Dookoła Azji: pojechali biedni, wrócili bogaci

Rozmawiała Marzena Żuchowicz
21.08.2009 , aktualizacja: 28.08.2009 12:19
A A A Drukuj
Na potrzeby wyjazdu sprawiliśmy sobie sztuczne obrączki. - Wasz kraj biedny, nie ma złota - żałowały nas kobiety w Syrii. - A ile jecie posiłków dziennie? - pytali inni. I nie mogli uwierzyć. I tak pojechaliśmy biedni, a wróciliśmy - bogaci.
Indie, Leh: Ladakh to jeden z piękniejszych rejonów, które odwiedziliśmy podczas naszej podróży.  Jesienny krajobraz Wyżyny Tybetańskiej, w który wpisane są buddyjskie monastyry, spacerujący mnisi, miasteczka położone ponad 3500 m n.p.m. i ta charakterystyczna zadyszka, która towarzyszy przebywaniu na tak dużych wysokościach
Fot. Emilia Maciejczyk i Tomasz Nasiółkowski
Indie, Leh: Ladakh to jeden z piękniejszych rejonów, które odwiedziliśmy podczas naszej podróży. Jesienny krajobraz Wyżyny Tybetańskiej, w który wpisane są buddyjskie monastyry, spacerujący mnisi, miasteczka położone ponad 3500 m n.p.m. i ta charakterystyczna zadyszka, która towarzyszy przebywaniu na tak dużych wysokościach
Chiny, w drodze do Hami: Jedną z wielu trudności w poruszaniu się po Chinach jest język i alfabet. Nawet nie próbowaliśmy nauczyć się tej trudnej mowy, a niektóre próby spisania z map nazw miejscowości kończyły się śmiechem naszych kierowców:
Fot. Emilia Maciejczyk i Tomasz Nasiółkowski
Chiny, w drodze do Hami: Jedną z wielu trudności w poruszaniu się po Chinach jest język i alfabet. Nawet nie próbowaliśmy nauczyć się tej trudnej mowy, a niektóre próby spisania z map nazw miejscowości kończyły się śmiechem naszych kierowców: "Tu brakuje kreseczki", "Ale to dziwnie zapisaliście". Tym razem się udało i do Hami dostaliśmy się bez najmniejszych problemów
Syria, okolice Al Krere: Ludzie poznani podczas autostopu często zapraszali nas do swoich domów. Tak trafiliśmy do rodziny Arabów w Al Krere. Kobiety zachwycały strojami,  tatuażami na twarzach, rudymi od henny włosami i tysiącem pytań zadawanych przy pomocy słowniczka wypożyczonego na tę okoliczność ze szkoły. Nigdy nie zapomnimy ich gościnności i błogosławieństwa przy pożegnaniu
Fot. Emilia Maciejczyk i Tomasz Nasiółkowski
Syria, okolice Al Krere: Ludzie poznani podczas autostopu często zapraszali nas do swoich domów. Tak trafiliśmy do rodziny Arabów w Al Krere. Kobiety zachwycały strojami, tatuażami na twarzach, rudymi od henny włosami i tysiącem pytań zadawanych przy pomocy słowniczka wypożyczonego na tę okoliczność ze szkoły. Nigdy nie zapomnimy ich gościnności i błogosławieństwa przy pożegnaniu
Syria, Shish: Północno-wschodnią część Syrii zamieszkują Kurdowie. Dzięki uprzejmości naszego kolegi z organizacji Couchsurfing trafiliśmy do jego rodziny na wieś. Przyjęto nas jak parę królewską wielką ucztą z lokalnymi specjałami, poznaliśmy wszystkich wujów, ciotki, kuzynki itd.  Kilka dni spędziliśmy wśród przemiłych, gościnnych i tolerancyjnych ludzi, ogromnie ciekawych naszej kultury i religii
Fot. Emilia Maciejczyk i Tomasz Nasiółkowski
Syria, Shish: Północno-wschodnią część Syrii zamieszkują Kurdowie. Dzięki uprzejmości naszego kolegi z organizacji Couchsurfing trafiliśmy do jego rodziny na wieś. Przyjęto nas jak parę królewską wielką ucztą z lokalnymi specjałami, poznaliśmy wszystkich wujów, ciotki, kuzynki itd. Kilka dni spędziliśmy wśród przemiłych, gościnnych i tolerancyjnych ludzi, ogromnie ciekawych naszej kultury i religii
Pakistan, granica pakistańsko- chińska na przełęczy Khunjerab: 
Północna granica Pakistanu położona jest w malowniczym krajobrazie, dokoła lodowce i góry Karakorum. Na wysokości 4733 m n.p.m. na przełęczy Khunjerab stoją budki pakistańskich i chińskich pograniczników. Ruch turystyczny jest tu tak mały, że staliśmy się atrakcją dla znudzonych żołnierzy. Z zadowoleniem pozowali do wspólnych zdjęć
Fot. Emilia Maciejczyk i Tomasz Nasiółkowski
Pakistan, granica pakistańsko- chińska na przełęczy Khunjerab: Północna granica Pakistanu położona jest w malowniczym krajobrazie, dokoła lodowce i góry Karakorum. Na wysokości 4733 m n.p.m. na przełęczy Khunjerab stoją budki pakistańskich i chińskich pograniczników. Ruch turystyczny jest tu tak mały, że staliśmy się atrakcją dla znudzonych żołnierzy. Z zadowoleniem pozowali do wspólnych zdjęć
ZOBACZ TAKŻE
Rozmowa z Emilią Maciejczyk* i Tomaszem Nasiółkowskim*, którzy wrócili z bardzo długiej wyprawy dookoła Azji

Marzena Żuchowicz: Pewnego dnia spakowaliście plecaki i ruszyliście w drogę.

Emilia: Spakowaliśmy się jak w każdą inną podróż - to samo zabieram, gdy jadę na parę dni w góry. Parę ciepłych ubrań i coś na ładną pogodę.

Ale Was nie było prawie dwa lata...

Tomasz: Pod Wrocławiem złapaliśmy pierwszą okazję, kierunek: południe. I tak nas poniosło: od Bałkanów, przez Turcję, Syrię, Kaukaz, Iran, stamtąd do Indii, Nepalu i na Filipiny. 38 krajów, 523 dni w podróży.

Emilia: Zabrzmi to trochę pompatycznie, ale byliśmy niesieni dobrem innych ludzi. Ktoś nas nakarmił, ktoś podwiózł, a potem przerzucił innej osobie. Gdy pukaliśmy do drzwi z pytaniem, czy możemy rozbić namiot przed domem, gospodarze zapraszali nas na herbatę. Potem był obiad, w końcu propozycja, że możemy zostać u nich na noc. Ludzie, czasem bardzo biedni, dzielili się z nami wszystkim, co mieli. A nam było strasznie wstyd, że zabraliśmy ze sobą dwa aparaty fotograficzne.

?

Tomasz: Przed wyjazdem byliśmy pewni, że co najmniej jeden nam ukradną.

Istnieje jeszcze świat nieopisany w przewodnikach?

Tomasz: Żeby go odnaleźć, nie można poruszać się szlakiem turystów i patrzeć na wszystko z zewnątrz. Nam udało się zobaczyć ten świat od środka.

Emilia: W ludziach jest piękno, które wzrusza bardziej niż starożytne ruiny. Jednego dnia sadziliśmy ryż z birmańską rodziną. Porozumiewaliśmy się wyłącznie za pomocą gestów. Był w tym jakiś autentyzm. Coś, za co nie płaci się biletu wstępu. Nie można tego porównać np. ze zwiedzaniem Taj Mahal. Niestety takich miejsc i takich ludzi jest coraz mniej. Może za kilkanaście lat tej prawdy nie będzie już wcale? Na przykład Indie złamały nas psychicznie. Mnóstwo turystów i nachalność miejscowych. Najwięcej razy w życiu wypowiedziane słowo "nie". Nie widzieli w nas ludzi, tylko pieniądze.

Naoglądaliście się też nieszczęść, biedy i ludzkiej tragedii.

Emilia: Bieda stała się dla nas pojęciem względnym. Bo co to znaczy być biednym? W różnych krajach są różne definicje biedy. Nie jesteśmy małżeństwem, ale na potrzeby wyjazdu sprawiliśmy sobie sztuczne obrączki. - Wasz kraj biedny, nie ma złota - żałowały nas kobiety w Syrii. Tłumaczyliśmy, że u nas złoto nie jest takie ważne.

A co jest ważne?

Emilia: Dom. U nas np. mówi się, że jak ktoś nie ma własnego mieszkania, to jest biedny.

Tomasz: W Bangladeszu pytali nas, ile w Polsce jemy posiłków dziennie. Powiedzieliśmy im, że trzy. Byli zdumieni. "A mięsa w tym ile? - Czasem to nawet dwa razy dziennie". Nie wierzyli. Oni mięso jedzą raz do roku, w święto. Poczucie naszego szczęścia wzrosło. Staliśmy się nagle bardzo bogaci.

Emilia: Gdy tylko przekroczyliśmy granicę Polski i zapytaliśmy, co słychać w kraju, kierowca z miejsca zaczął marudzić: jest jeszcze bardziej beznadziejnie, drogi są jeszcze gorsze, ludzie tak mało zarabiają. Pomyślałam: "Człowieku, ty nie wiesz, o czym mówisz".

Coś jeszcze się zmieniło po Waszym powrocie?

Emilia: Świat nie jest już dla nas anonimowy. Gdy widzę, że gdzieś tam stało się coś strasznego, nie zmieniam kanału i nie idę na herbatę. Wydzwaniam, wysyłam SMS-y i biegnę do internetu sprawdzać, jak "nasi" się miewają.

Tomasz: Przekonaliśmy się też, że świat nie jest taki, jakim go pokazują w mediach. W krajach, w których wybuchają bomby i wojny, żyją całkiem zwyczajnie zwyczajni ludzie, którzy wstydzą się za swoich polityków. My też raz musieliśmy się wstydzić za swoich. Jedna z irańskich rodzin, która przyjęła nas - jak wszyscy w tym kraju - z ogromną serdecznością, chciała nam zrobić przyjemność i oglądała z nami polską telewizję. Mówili akurat o tarczy antyrakietowej, która uchroni nasz kraj przed atakiem Iranu. Mieliśmy ochotę zapaść się pod ziemię.

Przyszedł jednak moment, w którym powiedzieliście: "Stop. Wracamy".

Emilia: To był moment, w którym przestało nas już cieszyć, że codziennie jesteśmy w nowym miejscu i spotykamy nowych ludzi. Po pewnym coraz trudniej było się ekscytować i czerpać radość. Na Filipinach potrzebne mi było pływanie z rekinami, żeby poczuć emocje. Pomyślałam, że czas na przerwę w podróży.

I co robicie w tej przerwie?

Tomasz: Okazało się, że mamy prawie dwuletnia lukę w życiu, w tym, co działo się w tym czasie we Wrocławiu. Biegamy na zaległe parapetówki. Nasi przyjaciele pozakładali rodziny, niektórzy mają już dwójkę dzieci, mieszkania i kredyty do spłacania.

Emilia: Cały dzień siedzę w fotelu. Nie mogę się nacieszyć, że znów mam swój własny kąt i swoje książki na półce. Przyjdzie jeszcze czas na kredyty. Najpierw kolejna podróż.



* Emilia Maciejczyk, 28 lat, rodowita wrocławianka, absolwentka geografii na Uniwersytecie Wrocławskim i prawie geolog (prawie, bo porzuciła studia dla podróży). Kocha ciszę, żwirowe drogi i swój rower. I Tomka.

* Tomasz Nasiółkowski, 28 lat, urodził się w Wałbrzychu, do Wrocławia trafił na studia. Wybrał geografię, bo zawsze kochał góry. Z wykształcenie jest klimatologiem i meteorologiem. Po studiach "poszedł w doktoraty", ale wytrzymał rok. Chęć podróżowania była silniejsza.

Więcej o nich i o ich wyprawie

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 157 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    94 głosy

  • A jacy oni biedni? xezaq 04.09.09, 08:14

    Jeżeli kogoś stać 2 tala bujać się po świecie nie pracując i nie mając dochodu to niech nie kpi z przeciętnego zjadacza chleba.»

  • Dookoła Azji: pojechali biedni, wrócili bogaci supervisor3 04.09.09, 18:49

    Podziwiam Was. Nie przegapcie tylko czasu na "robienie" i wychowywanie dzieci.Inaczej za 30 lat powiecie, że przeszkapiliście to , co ważne.Geolog»

  • Wyjezdzamy bogaci i wracamy bogaci. potencjalna 20.09.09, 01:52

    Hi,Kazdy podrozuje tak jak chce i jak moze. Widze pewnaanalogie. Tez kocham swojego chlopaka i kocham swoj rower.Tez lubie podrozowac. I podrozuje. I tu konczy sieanalogia. Lubimy sie kochac»