Jeśli gospodyni domowa, to tylko z unijnym dyplomem

Aneta Augustyn
10.11.2009 , aktualizacja: 10.11.2009 10:18
A A A Drukuj
Fachowo ugotują zupę, rozpiszą domowy budżet w excelu i udzielą pierwszej pomocy domownikom. Aż setka Dolnoślązaczek chciała się zapisać na kurs profesjonalnego zarządzania gospodarstwem domowym
Pierwszego dnia zapisów na kursy profesjonalnego zarządzania gospodarstwem domowym zgłosiło się sto Dolnoślązaczek
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Pierwszego dnia zapisów na kursy profesjonalnego zarządzania gospodarstwem domowym zgłosiło się sto Dolnoślązaczek
Małgorzata Ognik, uczestniczka kursu profesjonalnego zarządzania gospodarstwem domowym
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Małgorzata Ognik, uczestniczka kursu profesjonalnego zarządzania gospodarstwem domowym
SERWISY
- Jesteśmy zaskoczone frekwencją. To eksperymentalny, pierwszy taki kurs we Wrocławiu - mówi Aleksandra Trocha, koordynatorka projektu z "Kancelaria projekty europejskie. Mirosława Adamczak".

Kurs, na który w poniedziałek zapisywały się kobiety, jest bezpłatny, finansowany z unijnych środków. Po jego ukończeniu Dolnoślązaczki mają być wszechstronne i doskonałe niczym Martha Stewart, guru amerykańskich gospodyń domowych. Czeka je 300 godzin zajęć, na których nauczą się, jak perfekcyjnie wyglądać, gotować i sprzątać. Dziennikarka oraz charakteryzatorka z telewizji pokażą im, jak dobrać strój, makijaż oraz odpowiednio się nosić ("żeby kobiety zaniedbane w domu znów mogły rozbłysnąć i dobrze zaprezentować się pracodawcy" - mówią organizatorzy). Psycholog podczas rozmów i symulowanych scenek wskaże każdej z pań jej mocne strony, sposoby radzenia ze stresem i zasugeruje, jak nie przenosić osobistych frustracji na grunt zawodowy. Panie nauczą się również udzielania pierwszej pomocy, zabaw z dziećmi, wysyłania e-maili, surfowania w internecie, zakładania konta bankowego oraz planowania domowego budżetu w tabelce excela.

Będą też gotować pod okiem fachowców. - Ale nie żadna kuchnia staropolska, tylko nowoczesna, typu fusion. Koniec z zawiesistymi sosami - zapowiadają organizatorzy.

Kurs przeznaczony jest tylko kobiet bezrobotnych. - Mamy już dość siedzenia w domu - mówiły mi w poniedziałek panie, w większości w wieku 50 plus.

Część z nich, jak Małgorzata Ognik, zrobiły już kurs "profesjonalna opiekunka domowa". - I jeszcze na angielski się zapisałam, bo trzeba sobie stale podnosić poprzeczkę - mówi była referentka ekonomiczna. -Idealna gospodyni musi teraz dużo umieć. Potrafię robić wyśmienite zrazy i pomidorówkę, ale w dzisiejszych czasach to nie wystarczy. Kiedyś jadło się, żeby być najedzonym i zadowolonym, a dziś przecież trzeba jeszcze dobrać dietę według grup krwi, policzyć indeks glikemiczny i wiedzieć ile człowiek może zjeść marchewki gotowanej, a ile surowej. Oraz jak ekologicznie sprzątać albo eleganckie przyjęcie zrobić. Czasy się zmieniają, proszę pani.

Kobiety zapisywały się na kurs, bo koleżanki je namówiły, bo nie chcą już siedzieć w domu, bo chcą się rozwijać i zasilić domowy budżet, bo odchowały dzieci i szukają pomysłu na dalsze życie.

- Rząd powinien nam płacić za lata pracy w domu. To była pełnowymiarowa harówa - mówiła jedna z rozgoryczonych uczestniczek, które wypełniały również ankiety. Na pytanie "Prace domowe, których pani nie lubi", odpowiadały: "mycie okien, prasowanie, szycie albo - nie ma takich prac". Za to lubią gotować, piec i wyprawiać podwieczorki. "Praca domowa to obowiązek, nie podchodzę do tego emocjonalnie", napisała jedna z nich.

- Sondowałyśmy rynek i okazało się, że jest spore zapotrzebowanie na gosposie XXI wieku. Bo bycie gospodynią to też sztuka, tylko że dotąd za bardzo u nas niedoceniana - mówi Magda Falkowska, jedna z organizatorek kursu.

Gehenna za frajer

Aneta Augustyn: Dlaczego zdecydowała się pani na ten kurs?

Anna Krawczyk: Bo wreszcie do mnie dotarło, że całe życie dawałam się wykorzystać pod przykrywką tzw. dobra rodzinnego. Dopóki pracowałam, nie było źle. Najpierw byłam ekspedientką punktu zleceń w miejskiej pralni, potem przeszłam na międzymiastową, czyli zamawiało się u mnie rozmowy telefoniczne. Kiedy urodziła się trójka dzieci, mąż stwierdził że dosyć tego, dzieci kluczy na szyi nosić nie będą. Tak mnie urządził, że 20 lat w domu przesiedziałam. Pobudka o szóstej, wyprawianie jednego dziecka, kolejnego, odbieranie z przedszkola, gotowanie, szorowanie... Gehenna na pełen etat i za darmo.

Mąż pomagał?

Pani raczy żartować. Pieluchy nie tknął, okna nigdy nie umył. Uważał, że wszystko mu się należy: koszule wyprasowane, i te rolmopsiki nadziewane ogóreczkami, i mieszkanie wypucowane. Nic w domu nie zrobił, bo przecież zarabiał, a ja zasuwałam w kołowrocie. Kobietom powinno się za to płacić.

Co robiła pani w wolnym czasie?

A co to jest?

Gdyby udało się cofnąć czas...

W życiu nie wyszłabym za mąż! Trzeba inwestować w siebie, a nie harować za innych. Kobiety same się w to wrabiają, ja też taka głupia byłam. Dzieci odchowane, mąż odszedł, zostałam bezrobotna. Teraz zabieram się za siebie, zrobię ten kurs, wyjdę między ludzi, poszukam pracy.

Gdzie?

Za granicą najchętniej. Są różni ludzie: adwokaci, profesura, te VIP-y i różne von. U kulturalnych chcę pracować, takich co to z szacunkiem potrafią podejść i godziwie zapłacić. Za to, co dotąd robiłam za darmo.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów