Kurzak, McCreesh i ogromny chór na Pergoli
20.09.2009
, aktualizacja: 20.09.2009 00:53
Pod Halą Stulecia stanęła ogromna scena dla kilkusetosobowego chóru, Młodzieżowej Orkiestry Festiwalowej i dwóch gwiazd: solistki Metropolitan Opera i Covent Garden Aleksandry Kurzak oraz dyrygenta Paula McCreesha. A nad nimi wszystkimi mnóstwo gwiazd na bezchmurnym niebie
ZOBACZ TAKŻE
- Zakończył się 44. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans (20-09-09, 18:36)
Przed rokiem koncert zorganizowano na Ostrowie Tumskim. Wtedy była "Muzyka na wodzie", "Muzyka ogni sztucznych" Haendla i fantastyczne fajerwerki. Tym razem były fragmenty słynnych dzieł symfonicznych i operowych Musorgskiego, Borodina, Moniuszki, Rossiniego i Verdiego. Muzyka, której na innych koncertach Wratislavii Cantans raczej nie usłyszelibyśmy.
Publiczność z entuzjazmem oklaskiwała kunsztowne koloratury Aleksandry Kurzak i hity muzyki poważnej w wykonaniu orkiestry i potężnego chóru. Jednak kiedy na zakończenie koncertu Paul McCreesh zachęcał słuchaczy do wspólnego śpiewania "Chóru niewolników" z opery "Nabucco" Verdiego, wszyscy stali niemi, bo nie było telebimu, na którym pojawiłby się tekst. Telebimów w ogóle brakowało. Na pewno nie przeszkadzałoby w odbiorze muzyki, gdyby można było widzieć twarz śpiewającej Aleksandry Kurzak czy choćby pełnego werwy dyrygenta.
Gdy koncert się skończył, chórzyści zostali na scenie na pokaz fontanny. Ogni sztucznych, które zapowiadał w telewizji dyrektor festiwalu, niestety nie było.
Wrocławianie idący na koncert napotkali przy Pergoli jak zwykle parkowe ścieżki ciemne jak w horrorze i - co dla wielu było miłym zaskoczeniem - rząd przenośnych toalet.
Podczas koncertu oświetlona była wyłącznie scena. Ludzie snuli się więc w całkowitych ciemnościach, a kto się zgubił, szukać musiał się za pomocą telefonu, machając przy tym intensywnie drugą ręką. Na zaś może warto pomyśleć o zainstalowaniu delikatnego oświetlenia wzdłuż Pergoli, skoro mamy już tam superfontannę i organizujemy imprezy dla wielu tysięcy ludzi.
Bo przy wyjściu było już naprawdę niebezpiecznie. Tłum ruszył w stronę Hali - po ciemku, po wertepach, ocierając się o krzaki.
Na koncert wiele osób przyjechało na rowerach, byli też tacy, którzy przyszli z psami bez kagańców. - Ratunku, rozwalam sobie nogę o pedał - krzyczała dziewczyna popychana przez tłum. A był to przecież tłum kulturalny. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby znaleźli się w nim ludzie mniej kulturalni. Albo gdyby ktoś w tych ciemnościach się przewrócił.
Oczywiście przy wyjeździe były ogromne korki. Zgoda, po imprezie masowej nie da się ich uniknąć. Ale można było pomyśleć i nie wyłączać o 22 świateł przy moście Grunwaldzkim. Może wtedy sznur aut nie stałby od mostu Zwierzynieckiego.
Publiczność z entuzjazmem oklaskiwała kunsztowne koloratury Aleksandry Kurzak i hity muzyki poważnej w wykonaniu orkiestry i potężnego chóru. Jednak kiedy na zakończenie koncertu Paul McCreesh zachęcał słuchaczy do wspólnego śpiewania "Chóru niewolników" z opery "Nabucco" Verdiego, wszyscy stali niemi, bo nie było telebimu, na którym pojawiłby się tekst. Telebimów w ogóle brakowało. Na pewno nie przeszkadzałoby w odbiorze muzyki, gdyby można było widzieć twarz śpiewającej Aleksandry Kurzak czy choćby pełnego werwy dyrygenta.
Gdy koncert się skończył, chórzyści zostali na scenie na pokaz fontanny. Ogni sztucznych, które zapowiadał w telewizji dyrektor festiwalu, niestety nie było.
Wrocławianie idący na koncert napotkali przy Pergoli jak zwykle parkowe ścieżki ciemne jak w horrorze i - co dla wielu było miłym zaskoczeniem - rząd przenośnych toalet.
Podczas koncertu oświetlona była wyłącznie scena. Ludzie snuli się więc w całkowitych ciemnościach, a kto się zgubił, szukać musiał się za pomocą telefonu, machając przy tym intensywnie drugą ręką. Na zaś może warto pomyśleć o zainstalowaniu delikatnego oświetlenia wzdłuż Pergoli, skoro mamy już tam superfontannę i organizujemy imprezy dla wielu tysięcy ludzi.
Bo przy wyjściu było już naprawdę niebezpiecznie. Tłum ruszył w stronę Hali - po ciemku, po wertepach, ocierając się o krzaki.
Na koncert wiele osób przyjechało na rowerach, byli też tacy, którzy przyszli z psami bez kagańców. - Ratunku, rozwalam sobie nogę o pedał - krzyczała dziewczyna popychana przez tłum. A był to przecież tłum kulturalny. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby znaleźli się w nim ludzie mniej kulturalni. Albo gdyby ktoś w tych ciemnościach się przewrócił.
Oczywiście przy wyjeździe były ogromne korki. Zgoda, po imprezie masowej nie da się ich uniknąć. Ale można było pomyśleć i nie wyłączać o 22 świateł przy moście Grunwaldzkim. Może wtedy sznur aut nie stałby od mostu Zwierzynieckiego.
Najnowsze wiadomości
-
Elektroniczne protezy, które wiedzą, o czym myślisz
-
Świdnica: Zasnął z papierosem, prawie spłonął w pożarze
-
PKP: Dworzec Główny będzie otwarty tydzień przed Euro
-
Pamiętacie o jakich autach marzyli nasi dziadkowie?
-
Szukamy domu dla odważnych dzieciaków z Brave Kids
-
Dziś na Akademii Medycznej Majówka Młodej Fizjoterapii
-
Przez chwilę było gorąco - niewielki pożar na PKP ugaszony
- 5 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Kurzak, McCreesh i ogromny chór na Pergoli
etruskw-w
20.09.09, 15:39
ja się spodziewałem, że fontanna będzie falować w rytm muzyki dyrygenta i będzie to tętniąca fontanna w rytmie grających na pergoli instrumentów, a nie cotygodniowy mix muzyki wszelakiej ( »
-
Re: Kurzak, McCreesh i ogromny chór na Pergoli
cavemac
20.09.09, 19:17
wrocphoto.blox.pl/2009/09/Wratislavia-Cantans-Koncert-Plenerowy.html»
Najczęściej czytane24 htydzień




