Długa lista problemów żyjących w Polsce uchodźców
15.12.2009
, aktualizacja: 15.12.2009 19:56
- Rozumiem, że długie oczekiwanie na status uchodźcy może być powodem frustracji, ale cudzoziemcy, którzy przyjechali pociągiem do Zgorzelca, powinni stosować się do przepisów polskiego prawa - mówi szef polskiego Biura Wysokiego Komisarza NZ do spraw Uchodźców
ZOBACZ TAKŻE
- Czeczeńskich uchodźców siłą wyprowadzono z pociągu (15-12-09, 10:43)
Magda Piekarska: Czy cudzoziemcy, którzy przyjechali pociągiem do Zgorzelca, to uchodźcy?
Ernest Zienkiewicz: Nie, to osoby, które starają się o ten status.
Jaka to w tej sytuacji różnica?
- Zasadnicza: osoba, która ma status uchodźcy, może poruszać się swobodnie po całym terenie Unii Europejskiej. Cudzoziemiec, który dopiero stara się o jego przyznanie, nie powinien wyjeżdżać z Polski.
Pasażerowie pociągu w Zgorzelcu uważają, że czekają na ten status zbyt długo. Dlatego zdecydowali się na wyjazd z Polski.
Chcą pojechać do Strasburga, na Światowy Dzień Pokoju, żeby tam zaprotestować przeciwko sytuacji w Polsce.
- Rozumiem, że przedłużająca się procedura może być powodem ich frustracji, ale powinni stosować się do przepisów polskiego prawa. Próbą nielegalnego przekroczenia granicy z pewnością naruszają te przepisy.
Czy w Polsce rzeczywiście mamy problem z przedłużającą się procedurą przyznawania statusu uchodźcy?
- Wydaje mi się, że tak. Z informacji, jakie otrzymaliśmy z Urzędu do spraw Uchodźców, wynika, że średni czas oczekiwania na decyzję w tej sprawie wynosi około 7-8 miesięcy, co nieco przekracza sześciomiesięczny termin ustawowy. W mojej ocenie sytuacja nie jest jednak na tyle drastyczna, żeby podejmować tak ryzykowne środki.
Jakie są problemy związane z ubieganiem się o status uchodźcy w Polsce?
- To między innymi ograniczony dostęp do pomocy prawnej. Trzeba zrozumieć, że cudzoziemiec, który spotyka się w Polsce z obcą dla siebie procedurą, ma trudności z poradzeniem sobie z nią na własną rękę. Dlatego pomoc prawnika jest tu nieodzowna. A sytuacja cudzoziemców w polskich ośrodkach dla uchodźców jest pod tym względem nierówna - ci, którzy przebywają w Lublinie czy w Warszawie, mają większy dostęp do organizacji pozarządowych. Dla innych, którzy trafili do Czerwonego Boru czy Radomia, jest on utrudniony. Oczywiście mogą wsiąść w pociąg i pojechać do Warszawy, ale nie każdego na to stać. W dodatku większość przesłuchań w sprawie przyznania statusu odbywa się w Warszawie - większość cudzoziemców musi być na miejscu już poprzedniego dnia wieczorem, żeby zdążyć na rano do urzędu. W samych ośrodkach z kolei brakuje pracowników socjalnych, którzy mogliby prowadzić działania na rzecz poprawy wiedzy cudzoziemców o Polsce. Efekt jest taki, że mają oni kłopoty z odnalezieniem się w naszym kraju.
Z jakimi jeszcze problemami borykają się cudzoziemcy przebywający w polskich ośrodkach?
- Część z nich była w ostatnich latach związana z wejściem Polski do strefy Schengen - wielu cudzoziemców obawiało się, że później dostanie się na terytorium Polski będzie utrudnione. Dlatego w 2007 roku złożono ponad 10 tys. wniosków o przyznanie statusu uchodźcy, o 45 proc. więcej niż rok wcześniej. W związku z tym ośrodki dla uchodźców były przeludnione. Trzeba było wynająć kolejne placówki, co w kilku przypadkach wywoływało protesty mieszkańców. Cudzoziemcy narzekają na opiekę zdrowotną - na utrudniony dostęp do lekarzy specjalistów, problemy w porozumieniu się z lekarzami, którzy nie znają języków, którymi władają mieszkańcy ośrodków. Przyczyną ich kłopotów bywa też niezrozumienie różnic kulturowych albo ich lekceważenie - w przypadku kobiet z krajów muzułmańskich chodzi np. o dostęp do kobiet ginekologów. Zdarza się, że cudzoziemcy są ofiarami traumatycznych przeżyć i wymagają specjalistycznej pomocy psychologa. Psychologów, którzy mogliby rozpoznać te problemy, jest jednak za mało. W efekcie w większości przypadków pozostają niezauważone.
Jak Pan ogólnie ocenia ich sytuację?
- Wiele rzeczy można poprawić, ale jest lepiej niż kilka lat temu, kiedy zdecydowana większość uchodźców uważała Polskę za kraj tranzytowy. Dziś coraz większa grupa chce się tu osiedlić na stałe.
W grupie, która przyjechała pociągiem do Zgorzelca, dominują osoby narodowości czeczeńskiej. Czy napotykają w Polsce jakieś szczególne problemy?
- To, że jest ich tam tak wielu, wynika z tego, że stanowią większość osób ubiegających się o status uchodźcy w Polsce. Poza tym są dobrze zorganizowaną grupą i w sytuacji, która wywołuje frustrację, szukają własnego rozwiązania.
Pociąg stoi w Zgorzelcu, a oni nie chcą opuścić wagonów. Co zrobić w takiej sytuacji?
- Z taką sytuacją stykam się po raz pierwszy w życiu. Trzeba pamiętać, że oprócz dorosłych w wagonach jest około 60 dzieci. Sytuacja jest skomplikowana, ale trzeba ją rozstrzygnąć polubownie, w drodze negocjacji. Pamiętając, że każda osoba, nawet jeśli podejmuje nielegalne działanie, jakim jest w tej sytuacji próba przekroczenia granicy, powinna mieć prawo do poszanowania godności osobistej. Niedobrze byłoby sięgać po środki przymusu bezpośredniego. Należałoby raczej przekonać ich do dobrowolnego opuszczenia pociągu.
* Ernest Zienkiewicz - szef polskiego Biura Wysokiego Komisarza NZ do spraw Uchodźców
Ernest Zienkiewicz: Nie, to osoby, które starają się o ten status.
Jaka to w tej sytuacji różnica?
- Zasadnicza: osoba, która ma status uchodźcy, może poruszać się swobodnie po całym terenie Unii Europejskiej. Cudzoziemiec, który dopiero stara się o jego przyznanie, nie powinien wyjeżdżać z Polski.
Pasażerowie pociągu w Zgorzelcu uważają, że czekają na ten status zbyt długo. Dlatego zdecydowali się na wyjazd z Polski.
Chcą pojechać do Strasburga, na Światowy Dzień Pokoju, żeby tam zaprotestować przeciwko sytuacji w Polsce.
- Rozumiem, że przedłużająca się procedura może być powodem ich frustracji, ale powinni stosować się do przepisów polskiego prawa. Próbą nielegalnego przekroczenia granicy z pewnością naruszają te przepisy.
Czy w Polsce rzeczywiście mamy problem z przedłużającą się procedurą przyznawania statusu uchodźcy?
- Wydaje mi się, że tak. Z informacji, jakie otrzymaliśmy z Urzędu do spraw Uchodźców, wynika, że średni czas oczekiwania na decyzję w tej sprawie wynosi około 7-8 miesięcy, co nieco przekracza sześciomiesięczny termin ustawowy. W mojej ocenie sytuacja nie jest jednak na tyle drastyczna, żeby podejmować tak ryzykowne środki.
Jakie są problemy związane z ubieganiem się o status uchodźcy w Polsce?
- To między innymi ograniczony dostęp do pomocy prawnej. Trzeba zrozumieć, że cudzoziemiec, który spotyka się w Polsce z obcą dla siebie procedurą, ma trudności z poradzeniem sobie z nią na własną rękę. Dlatego pomoc prawnika jest tu nieodzowna. A sytuacja cudzoziemców w polskich ośrodkach dla uchodźców jest pod tym względem nierówna - ci, którzy przebywają w Lublinie czy w Warszawie, mają większy dostęp do organizacji pozarządowych. Dla innych, którzy trafili do Czerwonego Boru czy Radomia, jest on utrudniony. Oczywiście mogą wsiąść w pociąg i pojechać do Warszawy, ale nie każdego na to stać. W dodatku większość przesłuchań w sprawie przyznania statusu odbywa się w Warszawie - większość cudzoziemców musi być na miejscu już poprzedniego dnia wieczorem, żeby zdążyć na rano do urzędu. W samych ośrodkach z kolei brakuje pracowników socjalnych, którzy mogliby prowadzić działania na rzecz poprawy wiedzy cudzoziemców o Polsce. Efekt jest taki, że mają oni kłopoty z odnalezieniem się w naszym kraju.
Z jakimi jeszcze problemami borykają się cudzoziemcy przebywający w polskich ośrodkach?
- Część z nich była w ostatnich latach związana z wejściem Polski do strefy Schengen - wielu cudzoziemców obawiało się, że później dostanie się na terytorium Polski będzie utrudnione. Dlatego w 2007 roku złożono ponad 10 tys. wniosków o przyznanie statusu uchodźcy, o 45 proc. więcej niż rok wcześniej. W związku z tym ośrodki dla uchodźców były przeludnione. Trzeba było wynająć kolejne placówki, co w kilku przypadkach wywoływało protesty mieszkańców. Cudzoziemcy narzekają na opiekę zdrowotną - na utrudniony dostęp do lekarzy specjalistów, problemy w porozumieniu się z lekarzami, którzy nie znają języków, którymi władają mieszkańcy ośrodków. Przyczyną ich kłopotów bywa też niezrozumienie różnic kulturowych albo ich lekceważenie - w przypadku kobiet z krajów muzułmańskich chodzi np. o dostęp do kobiet ginekologów. Zdarza się, że cudzoziemcy są ofiarami traumatycznych przeżyć i wymagają specjalistycznej pomocy psychologa. Psychologów, którzy mogliby rozpoznać te problemy, jest jednak za mało. W efekcie w większości przypadków pozostają niezauważone.
Jak Pan ogólnie ocenia ich sytuację?
- Wiele rzeczy można poprawić, ale jest lepiej niż kilka lat temu, kiedy zdecydowana większość uchodźców uważała Polskę za kraj tranzytowy. Dziś coraz większa grupa chce się tu osiedlić na stałe.
W grupie, która przyjechała pociągiem do Zgorzelca, dominują osoby narodowości czeczeńskiej. Czy napotykają w Polsce jakieś szczególne problemy?
- To, że jest ich tam tak wielu, wynika z tego, że stanowią większość osób ubiegających się o status uchodźcy w Polsce. Poza tym są dobrze zorganizowaną grupą i w sytuacji, która wywołuje frustrację, szukają własnego rozwiązania.
Pociąg stoi w Zgorzelcu, a oni nie chcą opuścić wagonów. Co zrobić w takiej sytuacji?
- Z taką sytuacją stykam się po raz pierwszy w życiu. Trzeba pamiętać, że oprócz dorosłych w wagonach jest około 60 dzieci. Sytuacja jest skomplikowana, ale trzeba ją rozstrzygnąć polubownie, w drodze negocjacji. Pamiętając, że każda osoba, nawet jeśli podejmuje nielegalne działanie, jakim jest w tej sytuacji próba przekroczenia granicy, powinna mieć prawo do poszanowania godności osobistej. Niedobrze byłoby sięgać po środki przymusu bezpośredniego. Należałoby raczej przekonać ich do dobrowolnego opuszczenia pociągu.
* Ernest Zienkiewicz - szef polskiego Biura Wysokiego Komisarza NZ do spraw Uchodźców
Najnowsze wiadomości
-
Portret zbiorowy pierwszoroczniaków. W klatce akademika
-
Jak będziemy się poruszać po Wrocławiu podczas Euro [MAPA]
-
Nasi studenci są słabi psychicznie. Naukowcy alarmują
-
O tych filmach dyskutował cały świat. Jak stworzyć wiral
-
Ten bunkier już został wyburzony. Stał obok dworca [FOTO]
-
Retro na różowo. Amerykanie z Portland wystąpią w Eterze
-
Ul. Królewiecka: Drzewka symetryczne, tylko uschły
- 24 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Niedobrze byłoby użyć siły, lepsze są negocjacje
droch
15.12.09, 19:44
O, nie. Najlepsze jest rozwiązanie amerykańskie. Wezwanie do opuszczenia pociągu, w przypadku braku reakcji szybka akcja policji, a następnie areszt deportacyjny i deportacja. Z całym »
-
Panie Zienkiewiecz! Litości!
wielki_czarownik
16.12.09, 09:56
Jakie rozwiązanie polubowne? Jest prawo w Polsce i należy go przestrzegać! Jeżeli ktoś tego prawa przestrzegać nie chce, to zostaje do tego zmuszony przez siły porządkowe i wymiar »
-
Długa lista problemów żyjących w Polsce uchodźców
korcia2000
16.12.09, 20:26
Prosta sprawa - jeżeli krzywdzimy uchodźców - to niech wracają do domu.Większość z nich zresztą to żadni uchodźcy, tylko spryciarze, którzy takowychudają by wyrwać się z Rosji i osiedlić na»
Najczęściej czytane24 htydzień




