Kara dla pacjentów, którzy rezygnują z wizyt u lekarza

Marzena Kasperska
08.02.2010 , aktualizacja: 08.02.2010 11:19
A A A Drukuj
Przychodnia przy ul. Dobrzyńskiej chce dyscyplinować pacjentów, którzy umawiają się na wizytę do lekarza, a potem nie przychodzą w wyznaczonym terminie. - Ich absencja to duży problem dla nas, ale przede wszystkim dla pozostałych chorych, którzy niepotrzebnie czekają w kolejce po kilka miesięcy - mówi dyrektor przychodni Maciej Sokołowski.
Przychodnia na Dobrzyńskiej zapisuje na wizytę do endokrynologa na przyszły rok
Fot. Paweł Kozioł / AG
Przychodnia na Dobrzyńskiej zapisuje na wizytę do endokrynologa na przyszły rok
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Anna Dalak odpowiada w Wojewódzkim Zespole Specjalistycznym przy ul. Dobrzyńskiej za wszystko, co jest związane z rejestracją pacjentów. Pod opieką ma 23 poradnie, w których pracuje ponad stu lekarzy. - Zszedł kiedyś po dyżurze ortopeda i przyniósł dziesięć kart pacjentów, którzy umówili się na wizytę, ale nie przyszli. Zamiast planowanych 24 osób, skonsultował więc tylko 14. To marnotrawstwo jego czasu i wielka szkoda dla innych chorych, którzy czekają na badanie nierzadko po kilka miesięcy - mówi kierowniczka.

Dyrektor przychodni Maciej Sokołowski wyliczył, że w styczniu z umówionych wizyt zrezygnowało nawet 20-30 proc. zarejestrowanych. - Pacjenci zapisują się do pięciu różnych poradni i wybierają tę, która proponuje najszybszy termin. Ale do głowy im nie przyjdzie, żeby odwołać konsultację w czterech pozostałych. Gdyby dzień-dwa dni wcześniej zawiadomili, że rezygnują z wizyty, moglibyśmy zaprosić na badanie kogoś z kolejki.

Na wizytę do specjalisty trzeba się umawiać z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Wszelkie rekordy bije poradnia endokrynologiczna przy ul. Dobrzyńskiej, do której wrocławianie zapisują się teraz na 2012 rok. Chodzi o pierwszą wizytę, bo chorzy, którzy już są objęci opieką, przychodzą do lekarza nawet co kilka tygodni. Deficytowe są również porady hematologów i angiologów - tu trzeba ustawić się do ogonka około pół roku przed badaniem. Podobnie jest w wielu innych dolnośląskich placówkach. W Akademickim Szpitalu Klinicznym na konsultację u endokrynologa czeka 468 osób. Ostatni zapisany pacjent trafi do gabinetu w lipcu lub sierpniu.

W tym roku o specjalistyczną poradę będzie jeszcze trudniej. NFZ przeznaczył na nie ponad 10,5 mln zł mniej na cały Dolny Śląsk. Dyr. Sokołowski: - Pacjenci mają rację, narzekając na ograniczony dostęp do lekarza, ale nie zdają sobie sprawy, że sami też mogą wpływać na usprawnienie pracy specjalistów. Bo jaki jest sens, gdy lekarz zamiast badać chorego, pilnuje jedynie biurka w swoim gabinecie?

Problem niesłownych pacjentów dotyka przychodnie oraz, choć w mniejszym stopniu, szpitale. Bywa, że pacjenci rezygnują nawet z zabiegów, zwłaszcza tych wykonywanych w trybie jednodniowym. - Czeka anestezjolog, czeka cały zespół, a chorego nie ma - mówi Piotr Pobrotyn, dyrektor Akademickiego Szpitala Klinicznego. - Szpital płaci personelowi za gotowość do pracy, ale pieniędzy nie odzyska, bo NFZ finansuje leczenie rzeczywiste, a nie to zaplanowane. Prof. Wojciech Witkiewicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Kamieńskiego przyznaje, że planowanie pracy jest bardzo trudne. - Nawet jedna trzecia chorych nie stawia się w umówionym czasie. Dlatego dzwonimy do nich, wysyłamy SMS-y, a nawet telegramy, przypominając o operacji. Niestety, w drugą stronę to nie działa, chorzy rzadko powiadamiają nas o absencji.

Dlatego dyr. Sokołowski chce wprowadzić restrykcje dla osób, które zapiszą się na konsultację, ale z niej nie skorzystają. Chodzi o pacjentów, którzy są w trakcie leczenia i regularnie spotykają się ze specjalistą. - Jeśli chory nie odwoła wizyty z jedno - lub dwudniowym wyprzedzeniem, trafi na koniec kolejki. W konsekwencji, zamiast tygodnia lub dwóch, poczeka na poradę kilka miesięcy. Najczęściej mówi się o prawach pacjenta, ale może warto zacząć rozmawiać o obowiązkach - mówi dyr. Sokołowski. Propozycję musi zatwierdzić rada społeczna placówki.

W przychodni rozważa się także wariant telefonicznego potwierdzania ustalonych terminów. - Mamy pod opieką kilkadziesiąt tysięcy pacjentów - dzwonienie byłoby dla nas zbyt kosztowna. Ale bierzemy pod uwagę przypominanie o wizycie SMS-em. Jesteśmy już po wstępnych rozmowach z operatorami - zapewnia dyrektor.

Komentuje Dorota Przerwa: Droga represji to zła droga

W prywatnym gabinecie dentystycznym, w którym leczę zęby (na wizyty umawiam się nawet z trzymiesięcznym wyprzedzeniem) jest taki dobry obyczaj, że na dwa dni przed wizytą gabinet telefonicznie potwierdza moją obecność. Bo prywatnego lekarza stomatologa nie stać na stratę czasu i pacjenta. Nie przyjdę ja - zadzwonią i umówią kogoś innego.

Dobrze, że także w publicznej przychodni wreszcie ktoś zdał sobie z tego sprawę i postanowił z marnotrawstwem walczyć. Źle, że wybiera drogę represji. Pewnie łatwiej wyrzucić kogoś z kolejki niż zadzwonić i przypomnieć o ustalonym kilka miesięcy wcześniej terminie, ale nie ma to nic wspólnego ze słowami s ł u ż b a zdrowia.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 146 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    28 głosów

  • Kara dla pacjentów, którzy rezygnują z wizyt u ... karina58.04 08.02.10, 13:31

    a gdyby tak zastosować przy rejestracji niewielką (5-10zł) kaucję zwrotną - po wizycie lub terminowym odwołaniu przychodnia zwraca- troche zachodu a ile miejsc do specjalisty by sie »

  • Proste rozwiązanie wiktoria.ewa 08.02.10, 18:26

    Na świecie juz na to wpadli i w paru przychodniach prywatnych też. Panie z rejestracji8, zamiast plptkować zapisuja nr telefonu do pacjenta i dwa dni wecześniej, przed terminem wizyty »

  • Kara dla pacjentów, którzy rezygnują z wizyt u ... annika4 08.02.10, 21:02

    Mieszkam w Szwecji. Nie dosc, ze bedac ubezpieczonym placi sie za kazda wizyte, to za te nieodbyta (czyli absencje) rowniez z tym, ze troche mniej. Ponadto zeby dostac sie do lekarza nalezy »