Spór o krzyże to konflikt pokoleń, nie wojna religijna
06.12.2009
, aktualizacja: 06.12.2009 19:25
Mam mało emocjonalny stosunek do symboli religijnych. Miasto, w którym chodziłem do szkoły, było podzielone: jedna trzecia to protestanci, dwie trzecie katolicy.
ZOBACZ TAKŻE
- Halina Bortnowska proponuje: Księgi zamiast krzyża (07-12-09, 21:02)
- Jednak w "czternastce" krzyże zostają na ścianach (07-12-09, 12:54)
- Maturzyści pozywają ministra za "smarkaczy i szczeniaków" (02-03-10, 19:55)
- Miała być debata o krzyżach w szkole, wyszło show (16-12-09, 20:25)
- Debata o krzyżach w XIV LO - zapis (16-12-09, 13:00)
- We Wrocławiu krzyże pozostaną. Ale będzie debata (07-12-09, 15:01)
- List otwarty do Marka Łaźniaka, dyrektora XIV LO (04-12-09, 09:03)
- Krzyże w szkołach tylko przenośne - w czasie katechezy (07-12-09, 11:13)
- Obecność krzyża w klasie jest problemem drugorzędnym (03-12-09, 18:34)
- A jednak wybuchła awantura o krzyże w "czternastce" (03-12-09, 17:36)
- Młodzi nie chcą krzyża, liceum zrobi salę do religii (02-12-09, 09:00)
- Symbole w szkole: dziś debata o krzyżach w XIV LO (16-12-09, 05:00)
- Licealiści z XIV LO: Zostaliśmy wychowani do myślenia (12-12-09, 12:00)
- XIV LO. Wojna o krzyże czy pokojowe pertraktacje? (07-12-09, 05:00)
SERWISY
Jako uczeń zapisałem się raz na religię katolicką, raz na protestancką. Później pracowałem jako praktykant w parafii ewangelickiej i w bibliotece parafialnej katolików. Pastor o tym wiedział, tak samo jak kierowniczka biblioteki. Dziś to miasteczko jest już podzielone na trzy wyznania: w kilku miejscach powstały skromne, ale widoczne meczety. Nie słyszałem, aby to był problem. Sekularyzacja ma tę zaletę, że ludzie przestają traktować religię (lub jej brak) jako kwestię życia i śmierci. Dlatego nie przeszkadzałoby mi, gdyby w moim miejscu pracy wisiały obok siebie krzyż, gwiazda Dawida, półksiężyc i jeszcze coś - albo żaden z tych symboli.
Chustka tak samo jak krzyż, półksiężyc i gwiazda Dawida może być symbolem miłości i nienawiści, wszystko zależy od kontekstu: czy wisi na cmentarzu, czy na czapkach jakiejś paramilitarnej jednostki rebeliantów, w świątyni czy na czołgu. Dlatego wrocławskiego sporu o krzyż nie traktuję w kategoriach wojny religijnej, lecz w kategoriach konfliktu pokoleń. Mniej więcej 25 lat temu pokolenie rodziców uczniów, którzy teraz walczą o usunięcie krzyży z klas, walczyło o to, aby móc je powiesić. W latach 80. odbywały się widowiskowe akcje "obrony krzyża", budowy kościołów (na przykład w Nowej Hucie). Dziś do głosu dochodzi następne pokolenie i zdejmuje krzyże. Podobne rzeczy zdarzały się w Europie Zachodniej - nieco bardziej dramatyczne: W latach 60. rodzice, którzy w szeregach Wehrmachtu walczyli z Armią Czerwoną, nagle musieli przyjąć do wiadomości, że ich dzieci demonstrują, niosąc na standardach podobizny komunistycznych przywódców. Całe życie starali się, aby ich dzieci miały lepiej niż oni, a w końcu się dowiedzieli, że w ogóle nie dbają one o własność, posiadanie, pieniądze. Starali się wychowywać dzieci jako porządnych, bogobojnych i praworządnych obywateli, a dowiedzieli się, że największą frajdę sprawia im naruszanie przepisów, lekceważenie religii i tradycyjnych autorytetów.
Tak samo, jak w Polsce teraz, słychać było wtedy głosy, które zapowiadały upadek wszelkich wartości i całego społeczeństwa: Jak bez Boga, autorytetów, poświęcenia i pracowitości można żyć? Ale zamiast ich upadku otrzymaliśmy wartości nowe, bardziej przydatne w nowych warunkach: Dążenie do współuczestnictwa (w polityce i akcjach społecznych), więcej kreatywności, większe przywiązanie do przyrody, ochrony środowiska, większą gotowość do pokojowego rozwiązania konfliktów społecznych i politycznych, rozkwit społeczeństwa obywatelskiego, tam, gdzie dawno wszystko robiło państwo na zasadzie "rozkazu i posłuszeństwa". Podobne rzeczy dzieją się teraz i, moim zdaniem, nie jest to przypadek, że to się zaczyna we Wrocławiu. Jeśli jest chociaż ziarno prawdy w tym, że Wrocław jest bardziej otwarty, tolerancyjny, multikulturowy, niż inne miasta, to prędzej czy później musiało się to odbić na stosunku do religii. Jeśli autentycznie jesteśmy dumni z dzielnicy czterech wyznań, to jest logiczne i konsekwentne, aby żądać, aby na naszych ścianach wisiały symbole wszystkich religii - albo żadnej.
Chustka tak samo jak krzyż, półksiężyc i gwiazda Dawida może być symbolem miłości i nienawiści, wszystko zależy od kontekstu: czy wisi na cmentarzu, czy na czapkach jakiejś paramilitarnej jednostki rebeliantów, w świątyni czy na czołgu. Dlatego wrocławskiego sporu o krzyż nie traktuję w kategoriach wojny religijnej, lecz w kategoriach konfliktu pokoleń. Mniej więcej 25 lat temu pokolenie rodziców uczniów, którzy teraz walczą o usunięcie krzyży z klas, walczyło o to, aby móc je powiesić. W latach 80. odbywały się widowiskowe akcje "obrony krzyża", budowy kościołów (na przykład w Nowej Hucie). Dziś do głosu dochodzi następne pokolenie i zdejmuje krzyże. Podobne rzeczy zdarzały się w Europie Zachodniej - nieco bardziej dramatyczne: W latach 60. rodzice, którzy w szeregach Wehrmachtu walczyli z Armią Czerwoną, nagle musieli przyjąć do wiadomości, że ich dzieci demonstrują, niosąc na standardach podobizny komunistycznych przywódców. Całe życie starali się, aby ich dzieci miały lepiej niż oni, a w końcu się dowiedzieli, że w ogóle nie dbają one o własność, posiadanie, pieniądze. Starali się wychowywać dzieci jako porządnych, bogobojnych i praworządnych obywateli, a dowiedzieli się, że największą frajdę sprawia im naruszanie przepisów, lekceważenie religii i tradycyjnych autorytetów.
Tak samo, jak w Polsce teraz, słychać było wtedy głosy, które zapowiadały upadek wszelkich wartości i całego społeczeństwa: Jak bez Boga, autorytetów, poświęcenia i pracowitości można żyć? Ale zamiast ich upadku otrzymaliśmy wartości nowe, bardziej przydatne w nowych warunkach: Dążenie do współuczestnictwa (w polityce i akcjach społecznych), więcej kreatywności, większe przywiązanie do przyrody, ochrony środowiska, większą gotowość do pokojowego rozwiązania konfliktów społecznych i politycznych, rozkwit społeczeństwa obywatelskiego, tam, gdzie dawno wszystko robiło państwo na zasadzie "rozkazu i posłuszeństwa". Podobne rzeczy dzieją się teraz i, moim zdaniem, nie jest to przypadek, że to się zaczyna we Wrocławiu. Jeśli jest chociaż ziarno prawdy w tym, że Wrocław jest bardziej otwarty, tolerancyjny, multikulturowy, niż inne miasta, to prędzej czy później musiało się to odbić na stosunku do religii. Jeśli autentycznie jesteśmy dumni z dzielnicy czterech wyznań, to jest logiczne i konsekwentne, aby żądać, aby na naszych ścianach wisiały symbole wszystkich religii - albo żadnej.
Najnowsze wiadomości
-
Portret zbiorowy pierwszoroczniaków. W klatce akademika
-
Jak będziemy się poruszać po Wrocławiu podczas Euro [MAPA]
-
Nasi studenci są słabi psychicznie. Naukowcy alarmują
-
O tych filmach dyskutował cały świat. Jak stworzyć wiral
-
Ten bunkier już został wyburzony. Stał obok dworca [FOTO]
-
Retro na różowo. Amerykanie z Portland wystąpią w Eterze
-
Ul. Królewiecka: Drzewka symetryczne, tylko uschły
- 106 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
60 głosów
-
Co za kompletne bzdury, panie Klaus?
trombozuh
07.12.09, 10:12
To nie żaden konflikt pokoleń, tylko brutalna walka kk o władzę w Polsce.Kościół czuje, że traci wpływy, a im bardziej to czuje, tym mocniej naciska naformalno-prawne ich ugruntowanie. To »
-
A woj. świetokrzyskie?
zlosnik84
07.12.09, 14:45
Zdelegalizować? Wszak jego nazwa nie spełnia wymogów państwa "neutralnego światopoglądowo" ;)»
-
Spór o krzyże to konflikt pokoleń, nie wojna re...
rs_gazeta_forum
07.12.09, 15:39
No coś ty, nie można okazywać wiary wieszając ludzi???»
Najczęściej czytane24 htydzień




