Odkrywkowa kopalnia pod Legnicą nadal czeka na decyzję

Lucyna Róg, Rafał Zasuń
04.02.2010 , aktualizacja: 05.02.2010 09:50
A A A Drukuj
- Decyzja o wydobyciu węgla pod Legnicą jeszcze nie zapadła. W kraju są także inne złoża, które można eksploatować - usłyszeli w czwartek samorządowcy, którzy w Ministerstwie Gospodarki spotkali się z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem i przedstawicielami przemysłu górniczego
Podczas debaty w redakcji
Fot. Łukasz Giza / Agancja Gazet
Podczas debaty w redakcji "Gazety" na temat lokalizacji kopalni odkrywkowej pod Legnicą dyskutowali jej zwolennicy i przeciwnicy
Seminarium na temat złoża "Legnica" trwało ponad cztery godziny. Emocji nie brakowało, bo w gmachu ministerstwa po raz pierwszy spotkały się wszystkie strony konfliktu, jaki zrodził się wokół planów budowy odkrywkowej kopalni węgla brunatnego. W jednej sali zebrali się samorządowcy z podlegnickich gmin, którzy od kilku miesięcy, otwarcie sprzeciwiając się odkrywce, organizują konferencje prasowe, protesty i demonstracje, przedstawiciele tzw. lobby górniczego oraz Ministerstwa Gospodarki z Waldemarem Pawlakiem na czele.

- Czekaliśmy na taką okazję ponad rok - podkreśla Andrzej Holdenmajer, burmistrz Ścinawy.

Wójtowie i burmistrzowie na wystąpienie dostali 10 minut, ale mówili dłużej. Opowiadali o swoich gminach i ich mieszkańcach oraz o tym, co stracą, jeśli kopalnia powstanie, i czego się obawiają.

W zamian usłyszeli, że decyzja o eksploatacji węgla pod Legnicą jeszcze nie zapadła. - W Polsce są też inne złoża, które mają podobną charakterystykę do legnickiego. Mamy więc możliwość wyboru pomiędzy kilkoma lokalizacjami - zaznaczył Pawlak.

Waldemar Kwaśny, wójt Miłkowic, przyznaje, że ta deklaracja go cieszy: - To oznacza, że jest jeszcze nadzieja i że nie wszystko już zostało gdzieś zadecydowane ponad naszymi głowami, bo do tej pory odnosiliśmy takie wrażenie. Premier podkreślał, że w tej sprawie ważny jest dialog i dążenie do kompromisu, bo jeśli będzie dochodziło do masowych protestów, to żadna inwestycja się nie powiedzie.

Prof. Zbigniew Kasztelewicz z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie ma nadzieję, że spotkanie zmieni nieco nastawienie samorządowców. - Bardzo dobrze, że doszło do wymiany poglądów, bo wójtowie i burmistrzowie mieli okazję, by usłyszeć także o pozytywach, jakie niesie ze sobą odkrywka. Mogli się przekonać, że górnictwo nie jest tylko potwornym smokiem, który wszystko zniszczy - mówi.

O korzyściach z odkrywki miał przekonać dolnośląskich samorządowców przykład Kleszczowa, który dzięki profitom z kopalni jest dziś najbogatszą gminą w Polsce ze 150 mln zł rocznego przychodu. - Możemy się też pochwalić stabilnym rynkiem pracy, wzrostem liczby mieszkańców, rozwojem przedsiębiorczości i wysokim poziomem opieki lekarskiej - opowiadała nam Kazimiera Tarkowska, wójt Kleszczowa.

Do Holdenmajera ten przykład jednak nie przemawia. - Byłem tam dwa lata temu. Nie chciałbym żyć w miejscu, gdzie powietrze jest tak zapylone. A pieniądze nas nie przekonują. Nie jesteśmy gminami, w których stoją domy ze strzechami. Wiele już zainwestowaliśmy w infrastrukturę - twierdzi.

Andrzej Krzemień, wójt gminy wiejskiej Głogów, liczy na kolejne debaty, bo wiele kwestii wciąż czeka na wyjaśnienie. - Choćby sprawa ochrony złóż perspektywicznych. Wszyscy tutaj zgodziliśmy się, że jeśli gminy zostaną zablokowane z inwestycjami, to powinny dostać odpowiednie rekompensaty - mówi Krzemień.

Na seminarium podkreślono także, że o szczegółach planowanej kopalni będzie można mówić dopiero, gdy zapadnie decyzja o eksploatacji, a wybrany inwestor opracuje koncepcję wydobycia. Wtedy też te plany będą konsultowane z mieszkańcami. Według Instytutu Górnictwa Odkrywkowego "Poltegor" koszt kopalni w tym miejscu to ponad 20 mld zł. Nie wiadomo, czy firmom energetycznym uda się zdobyć takie pieniądze.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy