Nauczyciel pisze na akord książki historyczne

Tomasz Wysocki
17.09.2009 08:00
A A A Drukuj
Nauczyciel historii ze Lwówka Śląskiego w ciągu pięciu lat wydał kilkanaście książek historycznych - jako autor lub współautor. Jesienią ukaże się kolejna, już trzecia w tym roku. - Wrzesiński przywłaszcza sobie wyniki naszej pracy - skarżą się młodzi historycy z Uniwersytetu Wrocławskiego
33-letni Szymon Wrzesiński jest absolwentem historii na Uniwersytecie Wrocławskim. Od 2004 r. ukazało się 13 tytułów, których nauczyciel ze Lwówka jest autorem lub współautorem. Ich zakres tematyczny jest szeroki: od monografii dotyczących pojedynczych zabytków na Dolnym Śląsku po popularnonaukowe opracowania o czarownicach w średniowieczu, katach, epidemiach, polskich krzyżowcach, zakonie joannitów oraz o templariuszach. Ma na koncie wiele artykułów historycznych w prasie regionalnej.

- Wrzesiński bierze całe akapity z naszych prac, przerabia, zmienia pojedyncze wyrazy albo szyk zdań, dopisuje swoje komentarze i takie teksty podpisuje już swoim nazwiskiem - twierdzą historycy z Uniwersytetu Wrocławskiego. - Jego prace to w dużej części mniej lub bardziej sprawne kompilacje tekstów innych autorów.

Daniel Wojtucki od lat bada miejsca straceń na Dolnym Śląsku, pozostałości szubienic, pręgierze, krzyże kamienne, ma w dorobku serię publikacji, przygotowuje doktorat na ten temat. Fragmenty ze swoich artykułów znalazł m.in. w książce Wrzesińskiego "Pomniki bólu i śmierci: Kamienne zabytki dawnego prawa na ziemiach polskich". - Przykład: Wrzesiński skorzystał m.in. z moich tłumaczeń tekstów źródłowych i dokumentów, do których sam na pewno nie dotarł. Jednak nie wskazuje źródła cytowania, nie powołuje się na moje publikacje. Wygląda na to, że sam te dokumenty znalazł i przetłumaczył - mówi Wojtucki.

Lwówecki nauczyciel jest także autorem książki "Joannici na ziemiach polskich". Tymczasem nieco wcześniej doktorat o zakonie joannitów na Śląsku obronił na UWr Robert Heś. - Jeszcze przed obroną pan Wrzesiński prosił mnie o kopię mojej pracy doktorskiej. Wcześniej wysyłałem mu opracowania na ten temat, bo twierdził, że to jego pasja - opowiada dr Heś. - Okazało się, że w ten sposób kompletuje materiały do książki. Nie chciało mu się siedzieć w bibliotekach, bo wydawca go poganiał.

Wojtucki zauważa, że pośpiech, z jakim powstają kolejne książki nauczyciela z Lwówka, sprawia, że pojawia się w nich wiele błędów. - Wrzesińskiemu zdarza się, że kiedy korzysta z wielu autorów, nie wyłapuje na przykład różnic w tłumaczeniach imion. Przy przeróbkach i klejeniu akapitów z różnych autorów gubi kontekst i się kompromituje.

Tymczasem Szymon Wrzesiński nie ma sobie nic do zarzucenia: - Korzystając z tekstów innych autorów, nie łamię żadnych zasad. Żadne z oskarżeń, które pojawiają się wobec mnie, nie trafiło dotąd do sądu. To dowód, że są bezpodstawne - mówi.

Na jesień zapowiadana jest kolejna książka Wrzesińskiego poświęcona inkwizycji w Polsce.

Dla Gazety komentuje prof. Jerzy Maroń, historyk z UWr

Jest rzeczą niemożliwą rzetelne opracowanie tak obszernych tematów, jakie podejmuje Szymon Wrzesiński, w cztery-pięć lat. Płodny autor może dużo pisać, są historycy, którzy mają na koncie po kilkanaście tytułów, to jednak wymaga 20-30 lat skrupulatnych studiów, badań, poszukiwań.

Tymczasem w tym przypadku można odnieść fałszywe wrażenie, że mamy do czynienia z naukowcem, który przeprowadził olbrzymią kwerendę w tekstach źródłowych i przez lata sam prowadził badania. To jest niewiarygodne.

Książki Wrzesińskiego to wydawnictwa popularnonaukowe. Ale to wcale nie znaczy, że ich autor może mniej rygorystycznie podchodzić do zasad korzystania z cudzych opracowań. Poza tym książki popularnonaukowe też trzeba umieć pisać. Można streścić wyniki badań innych autorów, ale przepisywanie akapitów z kosmetycznymi zmianami to po prostu plagiat.

Tymczasem w książkach Wrzesińskiego jest sporo błędów, pomyłek, a takie wydawnictwa są szkodliwe, zaśmiecają rynek. To dla mnie grafomania historyczna, naukowa hochsztaplerka. W tym przypadku powinni zareagować wydawcy, dla których Szymon Wrzesiński pisze. Nie skupiać się tylko na tym, że powstaje książka z chwytliwym tytułem o katach czy templariuszach, która zawsze się sprzeda.





Zobacz także