Klinika na peryferiach...

Janusz Chodasewicz
06.12.2009 , aktualizacja: 06.12.2009 19:50
A A A Drukuj
LECZYĆ PO LUDZKU. Refleksje Czytelnika po pobycie w nowoczesnym szpitalu

- To pan zdjęcie zatok zrobi i zgłosi się do nas za tydzień - sympatyczna pani doktor zamyka moją kartę i książeczkę zdrowia. - Do widzenia.

Jestem w największym wrocławskim szpitalu, więc pytam, czy mogę to zdjęcie zrobić, na miejscu. - Nie, bo nie mamy już blach - słyszę.

Nie wiem, co to blachy, ale potulnie wracam do rejonu, czyli do Kamiennej Góry. Zamiast na zdjęcie rtg wybieram się na badanie tomograficzne. Ponieważ zależy mi na czasie, płacę w Jeleniej Górze prawie trzy stówy, żeby nie czekać do grudnia. Z tym badaniem jadę znów do Wrocławia.

- O, bardzo dobrze, że pan te zatoki też zrobił - chwali mnie miła pani doktor. - No tak, będzie się pan musiał u nas położyć na kilka dni.

Mam się zgłosić już za tydzień. Przyjęcie na oddział trwa około trzech godzin (rejestracja, badania krwi, ekg, rtg itd.). Trafiam na salę pooperacyjną, bo na innych nie ma już miejsc. Nie dostaję obiadu, ale nie mam się czym martwić, bo jutro idę na stół, a tam przyjmują tylko na czczo. Jednak pod wieczór dowiaduję się, że jutro mnie nie wezmą, bo "spadło" kilka operacji z dzisiaj. Mam więc iść pojutrze. No, co tam, niech będzie pojutrze.

Na sali ze mną leży dwóch młodych ludzi po wypadkach, czekają na nastawianie i drutowanie szczęk, mało mówią, więc mam spokój i czas na czytanie.

Rano pielęgniarka każe nam zmierzyć temperaturę, ale termometrów nie podaje. Okazuje się, że termometr trzeba mieć swój. Ja mam, ale wypadkowcy nie. Pielęgniarka nawet nie pyta, czy gorączkują. Podobnie jak dwie godziny później salowa nie pyta, jak sobie poradzą z jedzeniem. Stawia na stoliku jakiś kleik (dla mnie też, co mnie cholernie cieszy!) i wychodzi. Kleiki stoją tam dwa dni.

Przychodzi do mnie młody doktor i zdziwiony ogląda moje zdjęcia.

- Kto pana do nas skierował?

- A, takie dwie dentystki, które nie mogły sobie poradzić z moimi zębami.

Ze zrozumieniem kiwa głową i wychodzi. Wraca po godzinie. Ponieważ zabieg ma się odbyć w pełnej narkozie, muszę wypełnić czterostronicową ankietę na temat wszystkich chorobowych przypadłości, jakie mnie spotkały w ostatnim półwieczu. Chyba z nerwów w dzień zabiegu łapię gorączkę. - Siostro, mam 38 i pół - oznajmiam, licząc na zainteresowanie. - Później - macha ręką - teraz muszę leki rozwieźć.

Znika i nie pojawia się więcej. Gdzieś ok. pierwszej dostaję niebieską tabletkę. Mam po niej spać, ale nie śpię.

W końcu zasypiam i śpię kilka godzin. Kiedy się budzę, stwierdzam, że w mojej krwi skąpane są poduszka i piżama. Strzępy opatrunku leżą gdzieś w łóżku. Na szczęście pojawia się żona. Idzie do dyżurki, gdzie dostaje gazę i lód na okłady. Żadna z pielęgniarek nie fatyguje się do mnie.

Przez następne dwa dni dostaję jakieś leki, ale nikt mi nie mówi, jakie. Nie ma też porannych ani wieczornych wizyt lekarzy. Pytam pielęgniarki, czy będzie. - Może będzie - odpowiada. No, i jest mój młody doktor, który akurat ma dyżur. Informuje mnie, co mi wycięli, a co zostawili na deser. (Były medyczne przeciwwskazania, by wykonać wszystko za jednym zamachem.)

Jeden młody wychodzi, drugi chce wyjść (jest już po operacji). Ma już ponad miesiąc bezruchu. Nasza sala jako jedyna na nowoczesnym oddziale nie ma własnej łazienki. Facet, który nie lubi sikać do kaczki, skika więc o kulach do toalety. Do dyżurki już jednak dojść nie może. Podaje mi książeczkę i prosi, żebym się dowiedział, kiedy go wypiszą. Przekazuję pytanie trzem pielęgniarkom w dyżurce.

- A skąd my mamy wiedzieć? - odpowiada pytaniem na pytanie jedna z nich.

- Powinien swego lekarza prowadzącego pytać - dodaje druga.

- Ale on nie wie, kto jest jego prowadzącym.

Jedna z pielęgniarek szuka w dokumentacji i po chwili zwraca się do koleżanki: - Patrz, tu naprawdę nie ma nazwiska prowadzącego!

Nie udaje mi się ustalić daty wypisu sąsiada, ale słyszę, że ja mam się odmeldować z oddziału dziś. Jestem zaskoczony, bo nie wiem, czy dam radę wrócić sam do Kamiennej. Nie ma jednak czasu na rozterki. Dostaję wypis z furą recept i ostatni raz siadam na fotelu. Płukanie zatok i zdjęcie sączka trwa kilka chwil. Jeszcze tylko wyjęcie wenflonu i jestem prawie wolny.

- Tylko proszę pamiętać o zakraplaniu nosa tymi kroplami, co je pan dostał - apeluje do mnie pielęgniarz.

- Jakimi kroplami? - pytam. - Nie dostałem żadnych.

- O, to dziwna sprawa - mityguje się i podaje mi krople. - Pan już powinien je od trzech dni stosować.

Na zewnątrz oglądam się za siebie. Elewację frontową szpitala zdobi transparent: "Akcja strajkowa, żądamy podwyżek!".

Dolnośląska lista kolejkowa. Ile czekasz na badanie

Ile lat czekasz na endoprotezę? Po jakim czasie od zapisania się do kolejki zostaniesz poddany operacji zaćmy? Po ilu miesiącach oczekiwania wykonają Ci badanie rezonansem magnetycznym lub tomografem? Pacjencie, napisz do nas, podając swoje imię i wiek oraz nazwę placówki, w której jesteś zapisany na operację, zabieg lub badanie, a także cenę, za jaką mógłbyś je wykonać bez kolejki w placówce świadczącej te usługi medyczne na zasadach komercyjnych.

Dzięki Twojej informacji chcemy stworzyć Dolnośląską Listę Kolejkową. Przyłącz się do naszej akcji "Leczyć po ludzku". Pisz: listy@wroclaw.agora.pl lub dzwoń na 071 371 72 92.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

  • Takie "doktory" na jakich zasługujemy manyquid 08.12.09, 19:08

    Podobnie jak politycy - odbicie społęczeństwa. Chlew, prostactwo, bezczelnośća podwyzek się wiecznie zachciewa. Oni maja jak zawsze wszystko w d..ie naniczym się nie znają, obrażeni że musza»

  • Re: Klinika na peryferiach... ddyzma5 09.12.09, 12:37

    Napisałeś to wielki_czarownik tak , jak by ktoś np. z Marsa był za tą sytuacje odpowiedzialny.Każde społeczeństwo samo wypracowuje sobie systemy opieki społecznej.One są w innych krajach »