Co piąty polski gimnazjalista nie rozumie, co czyta

Rozmawiała Marzena Żuchowicz
12.10.2009 , aktualizacja: 12.10.2009 18:01
A A A Drukuj
- Wynik międzynarodowego badania kompetencji uczniów PISA, który pokazuje, że gimnazja wydobyły Polskę z edukacyjnej zapaści, został zafałszowany. 20 proc. gimnazjalistów to tzw. funkcjonalni analfabeci - mówi prof. Zbigniew Kwieciński *
Prof. Zbigniew Kwieciński (w środku) odbiera tytuł od rektora Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy
Fot. Marek Hanyżewski / AG
Prof. Zbigniew Kwieciński (w środku) odbiera tytuł od rektora Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy
Ostatnie wyniki badania PISA to wielki sukces?

Wylosowani do badania gimnazjaliści zostali poinformowani o tym, że nie muszą brać w nim udziału. I tak ponad 9 proc. w ogóle nie zgodziło się przyjść na egzamin, a drugie tyle, mimo że wyraziło taką zgodę, w dniu egzaminu po prostu nie zjawiło się w szkole. Trudno tu mówić o matactwie, bo wszystko odbywało się zgodnie z prawem. Osoby wylosowane do badania zostały poinformowane, że udział w pomiarze testowym jest nieobowiązkowy i anonimowy.

Skąd przypuszczenie, że nie przyszli najsłabsi uczniowie?

Wskazuje na to sam wynik testów. Jest nieprawdopodobny, stąd wniosek, że został zafałszowany. Taki rewolucyjny przeskok po prostu nie jest możliwy. Od wielu lat prowadzimy badania na pełnych rocznikach uczniów kończących szkołę podstawową w Polsce. Od kilku lat prowadzone są powszechne obowiązkowe sprawdziany pod koniec klasy szóstej. Wynika z nich, że około 20 proc. populacji dotkniętych jest tak zwanym funkcjonalnym analfabetyzmem. Tych 20 proc. po prostu na teście zabrakło.

Ktoś ich celowo zniechęcił?

Wystarczyło tylko odpowiednio podkreślić, że można nie przyjść. A wiadomo, że testów najchętniej unikają ci, którzy mają największe problemy z ich rozwiązaniem. Być może, zrobiono to intencjonalnie - by ratować wizerunek Polski za granicą.

Co to jest PISA

PISA to Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów (Programme for International Student Assessment), koordynowany przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju . Sprawdza, na ile uczniowie, którzy ukończyli 15. rok życia, są przygotowani do życia we współczesnym świecie, w którym coraz większą rolę odgrywają nauka i technika. Czy swobodnie poruszają się wśród zagadnień związanych z rozumowaniem, zarówno w naukach przyrodniczych, jak i humanistycznych, i czy potrafią odwoływać się do matematyki w rozwiązywaniu codziennych problemów.

Pierwsze badania na grupie 265 tys. uczniów z 32 krajów, w tym Polski, przeprowadzono w 2000 roku. Kolejne, na większej grupie uczniów, odbyły się w 2003 i 2006 roku. W pierwszym badaniu PISA polscy uczniowie uzyskali znacząco niższe rezultaty od przeciętnych w OECD. Sześć lat później poprawili swój wynik o 28 punktów. Wynika z tego, że między 2000 a 2006 r. dokonał się w Polsce zasadniczy wzrost umiejętności uczniów w czytaniu i rozumowaniu. Według MEN ten postęp ten zawdzięczamy wprowadzeniu gimnazjów. W skali międzynarodowej równie spektakularna poprawa dokonała się tylko w trzech innych krajach. W zdecydowanej większości wynik nie zmienił się lub nieznacznie się obniżył.



Na czym polega funkcjonalny analfabetyzm polskich gimnazjalistów?

Uczniowie potrafią przeczytać tekst, ale nie potrafią zrozumieć prostych związków wewnątrz tego tekstu. Nie umieją też poprawnie pisać, opowiadać i posługiwać się przyswojonymi wiadomościami. To zaczyna się w szkole podstawowej. Klasy początkowe są kluczem do rozumienia i przeżywania tekstów pisanych. Szkoła podstawowa to zmarnowana szansa, która jest nie do odzyskania.

Jakiś przykład?

Niedawno wróciłem z Kongresu Kultury Polskiej, podczas którego okazało się, że kultura daje sobie radę. Dużo gorzej jest z edukacją, która jest najważniejszym kluczem otwierającym drogę do kultury. Ludzie kultury tworzą, ale nie mają odbiorów, bo 60 proc. Polaków nie korzysta z żadnej oferty kulturalnej. Winę za to ponosi oczywiście szkoła, która nie kształtuje w ludziach zdolności krytycznego myślenia. Wszelkie znane mi badania porównawcze pokazują, że poziom myślenia polskiej młodzieży jest bardzo niski. Potrafią przyswoić sobie wiedzę, ale nie mają zdolności do refleksji. Wszystkiemu winne są temu braki w masowym kształceniu.

Dlatego MEN wprowadza kolejne reformy.

Kolejni ministrowie edukacji wprowadzają cząstkowe, a nie systemowe zmiany. Otacza ich krąg najemnych ekspertów, których jedynym celem zdaje się być utwierdzanie ministra w przekonaniu, że to, co robi jest słuszne.

Był Pan zwolennikiem wprowadzenia gimnazjów. Coś się zmieniło po 10 latach?

Jestem przeciwnikiem szkoły, na którą w ogóle nie ma pomysłu, żadnej strategii, żadnego całościowego i nowoczesnego modelu. Nadal uważam, że klasy VII i VIII były marnowane, nudne, infantylne i należało je zlikwidować jako część szkoły podstawowej. Jednak gimnazjum to zmarnowana szansa powszechną szkołę średnią na wysokim poziomie. Ujawniły tylko nieporadność wychowawczą polskich nauczycieli. W tej chwili każdy składnik systemu oświaty jest zły - począwszy od przedszkoli, a na studiach skończywszy. Nie ma systemu powszechnej wyrównawczej opieki przedszkolnej. Nie ma systemu kształcenia nauczycieli i ich dokształcania. Nie ma systemu kształcenia zawodowego. Nie ma systemu kształcenia dorosłych. Nie ma edukacji wielokulturowej, choć jesteśmy we wspólnej Europie. W klasach I-III lekcje prowadzą nauczyciele, którym za czasów poprzedniego ministra przyznano dyplomy bez pokrycia w nowoczesnej wiedzy. Studia dopełniające trwały dwa tygodnie, w tym zbiorowym fałszerstwie wzięły udział wszystkie uczelnie państwowe. W Polsce nie istnieją też już nawet studia wyższe. W ich miejsce stworzono trzyletnie zawodowe licencjaty, rzekomo na wzór amerykańskich college'ów i dwuletnie studia magisterskie, które nie mają nic wspólnego ze studiami wyższymi. Tymczasem po 3-5-letnich college'ach (o bardzo szerokich profilach przedzawodowych) każdy, kto w Ameryce chce zdobyć stopień magistra, musi zacząć kolejne studia, 5-6-letnie.

Kolejna iluzja?

Tragiczna iluzja. Taki zresztą jest tytuł książki angielskiego tekstologa, psychologa Johna Ravena. Notabene w tej właśnie książce udowadnia on, że egzaminy zewnętrzne w formie testów szkodzą umiejętności myślenia, sądzenia moralnego, zdolności do komunikacji, a także współpracy z innymi i skutecznego działania. Przynoszą skutki odwrotne do zamierzeń. A my powszechne egzaminy zewnętrzne zapożyczyliśmy właśnie od Anglików w okresie, gdy rządzili tam konserwatyści.

* Prof. Zbigniew Kwieciński, pedagog, pracuje m.in. w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu i na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 24 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów