W Krośnicach znów produkują słynne choinkowe bombki

Tomasz Wysocki
09.11.2009 , aktualizacja: 09.11.2009 09:51
A A A Drukuj
Kilku pracowników upadłej rok temu słynnej milickiej fabryki bombek choinkowych stworzyło spółdzielnię, która w pobliskich Krośnicach wznowiła produkcję. - Macie talent i umiejętności, żal tego nie wykorzystać - zachęcił ich starosta milicki
Partia szklanych bocianów, oryginalnych ozdób choinkowych
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Partia szklanych bocianów, oryginalnych ozdób choinkowych
Starosta milicki dał spółdzielni Szklany świat budynek po dawnym laboratorium przy szpitalu. Zmieściły się tu sala dmuchaczy i biuro, w którym pracują też dekoratorki
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Starosta milicki dał spółdzielni Szklany świat budynek po dawnym laboratorium przy szpitalu. Zmieściły się tu sala dmuchaczy i biuro, w którym pracują też dekoratorki
Pracownice Szklanego świta nie tylko wytwarzają bombki , ale także sprzedają je w firmowym sklepiku
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Pracownice Szklanego świta nie tylko wytwarzają bombki , ale także sprzedają je w firmowym sklepiku
Bombki choinkowe, to żmudna, ręczna robota
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Bombki choinkowe, to żmudna, ręczna robota
Na razie spółdzielnia wyprodukował ok. tysiąca bombek, by mieć czym pochwalić się klientom
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Na razie spółdzielnia wyprodukował ok. tysiąca bombek, by mieć czym pochwalić się klientom
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Milicka spółdzielnia pracy produkowała bombki przez 58 lat. Pod koniec lat 90. zatrudniała aż 300 osób i wytwarzała milion szklanych ozdób rocznie. 90 proc. produkcji eksportowała, m.in. do USA, Australii i Nowej Zelandii. Ale latem ubiegłego roku upadła. Zabiły ją silna złotówka i tanie bombki sprowadzane z Chin. Bez pracy zostało sto osób, a majątek spółdzielni przejął syndyk.

- Mogłyśmy iść na bezrobocie i przez rok brać zasiłek, jak większość ludzi, którzy stracili pracę. Ale co potem? Zęby w ścianę? W okolicy nie ma żadnego dużego przemysłu, o pracę trudno. Dużo ludzi jeździ za granicę dorobić, ale nie ma z tego pewnych pieniędzy - mówi Marzena Hofman, prezeska nowo powstałej spółdzielni socjalnej Szklany świat.

Zofia Naskrętska, dekoratorka: - Gdy ludzie się dowiedzieli, pukali się w głowę. Nic z tego nie będzie - krakali. Ale choć też mieliśmy obawy, decyzja zapadła, bo gdybym nie spróbowała, to później bym żałowała.

Członkami założycielami spółdzielni jest sześć kobiet i mężczyzna. W milickiej fabryce przepracowali od kilkunastu do kilkudziesięciu lat. Prezeskę-dekoratorkę w prowadzeniu firmy wspomaga dmuchaczka. Z Powiatowego Urzędu Pracy dostali dotację - po 11,7 tys. zł na osobę na rozpoczęcie działalności, w sumie ponad 80 tys. zł. Starosta milicki dał im w użytkowanie budynek po dawnym laboratorium przy szpitalu. Niewielki, ale zmieściły się tam sala dmuchaczy i biuro, w którym pracują też dekoratorki. Prezeska co chwilę odrywa się od pracy, aby odebrać telefon. Jest jeszcze niewielki sklepik i magazyn.

Od syndyka milickiej fabryki odkupili palniki do szkła, maszyny do dmuchania bombek i srebrzenia - poszło na to 10 tys. zł. Kupili także zapasy szkła, lakierów, opakowań. Najwięcej kosztował remont zakładu, choć i tak dużo zrobili sami. Chcieli jeszcze przejąć kolekcję bombek wyprodukowanych przez ostatnie 15 lat w Miliczu, w sumie 6 tys. modeli. - Starosta zamierzał je kupić i nam przekazać, ale więcej wyłożyli nowi właściciele budynków po fabryce bombek. Szkoda, mielibyśmy się czym chwalić - żałuje Hofman.

Pieniędzy z dotacji zostało mało, nie mogą sobie ich wypłacać jako pensji ani opłacać z nich ZUS-u. Spółdzielnia zarejestrowana została w marcu, ale na dobre Szklany świat rozpoczął działalność w połowie września. Najpierw wyprodukowali tysiąc bombek o różnych wzorach, żeby mieli jak się zaprezentować potencjalnym klientom.

Maria Broda, dekoratorka, w Miliczu przepracowała 30 lat: - Tam przychodziłam do pracy, robiłam swoje i nic innego mnie nie interesowało. Tutaj jesteśmy razem odpowiedzialni za zakład. Nie tylko ozdabiam bombki. Razem je pakujemy, prowadzimy sklepik, przyjmujemy wycieczki, jeździmy na prezentacje.

Podstawowym źródłem utrzymania spółdzielni ma być oczywiście produkcja szklanych ozdób. Ale spółdzielnia zarabia także, przyjmując u siebie wycieczki szkolne. To istotny zastrzyk finansowy dla firmy.

Hofman: - Pokazujemy dzieciom cały cykl produkcji bombek. Mogą je same ozdabiać, każde dostaje bombkę z własnym imieniem.

Szklany świat pokazuje się też na imprezach plenerowych, piknikach, targach rzemieślniczych. Mają już pierwsze zamówienia, na razie niewielkie. Więcej pracy będą na pewno mieli przed świętami.

- Dotąd nie zarobiliśmy jeszcze na swoje wypłaty. Najlepszym rozwiązaniem byłoby znalezienie dużego kontrahenta z zagranicy. Jednak po upadku fabryki w Miliczu trudno odnowić tamte kontakty - mówi prezeska.

Naskrętska: - Wiem, że nasza firma to duże ryzyko. Kilka nocy przez to nie przespałam, ale nie żałuję. Nie siedzę z założonymi rękami i nie martwię się, co zrobię, jak zasiłek się skończy.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów