Samochody blokują torowiska: Jeden stoi, wszyscy leżą
30.01.2010
, aktualizacja: 29.01.2010 18:16
Nie ma tygodnia, by źle zaparkowany samochód nie zablokował torowiska na Podwalu. Wczoraj aż dwa razy tramwaje nie mogły tamtędy przejechać. Podobnie jest na innych ulicach. Przez bezmyślność kierowców w tym miesiącu pojazdy komunikacji miejskiej stała ponad 26 godzin
ZOBACZ TAKŻE
- Ulotki zamiast mandatów dla blokujących torowiska (17-02-10, 17:00)
- Kiedyś uwolnią tramwaje z korków. Ale nie wiedzą kiedy (29-07-10, 18:40)
- Torowisko na wrocławskim Podwalu wolne od aut (14-04-10, 18:15)
- Przyspieszą procedury dotyczące aut blokujących torowiska (01-02-10, 19:13)
- Bezmyślny kierowca zablokował pętlę na Świeradowskiej (28-01-10, 16:41)
- Auto znów zablokowało ruch tramwajów na Podwalu (19-01-10, 10:27)
- Auta blokują pętlę autobusową na Bartoszowicach (11-01-10, 14:37)
SERWISY
SONDAŻ
Na Podwalu między ul. Muzealną a Renomą obowiązuje zakaz wjazdu. Tymczasem codziennie parkuje tam kilkanaście aut. - Najczęściej wjeżdżają od strony ul. Świdnickiej i zawracają na podwójnej ciągłej - mówi Sławomir Chełchowski, rzecznik straży miejskiej. Kierowcy stają między krawężnikiem a torowiskiem i wydaje im się, że skoro auto nie wystaje na szyny, to wszystko jest w porządku. - Problem w tym, że tramwaj jest szerszy niż torowisko. Potrzebuje więc więcej miejsca, by przejechać - mówi Janusz Krzeszowski z MPK. - Bywa, że wściekli pasażerowie wysiadają i przepychają takie auto. Częściej trzeba jednak wezwać lawetę.
Gdzie jest laweta?
I tu pojawia się problem. - Nim holownik przyjedzie na miejsce, mija czasem nawet godzina - mówi jeden z pracowników firmy, z którą miasto ma podpisaną umowę na holowanie źle zaparkowanych aut. - Skomplikowana jest procedura. Najpierw motorniczy wzywa nadzór ruchu MPK. Ten musi się przedrzeć przez korki, więc mija trochę czasu, nim dotrze na miejsce. Nadzór powiadamia straż miejską, która też nie pojawia się od razu. Patrol ocenia sytuację i powiadamia oficera dyżurnego. Ten zgłasza problem do centrum zarządzania kryzysowego i dopiero ono wzywa lawetę. Trzeba więc aż pięciu telefonów, by odholować auto.
W czasie gdy służby wydzwaniają, na zablokowanym torowisku ustawia się sznur tramwajów. Setki pasażerów dalej muszą iść na piechotę. Jeszcze więcej osób marznie na przystankach, czekając na tramwaj, który nie przyjedzie. Wszystko przez jeden źle zaparkowany samochód. Tylko w tym miesiącu niefrasobliwi kierowcy blokowali komunikację miejską prawie 30 razy, co dało w sumie ponad 26 godzin przestoju.
Gdzie jest autobus?
Podwale jest rekordzistą. Wczoraj ledwo odholowane zostało stamtąd jedno auto, a już następne tarasowało torowisko. W styczniu tramwaje stały tam w sumie siedem razy. Nie mogły też przejechać innymi ulicami. Na Teatralnej utknęły cztery razy, na Piastowskiej i Nowowiejskiej po trzy razy, ale również przy Krakowskiej, Hallera, Pułaskiego, Mickiewicza, Słowiańskiej i Chrobrego. - Na Kościuszki, gdzie nie kursują tramwaje, ale zjeżdżają tamtędy do zajezdni, motorniczym zdarza się nawet dwie godziny czekać na udrożnienie torowiska - mówi Janusz Krzeszowski.
Blokowane są też autobusy. W czwartek przez dwie godziny 12 (!) z nich stało przy ul. Świeradowskiej. Nie mogły zawrócić na pętli, bo zaparkował przy niej samochód. - Przez cztery kolejne dni stycznia z tego samego powodu nie mogliśmy też korzystać z pętli na Bartoszowicach - mówi Krzeszowski. - Przy Galerii Dominikańskiej kierowca zablokował na 540 minut (!) pętlę linii 114. Autobus zabierał pasażerów z ulicy.
Gdzie jest auto?
Miasto podpisało umowy na odholowywanie źle zaparkowanych samochodów z aż siedmioma firmami. Nim laweta zabierze auto, służby muszą powiadomić Centrum Zarządzania Kryzysowego, bo kierowca, gdy nie zastanie auta tam, gdzie je zaparkował, może chcieć zgłosić kradzież. Wtedy pracownik centrum dyżurujący pod numer 112 poinformuje go, że samochód jest na płatnym parkingu. - Straż miejska lub policja również muszą być na miejscu, w razie gdyby podczas holowania auto zostało uszkodzone - tłumaczy Stanisław Kosiarczyk, dyrektor miejskiego wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. - Nie wiem jednak, po co motorniczy musi wzywać nadzór ruchu MPK. Przecież on najlepiej wie, czy może przejechać. W razie problemu mógłby od razu powiadomić Centrum Zarządzania Kryzysowego. Dyżurny centrum siedzi przy jednym biurku z dyżurnym straży miejskiej. Jeden wezwałby lawetę, drugi wysłał patrol. Nie mamy jednak wpływu na wewnętrzne procedury w MPK.
Komentuje Magda Nogaj: Trzeba rozwijać wyobraźnię kierowców
Procedury związane z wezwaniem lawety trzeba jak najszybciej uprościć, bo obecne przypominają zabawę w głuchy telefon. A sytuacja, gdy przez jedno źle zaparkowane auto stoi kilka tramwajów, wcale nie jest zabawna. Nie sądzę, by potrzeba było aż tylu służb, żeby stwierdzić, że torowisko jest zablokowane. Wystarczy osąd motorniczego. Nadzór ruchu MPK mógłby się skoncentrować na zorganizowaniu objazdów. Wtedy jest szansa, że pasażerowie nie pozamarzają na przystankach.
Wyższe powinny być też kary za zablokowanie torowiska. Żaden kierowca nie zapłacił dotąd więcej jak 400 zł. To nie jest suma, która rozwija wyobraźnię, a okazuje się, że wielu parkującym stanowczo jej brakuje.
Gdzie jest laweta?
I tu pojawia się problem. - Nim holownik przyjedzie na miejsce, mija czasem nawet godzina - mówi jeden z pracowników firmy, z którą miasto ma podpisaną umowę na holowanie źle zaparkowanych aut. - Skomplikowana jest procedura. Najpierw motorniczy wzywa nadzór ruchu MPK. Ten musi się przedrzeć przez korki, więc mija trochę czasu, nim dotrze na miejsce. Nadzór powiadamia straż miejską, która też nie pojawia się od razu. Patrol ocenia sytuację i powiadamia oficera dyżurnego. Ten zgłasza problem do centrum zarządzania kryzysowego i dopiero ono wzywa lawetę. Trzeba więc aż pięciu telefonów, by odholować auto.
W czasie gdy służby wydzwaniają, na zablokowanym torowisku ustawia się sznur tramwajów. Setki pasażerów dalej muszą iść na piechotę. Jeszcze więcej osób marznie na przystankach, czekając na tramwaj, który nie przyjedzie. Wszystko przez jeden źle zaparkowany samochód. Tylko w tym miesiącu niefrasobliwi kierowcy blokowali komunikację miejską prawie 30 razy, co dało w sumie ponad 26 godzin przestoju.
Gdzie jest autobus?
Podwale jest rekordzistą. Wczoraj ledwo odholowane zostało stamtąd jedno auto, a już następne tarasowało torowisko. W styczniu tramwaje stały tam w sumie siedem razy. Nie mogły też przejechać innymi ulicami. Na Teatralnej utknęły cztery razy, na Piastowskiej i Nowowiejskiej po trzy razy, ale również przy Krakowskiej, Hallera, Pułaskiego, Mickiewicza, Słowiańskiej i Chrobrego. - Na Kościuszki, gdzie nie kursują tramwaje, ale zjeżdżają tamtędy do zajezdni, motorniczym zdarza się nawet dwie godziny czekać na udrożnienie torowiska - mówi Janusz Krzeszowski.
Blokowane są też autobusy. W czwartek przez dwie godziny 12 (!) z nich stało przy ul. Świeradowskiej. Nie mogły zawrócić na pętli, bo zaparkował przy niej samochód. - Przez cztery kolejne dni stycznia z tego samego powodu nie mogliśmy też korzystać z pętli na Bartoszowicach - mówi Krzeszowski. - Przy Galerii Dominikańskiej kierowca zablokował na 540 minut (!) pętlę linii 114. Autobus zabierał pasażerów z ulicy.
Gdzie jest auto?
Miasto podpisało umowy na odholowywanie źle zaparkowanych samochodów z aż siedmioma firmami. Nim laweta zabierze auto, służby muszą powiadomić Centrum Zarządzania Kryzysowego, bo kierowca, gdy nie zastanie auta tam, gdzie je zaparkował, może chcieć zgłosić kradzież. Wtedy pracownik centrum dyżurujący pod numer 112 poinformuje go, że samochód jest na płatnym parkingu. - Straż miejska lub policja również muszą być na miejscu, w razie gdyby podczas holowania auto zostało uszkodzone - tłumaczy Stanisław Kosiarczyk, dyrektor miejskiego wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. - Nie wiem jednak, po co motorniczy musi wzywać nadzór ruchu MPK. Przecież on najlepiej wie, czy może przejechać. W razie problemu mógłby od razu powiadomić Centrum Zarządzania Kryzysowego. Dyżurny centrum siedzi przy jednym biurku z dyżurnym straży miejskiej. Jeden wezwałby lawetę, drugi wysłał patrol. Nie mamy jednak wpływu na wewnętrzne procedury w MPK.
Komentuje Magda Nogaj: Trzeba rozwijać wyobraźnię kierowców
Procedury związane z wezwaniem lawety trzeba jak najszybciej uprościć, bo obecne przypominają zabawę w głuchy telefon. A sytuacja, gdy przez jedno źle zaparkowane auto stoi kilka tramwajów, wcale nie jest zabawna. Nie sądzę, by potrzeba było aż tylu służb, żeby stwierdzić, że torowisko jest zablokowane. Wystarczy osąd motorniczego. Nadzór ruchu MPK mógłby się skoncentrować na zorganizowaniu objazdów. Wtedy jest szansa, że pasażerowie nie pozamarzają na przystankach.
Wyższe powinny być też kary za zablokowanie torowiska. Żaden kierowca nie zapłacił dotąd więcej jak 400 zł. To nie jest suma, która rozwija wyobraźnię, a okazuje się, że wielu parkującym stanowczo jej brakuje.
Najnowsze wiadomości
-
Próby iluminacji wrocławskiego stadionu na Euro [FOTO]
-
Dobre Strony czytania najmłodszym poznacie na Solnym
-
Awangarda elektroniki na festiwalu Avant. Przyjadą gwiazdy
-
Piątek we Wrocławiu. Zobacz miasto na zdjęciach
-
Wypadek na Legnickiej: ciężarówka potrąciła kilkulatka
-
Iran, Tajlandia, Wenezuela w jeden wieczór? To możliwe
-
Pojawiła się szansa na rozejm we wrocławskim MPK
- 193 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
44 głosy
-
Sytuacja według kodeksu wygląda tak;
byrcyn11
30.01.10, 17:23
że auto które jet w ruchu ponosi odpowiedzialność za stłuczkę, zarysowanie,wypadek itp. Auto stojące może być źle zaparkowane, stać na zakazie, wzatoczce autobusowej, w poprzek, na środku »
-
Konfiskata auta na koszty pzowu zbiorowego
radon13
31.01.10, 10:58
No cóż , gdyby konfiskowali auto w ramach takiej akcji to moze bezmyślnychkretynów by to powstrzymało.»
-
Samochody blokują torowiska: Jeden stoi, wszysc...
olias
31.01.10, 12:13
ciekawe .. na całym świecie daja sobie radę, tylko w RP III jakoś tak wszystko do dupy»
Najczęściej czytane24 htydzień



