Czy nie było miejsca na pętle pod stadionem na Maślicach?
19.11.2009
, aktualizacja: 19.11.2009 18:35
LIST CZYTELNIKA. To jest jakaś kpina - 16 lipca było spotkanie na temat rozwoju komunikacji szynowej, przyszłości komunikacji we Wrocławiu, a teraz pan Komar wygaduje takie bzdury. Jak zwykle nie można dogadać się z PKP, czegoś uzgodnić, zrobić coś, żeby było porządnie i na europejskim poziomie. Nie - musi być prowizorka na całego.
ZOBACZ TAKŻE
- Koniec marzeń o wrocławskim nowoczesnym tramwaju plus (18-11-09, 09:00)
Co do samego usprawnienia komunikacji, to przede wszystkim potrzebna jest dobra wola ludzi, którzy miastem zarządzają. Niestety, organizacja komunikacji we Wrocławiu leży ugorem i nikt w tym temacie nic nie robi.
Ja osobiście zapożyczyłbym kilka rozwiązań z innych miast, podobnej wielkości. Wrocław ma ok. 300 km kw. powierzchni, Drezno 350 km kw. a Zagrzeb ponad 600 km kw. Dlaczego więc we Wrocławiu są 23 linie tramwajowe, a tam odpowiednio 12 i 15 linii, które za to kursują częściej.
We Wrocławiu wszyscy trzymają się historycznego schematu i układu linii tramwajowych, podczas gdy w wielu miastach Polski przeprowadzano prawdziwe rewolucje. A tu, patrząc na plan miasta z lat 80., wszystko kursuje praktycznie tak samo.
Jeśli chodzi o zmianę taryfy na czasową, wydzielenie torowisk i sygnalizację dla tramwajów, to dlaczego w innych miastach, nawet w Polsce (Poznań czy Kraków) takie rozwiązania się sprawdzają, można je wprowadzić, a Wrocław stoi do nich okoniem?
U nas wiele się mówi, a nie robi praktycznie nic. Bo wypromować miasto i chełpić się tym, że w świecie o nas słychać, nie jest trudną sztuką. Tylko co z tego, skoro jest to miasto nie do życia? Przecież ładny Rynek, knajpki i atmosfera to nie wszystko. Turysta nie korzysta z tramwaju na Tarnogaj czy do Leśnicy, bo najzwyczajniej w świecie nie ma po co tam jechać. Tyle że włodarzy i ludzi odpowiedzialnych za komunikację niewiele to obchodzi. Ważne, żeby było głośno o Wrocławiu.
W Zagrzebiu wprowadzoną strefę jazdy bez biletu w ścisłym centrum, żeby ludzie nie wjeżdżali własnymi autami, a co we Wrocławiu? Abonament za 160 zł i wolna amerykanka. Co z tego, że teraz się ktoś obudził, a ile lat to nieudolne rozwiązanie funkcjonowało? Może po prostu tu w ogóle nie da się przeprowadzić zmian i uprzywilejować komunikacji publicznej, bo lobby samochodowe jest zbyt silne?
Przykład choćby Warszawy pokazuje, że tam już stawia się (może na razie w bólach) na integrację taryfową. Coś takiego we Wrocławiu? Oczywiście, tylko w "lepszym" i droższym wydaniu, co od razu zniechęca do podróży, bo prócz biletu miesięcznego na pociąg trzeba mieć bilet na komunikację miejską. Tymczasem w Warszawie kupuje się jeden bilet miesięczny na wszystko, i to w o wiele niższej cenie. Więc dlaczego ludzie mieszkający pod Wrocławiem mają korzystać z pociągów, skoro w podobnej cenie pojadą własnym autem, a nie będą musieli czekać na wiecznie spóźnione i zdezelowane tramwaje.
Inwestycje w tabor - tu znów Wrocław nie popisuje się niczym. Bajer w postaci Skody dwukierunkowej jest śmieszny, ale fajnie się pokazać, że my będziemy zamawiać tramwaje dwukierunkowe jako jedyni w Polsce. Zamiast tego można było kupić kilka nowych wozów więcej jednokierunkowych. Poza tym, końcowe przystanki, na których nie trzeba zawracać, bo używa się tramwajów dwukierunkowych, trzeba robić tam, gdzie nie ma miejsca na standardowe pętle. Czy pod stadionem nie będzie miejsca na normalną pętlę? Podobnie z Gajem.
Reasumując: Wrocław mimo akcji promocyjnych jest pod względem komunikacji daleko w tyle za Poznaniem czy Krakowem, miastami podobnej wielkości. Ale cóż, widać mówienie, że jest się magicznym miastem spotkań, jest ważniejsze niż ulżenie zwykłym mieszkańcom w przemieszczaniu się po mieście.
Ja osobiście zapożyczyłbym kilka rozwiązań z innych miast, podobnej wielkości. Wrocław ma ok. 300 km kw. powierzchni, Drezno 350 km kw. a Zagrzeb ponad 600 km kw. Dlaczego więc we Wrocławiu są 23 linie tramwajowe, a tam odpowiednio 12 i 15 linii, które za to kursują częściej.
We Wrocławiu wszyscy trzymają się historycznego schematu i układu linii tramwajowych, podczas gdy w wielu miastach Polski przeprowadzano prawdziwe rewolucje. A tu, patrząc na plan miasta z lat 80., wszystko kursuje praktycznie tak samo.
Jeśli chodzi o zmianę taryfy na czasową, wydzielenie torowisk i sygnalizację dla tramwajów, to dlaczego w innych miastach, nawet w Polsce (Poznań czy Kraków) takie rozwiązania się sprawdzają, można je wprowadzić, a Wrocław stoi do nich okoniem?
U nas wiele się mówi, a nie robi praktycznie nic. Bo wypromować miasto i chełpić się tym, że w świecie o nas słychać, nie jest trudną sztuką. Tylko co z tego, skoro jest to miasto nie do życia? Przecież ładny Rynek, knajpki i atmosfera to nie wszystko. Turysta nie korzysta z tramwaju na Tarnogaj czy do Leśnicy, bo najzwyczajniej w świecie nie ma po co tam jechać. Tyle że włodarzy i ludzi odpowiedzialnych za komunikację niewiele to obchodzi. Ważne, żeby było głośno o Wrocławiu.
W Zagrzebiu wprowadzoną strefę jazdy bez biletu w ścisłym centrum, żeby ludzie nie wjeżdżali własnymi autami, a co we Wrocławiu? Abonament za 160 zł i wolna amerykanka. Co z tego, że teraz się ktoś obudził, a ile lat to nieudolne rozwiązanie funkcjonowało? Może po prostu tu w ogóle nie da się przeprowadzić zmian i uprzywilejować komunikacji publicznej, bo lobby samochodowe jest zbyt silne?
Przykład choćby Warszawy pokazuje, że tam już stawia się (może na razie w bólach) na integrację taryfową. Coś takiego we Wrocławiu? Oczywiście, tylko w "lepszym" i droższym wydaniu, co od razu zniechęca do podróży, bo prócz biletu miesięcznego na pociąg trzeba mieć bilet na komunikację miejską. Tymczasem w Warszawie kupuje się jeden bilet miesięczny na wszystko, i to w o wiele niższej cenie. Więc dlaczego ludzie mieszkający pod Wrocławiem mają korzystać z pociągów, skoro w podobnej cenie pojadą własnym autem, a nie będą musieli czekać na wiecznie spóźnione i zdezelowane tramwaje.
Inwestycje w tabor - tu znów Wrocław nie popisuje się niczym. Bajer w postaci Skody dwukierunkowej jest śmieszny, ale fajnie się pokazać, że my będziemy zamawiać tramwaje dwukierunkowe jako jedyni w Polsce. Zamiast tego można było kupić kilka nowych wozów więcej jednokierunkowych. Poza tym, końcowe przystanki, na których nie trzeba zawracać, bo używa się tramwajów dwukierunkowych, trzeba robić tam, gdzie nie ma miejsca na standardowe pętle. Czy pod stadionem nie będzie miejsca na normalną pętlę? Podobnie z Gajem.
Reasumując: Wrocław mimo akcji promocyjnych jest pod względem komunikacji daleko w tyle za Poznaniem czy Krakowem, miastami podobnej wielkości. Ale cóż, widać mówienie, że jest się magicznym miastem spotkań, jest ważniejsze niż ulżenie zwykłym mieszkańcom w przemieszczaniu się po mieście.
Najnowsze wiadomości
-
Dobre Strony czytania najmłodszym poznacie na Solnym
-
Awangarda elektroniki na festiwalu Avant. Przyjadą gwiazdy
-
Piątek we Wrocławiu. Zobacz miasto na zdjęciach
-
Wypadek na Legnickiej: ciężarówka potrąciła kilkulatka
-
Iran, Tajlandia, Wenezuela w jeden wieczór? To możliwe
-
Pojawiła się szansa na rozejm we wrocławskim MPK
-
Lotus, Lexus, Porsche - takie samochody zobaczysz w Hali Stulecia
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
20 głosów
-
Czy nie było miejsca na pętle pod stadionem na ...
canoee
19.11.09, 23:51
bo we Wrocławiu wszyscy spotykają się na przystankach :)»
Najczęściej czytane24 htydzień


