Dlatego pacjent musi kilka razy przyjść do endokrynologa, co w praktyce oznacza, że blokuje dostęp do poradni innym chorym. Ci inni czekają w kolejce, kolejka rośnie, a my rejestrujemy na 2012 rok. Rozwiązaniem problemu jest podniesienie wyceny pierwszej porady, ale fundusz się na to nie zgadza. Postulowali to konsultanci wojewódzcy i konsultant krajowy, sam też proponowałem to Ministerstwu Zdrowia. Jak dotąd, bezskutecznie.
Pozostali specjaliści nie mają takich kłopotów?
- W mniejszym stopniu, bo fundusz finansuje część drogich badań. Neurolog, zlecając rezonans magnetyczny lub tomograf komputerowy, nie musi płacić za nie ze swojego kontraktu - NFZ finansuje je oddzielnie. Gastrolog nie płaci za gastroskopię lub kolonoskopię, kardiolog za badanie echokardiograficzne lub próbę wysiłkową itd. W poradni endokrynologicznej lekarz sam musi zapłacić za wszystkie badania laboratoryjne.
Ile pieniędzy musiałby fundusz dołożyć, żeby wdrożyć proponowane m.in. przez Pana zasady?
- Trudno powiedzieć, ale w skali województwa kosztowałoby to od pół do miliona złotych. A ile zapłacimy za leczenie pacjenta, u którego po dwóch latach czekania lekarz rozpozna chorobę nowotworową? To pytania, na które centrala funduszu powinna sobie odpowiedzieć.
* Maciej Sokołowski - dyrektor Wojewódzkiego Zespołu Specjalistycznego przy ul. Dobrzyńskiej, członek Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej.
Najnowsze wiadomości
-
Próby iluminacji wrocławskiego stadionu na Euro [FOTO]
-
Dobre Strony czytania najmłodszym poznacie na Solnym
-
Awangarda elektroniki na festiwalu Avant. Przyjadą gwiazdy
-
Piątek we Wrocławiu. Zobacz miasto na zdjęciach
-
Wypadek na Legnickiej: ciężarówka potrąciła kilkulatka
-
Iran, Tajlandia, Wenezuela w jeden wieczór? To możliwe
-
Pojawiła się szansa na rozejm we wrocławskim MPK
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Dlaczego endokrynolog wypisuje tylko jedno skie...
fantastickama
11.02.10, 11:47
Czy nie ma mocnych na tych pacanów z NFZ, gdzie się nie spojrzy to "knot" - w szpitalach, przychodniach - przecież to eutanazja w świetle "prawa" ich prawa.»
Najczęściej czytane24 htydzień




