Jak dolnośląskie firmy przerabiają unijne pieniądze

Michał Kokot
17.01.2010 , aktualizacja: 17.01.2010 19:41
A A A Drukuj
Na Dolnym Śląsku ruszyła w tym roku machina z unijnymi funduszami. Po raz pierwszy od dwóch lat zaczęliśmy wydawać setki milionów złotych. Ale w pogoni za statystykami umyka efektywność wykorzystania tych pieniędzy
Pieniądze z Unii wygrywały firmy, które organizowały m.in. kursy makijażu, gotowania, nauki zasad savoi-vivre czy wikliniarstwa
Fot. Paweł Kozioł / AG
Pieniądze z Unii wygrywały firmy, które organizowały m.in. kursy makijażu, gotowania, nauki zasad savoi-vivre czy wikliniarstwa
Niedawno marszałek województwa Marek Łapiński odtrąbił sukces: W ciągu ubiegłego roku udało się nadrobić duże zaległości w wydawaniu środków unijnych, zwłaszcza w tzw. Programie Operacyjnym Kapitał Ludzki. Do końca 2013 roku mamy z niego do wydania 485 mln euro, na razie udało się skorzystać z ponad 650 mln zł. Dzięki nim wskoczyliśmy na szóste miejsce w kraju (rok wcześniej byliśmy na przedostatnim).

Wydaliśmy więc dużo, ale czy efektywnie?

Program Operacyjny Kapitał Ludzki ma przeciwdziałać bezrobociu i zwiększać kompetencje potencjalnych lub obecnych pracowników, głównie dzięki szkoleniom. Wydanie pieniędzy nie jest tak skomplikowane jak w przypadku innych programów. Często w ogóle nie trzeba ogłaszać przetargów, a do przeprowadzenia projektu wystarczy wynająć pomieszczenie, zatrudnić szkolącego i zorganizować wyżywienie. Tak łatwe do zdobycia pieniądze sprawiły, że przeciwdziałanie bezrobociu stało się prawdziwym biznesem, niekiedy nie do końca czystym. Tak było w ubiegłym roku w przypadku jednej z firm, której właścicielem był partner życiowy Joanny Naliwajko, wicedyrektorki Dolnośląskiego Wojewódzkiego Urzędu Pracy - instytucji rozdzielającej środki z PO KL. Wpływała ona na komisję rozdzielającą środki, by trafiły właśnie do jego firmy. Gdy sprawa wyszła na jaw, wicedyrektorka straciła pracę. Kilka miesięcy później pojawiła się jako współautorka kilku broszur wydanych za pieniądze unijne. Projekt realizowała firma, która dostała unijną dotację jeszcze za kadencji wicedyrektorki.

DWUP ma siedzibę w Wałbrzychu, gdzie bezrobocie jest wyjątkowo dotkliwe. Co prawda jego wskaźnik w ostatnich latach spadł, ale trudno to przypisywać programom unijnym - jest on niższy proporcjonalnie do bezrobocia w całym kraju. Kryteria przyznawania środków z PO KL są mało rygorystyczne. Widać to po zwycięskich projektach, dzięki którym można wziąć udział w nauce języka obcego czy obsługi wózka widłowego, ale też w kursie gotowania, nakładania makijażu, nauki zasad savoir-vivre'u czy kursie wikliniarstwa połączonego z imprezą integracyjną.

W Wałbrzychu działa siedem stowarzyszeń i fundacji, które mają w nazwach słowa "europejska", "aktywności lokalnej" czy "inicjatyw pozarządowych". Połowa ma siedziby pod tym samym adresem. Ich główna działalność opiera się na pozyskanych środkach unijnych. Jedno ze stowarzyszeń dostało w 2008 roku prawie 400 tys. zł na osiem identycznych projektów, które polegały na "kreowaniu liderów lokalnych". Firma, która go wygrała, uczyła... jak pisać wnioski pod dotacje z PO KL.

Zbyt często można odnieść wrażenie, że jedyną motywacją firm, stowarzyszeń i fundacji, które piszą projekty unijne, jest chęć "przerobienia" tych środków. Sama idea pozostaje na drugim planie. Dolnośląski Urząd Marszałkowski postanowił jakiś czas temu takie praktyki ukrócić. Teraz fundacje i stowarzyszenia mogą złożyć tylko po dwa projekty. A najnowszy przepis, który wszedł w życie w styczniu, określa limit wynagrodzenia na zarządzanie projektem dla firmy, która wygrała dotację. Zdarzało się bowiem wiele wypadków, gdy rola firm, stowarzyszeń i fundacji ograniczała się do napisania wniosku i zdobycia pieniędzy. Później rozdzielały one zadania innym firmom - od obsługi prawnej, przez szkolenia, po zorganizowanie cateringu. Same kasowały tylko pieniądze za zarządzanie przedsięwzięciem.

Wydawanie takich przepisów przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego i urząd marszałkowski przypomina jednak łatanie dziur na przeciekającym statku. Gdy jedna zostaje zalepiona, zaraz pojawia się druga. Rzeczywistość i pomysłowość właścicieli firm przegania prawo. A pośpiech w wydawaniu środków jest tak duży, że czasem umykają istotne zagrożenia. Tak było, gdy w ubiegłym roku "Gazeta" napisała, że w komisjach oceniających projekty zasiadają ci sami ludzie, którzy je piszą. Dopiero po tej publikacji zaostrzono przepisy.

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego samo przyznaje, że nie jest w stanie zbadać, jak efektywnie wydawane są środki, dzięki którym ma spaść bezrobocie. Eksperci szacują, że co najmniej 30 proc. z nich trafia w próżnię. Z drugiej strony można usłyszeć od niektórych urzędników, że nic strasznego się nie dzieje. Bo nawet jeśli w jakimś projekcie przewidziana jest np. droga delegacja, to skorzysta na niej miejscowy hotel, a więc pieniądze zostaną w gospodarce. To przyzwolenie na bezmyślne konsumowanie pieniędzy, a nie ich inwestowanie w człowieka, jego umiejętności i wiedzę.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 22 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów