Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny
11.10.2009
, aktualizacja: 11.10.2009 18:15
W Zakopanem turyści stoją w kolejkach przy wyciągach i potem na szlakach. W weekend podczas dobrej pogody szlaki na szczyt Śnieżki zaczynają przypominać mrowisko.
ZOBACZ TAKŻE
- Nowy narciarski obyczaj: pijany w sztok - i na stok (21-02-10, 16:06)
- Jeżdżą na Słowację, bo tęsknią za Polską Ludową? (10-01-10, 18:03)
- W jaki sposób możemy ucywilizować quadowców (04-10-09, 18:40)
Ale Dolnoślązaków nie musi to obchodzić. Mają Góry Sowie - ciche, spokojne, mało uczęszczane, pełne pięknych widoków i grzybów. Tylko godzinę jazdy samochodem od Wrocławia. Ale turystów tam prawie nie ma. Bo ktoś usilnie pracuje nad tym, aby maksymalnie utrudnić im życie.
Podczas gdy i w z Zakopanem, i w Karkonoszach szlaki turystyczne są wzorowo oznaczone, to w Górach Sowich wyglądają, jakby ktoś miał zamiar wprowadzić turystów w błąd. Na zielonej ścieżce z Przełęczy Jugowskiej do Kamionek znajdują się oznaczenia, które nakazują skręt, którego nie ma. Za to tam, gdzie trzeba zejść z ulicy na szlak do Kamionek, nie ma znaku. Podobnie na ścieżce z Bystrzycy Górnej do Lutomi Górnej - znaki są tak rozsiane, że nie sposób ich dostrzec w lesie. W niektórych miejscach turysta trafia na skrzyżowanie czterech ścieżek, z których żadna nie jest oznaczona.
Ktoś, komu zależy na tym, aby turyści nie wracali do Gór Sowich, zadbał też o to, aby w różnych miejscach wokół Jeziora Bystrzyckiego powiesić tablice zakazujące wstępu do lasu z powodu wycinki drzew, która, sądząc po śladach w lesie, miała miejsce kilka tygodni temu i w zupełnie innych miejscach niż wskazują tablice. Drwale poszli już dawno gdzie indziej, tablice nadal straszą turystów "zagrożeniem dla życia i zdrowia".
Można by się z tego cieszyć, uznając, że dzięki tym wszystkim staraniom góry te wciąż są spokojnie, dzikie i nienaruszone, gdyby nie to, że jednocześnie stały się one ulubionym terenem do wyczynów, rajdów i wyścigów motocyklistów, quadów, samochodów terenowych i maluchów. Po dziurawych serpentynach między Rzeczką i Lubachowem, Glinnem i Jugowicami wyją więc podrasowane silniki, quady rozkopują ścieżki w lasach i na polach. Ostatnio motocykliści z Niemiec, gdzie w górach jest dużo restrykcji przeciwko motocyklistom, upatrzyli sobie serpentyny w Górach Sowich i robią tam wypady w grupach od 10 do 20 maszyn. Z ich pobytu nikt nic nie ma. Nie zostawią ani grosza, bo są tylko przejazdem. Za to powodują korki, hałasują i emitują spaliny na krętych drogach między Lubachowem i Bystrzycą, odstraszając turystów, którzy mogliby przyczynić się do rozwoju turystyki, zmniejszenia bezrobocia i modernizacji wiosek, w których w wielu miejscach jeszcze straszą poniemieckie ruiny i opuszczone gospodarstwa.
Podczas gdy i w z Zakopanem, i w Karkonoszach szlaki turystyczne są wzorowo oznaczone, to w Górach Sowich wyglądają, jakby ktoś miał zamiar wprowadzić turystów w błąd. Na zielonej ścieżce z Przełęczy Jugowskiej do Kamionek znajdują się oznaczenia, które nakazują skręt, którego nie ma. Za to tam, gdzie trzeba zejść z ulicy na szlak do Kamionek, nie ma znaku. Podobnie na ścieżce z Bystrzycy Górnej do Lutomi Górnej - znaki są tak rozsiane, że nie sposób ich dostrzec w lesie. W niektórych miejscach turysta trafia na skrzyżowanie czterech ścieżek, z których żadna nie jest oznaczona.
Ktoś, komu zależy na tym, aby turyści nie wracali do Gór Sowich, zadbał też o to, aby w różnych miejscach wokół Jeziora Bystrzyckiego powiesić tablice zakazujące wstępu do lasu z powodu wycinki drzew, która, sądząc po śladach w lesie, miała miejsce kilka tygodni temu i w zupełnie innych miejscach niż wskazują tablice. Drwale poszli już dawno gdzie indziej, tablice nadal straszą turystów "zagrożeniem dla życia i zdrowia".
Można by się z tego cieszyć, uznając, że dzięki tym wszystkim staraniom góry te wciąż są spokojnie, dzikie i nienaruszone, gdyby nie to, że jednocześnie stały się one ulubionym terenem do wyczynów, rajdów i wyścigów motocyklistów, quadów, samochodów terenowych i maluchów. Po dziurawych serpentynach między Rzeczką i Lubachowem, Glinnem i Jugowicami wyją więc podrasowane silniki, quady rozkopują ścieżki w lasach i na polach. Ostatnio motocykliści z Niemiec, gdzie w górach jest dużo restrykcji przeciwko motocyklistom, upatrzyli sobie serpentyny w Górach Sowich i robią tam wypady w grupach od 10 do 20 maszyn. Z ich pobytu nikt nic nie ma. Nie zostawią ani grosza, bo są tylko przejazdem. Za to powodują korki, hałasują i emitują spaliny na krętych drogach między Lubachowem i Bystrzycą, odstraszając turystów, którzy mogliby przyczynić się do rozwoju turystyki, zmniejszenia bezrobocia i modernizacji wiosek, w których w wielu miejscach jeszcze straszą poniemieckie ruiny i opuszczone gospodarstwa.
Najnowsze wiadomości
-
We Wrocławiu żyjemy o rok krócej. Przez dojazdy do pracy
-
Elektroniczne protezy, które wiedzą, o czym myślisz
-
Świdnica: Zasnął z papierosem, prawie spłonął w pożarze
-
PKP: Dworzec Główny będzie otwarty tydzień przed Euro
-
Pamiętacie o jakich autach marzyli nasi dziadkowie?
-
Szukamy domu dla odważnych dzieciaków z Brave Kids
-
Dziś na Akademii Medycznej Majówka Młodej Fizjoterapii
- 34 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
23 głosy
-
Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny
alicjalawendowa
11.10.09, 15:18
Autor nic nie napisał o naszej Sobótce i kompletnie zniszczonych tabliczkach na szlakach! Na przełęczy Tąpadła tabliczki są połamane!A pod ślężą przy schronisku mapy wogóle nieczytelne.»
-
Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny
capotreno
11.10.09, 16:25
Dziękuję za ten artykuł, zgadzam się z postulatami Autora w 100%. Dobrze, żejeszcze ktoś zauważa tego rodzaju problemy... »
-
Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny
jarsons70
12.10.09, 10:23
Odnośnie stanu szlaków w górach, to zawsze należy pamiętać, że nie jesteśmy nachodniku w parku i rządzi się tu przyroda, a nie człowiek- zawsze możnanapotkać wiatrołomy, zwali się drzewo z »
Najczęściej czytane24 htydzień




