Gimnazja: nie da się zatrzymać wyścigu szczurów
08.10.2009
, aktualizacja: 08.10.2009 20:08
- Powinno się zlikwidować gimnazja obwodowe i wprowadzić rekrutację na podstawie punktów, jak w liceach. Segregacja i tak już istnieje - mówi wiceprezydent Wrocławia Jarosław Obremski
ZOBACZ TAKŻE
- Gimnazja - jazda pod prąd czy w ślepą uliczkę? (14-05-10, 16:01)
- Wrocławscy szóstoklasiści stawiają na języki obce (15-03-10, 19:35)
- Dziecko sprytnie zameldowane trafia do dobrej szkoły (05-03-10, 08:00)
- Co piąty polski gimnazjalista nie rozumie, co czyta (12-10-09, 19:00)
- Dyrektorka Gimnazjum nr 4 o kalkulatorze EWD (11-10-09, 17:44)
- Gimnazja powinny wreszcie nauczyć się uczyć (08-10-09, 10:31)
- Wrocławskie gimnazja nie wspierają uczniów (07-10-09, 09:20)
- 10 lat gimnazjów, czyli oświatowy matrix (24-09-09, 08:00)
W środę w "Gazecie" pisaliśmy o tym, że gimnazja we Wrocławiu potrafią pracować ze zdolnymi uczniami, ale nie umieją ze słabszymi. Wynika to z opublikowanych przez Centralną Komisję Egzaminacyjną obliczeń tzw. Edukacyjnej Wartości Dodanej (EWD). Pokazują one, że w mieście nie ma żadnej szkoły wspierającej, czyli takiej, która przyjmowałaby słabych uczniów i pomagała im się poprawić. Co czwarte wrocławskie gimnazjum okazało się szkołą sukcesu - przyjmującą dobrych uczniów i w pełni wykorzystującą ich możliwości. Pozostałe albo pozostawiają uczniów na takim samym poziomie, albo - co gorsze - psują.
Rozmowa z Jarosławem Obremskim
Marzena Żuchowicz: We Wrocławiu nie ma ani jednego gimnazjum wspierającego, czyli takiego, które po trzech latach nauki słabych uczniów wypuszcza z lepszymi wynikami. Dlaczego?
Jarosław Obremski: Takich szkół nie ma też w innych dużych miastach, jak Kraków, Gdańsk czy Poznań. Można to w prosty sposób wytłumaczyć. Metoda EWD nie uwzględnia czynnika środowiskowego, a przecież postęp ucznia zdolnego, którego wspomagają rodzice, jest w dużym stopniu niezależny od wpływu szkoły. Gdy zrobiliśmy własne obliczenia, z uwzględnieniem tego właśnie czynnika, wyniki były nieco inne. Bardziej korzystne dla gimnazjów, które muszą pracować ze słabymi uczniami.
Szkoły wspierające zdarzają się jednak na prowincji. Dyrektor CKE tłumaczy to tym, że w dużych miastach trwa wyścig szczurów. Szkoły biją się o dobrych uczniów, by ci pracowali na ich wyniki w rankingach.
- Gimnazja były projektowane jako szkoły egalitarne. Samo to założenie było już błędne, bo nie uwzględniało natury Polaka. Minister Handke wzorował się tutaj na Finlandii czy Korei, które prowadzą w międzynarodowych rankingach sprawdzających umiejętności młodzieży. W tych krajach egalitarny system jest jednak akceptowany społecznie. U nas jest odwrotnie. Dlatego szkoły obwodowe w ogóle nie powstrzymały segregacji społecznej.
To prawda. W dobrych gimnazjach są klasy uczniów zdolnych i słabych, gdzie "zamiatani" są uczniowie z rejonu. Z takimi klasami nikomu nie chce się pracować. Ale to przecież dyrektorzy decydują o takim podziale.
- Bo tego oczekują od nich rodzice. Egalitaryzm w polskiej szkole możliwy jest tylko na prowincji, gdzie w jednym miasteczku jest tylko jedno czy dwa gimnazja. Gdyby u nas gimnazja były wyłącznie obwodowe, kombinowanie z przemeldowywaniem dzieci byłoby jeszcze większe. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem, które zapobiegłoby segregacji społecznej na poziomie gimnazjów, byłoby losowanie szkół. Ale to nierealne. Bardziej prawdopodobne jest zlikwidowanie gimnazjów obwodowych i wprowadzenie - podobnie jak to jest w liceach - rekrutacji na podstawie punktów. W dobrych szkołach uczniowie będą zarażać się wzajemnie chęcią do nauki. Takich szkół we Wrocławiu też bardzo potrzebujemy. I EWD pokazało, że je mamy.
Natomiast w słabych szkołach uczniowie będą się wzajemnie ciągnąć w dół.
- Niestety, to już się dzieje, tylko na poziomie klas. W szkołach słabszych nikt nie traktowałby za to mniej zdolnych uczniów jako zło konieczne. Pracowaliby z nimi pedagodzy odpowiednio do tego przygotowani. Już teraz musimy myśleć nad takim wsparciem dla tych szkół.
A czy dobrzy pedagodzy zechcą pracować w kiepskich szkołach?
- Trzeba się zastanowić, jak ich do tego przekonać. Może np. przy pomocy dodatków motywacyjnych czy możliwości zawodowego awansu.
Podczas inauguracji roku szkolnego mówił Pan o tym, że EWD zmieniło spojrzenie władz oświaty na gimnazja. Te uważane dotąd za najlepsze, wcale już na takie nie wyglądają. Czy za tą deklaracją poszły jakieś praktyczne działania?
- EWD nie wywróciło naszego myślenia o gimnazjach. Pokazało jednak, że niektóre z nich, uznawane dotąd za słabe, bardzo intensywnie pracują z uczniami, a te, które słynęły dotąd z przedmiotów humanistycznych, mają np. lepsze osiągnięcia w nauczaniu przedmiotów ścisłych. Powiadomiliśmy dyrektorów szkół, że wiemy, iż takie badanie istnieje i będziemy ich obserwować. Dostali instrument, który pozwala analizować pracę nauczycieli i wyciągać z tego wnioski. Pod koniec semestru sprawdzimy, na ile jest to wykorzystywane.
Rozmowa z Jarosławem Obremskim
Marzena Żuchowicz: We Wrocławiu nie ma ani jednego gimnazjum wspierającego, czyli takiego, które po trzech latach nauki słabych uczniów wypuszcza z lepszymi wynikami. Dlaczego?
Jarosław Obremski: Takich szkół nie ma też w innych dużych miastach, jak Kraków, Gdańsk czy Poznań. Można to w prosty sposób wytłumaczyć. Metoda EWD nie uwzględnia czynnika środowiskowego, a przecież postęp ucznia zdolnego, którego wspomagają rodzice, jest w dużym stopniu niezależny od wpływu szkoły. Gdy zrobiliśmy własne obliczenia, z uwzględnieniem tego właśnie czynnika, wyniki były nieco inne. Bardziej korzystne dla gimnazjów, które muszą pracować ze słabymi uczniami.
Szkoły wspierające zdarzają się jednak na prowincji. Dyrektor CKE tłumaczy to tym, że w dużych miastach trwa wyścig szczurów. Szkoły biją się o dobrych uczniów, by ci pracowali na ich wyniki w rankingach.
- Gimnazja były projektowane jako szkoły egalitarne. Samo to założenie było już błędne, bo nie uwzględniało natury Polaka. Minister Handke wzorował się tutaj na Finlandii czy Korei, które prowadzą w międzynarodowych rankingach sprawdzających umiejętności młodzieży. W tych krajach egalitarny system jest jednak akceptowany społecznie. U nas jest odwrotnie. Dlatego szkoły obwodowe w ogóle nie powstrzymały segregacji społecznej.
To prawda. W dobrych gimnazjach są klasy uczniów zdolnych i słabych, gdzie "zamiatani" są uczniowie z rejonu. Z takimi klasami nikomu nie chce się pracować. Ale to przecież dyrektorzy decydują o takim podziale.
- Bo tego oczekują od nich rodzice. Egalitaryzm w polskiej szkole możliwy jest tylko na prowincji, gdzie w jednym miasteczku jest tylko jedno czy dwa gimnazja. Gdyby u nas gimnazja były wyłącznie obwodowe, kombinowanie z przemeldowywaniem dzieci byłoby jeszcze większe. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem, które zapobiegłoby segregacji społecznej na poziomie gimnazjów, byłoby losowanie szkół. Ale to nierealne. Bardziej prawdopodobne jest zlikwidowanie gimnazjów obwodowych i wprowadzenie - podobnie jak to jest w liceach - rekrutacji na podstawie punktów. W dobrych szkołach uczniowie będą zarażać się wzajemnie chęcią do nauki. Takich szkół we Wrocławiu też bardzo potrzebujemy. I EWD pokazało, że je mamy.
Natomiast w słabych szkołach uczniowie będą się wzajemnie ciągnąć w dół.
- Niestety, to już się dzieje, tylko na poziomie klas. W szkołach słabszych nikt nie traktowałby za to mniej zdolnych uczniów jako zło konieczne. Pracowaliby z nimi pedagodzy odpowiednio do tego przygotowani. Już teraz musimy myśleć nad takim wsparciem dla tych szkół.
A czy dobrzy pedagodzy zechcą pracować w kiepskich szkołach?
- Trzeba się zastanowić, jak ich do tego przekonać. Może np. przy pomocy dodatków motywacyjnych czy możliwości zawodowego awansu.
Podczas inauguracji roku szkolnego mówił Pan o tym, że EWD zmieniło spojrzenie władz oświaty na gimnazja. Te uważane dotąd za najlepsze, wcale już na takie nie wyglądają. Czy za tą deklaracją poszły jakieś praktyczne działania?
- EWD nie wywróciło naszego myślenia o gimnazjach. Pokazało jednak, że niektóre z nich, uznawane dotąd za słabe, bardzo intensywnie pracują z uczniami, a te, które słynęły dotąd z przedmiotów humanistycznych, mają np. lepsze osiągnięcia w nauczaniu przedmiotów ścisłych. Powiadomiliśmy dyrektorów szkół, że wiemy, iż takie badanie istnieje i będziemy ich obserwować. Dostali instrument, który pozwala analizować pracę nauczycieli i wyciągać z tego wnioski. Pod koniec semestru sprawdzimy, na ile jest to wykorzystywane.
Najnowsze wiadomości
-
We Wrocławiu żyjemy o rok krócej. Przez dojazdy do pracy
-
Elektroniczne protezy, które wiedzą, o czym myślisz
-
Świdnica: Zasnął z papierosem, prawie spłonął w pożarze
-
PKP: Dworzec Główny będzie otwarty tydzień przed Euro
-
Pamiętacie o jakich autach marzyli nasi dziadkowie?
-
Szukamy domu dla odważnych dzieciaków z Brave Kids
-
Dziś na Akademii Medycznej Majówka Młodej Fizjoterapii
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Gimnazja: nie da się zatrzymać wyścigu szczurów
sts107
08.10.09, 20:59
Czy to ten sam mądrusek który twierdził że w aquaparku jest tanio i że nie wszyscy muszą chodzić na basen w lecie, bo są boiska?»
-
Gimnazja: nie da się zatrzymać wyścigu szczurów
cancro
09.10.09, 05:00
Czemu nie?! Skoro już dziś trzeba wygrać casting na przyjęcie malucha doprzedszkola, to do gimnazjum "zdrowa" rekrutacja powinna obowiązywać jaknajbardziej! :-PA poważnie: Gimnazja nie uczą!»
-
Gimnazja: nie da się zatrzymać wyścigu szczurów
golmark
09.10.09, 05:32
Zgadzam się zpoprzednikami.Ale dla mnie zaróno pytania dziennikarza jak i odpowiedzi pana Obręskiego niesatysfakcjonują. Wkońcu mamy do czynienia z wiceprezydentem i możemy wymagaćodpowiedzi»
Najczęściej czytane24 htydzień




