Katarzyna Mroczkowska, siatkarka alternatywna
26.11.2009
, aktualizacja: 26.11.2009 17:41
- Wyjazd na olimpiadę nie jest moim największym marzeniem. Życia temu nie podporządkowuję. Interesuje mnie jeszcze kilka innych rzeczy - mówi Katarzyna Mroczkowska, siatkarka Impelu Gwardii Wrocław i działaczka wrocławskiego oddziału Amnesty International
ZOBACZ TAKŻE
- Amnesty zbierała podpisy poparcia dla kubańskich dysydentów (30-04-10, 13:46)
- Energetyczny Wrocław (15-10-09, 15:38)
Jeszcze siedem lat temu grała w reprezentacji Polski, była z nią na mistrzostwach Europy i świata. Ale w 2003 roku, gdy nadchodziły największe sukcesy polskich siatkarek, wszystkich zaszokowała, odmawiając gry w polskiej kadrze. Kilka miesięcy później "Złotka" trenera Andrzeja Niemczyka zdobyły mistrzostwo Europy, a dwa lata później powtórzyły ten sukces. Mroczkowskiej w słynnej drużynie nie było, choć mogła być jej kluczową zawodniczką. Tamtą odmową właściwie przekreśliła szanse na kolejne powołania. Wielu fachowców twierdzi, że przez to zmarnowała swój wielki talent.
- Miałam wtedy inne plany, chciałam studiować, wyleczyć kontuzje i marzyłam o wakacjach, których nie miałam od lat. Nie mam do nikogo żalu, nie zazdroszczę dziewczynom medali. Sukcesy w siatkówce to nie jest moje największe marzenie życiowe, interesuje mnie jeszcze kilka innych rzeczy.
Takie tłumaczenie brzmi niewiarygodnie w ustach zawodowej siatkarki. Ale kto poznał Katarzynę, wie, że to nie jest pozą, lecz absolutnie szczerym wyznaniem. Bo oprócz tego, że znakomicie spisuje się na parkiecie, jest także wyjątkowa poza nim.
Olimpiada to nie moje naj
W działalność wrocławskiego oddziału Amnesty International zaangażowała się kilka lat temu.
- To był efekt moich poszukiwań. Weszłam na ich stronę i nawiązałam współpracę. Staram się być na wszystkich spotkaniach i brać udział w akcjach ulicznych. Najczęściej zbieramy podpisy pod petycjami. Na przykład polski rząd pytaliśmy o tajne więzienia CIA.
Przez działalność w obronie praw człowieka nie zaniedbuje jednak siatkówki. - Ona jest na pierwszym miejscu, bo to moja praca. Ale to nie jest tak, że zrywam się z treningu i mówię trenerowi: "Dziś kończę wcześniej, bo mam spotkanie Amnesty".
W organizacji jest bardzo aktywna. AI organizowała we Wrocławiu zbiórki podpisów w sprawie uwolnienia więźniów sumienia z całego świata, m.in. Birmy, Chin czy Syrii. Ma za sobą kilka spektakularnych akcji, jak choćby nagłośnienie sprawy uwolnienia Dhondupa Wangchena, który trafił do chińskiego więzienia za film "Poza strachem". Podróżując wraz z przyjacielem mnichem po wschodnim Tybecie, pokazał w nim mieszkańców tamtego regionu, którzy dzielili się swoimi refleksjami o Chinach, olimpiadzie w Pekinie czy Dalajlamie.
We wszystkich tych akcjach uczestniczyła Mroczkowska. To ona podczas corocznego Maratonu Pisania Listów AI zapraszała znanych ludzi, by przyszli i napisali list w obronie uwięzionych za poglądy.
- W tym roku przeprowadziliśmy akcję uliczną w obronie mniejszości seksualnych na Litwie - mówi wrocławska siatkarka. - Tamtejszy parlament chce przeforsować ustawę, w której ograniczy się ich prawa. Przy okazji Amnesty International mogłaby zostać zdelegalizowana, bo zajmuje się tym tematem.
Rok temu, gdy polska ekipa jechała na igrzyska w Pekinie, głośno mówiła, że wyjazd na tę imprezę musiałaby "głęboko rozważyć".
- Bo, po pierwsze, samo bycie na olimpiadzie nie jest jakimś moim naj, naj, największym marzeniem. Fajnie tam pojechać, ale życia temu nie podporządkowuję. No i, po drugie, jestem za wolnym Tybetem, dlatego mogłabym sobie pozwolić na taki krok - tłumaczy.
Pomarańczowe sznurówki dla Tybetu
Ale nie namawiałaby innych sportowców do bojkotu igrzysk z racji przekonań politycznych. - Pracują i poświęcają tyle lat, by pojechać na olimpiadę, to ich cel życiowy, który w pełni rozumiem. Choć uważa, że działania solidaryzujące się z narodem tybetańskim dobrze byłyby widziane.
- A tego w Pekinie trochę mi zabrakło - mówi.
Sama, choć na igrzyskach jej nie było, takie działania podjęła. Przed olimpiadą jedna z duńskich organizacji nawoływała, by sportowcy w Pekinie mieli na sobie pomarańczową barwę, na znak solidarności z Tybetem. Mroczkowska grała więc w lidze w butach z pomarańczowymi sznurówkami.
- To był świetny pomysł, bo w Chinach ciężko byłoby paradować z jakimś transparentem czy polityczną koszulką. A taki kolor był uniwersalnym symbolem. Kilka osób zapytało mnie, czy te sznurówki coś oznaczają. Większość nie wiedziała o chodzi, pewnie odczytali, że to jakaś moja fanaberia.
Oprócz działalności w Amnesty International zainteresowania Mroczkowskiej streszcza kilka haseł: buddyzm, alterglobalizm, kultura alternatywna i wegetarianizm - niespotykany u wyczynowych sportowców poddanych codziennemu ciężkiemu treningowi.
- Przeszłam na niego kilka lat temu. To dla mnie coś naturalnego, choć zdaję sobie sprawę, że w zawodowym sporcie rzeczywiście jest raczej nieznany. Nie słyszałam, by jakaś siatkarka praktykowała podobny sposób żywienia.
- Miałam wtedy inne plany, chciałam studiować, wyleczyć kontuzje i marzyłam o wakacjach, których nie miałam od lat. Nie mam do nikogo żalu, nie zazdroszczę dziewczynom medali. Sukcesy w siatkówce to nie jest moje największe marzenie życiowe, interesuje mnie jeszcze kilka innych rzeczy.
Takie tłumaczenie brzmi niewiarygodnie w ustach zawodowej siatkarki. Ale kto poznał Katarzynę, wie, że to nie jest pozą, lecz absolutnie szczerym wyznaniem. Bo oprócz tego, że znakomicie spisuje się na parkiecie, jest także wyjątkowa poza nim.
Olimpiada to nie moje naj
W działalność wrocławskiego oddziału Amnesty International zaangażowała się kilka lat temu.
- To był efekt moich poszukiwań. Weszłam na ich stronę i nawiązałam współpracę. Staram się być na wszystkich spotkaniach i brać udział w akcjach ulicznych. Najczęściej zbieramy podpisy pod petycjami. Na przykład polski rząd pytaliśmy o tajne więzienia CIA.
Przez działalność w obronie praw człowieka nie zaniedbuje jednak siatkówki. - Ona jest na pierwszym miejscu, bo to moja praca. Ale to nie jest tak, że zrywam się z treningu i mówię trenerowi: "Dziś kończę wcześniej, bo mam spotkanie Amnesty".
W organizacji jest bardzo aktywna. AI organizowała we Wrocławiu zbiórki podpisów w sprawie uwolnienia więźniów sumienia z całego świata, m.in. Birmy, Chin czy Syrii. Ma za sobą kilka spektakularnych akcji, jak choćby nagłośnienie sprawy uwolnienia Dhondupa Wangchena, który trafił do chińskiego więzienia za film "Poza strachem". Podróżując wraz z przyjacielem mnichem po wschodnim Tybecie, pokazał w nim mieszkańców tamtego regionu, którzy dzielili się swoimi refleksjami o Chinach, olimpiadzie w Pekinie czy Dalajlamie.
We wszystkich tych akcjach uczestniczyła Mroczkowska. To ona podczas corocznego Maratonu Pisania Listów AI zapraszała znanych ludzi, by przyszli i napisali list w obronie uwięzionych za poglądy.
- W tym roku przeprowadziliśmy akcję uliczną w obronie mniejszości seksualnych na Litwie - mówi wrocławska siatkarka. - Tamtejszy parlament chce przeforsować ustawę, w której ograniczy się ich prawa. Przy okazji Amnesty International mogłaby zostać zdelegalizowana, bo zajmuje się tym tematem.
Rok temu, gdy polska ekipa jechała na igrzyska w Pekinie, głośno mówiła, że wyjazd na tę imprezę musiałaby "głęboko rozważyć".
- Bo, po pierwsze, samo bycie na olimpiadzie nie jest jakimś moim naj, naj, największym marzeniem. Fajnie tam pojechać, ale życia temu nie podporządkowuję. No i, po drugie, jestem za wolnym Tybetem, dlatego mogłabym sobie pozwolić na taki krok - tłumaczy.
Pomarańczowe sznurówki dla Tybetu
Ale nie namawiałaby innych sportowców do bojkotu igrzysk z racji przekonań politycznych. - Pracują i poświęcają tyle lat, by pojechać na olimpiadę, to ich cel życiowy, który w pełni rozumiem. Choć uważa, że działania solidaryzujące się z narodem tybetańskim dobrze byłyby widziane.
- A tego w Pekinie trochę mi zabrakło - mówi.
Sama, choć na igrzyskach jej nie było, takie działania podjęła. Przed olimpiadą jedna z duńskich organizacji nawoływała, by sportowcy w Pekinie mieli na sobie pomarańczową barwę, na znak solidarności z Tybetem. Mroczkowska grała więc w lidze w butach z pomarańczowymi sznurówkami.
- To był świetny pomysł, bo w Chinach ciężko byłoby paradować z jakimś transparentem czy polityczną koszulką. A taki kolor był uniwersalnym symbolem. Kilka osób zapytało mnie, czy te sznurówki coś oznaczają. Większość nie wiedziała o chodzi, pewnie odczytali, że to jakaś moja fanaberia.
Oprócz działalności w Amnesty International zainteresowania Mroczkowskiej streszcza kilka haseł: buddyzm, alterglobalizm, kultura alternatywna i wegetarianizm - niespotykany u wyczynowych sportowców poddanych codziennemu ciężkiemu treningowi.
- Przeszłam na niego kilka lat temu. To dla mnie coś naturalnego, choć zdaję sobie sprawę, że w zawodowym sporcie rzeczywiście jest raczej nieznany. Nie słyszałam, by jakaś siatkarka praktykowała podobny sposób żywienia.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości
-
Euro wolne od zadym? Walka o emerytury nie za wszelką cenę
-
Nagrodzili najlepszą architekturę. Jak wypadł Wrocław?
-
Nagroda "Odry" dla historyka Janusza Tazbira
-
Są nowe znaki na AOW, ale tylko dotyczące Euro 2012
-
Stewardessa nie zaśpiewa "Hej, przeleciał ptaszek"
-
Żółty pochód przejdzie w niedzielę ulicami Wrocławia
-
Nie ma lipy. Hardkorowy koksu przyjedzie do Wrocławia
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Katarzyna Mroczkowska, siatkarka alternatywna
moj_drogi_saint-simonie
28.11.09, 19:07
Jestem pełen podziwu i szacunku, tak trzymać! »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć