Samochody blokują torowiska: Jeden stoi, wszyscy leżą

Magda Nogaj
30.01.2010 , aktualizacja: 29.01.2010 18:16
A A A Drukuj
Przy Podwalu na odcinku od ul. Muzealnej do Świdnickiej w ogóle nie powinno być aut Fot. Tomasz Musiał / Agencja Gazeta Przy Podwalu na odcinku od ul. Muzealnej do Świdnickiej w ogóle nie powinno być aut
Nie ma tygodnia, by źle zaparkowany samochód nie zablokował torowiska na Podwalu. Wczoraj aż dwa razy tramwaje nie mogły tamtędy przejechać. Podobnie jest na innych ulicach. Przez bezmyślność kierowców w tym miesiącu pojazdy komunikacji miejskiej stała ponad 26 godzin
SERWISY
SONDAŻ
Ile powinna wynosić kara za zablokowanie torowiska lub pętli autobusowej?

Co najmniej 1500 zł i 10 punktów karnych
Co najmniej 1500 zł
Co najmniej 1000 zł
Wystarczyłoby 500 zł

Na Podwalu między ul. Muzealną a Renomą obowiązuje zakaz wjazdu. Tymczasem codziennie parkuje tam kilkanaście aut. - Najczęściej wjeżdżają od strony ul. Świdnickiej i zawracają na podwójnej ciągłej - mówi Sławomir Chełchowski, rzecznik straży miejskiej. Kierowcy stają między krawężnikiem a torowiskiem i wydaje im się, że skoro auto nie wystaje na szyny, to wszystko jest w porządku. - Problem w tym, że tramwaj jest szerszy niż torowisko. Potrzebuje więc więcej miejsca, by przejechać - mówi Janusz Krzeszowski z MPK. - Bywa, że wściekli pasażerowie wysiadają i przepychają takie auto. Częściej trzeba jednak wezwać lawetę.

Gdzie jest laweta?

I tu pojawia się problem. - Nim holownik przyjedzie na miejsce, mija czasem nawet godzina - mówi jeden z pracowników firmy, z którą miasto ma podpisaną umowę na holowanie źle zaparkowanych aut. - Skomplikowana jest procedura. Najpierw motorniczy wzywa nadzór ruchu MPK. Ten musi się przedrzeć przez korki, więc mija trochę czasu, nim dotrze na miejsce. Nadzór powiadamia straż miejską, która też nie pojawia się od razu. Patrol ocenia sytuację i powiadamia oficera dyżurnego. Ten zgłasza problem do centrum zarządzania kryzysowego i dopiero ono wzywa lawetę. Trzeba więc aż pięciu telefonów, by odholować auto.

W czasie gdy służby wydzwaniają, na zablokowanym torowisku ustawia się sznur tramwajów. Setki pasażerów dalej muszą iść na piechotę. Jeszcze więcej osób marznie na przystankach, czekając na tramwaj, który nie przyjedzie. Wszystko przez jeden źle zaparkowany samochód. Tylko w tym miesiącu niefrasobliwi kierowcy blokowali komunikację miejską prawie 30 razy, co dało w sumie ponad 26 godzin przestoju.

Gdzie jest autobus?

Podwale jest rekordzistą. Wczoraj ledwo odholowane zostało stamtąd jedno auto, a już następne tarasowało torowisko. W styczniu tramwaje stały tam w sumie siedem razy. Nie mogły też przejechać innymi ulicami. Na Teatralnej utknęły cztery razy, na Piastowskiej i Nowowiejskiej po trzy razy, ale również przy Krakowskiej, Hallera, Pułaskiego, Mickiewicza, Słowiańskiej i Chrobrego. - Na Kościuszki, gdzie nie kursują tramwaje, ale zjeżdżają tamtędy do zajezdni, motorniczym zdarza się nawet dwie godziny czekać na udrożnienie torowiska - mówi Janusz Krzeszowski.

Blokowane są też autobusy. W czwartek przez dwie godziny 12 (!) z nich stało przy ul. Świeradowskiej. Nie mogły zawrócić na pętli, bo zaparkował przy niej samochód. - Przez cztery kolejne dni stycznia z tego samego powodu nie mogliśmy też korzystać z pętli na Bartoszowicach - mówi Krzeszowski. - Przy Galerii Dominikańskiej kierowca zablokował na 540 minut (!) pętlę linii 114. Autobus zabierał pasażerów z ulicy.

Gdzie jest auto?

Miasto podpisało umowy na odholowywanie źle zaparkowanych samochodów z aż siedmioma firmami. Nim laweta zabierze auto, służby muszą powiadomić Centrum Zarządzania Kryzysowego, bo kierowca, gdy nie zastanie auta tam, gdzie je zaparkował, może chcieć zgłosić kradzież. Wtedy pracownik centrum dyżurujący pod numer 112 poinformuje go, że samochód jest na płatnym parkingu. - Straż miejska lub policja również muszą być na miejscu, w razie gdyby podczas holowania auto zostało uszkodzone - tłumaczy Stanisław Kosiarczyk, dyrektor miejskiego wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. - Nie wiem jednak, po co motorniczy musi wzywać nadzór ruchu MPK. Przecież on najlepiej wie, czy może przejechać. W razie problemu mógłby od razu powiadomić Centrum Zarządzania Kryzysowego. Dyżurny centrum siedzi przy jednym biurku z dyżurnym straży miejskiej. Jeden wezwałby lawetę, drugi wysłał patrol. Nie mamy jednak wpływu na wewnętrzne procedury w MPK.

Komentuje Magda Nogaj: Trzeba rozwijać wyobraźnię kierowców

Procedury związane z wezwaniem lawety trzeba jak najszybciej uprościć, bo obecne przypominają zabawę w głuchy telefon. A sytuacja, gdy przez jedno źle zaparkowane auto stoi kilka tramwajów, wcale nie jest zabawna. Nie sądzę, by potrzeba było aż tylu służb, żeby stwierdzić, że torowisko jest zablokowane. Wystarczy osąd motorniczego. Nadzór ruchu MPK mógłby się skoncentrować na zorganizowaniu objazdów. Wtedy jest szansa, że pasażerowie nie pozamarzają na przystankach.

Wyższe powinny być też kary za zablokowanie torowiska. Żaden kierowca nie zapłacił dotąd więcej jak 400 zł. To nie jest suma, która rozwija wyobraźnię, a okazuje się, że wielu parkującym stanowczo jej brakuje.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 193 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy