Obecność krzyża w klasie jest problemem drugorzędnym
03.12.2009
, aktualizacja: 03.12.2009 22:41
- Nie odczuwam duchowej potrzeby, by krzyż wisiał w każdej klasie, a przy wejściu do szkoły była kropielnica z wodą święconą - mówi katecheta z "czternastki" ks. Wojciech Zięba
ZOBACZ TAKŻE
- Debata o krzyżach - wszystkiemu winni dorośli (14-12-09, 09:53)
- Halina Bortnowska proponuje: Księgi zamiast krzyża (07-12-09, 21:02)
- Jednak w "czternastce" krzyże zostają na ścianach (07-12-09, 12:54)
- Maturzyści z XIV LO pozwą europosła Ryszarda Legutkę (18-12-09, 11:49)
- Debata o krzyżach w XIV LO - zapis (16-12-09, 13:00)
- We Wrocławiu krzyże pozostaną. Ale będzie debata (07-12-09, 15:01)
- Krzyże w szkołach tylko przenośne - w czasie katechezy (07-12-09, 11:13)
- A jednak wybuchła awantura o krzyże w "czternastce" (03-12-09, 17:36)
- Młodzi nie chcą krzyża, liceum zrobi salę do religii (02-12-09, 09:00)
- Symbole w szkole: dziś debata o krzyżach w XIV LO (16-12-09, 05:00)
- Licealiści z XIV LO: Zostaliśmy wychowani do myślenia (12-12-09, 12:00)
- XIV LO. Wojna o krzyże czy pokojowe pertraktacje? (07-12-09, 05:00)
- Spór o krzyże to konflikt pokoleń, nie wojna religijna (06-12-09, 19:24)
Jacek Harłukowicz: Jak ksiądz ocenia inicjatywę grupki uczniów domagających się zdjęcia ze krzyży ze szkolnych ścian?
Ks. Wojciech Zięba*: - Odpowiem pytaniem: a czy orzeł w koronie może obrażać ludzi, którzy chodzą do tej szkoły, a są np. pochodzenia białoruskiego? Albo kogoś, kto czuje się obywatelem Europy, denerwuje polskie godło? W ten sam sposób można by urządzić kampanię, że wieszanie godła polskiego w klasach to przejaw wojującego nacjonalizmu czy szowinizmu. Przy odrobinie złej woli problem można zrobić ze wszystkiego.
Godło polskie to jednak symbol państwa, pewnej wspólnoty, której wszyscy uczniowie tej szkoły są członkami. Krzyż to symbol wspólnoty wiary, której członkami nie muszą być wszyscy uczniowie i, jak się okazuje, nie są.
Ale ja bardzo dobrze życzę tym ludziom.
Ale życząc im dobrze, życzy im ksiądz spełnienia ich postulatów?
Poniekąd tak. Bo dla mnie problem, czy krzyż gdzieś wisi, czy nie, jest problemem drugorzędnym. My tutaj nie mamy swoich klas, w których prowadzone byłyby jedynie lekcje religii. Zdarza mi się prowadzić katechezę w sali, w której krzyża nie ma, i to nie jest dla mnie żadnym problemem. Znów zapytam: dlaczego "Gazetę Wyborczą" nie razi, kiedy muzułmanie budują meczety wielkości stadionów, a kiedy pielęgniarka, jak to miało miejsce w Anglii, ma krzyżyk na piersi, to jest oskarżana o to, że indoktrynuje pacjentów?
Proszę księdza, nie dyskutujemy ani o meczetach, ani o Anglii, tylko o petycji uczniów, w której ksiądz uczy religii. Dyrektor szkoły Marek Łaźniak zaproponował, by krzyże wisiały tylko w tych klasach, w których odbywać się będą katechezy. To dobry pomysł?
Powtórzę za Sokratesem: "Wiem, że nic nie wiem". Ja nie mam gotowej recepty, ani nie czuję się upoważniony mówić w imieniu całego Kościoła. Zdaje się, że ze względów technicznych niemożliwe jest wyodrębnienie klasy wyłącznie do lekcji religii. Dlatego propozycja dyrektora - tak na szybko, bez głębszego przemyślenia - wydaje mi się sensowna.
Ja jestem obciążony komunistycznym wychowaniem i pamiętam, kiedy na ścianach wisieli panowie Gomułka i Cyrankiewicz, a orzeł był bez korony i jakoś to przeżyliśmy. Nie odczuwam więc duchowej potrzeby, by krzyż wisiał w każdej klasie, a przy wejściu do szkoły była kropielnica z wodą święconą. Szkoda jednak, że ta trójka młodych ludzi przed złożeniem petycji nie przyszła do żadnego z księży uczących w szkole ani do dyrektora, by porozmawiać o swoim problemie. Dziś mają swoje pięć minut sławy, a społeczność szkoły się zantagonizowała. Do mnie na przykład przychodzą licealiści, absolwenci i pytają: "Proszę księdza, co robimy? Jak reagujemy?" Ktoś tam nawet żartował: "To my im teraz pokażemy, wtłuczemy im!"
I co im ksiądz odpowiada?
Przestrzegam i nawołuję do opamiętania. Słyszałem na temat tej trójki już tyle krytycznych uwag od innych uczniów, że dziś staję w ich obronie.
Sprawa petycji wybuchła w bardzo szczególnym momencie. Złożono ją w poniedziałek, a we wtorek Trybunał Konstytucyjny uznał, że wliczanie oceny z religii do średniej jest dopuszczalne. Jak ksiądz ocenia te dwa nakładające się na siebie wydarzenia?
Tak się złożyło, że dzięki grupce uczniów liceum, która napisała petycję, przyjąłem rozstrzygnięcie Trybunału z dużo większą satysfakcją. Bo wcześniej miałem na ten temat inne zdanie i byłem zwolennikiem łagodzenia sytuacji. Uważałem, że byłoby bardziej elegancko, gdyby oceny wliczano w średnią tylko tym, którzy sobie tego życzą. Religii nie można przecież nauczać na siłę. To mi przypomina okres, kiedy na początku lat 90. przywracano katechezę do szkół. Mnie osobiście nie było to wtedy do niczego potrzebne, a wręcz wydawało się bardzo kontrowersyjnym pomysłem. A z perspektywy czasu widzę, że to rozwiązanie się sprawdziło, chociaż nie jest idealne.
* Ks. Wojciech Zięba z Duszpasterstwa Akademickiego "Wawrzyny" jest katechetą w Zespole Szkół nr XIV we Wrocławiu
Ks. Wojciech Zięba*: - Odpowiem pytaniem: a czy orzeł w koronie może obrażać ludzi, którzy chodzą do tej szkoły, a są np. pochodzenia białoruskiego? Albo kogoś, kto czuje się obywatelem Europy, denerwuje polskie godło? W ten sam sposób można by urządzić kampanię, że wieszanie godła polskiego w klasach to przejaw wojującego nacjonalizmu czy szowinizmu. Przy odrobinie złej woli problem można zrobić ze wszystkiego.
Godło polskie to jednak symbol państwa, pewnej wspólnoty, której wszyscy uczniowie tej szkoły są członkami. Krzyż to symbol wspólnoty wiary, której członkami nie muszą być wszyscy uczniowie i, jak się okazuje, nie są.
Ale ja bardzo dobrze życzę tym ludziom.
Ale życząc im dobrze, życzy im ksiądz spełnienia ich postulatów?
Poniekąd tak. Bo dla mnie problem, czy krzyż gdzieś wisi, czy nie, jest problemem drugorzędnym. My tutaj nie mamy swoich klas, w których prowadzone byłyby jedynie lekcje religii. Zdarza mi się prowadzić katechezę w sali, w której krzyża nie ma, i to nie jest dla mnie żadnym problemem. Znów zapytam: dlaczego "Gazetę Wyborczą" nie razi, kiedy muzułmanie budują meczety wielkości stadionów, a kiedy pielęgniarka, jak to miało miejsce w Anglii, ma krzyżyk na piersi, to jest oskarżana o to, że indoktrynuje pacjentów?
Proszę księdza, nie dyskutujemy ani o meczetach, ani o Anglii, tylko o petycji uczniów, w której ksiądz uczy religii. Dyrektor szkoły Marek Łaźniak zaproponował, by krzyże wisiały tylko w tych klasach, w których odbywać się będą katechezy. To dobry pomysł?
Powtórzę za Sokratesem: "Wiem, że nic nie wiem". Ja nie mam gotowej recepty, ani nie czuję się upoważniony mówić w imieniu całego Kościoła. Zdaje się, że ze względów technicznych niemożliwe jest wyodrębnienie klasy wyłącznie do lekcji religii. Dlatego propozycja dyrektora - tak na szybko, bez głębszego przemyślenia - wydaje mi się sensowna.
Ja jestem obciążony komunistycznym wychowaniem i pamiętam, kiedy na ścianach wisieli panowie Gomułka i Cyrankiewicz, a orzeł był bez korony i jakoś to przeżyliśmy. Nie odczuwam więc duchowej potrzeby, by krzyż wisiał w każdej klasie, a przy wejściu do szkoły była kropielnica z wodą święconą. Szkoda jednak, że ta trójka młodych ludzi przed złożeniem petycji nie przyszła do żadnego z księży uczących w szkole ani do dyrektora, by porozmawiać o swoim problemie. Dziś mają swoje pięć minut sławy, a społeczność szkoły się zantagonizowała. Do mnie na przykład przychodzą licealiści, absolwenci i pytają: "Proszę księdza, co robimy? Jak reagujemy?" Ktoś tam nawet żartował: "To my im teraz pokażemy, wtłuczemy im!"
I co im ksiądz odpowiada?
Przestrzegam i nawołuję do opamiętania. Słyszałem na temat tej trójki już tyle krytycznych uwag od innych uczniów, że dziś staję w ich obronie.
Sprawa petycji wybuchła w bardzo szczególnym momencie. Złożono ją w poniedziałek, a we wtorek Trybunał Konstytucyjny uznał, że wliczanie oceny z religii do średniej jest dopuszczalne. Jak ksiądz ocenia te dwa nakładające się na siebie wydarzenia?
Tak się złożyło, że dzięki grupce uczniów liceum, która napisała petycję, przyjąłem rozstrzygnięcie Trybunału z dużo większą satysfakcją. Bo wcześniej miałem na ten temat inne zdanie i byłem zwolennikiem łagodzenia sytuacji. Uważałem, że byłoby bardziej elegancko, gdyby oceny wliczano w średnią tylko tym, którzy sobie tego życzą. Religii nie można przecież nauczać na siłę. To mi przypomina okres, kiedy na początku lat 90. przywracano katechezę do szkół. Mnie osobiście nie było to wtedy do niczego potrzebne, a wręcz wydawało się bardzo kontrowersyjnym pomysłem. A z perspektywy czasu widzę, że to rozwiązanie się sprawdziło, chociaż nie jest idealne.
* Ks. Wojciech Zięba z Duszpasterstwa Akademickiego "Wawrzyny" jest katechetą w Zespole Szkół nr XIV we Wrocławiu
Najnowsze wiadomości
-
Portret zbiorowy pierwszoroczniaków. W klatce akademika
-
Jak będziemy się poruszać po Wrocławiu podczas Euro [MAPA]
-
Nasi studenci są słabi psychicznie. Naukowcy alarmują
-
O tych filmach dyskutował cały świat. Jak stworzyć wiral
-
Ten bunkier już został wyburzony. Stał obok dworca [FOTO]
-
Retro na różowo. Amerykanie z Portland wystąpią w Eterze
-
Ul. Królewiecka: Drzewka symetryczne, tylko uschły
- 29 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów
-
Obecność krzyża w klasie jest problemem drugorz...
alcabin
03.12.09, 19:17
"Godło polskie to jednak symbol państwa, pewnej wspólnoty, której wszyscyuczniowie tej szkoły są członkami. Krzyż to symbol wspólnoty wiary, którejczłonkami nie muszą być wszyscy uczniowie »
-
Obecność krzyża w klasie jest problemem drugorz...
jakapral
03.12.09, 22:51
WitamReligię do szkół wprowadzono tylnymi drzwiami w czasie, gdy było całe mnóstwo salek katechetycznych. Szkoła miała umożliwić uczniom naukę religii na pierwszych lub ostatnich lekcjach - »
-
Re: Obecność krzyża w klasie jest problemem drugo
tomek854
03.12.09, 22:53
A ja się z księdzem katechetą zgadzam. Ani nie widzę jakim problemem miałby byćów wiszący sobie krzyż - mnie one zupełnie nie przeszkadzają, dopóki nikt mnienie zmusza do zajmowania się »
Najczęściej czytane24 htydzień



