Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Badanie pracy rektora zlecił serwisowi dr Jarosław Pająk wraz z uczelnianą "Solidarnością '80". To właśnie Pająk w listopadzie 2008 roku zarzucił Andrzejakowi, że ściągnął swoją habilitację z prac innych autorów. Rektor zdecydowanie zaprzeczył i zapowiedział, że poda go do sądu za to pomówienie. Nigdy tego nie zrobił. W międzyczasie Pająk stracił pracę w Akademii.
Ale sprawa plagiatu rektora zrobiła się głośna. Zajęły się nią niezależnie od siebie Ministerstwo Zdrowia i Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów. I podjęły przeciwstawne decyzje. Prezydium Komisji ds. Stopni i Tytułów uznało, że procedura habilitacyjna prof. Andrzejaka musi zostać powtórzona. Wniosek w tej sprawie trafił do dziekan wydziału lekarskiego, bo to rada tego wydziału jako decydująca o przyznaniu stopnia naukowego musi teraz powołać recenzentów i zweryfikować zarzuty wobec rektora. Do dzisiaj rada nie zrobiła nic.
Natomiast Ministerstwo Zdrowia umorzyło postępowanie wobec prof. Andrzejaka. Powołany przez minister rzecznik dyscyplinarny prof. Czesław Stankiewicz z Gdańska nie dopatrzył się nadużyć w jego publikacji. Jednak ani ministerstwo, ani rektor, nie chcą ujawnić pełnego tekstu uzasadnienia Stankiewicza.
Zlecenie dr. Jarosława Pająka to reakcja na stanowisko ministerstwa i bierność rady wydziału.
Badanie serwisu Plagiat.pl polega na komputerowym wychwytywaniu podobieństw w porównywanych tekstach. - O podobieństwie mówimy w przypadku znalezienia takich samych fraz, które mają co najmniej pięć wyrazów. Jeśli w zdaniu pojawia się najdrobniejsza zmiana, literówka, przesunięcie przecinka, komputer nie uzna tego fragmentu za identyczny - tłumaczy Przemysław Lech z Plagiatu.pl.
Pracę prof. Ryszarda Andrzejaka porównano z opracowaniami prof. Jolanty Antonowicz-Juchniewicz, dzisiejszej dziekan wydziału lekarskiego wrocławskiej AM oraz prof. Witolda Zatońskiego. Wynik ekspertyzy: ponad 12 procent pracy habilitacyjnej rektora jest identyczne z fragmentami prac tych autorów. A dokładnie: 8,1 proc. tekstu jest identyczne z fragmentami pracy prof. Antonowicz-Juchniewicz a 4,2 proc. z książką prof. Zatońskiego. Przy porównaniu wybranych fragmentów badanych opracowań podobieństwo między nimi sięgają od 20 do 78 proc. W badaniu nie porównywano tabel, które stanowią dużą część pracy Andrzejaka.
- To dowód, że nasze podejrzenia wobec rektora były uzasadnione - mówi dr Jarosław Pająk.
Ministerstwo Zdrowia nie chce komentować wyników analizy serwisu plagiat.pl
Pająk komentuje krótko: - Ministerstwo po prostu kryje profesora Andrzejaka.
Zapytaliśmy także Arkadiusza Förstera, rzecznika Akademii Medycznej, co w tej sprawie robi rada wydziału lekarskiego. - Trwa gromadzenie wszystkich opinii i dokumentów potrzebnych do tego, by w październiku sprawy nabrały przyspieszenia - odpowiedział.
Wyniki ekspertyzy Plagiatu pl. nie mają formalnego wpływu na sytuację rektora. Nawet jeśli profesorowie uznają, że rektor dopuścił się nierzetelności naukowej, to stopień naukowy nie zostanie mu odebrany, nie straci także stanowiska.
** Plagiat.pl kontroluje prace dyplomowe 89 szkół wyższych w Polsce, w tym czterech uczelni medycznych. Wrocławskiej Akademii Medycznej nie ma wśród nich.
Komentuje Tomasz Wysocki: Niedawno temu w Ameryce
Przed kilkoma laty rektorowi uniwersytetu w Illinois zarzucono, że w jednej ze swoich prac przepisał kilkanaście stron z książek innych autorów. Czego nie zrobił rektor? Nie zaprzeczał, nie straszył sądem oskarżycieli, nie tłumaczył, że zapomniał dać przypisy. Natychmiast przyznał się i oddał do dyspozycji rady nadzorczej uczelni. Rada uznała, że taki facet może być rektorem.