Zakończył się 44. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans
20.09.2009
, aktualizacja: 20.09.2009 18:36
Dwa tygodnie mistrzowskich recitali, wielkich i kameralnych widowisk, genialnych osobowości, pamięć muzycznych wzruszeń i apetyt na jeszcze więcej. To była najdłuższa i najlepsza edycja ostatnich lat.
ZOBACZ TAKŻE
- Kurzak, McCreesh i ogromny chór na Pergoli (20-09-09, 00:47)
SERWISY
Dyrektorzy festiwalu - Andrzej Kosendiak i Paul McCreesh - od kilku lat serwują melomanom muzyczną rozrywkę na najwyższym z możliwych poziomów. Pierwszy festiwalowy koncert dedykowany był Andrzejowi Markowskiemu, pomysłodawcy festiwalu. Pod batutą szefa artystycznego filharmoników wrocławskich, wybitnego dyrygenta Jacka Kaspszyka, zabrzmiała monumentalna II symfonia Gustawa Mahlera. Wokalno-instrumentalne dzieło należy do najbardziej znanych i zarazem najbardziej eksploatowanych utworów kompozytora, zatem niełatwo zaproponować interpretację wykraczającą poza dotychczasowe przyzwyczajenia melomanów. Ale czy trzeba? Kaspszyk poprowadził symfoników z właściwą sobie ekspresją, bardzo precyzyjnie, choć nie był to szczyt jego możliwości twórczych. Miejscami doskwierał brak koncentracji, chaos, którego zresztą nie brakuje w samej kompozycji. Znakomicie zabrzmiały połączone chóry: Filharmonii Wrocławskiej oraz Opery i Filharmonii Podlaskiej.
Jednym z najbardziej oczekiwanych i najżywiej komentowanych koncertów był występ sir Johna Eliota Gardinera oraz jego The Monteverdi Choir i The English Baroque Soloists. Zabrzmiało oratorium "Izrael w Egipcie" G. F. Haendla - jedno z dwóch prezentowanych na festiwalu dzieł kompozytora, którego jubileuszowy rok dobiega właśnie końca. Rozpisywanie się o geniuszu legendarnego brytyjskiego dyrygenta zakrawa o truizm, jednak dla porządku warto wspomnieć idealne, niczym niezmącone brzmienie, najwyższej próby dyscyplinę wykonawczą, ekspresję aktorską solistów-chórzystów (w przypadku zespołów Gardinera wychodzi na to samo), wreszcie samego mistrza, który - jak typowy chórmistrz - dyrygował bez batuty i w całości z pamięci.
Występ Anglików okalał dwukrotny recital Andreasa Scholla, bodaj najsłynniejszego obecnie kontratenora na świecie. Kto przyjechał specjalnie na jego występ, mógł poczuć się rozczarowany formą pochrząkującego, melorecytującego co chwilę barytonem, skądinąd sympatycznego i znakomitego muzyka. Z dwóch koncertów Scholla - kompilacji średniowiecznych pieśni awanturniczych w towarzystwie Shield of Harmony oraz renesansowych pieśni Roberta Dowlanda przy akompaniamencie słynnego lutnisty Edina Karamazova - zdecydowanie lepiej wypadł ten drugi. Tu Scholl, już w lepszej kondycji, rozciągnął przed słuchaczami szeroki wachlarz swych wokalnych umiejętności, czarował osobistym urokiem, zabawiał dowcipem, do głębi poruszał emocje. Do solowych popisów wokalnych zostały również zaproszone znakomite mezzosopranistki - Christianne Stotijn oraz Bernarda Fink.
Ważnym elementem festiwalu jest prezentacja dorobku cenionych wrocławskich artystów. Podobnie jak w latach ubiegłych, bardzo dobrze zaprezentowała się Agata Zubel, Wrocławska Orkiestra Barokowa z fenomenalną Olgą Pasiecznik oraz Chór Filharmonii Wrocławskiej z towarzyszeniem Gabrieli Consort, którym naprzemiennie dyrygowali Paul McCreesh i coraz lepsza Agnieszka Franków-Żelazny. Wyjątkowe słowa uznania należą się Wrocławskiej Orkiestrze Kameralnej Leopoldinum, celebrującej w tym roku swe 30 urodziny. Zespół gra coraz lepiej, z wyraźną przyjemnością i radością muzykowania, w czym wiele zasługi jego obecnego dyrektora Ernsta Kovacica.
Dwa występy Kronos Quartet z pewnością przejdą do historii jako jeden z najlepszych koncertów tegorocznej Wratislavii. Choć występ amerykańskiego kwartetu był najmniej typowy dla oratoryjno-kantatowej formuły festiwalu, przyciągnął najwięcej zróżnicowanej publiczności. Wielką zaletą doskonałego warsztatowo zespołu jest otwartość na wszystko, co dzieje się w muzyce i sztuce współczesnej. Kronos zagrał dwa koncerty i dwa zupełnie różne repertuary. Kultura gry połączona z luzem i otwartością, dowcip i niezwykły urok osobisty muzyków porwały publiczność. W podziękowaniu za życzliwe przyjęcie zespół zagrał cztery bisy, w tym aranżacje Sigur Ros oraz - obowiązkowo - fragment ścieżki z "Requiem dla snu".
Drugi tydzień festiwalowych emocji otworzył dyrektor artystyczny festiwalu, Paul McCreesh, mistrzowsko prowadząc wielkie, chyba dotąd niewykonywane w Polsce w całości oratorium Haendla "Theodora". Publiczność doceniła kunszt maestra, Gabrieli Consort & Players oraz solistów. Warto odnotować, iż "Theodora" jest jedynym oratorium Haendla, które nie jest oparte na Starym Testamencie. McCreesh doskonale wydobył z dzieła paletę barw (Haendel był wielkim muzycznym kolorystą), tworząc obraz żywy i niezwykle poruszający.
Do najmniej udanych należał koncert dedykowany Krzysztofowi Pendereckiemu - z jego zresztą udziałem i jego kompozycjami. Spore rozczarowanie przyniosła również długo oczekiwana premiera zamówionego przez festiwal utworu Cezarego Duchnowskiego. Zaciekawiał dumnie brzmiący tytuł - kantata "Głosy Miasta". W komentarzu programowym kompozytor obszernie relacjonuje, czym inspirował się, tworząc utwór: akt lokacyjny miasta Wrocławia czy znajdujące się w Księdze Henrykowskiej pierwsze polskie zdanie - umuzycznione przez tej klasy kompozytora co Duchnowski obiecywało emocjonujące muzyczne przeżycie. Tymczasem usłyszeliśmy dzieło "nadmierne" - nieznośny nadmiar patosu, sztuczności, żeby nie powiedzieć - kiczu. Swoisty neobarok, uzasadniony chyba formą utworu - kantatą - nie zachwycił i nie porwał. Dzieło bez wyraźnego klucza, tajemnicy czy konceptu raziło odpustowością, zwłaszcza w formie wizualizacji, których tu również nie zabrakło. Jeśli - wedle słów samego kompozytora - tak brzmią odgłosy miasta, jest to miasto w formie rozkładu. Dla porządku trzeba odnotować, że preludium do rzeczonego wykonania stanowiła inna kompozycja wrocławianina - "Monada 2" - interesujące dzieło na głos i trąbkę, w którym fenomenalnie zaprezentował się Piotr Wojtasik.
Wiele bardzo dobrych koncertów można było usłyszeć również poza głównym nurtem festiwalu, w kilku dolnośląskich miastach. Szczególnie udany wydawał się bardzki występ wrocławskiego zespołu Collegio di Musica Sacra pod batutą Andrzeja Kosendiaka, wykonującego mało znaną, a przepiękną kompozycję Dietricha Buxtehudego "Membra Jesu Nostri". Poziom wykonawczy zespołu z koncertu na koncert jest coraz lepszy, warto więc zastanowić się nad prezentacją ich umiejętności w nurcie głównym festiwalu. Występ Collegio wpisał się w nurt Wratislavii na wskroś tradycyjnej: oratoryjnej, kontemplacyjnej czy wręcz adoracyjnej. Bez zgiełku, nadmiaru, z emocją skupioną w dźwięku, dynamice piano, słowie i jego znaczeniu. I tu trzeba wspomnieć o może najlepszym koncercie kameralnym festiwalu, występie francuskiego zespołu La Fenice. Wybitny kornecista Jean Tubery wraz z genialną śpiewaczką, obdarzoną najczystszej próby sopranem Claire Lefiliatre i zespołem wykreowali przepiękne nabożeństwo nieszporów, idealnie brzmiące we wnętrzu kościoła św. Doroty.
Oficjalnym zakończeniem festiwalu był wczorajszy koncert włoskiego zespołu Il Giardino Armonico, prowadzonego przez charyzmatycznego, współpracującego na co dzień z La Scalą dyrygenta Giovanniego Antoniniego. Nieoficjalnie uwieńczeniem ponaddwutygodniowych wydarzeń był sobotni koncert plenerowy na Pergoli, podczas którego największe operowe hity wszech czasów zabrzmiały w nietuzinkowym wykonaniu ponad tysiąca młodych chórzystów i gwiazdy Metropolitan Opera - Aleksandry Kurzak. Całość prowadził Paul McCreesh. Wykonawcy to w większości uczestnicy programu "Śpiewająca Polska", którego celem jest propagowanie wspólnego śpiewania od najmłodszych lat.
44. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans, 5-20 września
Jednym z najbardziej oczekiwanych i najżywiej komentowanych koncertów był występ sir Johna Eliota Gardinera oraz jego The Monteverdi Choir i The English Baroque Soloists. Zabrzmiało oratorium "Izrael w Egipcie" G. F. Haendla - jedno z dwóch prezentowanych na festiwalu dzieł kompozytora, którego jubileuszowy rok dobiega właśnie końca. Rozpisywanie się o geniuszu legendarnego brytyjskiego dyrygenta zakrawa o truizm, jednak dla porządku warto wspomnieć idealne, niczym niezmącone brzmienie, najwyższej próby dyscyplinę wykonawczą, ekspresję aktorską solistów-chórzystów (w przypadku zespołów Gardinera wychodzi na to samo), wreszcie samego mistrza, który - jak typowy chórmistrz - dyrygował bez batuty i w całości z pamięci.
Występ Anglików okalał dwukrotny recital Andreasa Scholla, bodaj najsłynniejszego obecnie kontratenora na świecie. Kto przyjechał specjalnie na jego występ, mógł poczuć się rozczarowany formą pochrząkującego, melorecytującego co chwilę barytonem, skądinąd sympatycznego i znakomitego muzyka. Z dwóch koncertów Scholla - kompilacji średniowiecznych pieśni awanturniczych w towarzystwie Shield of Harmony oraz renesansowych pieśni Roberta Dowlanda przy akompaniamencie słynnego lutnisty Edina Karamazova - zdecydowanie lepiej wypadł ten drugi. Tu Scholl, już w lepszej kondycji, rozciągnął przed słuchaczami szeroki wachlarz swych wokalnych umiejętności, czarował osobistym urokiem, zabawiał dowcipem, do głębi poruszał emocje. Do solowych popisów wokalnych zostały również zaproszone znakomite mezzosopranistki - Christianne Stotijn oraz Bernarda Fink.
Ważnym elementem festiwalu jest prezentacja dorobku cenionych wrocławskich artystów. Podobnie jak w latach ubiegłych, bardzo dobrze zaprezentowała się Agata Zubel, Wrocławska Orkiestra Barokowa z fenomenalną Olgą Pasiecznik oraz Chór Filharmonii Wrocławskiej z towarzyszeniem Gabrieli Consort, którym naprzemiennie dyrygowali Paul McCreesh i coraz lepsza Agnieszka Franków-Żelazny. Wyjątkowe słowa uznania należą się Wrocławskiej Orkiestrze Kameralnej Leopoldinum, celebrującej w tym roku swe 30 urodziny. Zespół gra coraz lepiej, z wyraźną przyjemnością i radością muzykowania, w czym wiele zasługi jego obecnego dyrektora Ernsta Kovacica.
Dwa występy Kronos Quartet z pewnością przejdą do historii jako jeden z najlepszych koncertów tegorocznej Wratislavii. Choć występ amerykańskiego kwartetu był najmniej typowy dla oratoryjno-kantatowej formuły festiwalu, przyciągnął najwięcej zróżnicowanej publiczności. Wielką zaletą doskonałego warsztatowo zespołu jest otwartość na wszystko, co dzieje się w muzyce i sztuce współczesnej. Kronos zagrał dwa koncerty i dwa zupełnie różne repertuary. Kultura gry połączona z luzem i otwartością, dowcip i niezwykły urok osobisty muzyków porwały publiczność. W podziękowaniu za życzliwe przyjęcie zespół zagrał cztery bisy, w tym aranżacje Sigur Ros oraz - obowiązkowo - fragment ścieżki z "Requiem dla snu".
Drugi tydzień festiwalowych emocji otworzył dyrektor artystyczny festiwalu, Paul McCreesh, mistrzowsko prowadząc wielkie, chyba dotąd niewykonywane w Polsce w całości oratorium Haendla "Theodora". Publiczność doceniła kunszt maestra, Gabrieli Consort & Players oraz solistów. Warto odnotować, iż "Theodora" jest jedynym oratorium Haendla, które nie jest oparte na Starym Testamencie. McCreesh doskonale wydobył z dzieła paletę barw (Haendel był wielkim muzycznym kolorystą), tworząc obraz żywy i niezwykle poruszający.
Do najmniej udanych należał koncert dedykowany Krzysztofowi Pendereckiemu - z jego zresztą udziałem i jego kompozycjami. Spore rozczarowanie przyniosła również długo oczekiwana premiera zamówionego przez festiwal utworu Cezarego Duchnowskiego. Zaciekawiał dumnie brzmiący tytuł - kantata "Głosy Miasta". W komentarzu programowym kompozytor obszernie relacjonuje, czym inspirował się, tworząc utwór: akt lokacyjny miasta Wrocławia czy znajdujące się w Księdze Henrykowskiej pierwsze polskie zdanie - umuzycznione przez tej klasy kompozytora co Duchnowski obiecywało emocjonujące muzyczne przeżycie. Tymczasem usłyszeliśmy dzieło "nadmierne" - nieznośny nadmiar patosu, sztuczności, żeby nie powiedzieć - kiczu. Swoisty neobarok, uzasadniony chyba formą utworu - kantatą - nie zachwycił i nie porwał. Dzieło bez wyraźnego klucza, tajemnicy czy konceptu raziło odpustowością, zwłaszcza w formie wizualizacji, których tu również nie zabrakło. Jeśli - wedle słów samego kompozytora - tak brzmią odgłosy miasta, jest to miasto w formie rozkładu. Dla porządku trzeba odnotować, że preludium do rzeczonego wykonania stanowiła inna kompozycja wrocławianina - "Monada 2" - interesujące dzieło na głos i trąbkę, w którym fenomenalnie zaprezentował się Piotr Wojtasik.
Wiele bardzo dobrych koncertów można było usłyszeć również poza głównym nurtem festiwalu, w kilku dolnośląskich miastach. Szczególnie udany wydawał się bardzki występ wrocławskiego zespołu Collegio di Musica Sacra pod batutą Andrzeja Kosendiaka, wykonującego mało znaną, a przepiękną kompozycję Dietricha Buxtehudego "Membra Jesu Nostri". Poziom wykonawczy zespołu z koncertu na koncert jest coraz lepszy, warto więc zastanowić się nad prezentacją ich umiejętności w nurcie głównym festiwalu. Występ Collegio wpisał się w nurt Wratislavii na wskroś tradycyjnej: oratoryjnej, kontemplacyjnej czy wręcz adoracyjnej. Bez zgiełku, nadmiaru, z emocją skupioną w dźwięku, dynamice piano, słowie i jego znaczeniu. I tu trzeba wspomnieć o może najlepszym koncercie kameralnym festiwalu, występie francuskiego zespołu La Fenice. Wybitny kornecista Jean Tubery wraz z genialną śpiewaczką, obdarzoną najczystszej próby sopranem Claire Lefiliatre i zespołem wykreowali przepiękne nabożeństwo nieszporów, idealnie brzmiące we wnętrzu kościoła św. Doroty.
Oficjalnym zakończeniem festiwalu był wczorajszy koncert włoskiego zespołu Il Giardino Armonico, prowadzonego przez charyzmatycznego, współpracującego na co dzień z La Scalą dyrygenta Giovanniego Antoniniego. Nieoficjalnie uwieńczeniem ponaddwutygodniowych wydarzeń był sobotni koncert plenerowy na Pergoli, podczas którego największe operowe hity wszech czasów zabrzmiały w nietuzinkowym wykonaniu ponad tysiąca młodych chórzystów i gwiazdy Metropolitan Opera - Aleksandry Kurzak. Całość prowadził Paul McCreesh. Wykonawcy to w większości uczestnicy programu "Śpiewająca Polska", którego celem jest propagowanie wspólnego śpiewania od najmłodszych lat.
44. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans, 5-20 września
Najnowsze wiadomości
-
W pasażu Niepolda powstanie nieoficjalna strefa kibica
-
Wikingowie i Flinstonowie. Płynęli Odrą na czym się dało
-
Ludzie oglądają samochody... A tu wybory miss [FOTO]
-
Najczęstszy błąd językowy? Aż 80 proc. z nas źle akcentuje
-
Pokazali, skąd się bierze ciepło w naszych domach
-
Jak zadowolić kibiców podczas Euro 2012? POT Ci doradzi
-
Od 3 czerwca autobus "147" będzie kursował inaczej
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




