Sukces wyciągnięty z kosza: 15 lat Wronby

Jarosław Garbacz
08.10.2009 , aktualizacja: 09.10.2009 13:27
A A A Drukuj
Piotr Peltz, twórca i prezes Ligi Koszykówki Gigawat Wronba: - Jak zakładaliśmy ligę, wszyscy chcieli grać jak Michael Jordan Fot. Maciej Świerczyński/Agencja Gazeta Piotr Peltz, twórca i prezes Ligi Koszykówki Gigawat Wronba: - Jak zakładaliśmy ligę, wszyscy chcieli grać jak Michael Jordan
Żeby robić sport dla ludzi, nie potrzeba wielu gmachów i pokoi. Wystarczy jedno pomieszczenie z trzema komputerami. No i pomysł oraz zaangażowanie - mówi Piotr Peltz, twórca i prezes Ligi Koszykówki Gigawat Wronba, która właśnie obchodzi 15-lecie istnienia.
ZOBACZ TAKŻE


Sytuacja w polskim sporcie w 1994 roku była zła. Popeerelowskie kluby bankrutowały albo walczyły o przetrwanie. W telewizji karierę robiły transmisje z meczów ligi NBA. Na tej fali w całym kraju zaczęto organizować amatorskie rozgrywki w koszykówce. Pierwsze w Lublinie i Warszawie.

Nawierciłem otwór i trysnęła woda

- Graliśmy na jakimś studenckim turnieju. Wszystko mnie tam mierziło, organizacja była archaiczna. Wtedy pomyślałem, żeby zorganizować własne rozgrywki. Lepiej - mówi Piotr Peltz.

Miał 21 lat, był studentem drugiego roku wrocławskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Razem z Wojciechem Kurajem, kolegą z podwórka, założył ligę. Mieli trochę oszczędności (Peltz pracował jako ratownik nad morzem), wsparcie rodziców i olbrzymie chęci.

- Wszystko zaczęło się od mojej miłości do koszykówki. Już w szkole średniej pomagałem organizować rozgrywki - opowiada Peltz.

Nazwa była od początku oczywista. "Wro", bo Wrocław, "nba" - bo NBA, inaczej Wrocławski Nurt Basketu Amatorskiego. W prasie ukazało się kilka ogłoszeń. Za własne pieniądze wydrukowali plakaty. Biuro zorganizowali w mieszkaniu Kuraja. Zainteresowanie było tak duże, że ludzie przychodzili zgłaszać zespoły nawet o 11 wieczorem albo w weekend o 7 rano. Kuraj przyjmował zapisy, Peltz zajmował się logistyką. Załatwiał sędziów, wynajmował sale, kontaktował się z kapitanami.

Organizując rozgrywki chałupniczą metodą, już w pierwszym sezonie mieli 47 drużyn. Szybko musieli wynająć na biuro większy lokal.

- W tym, co robiłem, dużo było ułańskiej fantazji, a poza tym po prostu trafiłem na dobre czasy - uśmiecha się Peltz. - W wieku 21 lat byłem prezesem. Trafiłem na źródło, nawierciłem otwór i trysnęła woda.

Organizowali rozgrywki także dla siebie. Przez 20 sezonów (każdy rok to we Wronbie dwa sezony), Peltz grał w jednej z drużyn.

Profesor Zelig i amatorzy

- Jak zakładaliśmy ligę, wszyscy chcieli grać jak Michael Jordan. Później zaczął się wielki Śląsk i połowa zaczęła grać jak Maciej Zieliński. Wielu mogła pomarzyć o poziomie idoli, ale część naprawdę dzięki Wronbie nauczyła się grać w basket - wspomina Peltz.

Jednym z wymogów udziału w rozgrywkach jest status amatora. Nie ma zawodników zrzeszonych w profesjonalnych klubach.

- We Wronbie gra się dla przyjemności, żeby wspólnie z przyjaciółmi przeżywać emocje wynikające z rywalizacji - mówi Łukasz Grudniewski, obecnie trener II-ligowego Śląska Wrocław, który grał w kilku edycjach rozgrywek.

To jednak tylko pół prawdy, bo prawdziwych koszykarzy, którzy zakończyli zawodową karierę, nigdy we Wronbie nie brakowało. Seryjnym mistrzem był zespół Basketshop z legendami wrocławskiej koszykówki: Tomaszem Garlińskim, braćmi Jerzym i Leszkiem Chudeuszami, Jerzym Frołowem, Jerzym Hnidą czy Wojciechem Spisackim w składzie. 37-letni Dariusz Zelig jeszcze kilka miesięcy przed grą we Wronbie wystąpił w meczu reprezentacji Polski z Portugalią.

- Podczas ich pierwszego meczu przeciwko sobie balkon w hali na Trwałej się uginał, a "Profesor" Zelig w przerwie rozdawał autografy - opowiadają świadkowie tamtego widowiska.

Do ligi trafiali też młodzi, zdolni koszykarze, którzy przeszli profesjonalne szkolenie. Jeden z działaczy koszykarskich powiedział kiedyś Peltzowi: - Tak naprawdę osłabiliście rozgrywki II i III ligi na Dolnym Śląsku.

- Rzeczywiście poziom w niektórych przypadkach jest zbliżony, ale ogólnie profesjonalne rozgrywki to dla Wronby za wysokie progi - odpowiada Krysiewicz, dziś trener koszykówki, były zawodnik reprezentacji Polski i Śląska Wrocław, , który grał w dwóch drużynach Wronby i trenował jedną z nich.

Dziś każdy sport łączy się z biznesem

Wpisowe do Wronby to około 100 złotych od zawodnika.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów