Jak młoda myśl narodowa podskakiwała pod Pręgierzem
26.10.2009
, aktualizacja: 26.10.2009 20:41
Jeśli znaczenie dzisiejszych tzw. narodowców mierzyć wyłącznie intensywnością ich publicznej aktywności, to po sobotnich wydarzeniach możemy być spokojni - jest ono marginalne. Jeszcze gorzej o tej formacji świadczy ideowa głębia jej wystąpień.
ZOBACZ TAKŻE
- Wilki i owce, czyli uliczna debata po wrocławsku (12-11-10, 20:29)
- Déja vu, czyli nieoczekiwany powrót ZOMO na Rynek (26-10-09, 20:06)
- Pół roku w zawieszeniu i kurator karą dla homofoba (27-10-09, 16:30)
- Przeszli geje i lesbijki, a za nimi narodowcy [WIDEO] (24-10-09, 13:53)
Jeśli znaczenie dzisiejszych tzw. narodowców mierzyć wyłącznie intensywnością ich publicznej aktywności, to po sobotnich wydarzeniach możemy być spokojni - jest ono marginalne. Jeszcze gorzej o tej formacji świadczy ideowa głębia jej wystąpień.
Zobacz galerię zdjęć
W sobotę spod rzeźby Szermierza przy gmachu głównym uniwersytetu wyruszyła Pierwsza Wrocławska Parada Równości, czyli manifestacja gejów i lesbijek w obronie praw mniejszości seksualnych. Mirosława Makuchowska z Kampanii Przeciw Homofobii, organizatora marszu, trochę przed nim narzekała na wrocławskie środowisko gejów i lesbijek, jej zdaniem mało aktywne, które samo spycha się do podziemia. Były więc obawy, czy parada się uda, czy będzie jedynie kilkunastoosobowym zbiegowiskiem bez znaczenia. Ale nie było źle. Tęczowe pospolite ruszenie było widoczne, głośne i zamanifestowało to, co chciało, czyli żądania zmian w prawie.
Ale odbyła się w sobotę także kontrmanifestacja - zwołana przez tzw. narodowców - hałaśliwa, agresywna, ale biorąc pod uwagę liczbę uczestników, kompletnie bez znaczenia. Mirosława Makuchowska nie powinna więc narzekać. W ilościowym pojedynku z niedyskryminowanymi przez nikogo prawicowcami homoseksualiści zwyciężyli. Najprawdziwszych z prawdziwych Polaków, którzy próbowali marszowi przeszkodzić, było znacznie mniej.
Oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że liczba uczestników takich imprez ma jakiekolwiek znaczenie. Adolf Hitler zaczynał w bawarskiej piwiarni jedynie z garstką podobnych mu prawych obywateli, a po kilku latach przy aplauzie narodu wprowadzał ustawy norymberskie. Dlatego o wiele ważniejsza od matematycznej jest druga refleksja wypływająca z sobotniej manifestacji. Dotyczy mianowicie coraz wątlejszej ideowości ultraprawicowej młodzieży. Okazuje się bowiem, że narodowe odradzanie Polski polega dziś wyłącznie na walce z mniejszościami seksualnymi. Cele, o jakie kiedyś walczyli prawdziwi Polacy, znalazły się na marginesie. Wydaje się, że nawet wyróżniający od zawsze te środowiska antysemityzm (choć nie mam wątpliwości, że trwale w jego poglądach zakorzeniony), przestał być trendy. Wszechpolacy poczuli się zdezorientowani, gdy Roman Giertych, jeszcze jako minister edukacji, pojechał do Jedwabnego na rocznicę mordu Żydów.
Retoryka antysemicka nie jest już dziś dla narodowców najważniejsza. Także krytyka Unii Europejskiej - kolejny leitmotiv ich wystąpień. Bo trudno dyskutować z rzeczywistością - europejskie pieniądze dźwigają dziś Polskę. To im zawdzięczamy, że kryzys przebiega u nas łagodnie, a sięga po nie nawet ojciec Rydzyk.
W biblii narodowców, "Myślach nowoczesnego Polaka" Romana Dmowskiego, o homoseksualistach nie ma ani słowa. Tymczasem jego ideowi spadkobiercy walkę z gejami i lesbijkami umieścili na swoich sztandarach. Widać to było także w sobotę na wrocławskim Rynku. To dziś - obok groteskowych czarnych uniformów - ich wizytówka.
A Dmowski, słysząc narodowców podskakujących i skandujących "Kto nie skacze - ten jest gejem", przewraca się w grobie.
Zobacz galerię zdjęć
W sobotę spod rzeźby Szermierza przy gmachu głównym uniwersytetu wyruszyła Pierwsza Wrocławska Parada Równości, czyli manifestacja gejów i lesbijek w obronie praw mniejszości seksualnych. Mirosława Makuchowska z Kampanii Przeciw Homofobii, organizatora marszu, trochę przed nim narzekała na wrocławskie środowisko gejów i lesbijek, jej zdaniem mało aktywne, które samo spycha się do podziemia. Były więc obawy, czy parada się uda, czy będzie jedynie kilkunastoosobowym zbiegowiskiem bez znaczenia. Ale nie było źle. Tęczowe pospolite ruszenie było widoczne, głośne i zamanifestowało to, co chciało, czyli żądania zmian w prawie.
Ale odbyła się w sobotę także kontrmanifestacja - zwołana przez tzw. narodowców - hałaśliwa, agresywna, ale biorąc pod uwagę liczbę uczestników, kompletnie bez znaczenia. Mirosława Makuchowska nie powinna więc narzekać. W ilościowym pojedynku z niedyskryminowanymi przez nikogo prawicowcami homoseksualiści zwyciężyli. Najprawdziwszych z prawdziwych Polaków, którzy próbowali marszowi przeszkodzić, było znacznie mniej.
Oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że liczba uczestników takich imprez ma jakiekolwiek znaczenie. Adolf Hitler zaczynał w bawarskiej piwiarni jedynie z garstką podobnych mu prawych obywateli, a po kilku latach przy aplauzie narodu wprowadzał ustawy norymberskie. Dlatego o wiele ważniejsza od matematycznej jest druga refleksja wypływająca z sobotniej manifestacji. Dotyczy mianowicie coraz wątlejszej ideowości ultraprawicowej młodzieży. Okazuje się bowiem, że narodowe odradzanie Polski polega dziś wyłącznie na walce z mniejszościami seksualnymi. Cele, o jakie kiedyś walczyli prawdziwi Polacy, znalazły się na marginesie. Wydaje się, że nawet wyróżniający od zawsze te środowiska antysemityzm (choć nie mam wątpliwości, że trwale w jego poglądach zakorzeniony), przestał być trendy. Wszechpolacy poczuli się zdezorientowani, gdy Roman Giertych, jeszcze jako minister edukacji, pojechał do Jedwabnego na rocznicę mordu Żydów.
Retoryka antysemicka nie jest już dziś dla narodowców najważniejsza. Także krytyka Unii Europejskiej - kolejny leitmotiv ich wystąpień. Bo trudno dyskutować z rzeczywistością - europejskie pieniądze dźwigają dziś Polskę. To im zawdzięczamy, że kryzys przebiega u nas łagodnie, a sięga po nie nawet ojciec Rydzyk.
W biblii narodowców, "Myślach nowoczesnego Polaka" Romana Dmowskiego, o homoseksualistach nie ma ani słowa. Tymczasem jego ideowi spadkobiercy walkę z gejami i lesbijkami umieścili na swoich sztandarach. Widać to było także w sobotę na wrocławskim Rynku. To dziś - obok groteskowych czarnych uniformów - ich wizytówka.
A Dmowski, słysząc narodowców podskakujących i skandujących "Kto nie skacze - ten jest gejem", przewraca się w grobie.
Najnowsze wiadomości
-
Mamy cud unijnych funduszy. Jest z Bolesławca
-
We Wrocławiu żyjemy dwa lata krócej. Przez dojazdy
-
Elektroniczne protezy, które wiedzą, o czym myślisz
-
Świdnica: Zasnął z papierosem, prawie spłonął w pożarze
-
PKP: Dworzec Główny będzie otwarty tydzień przed Euro
-
Pamiętacie o jakich autach marzyli nasi dziadkowie?
-
Szukamy domu dla odważnych dzieciaków z Brave Kids
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




