Portret polsko-niemiecki z owczarkiem w tle
26.09.2009
, aktualizacja: 25.09.2009 17:50
Jest Niemcem z Breslau i międzynarodowym sędzią kynologicznym. W niedzielę we Wrocławiu, na XVII Międzynarodowej Wystawie Psów Rasowych, będzie oceniał buldogi francuskie. Po raz ostatni.
- We Wrocławiu zaczęła się moja przygoda z kynologią i tutaj się skończy - mówi Karl-Heinz Blumenrode.
To jeden z pierwszych członków Związku Kynologicznego we Wrocławiu. I uczestnik pierwszej wrocławskiej wystawy psów rasowych. - Od tamtego dnia upłynęło ponad 60 lat, ale wciąż ją pamiętam. Dlatego chciałem właśnie tu ostatni raz wystąpić jako sędzia - mówi Karl-Heinz Blumenrode.
Urodzony w domu przy Scheitniger Strasse (Szczytnicka), mieszkał w grodzie nad Odrą przez 21 lat. W Breslau psa miała mama. Szary wyżeł, wabił się Senta. We Wrocławiu dostał własnego. Był czarnym owczarkiem niemieckim. - Puchata kulka, strasznie zapchlona. Polewałem go naftą, żeby zniszczyć insekty - opowiada pan Blumenrode.
Breslau pamięta słabo, urodził się w 1936 roku. - Mama mi mówiła, że zostałem ochrzczony w kościele Świętego Krzyża. W górnym, bo w dolnym chrzczono dziewczynki. Moja szkoła, wyłącznie dla chłopców, znajdowała się przy Parkstrasse (Parkowa). Ale chodziłem do niej tylko dwa lata. W listopadzie 1944 roku dla mieszkańców Breslau zaczęła się wojna, a dla mnie laba. Koniec z obowiązkiem szkolnym, dwa lata wakacji, co wspominam z rozrzewnieniem - mówi Karl-Heinz Blumenrode.
Dla jego matki były to zdecydowanie gorsze lata. Sama wychowywała syna (była wdową, mąż zginął przed urodzeniem dziecka), a w listopadzie 1944 roku musiała się także pożegnać z ojcem. Został wysłany do Auschwitz, bo nie wykazywał wystarczającego entuzjazmu i wiary w zwycięstwo III Rzeszy. Kilka miesięcy później zaczęło się oblężenie Festung Breslau.
- Nie mam pojęcia, jak przetrwaliśmy. Pamiętam tylko schron pod kamienicą przy Gutenbergstrasse 8 (Drukarska) i ciepło, jakie w nim panowało. Bynajmniej nie od piecyka, tylko z powodu pożaru, który strawił dom. I jeszcze pamiętam, że zawsze mieliśmy pod dostatkiem jedzenia. Kiełbasa, konserwy, makaron... Myślałem o nich, gdy w latach 50. zaczęły się problemy z zaopatrzeniem - opowiada.
We Wrocławiu poszedł do szkoły oraz na kurs języka polskiego. I gdy w 1947 roku dostał od ciotki owczarka, nauczył go już polskich komend.
- Miał na imię Tabor i był bardzo mądry. Posłuszny, opanowany, wykonywał wszystkie polecenia. Byłem z niego dumny. Chciałem, żeby inni też go podziwiali. W 1948 roku, przy okazji Wystawy Ziem Odzyskanych, została otwarta wystawa psów rasowych. Konkurs zorganizowano na Pergoli przy Hali Ludowej. Nie pamiętam, ile było psów, myślę, że kilkaset. Oprócz owczarków bernardyny, szpice, jamniki i boksery. Te ostatnie bardzo mi się podobały - wspomina Karl-Heinz Blumenrode.
Tabor wystąpił jako owczarek alzacki (wtedy określenie "niemiecki" nie kojarzyło się najlepiej), dostał ocenę dobrą, a młody właściciel uznał, że życie z psem jest ciekawsze. A najlepiej z dwoma. I kupił drugiego owczarka, sukę Majkę, od znanego hodowcy i sędziego kynologicznego Ernesta Szyszki.
- Psy, hodowla gołębi, praca w wytwórni kas pancernych przy ul. Traugutta 53... Było pięknie. Skończyło się w 1957 roku. Wyjechałem z mamą i ojczymem (Polakiem) do RFN. Psy musiałem zostawić, pan Szyszka się nimi zaopiekował. Po trzech tygodniach miałem dość. Uciekłem z obozu przejściowego, chciałem wrócić do Polski, ale nie miałem dokumentów. Złapali mnie na granicy i odstawili. A potem był znów kurs językowy (bo lepiej mówiłem po polsku niż po niemiecku) i ciężka praca, żeby urządzić się w nowych warunkach - opowiada pan Blumenrode.
Do swojej kynologicznej pasji wrócił w 1965 roku. Ale zamiast owczarka kupił buldoga francuskiego. Mały pies lepiej pasował do małego mieszkania i małych dzieci. I przyniósł sukces. Buldogi z hodowli Blumenroda (z przydomkiem "von Carolus") zdobywały najwyższe tytuły na światowych i europejskich wystawach. Ich właściciel jest honorowym prezydentem Międzynarodowego Klubu Buldoga Francuskiego.
- Piękne zwierzęta, będą pokazywane w niedzielę na Stadionie Olimpijskim od godz. 10. Jest 57 okazów tej rasy. Może ktoś z dawnych znajomych zajrzy? Bardzo chciałbym się spotkać z moim dawnym sąsiadem panem Pasierskim - mówi Karl-Heinz Blumenrode.
Czy nie żal mu, że to jego ostatnie sędziowanie? - Trochę, ale na pociechę zostaną mi psy i gołębie. Hoduję srebrniaki polskie.
To jeden z pierwszych członków Związku Kynologicznego we Wrocławiu. I uczestnik pierwszej wrocławskiej wystawy psów rasowych. - Od tamtego dnia upłynęło ponad 60 lat, ale wciąż ją pamiętam. Dlatego chciałem właśnie tu ostatni raz wystąpić jako sędzia - mówi Karl-Heinz Blumenrode.
Urodzony w domu przy Scheitniger Strasse (Szczytnicka), mieszkał w grodzie nad Odrą przez 21 lat. W Breslau psa miała mama. Szary wyżeł, wabił się Senta. We Wrocławiu dostał własnego. Był czarnym owczarkiem niemieckim. - Puchata kulka, strasznie zapchlona. Polewałem go naftą, żeby zniszczyć insekty - opowiada pan Blumenrode.
Breslau pamięta słabo, urodził się w 1936 roku. - Mama mi mówiła, że zostałem ochrzczony w kościele Świętego Krzyża. W górnym, bo w dolnym chrzczono dziewczynki. Moja szkoła, wyłącznie dla chłopców, znajdowała się przy Parkstrasse (Parkowa). Ale chodziłem do niej tylko dwa lata. W listopadzie 1944 roku dla mieszkańców Breslau zaczęła się wojna, a dla mnie laba. Koniec z obowiązkiem szkolnym, dwa lata wakacji, co wspominam z rozrzewnieniem - mówi Karl-Heinz Blumenrode.
Dla jego matki były to zdecydowanie gorsze lata. Sama wychowywała syna (była wdową, mąż zginął przed urodzeniem dziecka), a w listopadzie 1944 roku musiała się także pożegnać z ojcem. Został wysłany do Auschwitz, bo nie wykazywał wystarczającego entuzjazmu i wiary w zwycięstwo III Rzeszy. Kilka miesięcy później zaczęło się oblężenie Festung Breslau.
- Nie mam pojęcia, jak przetrwaliśmy. Pamiętam tylko schron pod kamienicą przy Gutenbergstrasse 8 (Drukarska) i ciepło, jakie w nim panowało. Bynajmniej nie od piecyka, tylko z powodu pożaru, który strawił dom. I jeszcze pamiętam, że zawsze mieliśmy pod dostatkiem jedzenia. Kiełbasa, konserwy, makaron... Myślałem o nich, gdy w latach 50. zaczęły się problemy z zaopatrzeniem - opowiada.
We Wrocławiu poszedł do szkoły oraz na kurs języka polskiego. I gdy w 1947 roku dostał od ciotki owczarka, nauczył go już polskich komend.
- Miał na imię Tabor i był bardzo mądry. Posłuszny, opanowany, wykonywał wszystkie polecenia. Byłem z niego dumny. Chciałem, żeby inni też go podziwiali. W 1948 roku, przy okazji Wystawy Ziem Odzyskanych, została otwarta wystawa psów rasowych. Konkurs zorganizowano na Pergoli przy Hali Ludowej. Nie pamiętam, ile było psów, myślę, że kilkaset. Oprócz owczarków bernardyny, szpice, jamniki i boksery. Te ostatnie bardzo mi się podobały - wspomina Karl-Heinz Blumenrode.
Tabor wystąpił jako owczarek alzacki (wtedy określenie "niemiecki" nie kojarzyło się najlepiej), dostał ocenę dobrą, a młody właściciel uznał, że życie z psem jest ciekawsze. A najlepiej z dwoma. I kupił drugiego owczarka, sukę Majkę, od znanego hodowcy i sędziego kynologicznego Ernesta Szyszki.
- Psy, hodowla gołębi, praca w wytwórni kas pancernych przy ul. Traugutta 53... Było pięknie. Skończyło się w 1957 roku. Wyjechałem z mamą i ojczymem (Polakiem) do RFN. Psy musiałem zostawić, pan Szyszka się nimi zaopiekował. Po trzech tygodniach miałem dość. Uciekłem z obozu przejściowego, chciałem wrócić do Polski, ale nie miałem dokumentów. Złapali mnie na granicy i odstawili. A potem był znów kurs językowy (bo lepiej mówiłem po polsku niż po niemiecku) i ciężka praca, żeby urządzić się w nowych warunkach - opowiada pan Blumenrode.
Do swojej kynologicznej pasji wrócił w 1965 roku. Ale zamiast owczarka kupił buldoga francuskiego. Mały pies lepiej pasował do małego mieszkania i małych dzieci. I przyniósł sukces. Buldogi z hodowli Blumenroda (z przydomkiem "von Carolus") zdobywały najwyższe tytuły na światowych i europejskich wystawach. Ich właściciel jest honorowym prezydentem Międzynarodowego Klubu Buldoga Francuskiego.
- Piękne zwierzęta, będą pokazywane w niedzielę na Stadionie Olimpijskim od godz. 10. Jest 57 okazów tej rasy. Może ktoś z dawnych znajomych zajrzy? Bardzo chciałbym się spotkać z moim dawnym sąsiadem panem Pasierskim - mówi Karl-Heinz Blumenrode.
Czy nie żal mu, że to jego ostatnie sędziowanie? - Trochę, ale na pociechę zostaną mi psy i gołębie. Hoduję srebrniaki polskie.
Najnowsze wiadomości
-
W pasażu Niepolda powstanie nieoficjalna strefa kibica
-
Wikingowie i Flinstonowie. Płynęli Odrą na czym się dało
-
Ludzie oglądają samochody... A tu wybory miss [FOTO]
-
Najczęstszy błąd językowy? Aż 80 proc. z nas źle akcentuje
-
Pokazali, skąd się bierze ciepło w naszych domach
-
Jak zadowolić kibiców podczas Euro 2012? POT Ci doradzi
-
Od 3 czerwca autobus "147" będzie kursował inaczej
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Re: Portret polsko-niemiecki z owczarkiem w tle
jarek.kucypera
27.09.09, 12:23
No i pozdrowienia dla Karla-Heinza :)»
Najczęściej czytane24 htydzień





