Czeczeńskich uchodźców siłą wyprowadzono z pociągu

Michał Kokot, Katarzyna Lubiniecka, Katarzyna Ludwińska, Radom, a, m
15.12.2009 , aktualizacja: 15.12.2009 21:29
A A A Drukuj
Negocjacje ze zbuntowanymi uchodźcami na bocznicy w Zgorzelcu Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta Negocjacje ze zbuntowanymi uchodźcami na bocznicy w Zgorzelcu
Ponad 200 uchodźców, głównie Czeczenów, próbowało w poniedziałek przekroczyć pociągiem niemiecką granicę w Zgorzelcu. Chcieli w Strasburgu rotestować przeciwko fatalnym warunkom w Polsce. Po godz. 18 mundurowi wyprowadzili protestujących z pociągu i przewieźli do pomieszczeń przygotowanych w siedzibie Straży Granicznej w Zgorzelcu.
Negocjacje ze zbuntowanymi uchodźcami na bocznicy w Zgorzelcu
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Negocjacje ze zbuntowanymi uchodźcami na bocznicy w Zgorzelcu
Negocjacje ze zbuntowanymi uchodźcami na bocznicy w Zgorzelcu
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Negocjacje ze zbuntowanymi uchodźcami na bocznicy w Zgorzelcu
Pociąg ze zbuntowanymi uchodźcami stoi na bocznicy w Zgorzelcu
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Pociąg ze zbuntowanymi uchodźcami stoi na bocznicy w Zgorzelcu
Według Straży Granicznej zdecydowana większość z nich pochodziła z ośrodka dla cudzoziemców w Radomiu. Rano wsiedli do pociągu Wrocław - Drezno, by dalej jechać w stronę Strasburga. Jednak Straż Ochrony Kolei zatrzymała ich już godzinę później w Legnicy. - Okazało się, że nie mają biletów, nie mogli więc kontynuować podróży - mówi Adam Radek z dolnośląskiej SOK. Uchodźcy nie dawali jednak za wygraną. Wyszli na tory i blokowali wyjazd pociągu. Wydali oświadczenie, w którym skarżyli się na złe warunki panujące w Polsce. Stwierdzili, że zamierzają jechać dalej do Strasburga, by w dniu Święta Pokoju protestować przeciwko złym warunkom, w jakich żyją na co dzień.

Dziennikarzom opowiadali, że czekają wiele lat na przyznanie statusu uchodźcy w Polsce. A bez tego nie mogą znaleźć tutaj ani mieszkania, ani pracy. Są wśród nich Czeczeni, Inguszowie i Gruzini. - Pieniędzy też nie mamy, żadnych szans na lepsze życie. A w Czeczenii czeka mnie kula w łeb, gdy tam wrócę - mówił nam jeden z mężczyzn.

Młoda dziewczyna skarżyła się na fatalne warunki sanitarne, jakie panują w radomskim ośrodku. - Zobaczcie, jakie mam podrapane ręce. To przez wszy. Nikt o nas nie dba.

Jeszcze inny mężczyzna opowiadał: - Gdy zostałem pobity w Polsce, bo komuś na ulicy nie podobał się mój kolor skóry, policja stwierdziła, że się tym w ogóle nie zajmie. Na co dzień musimy znosić takie upokorzenia.

Po trzech godzinach postoju w Legnicy policja, straż graniczna i SOK dały za wygraną i pozwolili, by pociąg odjechał do Zgorzelca. Jednak granicy z Niemcami nie pozwolono im przekroczyć.

Ernest Zienkiewicz, szef polskiego biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców, wyjaśnia: - Jeśli ktoś ma status uchodźcy, to może swobodnie podróżować po całej Unii Europejskiej. Natomiast jeśli dopiero o ten status się ubiega, nie wolno mu opuścić Polski.

Wiele wskazuje na to, że większość pasażerów pociągu nie ma formalnie statusu uchodźcy.

Rozmowa z Ernestem Zienkiewiczem

Pociąg utknął przed granicą

Na dworcu w Zgorzelcu na uchodźców czekało już 170 policjantów ściągniętych z Wrocławia i Legnicy oraz kilkudziesięciu funkcjonariuszy straży granicznej i SOK. Do Zgorzelca przyjechali też niemieccy funkcjonariusze, nad niebem niemal bez przerwy krążył ich policyjny śmigłowiec.

- Ci ludzie posiadają jedynie przepustki pozwalające poruszać im się po terytorium Polski. Przekroczenie granicy w ich przypadku jest nielegalne i zagrożone karą do trzech lat więzienia - mówi kpt Elwira Szpecht z Nadodrzańskiej Straży Granicznej.

Służby nie wiedzą, z jakich innych jeszcze ośrodków w Polsce obcokrajowcy zjechali nad granicę. Widać było jednak, że są dobrze zorganizowani. W oknach pociągów wywiesili transparenty po angielsku: "My też jesteśmy ludźmi", "Azyl jest dla Polski biznesem", "S.O.S".

W pociągu siedziały całe rodziny z bagażami. Wśród nich kilka kobiet w ciąży, bardzo wiele małych dzieci i osób starszych. Policyjny negocjator przez kilka godzin próbował nakłonić ich dobrowolnego powrotu do środka w Radomiu.

- Pomóżcie nam! - krzyczała do dziennikarzy kobieta z uchylonych drzwi wagonu. - Tutaj łamane są nasze prawa, chcemy być traktowani tak jak wszyscy inni ludzie!

W Radomiu na nich czekają

Z Urzędu ds. Uchodźców we wtorek nikt nie pojechał, aby spotkać się i porozmawiać z protestującymi uchodźcami, którzy poinformowali kierownictwo ośrodka w Radomiu, że wybierają się na manifestację do Strasburga. Ewa Piechota, rzeczniczka urzędu - Nasza rola jest inna, nie mamy ich gonić, ale mamy zapewnić im opiekę w naszych ośrodkach. Jesteśmy w kontakcie ze strażą graniczną. Martwi nas, że zabrali ze sobą ze sobą dzieci. Przecież jest zimno.

W Radomiu uchodźcy mieszkali w hotelu Ustronie, który wynajmował Urząd ds. Uchodźców. Wyjechało we wtorek z niego około 40 rodzin. Działająca od pięciu placówka ma charakter otwarty. Jej mieszkańcy swobodnie poruszają się po mieście. Dzieci mogą uczyć się w pobliskiej podstawówce i gimnazjum. We wtorek wejścia do budynku strzegli ochroniarze. A dyrekcja nie chciała rozmawiać z dziennikarzami. W tej chwili zostało w nim około 15 rodzin. Wśród nich krewni 14-letniego Szamila, który z rodzicami mieszka w wynajmowanym w pobliżu mieszkaniu.

- Widzi pani, jakie są okna w tych mieszkaniach? Stare, wiatr przez nie wieje, w domu zimno, a u dyrektora nowe, plastikowe. Kaloryfery nie grzeją, w łazienkach brudno - wylicza szwagier Szamila, lokator ośrodka, a chłopak tłumaczy jego słowa. Dodaje, że pieniądze, które dostają, nie wystarczają na codzienne potrzeby. - A dzieci małe, pieluchy trzeba kupić - tłumaczy szwagra Szamil.

Ewa Piechota mówi, że już jakiś czas temu mieszkańcy ośrodka informowali, że są niezadowoleni z warunków socjalnych tam panujących: - Ale do końca listopada przeprowadziliśmy kontrole we wszystkich ośrodkach w kraju. Wykazały drobne nieprawidłowości, które nakazaliśmy usunąć. Także w Radomiu zrobiono w ostatnim czasie jakieś remonty - mówi rzeczniczka.

Status uchodźcy - prawo do normalnego życia

Uchodźcy narzekają, że przedłuża się procedura rozpatrywania ich wniosków o przyznanie statusu uchodźcy. Taki status daje im m.in. prawo do pracy, ubezpieczenia, przemieszczania się po krajach Unii Europejskiej oraz roczny indywidualny plan integracyjny - czyli przez rok dostają zasiłek, mogą uczyć się polskiego, pomaga się im w znalezieniu mieszkania i pracy.

- Mamy sześć miesięcy na rozpatrzenie ich wniosku, ale w sytuacjach szczególnych możemy procedurę przedłużyć - mówi Ewa Piechota. - Ostatnio rozpatrujemy wnioski w średnio dwa miesiące. To są decyzje o ludzkim życiu, nie można ich podejmować pochopnie. Badamy np., czy jeżeli wrócą do swojego kraju, nie grozi im realne niebezpieczeństwo. Nie możemy tej procedury przyspieszyć tylko dlatego, że ktoś wsiadł do pociągu.

W zeszłym roku Urząd rozpatrzył ok. 8,5 tysiąca wniosków. Z tego ok. 180 osób uzyskało status uchodźcy, ponad tysiąc przyznano prawo ochrony uzupełniającej (podobny do statusu uchodźcy) a ok. 180 uzyskało tzw. pobyt tolerowany.

Wtorkowy protest nie jest pierwszym protestem w tym roku. Kilka tygodni temu zaprotestowali mieszkańcy ośrodka Puste Łąki w Wyszkowie. Zablokowali, stając z kosami, jedną z dróg. - Domagali się wielu rzeczy, m.in. większej liczby krzeseł do stołówki, mieli też żądania indywidualne - mówi Ewa Piechota. - Szybko udało nam się z nimi porozumieć, spełniliśmy dużą część ich żądań. Na drugi dzień sami nie chcieli na ten temat rozmawiać z mediami, mówili, że to było nieporozumienie.

W Polsce w ośrodkach dla uchodźców przebywa w tej chwili około sześć tysięcy osób. Mieszkańcy ośrodków mają zapewniony dach nad głową, wyżywienie, opiekę lekarską i leki, ok. 100 zł miesięcznie kieszonkowego, zasiłki na odzież i podręczniki, a także m.in. pampersy, worki na śmieci - rzeczy potrzebne na co dzień.

Ośrodki nie są zamknięte. - Uchodźcy nie zostają wykreśleni z list mieszkańców, jeżeli ich nieobecność w ośrodku jest krótsza niż trzy dni - mówi Piechota. - Dlatego czekamy na nich w ośrodkach.

Policja wyprowadziła Czeczeńców z pociągu

Ok. 18 Straż Graniczna w asyście policji siłą wyprowadziła protestujących w pociągu uchodźców z pociągu. Autokarami przewieziono ich do pomieszczeń przygotowanych w zgorzeleckiej siedzibie Straży Granicznej. W środę mają być odwiezieni z powrotem do ośrodka w Radomiu. Postawiono im też zarzuty próby nielegalnego przekroczenia granicy.

- Grożą za to trzy lata, a nawet deportacja. Ale to oczywiście nie oznacza, że takie będą skutki postawienia zarzutów. Każdy przypadek będzie rozpatrywany indywidualnie. Po wyjaśnieniach i wyrażeniu przez nich skruchy można w ogóle odstąpić od wymierzenia kary - tłumaczy kpt. Elwira Szpecht z Nadodrzańskiej Straży Granicznej.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 94 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy