Saksonia chce otwarcia rynku pracy przed Polakami
20.11.2009
, aktualizacja: 19.11.2009 16:57
- Nie mamy innego wyjścia, jak otworzyć rynek pracy dla Polaków. Bez tego nie będziemy się rozwijać. Wiedzą o tym nawet nasze związki zawodowe - mówi Stanislaw Tilich, premier Wolnego Kraju Związkowego Saksonia.
SERWISY
Michał Kokot: - W Saksonii bezrobocie utrzymuje się na stosunkowo wysokim poziomie. To pożywka dla populistycznych i skrajnie prawicowych partii, które uważają, że otwarcie rynku pracy dla Polaków spowoduje, że będzie ono jeszcze większe. Pan natomiast uważa zupełnie co innego i otwarcie domaga się, by Polacy mogli natychmiast pracować w Niemczech. Dlaczego?
Stanislaw Tilich: - Ubolewam nad tym, że mój głos jest tutaj odosobniony i jestem jedynym premierem niemieckiego landu, który tak uważa. Napływ polskich pracowników jest jedynym rozwiązaniem, by gospodarka saksońska mogła zacząć szybciej się rozwijać. Nasi specjaliści, inżynierowie, ale też zwykli rzemieślnicy wyemigrowali na Zachód i brakuje nam takich pracowników. Chcemy, by każdy, kto chce u nas pracować, mógł to robić, niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzi. To sytuacja korzystna dla obu stron.
Jak reagują na to niemieckie związki zawodowe? Jeszcze do niedawna były zdecydowanie przeciwne otwarciu rynku pracy dla Polaków.
Niedawno rozmawiałem z szefami sześciu największych centrali związkowych w Saksonii, którzy mają taki sam pogląd na rynek pracy jak ja. Jeszcze rok temu obawiali się, że jego otwarcie zwiększy bezrobocie. Dziś nie tylko widzą, że nie mieli racji. Zdają sobie również sprawę, że dzięki temu może powstać więcej miejsc pracy dla Niemców.
W Saksonii nie potrafimy zagospodarować niektórych obszarów gospodarczych. To szansa dla polskiego specjalisty - zegarmistrza, budowlańca - by zapełnić luki na rynku. Poza kwalifikacjami dochodzą też inne argumenty - np. taki, że Polacy chcą pracować w soboty i niedziele, a Niemcy nie zawsze się na to zgadzają.
W ciągu 20 lat Saksonii udało się czterokrotnie zwiększyć eksport do Polski. Wymiana handlowa między naszymi regionami rośnie co roku. Jaki jest tego powód?
Obu stronom udało się nawiązać trwałe zaufanie. Jego brak pokutował od czasów komunistycznych, gdy wiadomo było, że to, co kupiło się po jednej lub drugiej stronie, nie było wiele warte. Albo nikt takiego towaru nie potrzebował, albo nie miał on odpowiedniej jakości. Z roku na rok zaczęło to się zmieniać. To widać na co dzień.
To imponujące wiedzieć, będąc w Galerii Dominikańskiej, że została ona zbudowana przy konsultacjach ze specjalistami z Drezna i Lipska. Nasza wymiana od dawna nie polega już tylko na imporcie choinek z Polski na Boże Narodzenie. Nawiązaliśmy głęboką współpracę w wielu obszarach: przemyśle maszynowym, logistyce, energetyce gazowej.
Jakie jeszcze bariery musimy pokonać, by współpraca między Saksonią a Dolnym Śląskiem była lepsza?
To przede wszystkim język. W Polsce wiele osób mówi po niemiecku, w Saksonii znajomość polskiego nie jest tak szeroka. Od 1989 roku mamy co prawda siedem razy więcej uczniów mówiących po polsku, ale to nie wystarcza. Wiele firm niemieckich wymaga teraz, by starający się o pracę mówił po polsku. To wymusza współpraca gospodarcza i sąsiedztwo. Niestety, takich osób jest wciąż za mało.
Stanislaw Tilich: - Ubolewam nad tym, że mój głos jest tutaj odosobniony i jestem jedynym premierem niemieckiego landu, który tak uważa. Napływ polskich pracowników jest jedynym rozwiązaniem, by gospodarka saksońska mogła zacząć szybciej się rozwijać. Nasi specjaliści, inżynierowie, ale też zwykli rzemieślnicy wyemigrowali na Zachód i brakuje nam takich pracowników. Chcemy, by każdy, kto chce u nas pracować, mógł to robić, niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzi. To sytuacja korzystna dla obu stron.
Jak reagują na to niemieckie związki zawodowe? Jeszcze do niedawna były zdecydowanie przeciwne otwarciu rynku pracy dla Polaków.
Niedawno rozmawiałem z szefami sześciu największych centrali związkowych w Saksonii, którzy mają taki sam pogląd na rynek pracy jak ja. Jeszcze rok temu obawiali się, że jego otwarcie zwiększy bezrobocie. Dziś nie tylko widzą, że nie mieli racji. Zdają sobie również sprawę, że dzięki temu może powstać więcej miejsc pracy dla Niemców.
W Saksonii nie potrafimy zagospodarować niektórych obszarów gospodarczych. To szansa dla polskiego specjalisty - zegarmistrza, budowlańca - by zapełnić luki na rynku. Poza kwalifikacjami dochodzą też inne argumenty - np. taki, że Polacy chcą pracować w soboty i niedziele, a Niemcy nie zawsze się na to zgadzają.
W ciągu 20 lat Saksonii udało się czterokrotnie zwiększyć eksport do Polski. Wymiana handlowa między naszymi regionami rośnie co roku. Jaki jest tego powód?
Obu stronom udało się nawiązać trwałe zaufanie. Jego brak pokutował od czasów komunistycznych, gdy wiadomo było, że to, co kupiło się po jednej lub drugiej stronie, nie było wiele warte. Albo nikt takiego towaru nie potrzebował, albo nie miał on odpowiedniej jakości. Z roku na rok zaczęło to się zmieniać. To widać na co dzień.
To imponujące wiedzieć, będąc w Galerii Dominikańskiej, że została ona zbudowana przy konsultacjach ze specjalistami z Drezna i Lipska. Nasza wymiana od dawna nie polega już tylko na imporcie choinek z Polski na Boże Narodzenie. Nawiązaliśmy głęboką współpracę w wielu obszarach: przemyśle maszynowym, logistyce, energetyce gazowej.
Jakie jeszcze bariery musimy pokonać, by współpraca między Saksonią a Dolnym Śląskiem była lepsza?
To przede wszystkim język. W Polsce wiele osób mówi po niemiecku, w Saksonii znajomość polskiego nie jest tak szeroka. Od 1989 roku mamy co prawda siedem razy więcej uczniów mówiących po polsku, ale to nie wystarcza. Wiele firm niemieckich wymaga teraz, by starający się o pracę mówił po polsku. To wymusza współpraca gospodarcza i sąsiedztwo. Niestety, takich osób jest wciąż za mało.
Najnowsze wiadomości
-
W pasażu Niepolda powstanie nieoficjalna strefa kibica
-
Wikingowie i Flinstonowie. Płynęli Odrą na czym się dało
-
Ludzie oglądają samochody... A tu wybory miss [FOTO]
-
Najczęstszy błąd językowy? Aż 80 proc. z nas źle akcentuje
-
Pokazali, skąd się bierze ciepło w naszych domach
-
Jak zadowolić kibiców podczas Euro 2012? POT Ci doradzi
-
Od 3 czerwca autobus "147" będzie kursował inaczej
- 14 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Saksonia chce otwarcia rynku pracy przed Polakami
barbaan
20.11.09, 09:10
Halo!Ktos kto wymyslil ten tytul - ma problemy z gramatyka polska!Wstyd!Lepiej powinien pouczyc sie.... a pozniej publicznie zabierac glos!Wstyd!Co do tematu - najpierw powinni tam zrobic »
-
jak zwykle...
truten.zenobi
20.11.09, 13:12
No a Polska ? Jakjak zwykle.pewnie będzie tak ze wyjaddą ludzie chcący pracowac i "energiczni" czyli efekt będzie taki że firmom bedzie brakować pracowników co i tak nie zmniejszy bezrobocia»
-
Saksonia chce otwarcia rynku pracy przed Polakami
ziuz
20.11.09, 16:01
Masakra!chyba DLA Polakow, a nie PRZED!!PRZED Polakami to mozna zakmnac rynek.»
Najczęściej czytane24 htydzień


