To zawsze jestem ja
01.08.2009
, aktualizacja: 01.08.2009 14:32
NA HORYZONCIE O płytach gipsowych, kampanii AIDS, gościu z encyklopedii PWN i duchu Franza Kafki opowiada bohater retrospektywy - Piotr Dumała
ZOBACZ TAKŻE
- Era Nowe Horyzonty - sobota (01-08-09, 19:52)
- Poważny - niepoważny Piotr Dumała (01-08-09, 13:47)
- Uwaga, arcydzieło! ("Las") (27-07-09, 12:00)
Patryk Tomiczek: Pana twórczość jako animatora przebiega w pewnym sensie dwutorowo. Po jednej stronie są produkcje poważne, jak "Franz Kafka", "Łagodna", "Zbrodnia i kara". Po drugiej - filmy lżejsze, które są pewną formą zabawy. Myślę tu chociażby o "Czarnym Kapturku" lub cyklu "Nerwowe życie".
Piotr Dumała: Zawsze interesowało mnie robienie bardzo różnorodnych rzeczy. Może to wynikać z braku jednoznacznej koncepcji, co sztuka ma wyrażać. Wiem, że powinna obejmować wszystko. Jednak to „wszystko” jest bogate i różnorodne, dlatego sztuka jest tak wszechstronna. Mój pierwszy film „Lykantropia” nosił w sobie wszystkie elementy, które cechowały moją późniejszą twórczość. Jest w nim zabawa, groteska, ale obok tego, charakterystyczna dla późniejszych animacji, poezja i szczególny nastrój. Myślę, że potem cały czas toczyłem tę samą opowieść. Nie czułem się kimś innym, realizując np. „Czarnego Kapturka”, a potem „Łagodną” czy „Franza Kafkę”. To zawsze byłem ja. Odreagowuję w obie strony, które wzajemnie się uzupełniają. Kiedy po lżejszych produkcjach zanurzam się w mroczny temat, to praca nad nim również jest dla mnie przyjemnością. Punktami zwrotnymi w mojej karierze był „Czarny Kapturek” oraz „Łagodna”. Pierwszy z nich cieszył się popularnością, kiedy wyświetlany był jako dodatek przed pełnometrażowymi produkcjami w ramach historycznych „Konfrontacji”.
W pewnym momencie natomiast "Czarny Kapturek" okazał się przeszkodą. Przed realizacją "Łagodnej", w której w pełni chciałem wykorzystać do animacji płyty gipsowe, usłyszałem, że lepie, abym zrobił drugą część "Kapturka". Adaptacja Dostojewskiego okazała się zaskoczeniem ze względu na wykorzystaną technikę, autora powieści, psychologizm To był ważny moment w moim życiu.
Pan jednak nie zarzucił estetyki znanej z pierwszych Pana filmów. Ten żart, absurd, który oglądaliśmy w "Kapturku", powracał. Już po "Łagodnej" zrobił Pan przecież cykl "Nerwowe życie"
- Tak, ale te produkcje były już bardziej wysmakowane plastycznie. Ten powrót był więc w jakimś stopniu posunięciem taktycznym. Poza tym znakomicie się bawiłem przy ich realizacji. Rzeczywiście można powiedzieć, że w jakimś stopniu był to odpoczynek po "Łagodnej", a później po "Kafce". Podobnie odreagowywałem poprzez humor, kiedy realizowałam reklamówkę prezerwatyw.
Przyznam, że nie znam tego rozdziału Pana twórczości
- Dostałem propozycję realizacji animacji dla kampanii "Stop AIDS! Prezerwatywa zmniejsza ryzyko". Powstały trzy odcinki. Miałem żartobliwie nawiązać do przesłania. W jednym z odcinków wilk zakłada kapturek na głowę, w czym już kryła się pewna aluzja. Dziecko, które podkładało głos pod postać Kapturka, mówiło dialogi w rodzaju: "Od kiedy zaczął zakładać kapturek, lubię go bardziej niż babcię", "Chcesz się ze mną pobawić, włóż kapturek" lub "Pływam zawsze w kapturku".
Realizował Pan zarówno filmy rysunkowe, jak i wykonywane w autorskiej technice na płytach gipsowych
- To dwa dość różne rodzaje pracy. Przy filmie rysunkowym pracuje się przy lampce albo świetle dziennym, rysuje na białej kartce, czuć dotyk papieru, trzeba temperować ołówek, a przy płytach gipsowych panuje ciemność, okna są zasłonięte, unosi się zapach terpentyny, sypie się gipsowy pył. Tutaj farba, pędzle, brudne ręce. A tam prawie całkowita czystość. Na płytach gipsowych w zasadzie cały czas ewoluuje jeden rysunek, a przy filmie rysunkowym z kolei są setki rysunków na osobnych kartkach.
Powiedział Pan kiedyś, że forma nie jest najistotniejsza. Ważne jest to, co się przez nią wyraża. Zajmuje się Pan animacją, pisarstwem, malarstwem, a teraz zrealizował Pan swój pierwszy film aktorski Mam rozumieć, że szuka Pan odpowiedniej formy do treści?
- Nie tyle szukam, co ona sama się znajduje. Pomysł rodzi się w postaci określonych form. "Las" zrodził się w mojej głowie od razu jako film aktorski, "Łagodną" widziałem wyłącznie jako animację. Zamieszanie zrobiła jedynie "Zbrodnia i kara". Przy niej miałem wątpliwości, i forma jednak odpada od treści. Pamiętam jeszcze szukanie techniki do "Miliarda w rozumie"
No właśnie. Animowana postać, która pojawiała się w czołówce magazynu, pochodzi przecież z jednej części „Nerwowego życia”. Pojawia się na plakacie, chyba w tramwaju, jeśli dobrze pamiętam.
- Teraz będę robił pięcioodcinkowy serial z tym bohaterem, który nazywa się dr Charakter. Pomysł na tę postać wziął się z encyklopedii PWN z 1955 r. Na jednej ze stron znajdowały się twarze reprezentujące różne rasy człowieka. Szczególnie spodobały mi się trzy z nich. Jedną z nich był właśnie ten gość o typie śródziemnomorskim. Zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia. Potem stał się bohaterem kilku moich filmów.
Z Pana animacji szczególnie utkwiła mi w głowie scena z latarką we "Franzu Kafce". To doskonały przykład synchronizacji, kiedy bohater wędruje po ciemnym pokoju, oświetlając go latarką. Ruch ręki jest zgodny z ruchem światła. Biorąc pod uwagę, że wszystko wykonywane jest ręcznie, to ten fragment musiał być bardzo czasochłonny.
- Wówczas jeszcze miałem sporo siły, żeby to wykonać (śmiech). Taką rzecz można zrobić tylko raz, bo to jest pewnego rodzaju wyczyn, jak skok Fortuny na olimpiadzie. Człowiek ma przyjemność, żeby zrobić coś na granicy niemożliwości.
To ujęcie z latarką sobie wymarzyłem. W zasadzie było niepotrzebne dla całej historii, nic przecież nie wnosi o Kafce. I w ogóle jest nieprawdziwe, bo w tamtych czasach nie było latarek. Przed zrobieniem tej sceny nie zastanawiałem się, czy jest trudna, czy łatwa. Robiłem ją 4 lub 5 tygodni, a trwa może 15-20 sekund. Podczas pracy obowiązywała silna koncentracja i świadomość, że nie mogę się pomylić, bo wszystko musiałbym robić jeszcze raz. To jest charakterystyczne dla tej technologii, że nie można się pomylić, bo nie ma powrotu do tej sceny, do tego miejsca, w którym nastąpił błąd. "Franz Kafka" był robiony pod natchnieniem. Miałem uczucie, że duch Kafki był obecny w mojej pracowni.
Piotr Dumała: Zawsze interesowało mnie robienie bardzo różnorodnych rzeczy. Może to wynikać z braku jednoznacznej koncepcji, co sztuka ma wyrażać. Wiem, że powinna obejmować wszystko. Jednak to „wszystko” jest bogate i różnorodne, dlatego sztuka jest tak wszechstronna. Mój pierwszy film „Lykantropia” nosił w sobie wszystkie elementy, które cechowały moją późniejszą twórczość. Jest w nim zabawa, groteska, ale obok tego, charakterystyczna dla późniejszych animacji, poezja i szczególny nastrój. Myślę, że potem cały czas toczyłem tę samą opowieść. Nie czułem się kimś innym, realizując np. „Czarnego Kapturka”, a potem „Łagodną” czy „Franza Kafkę”. To zawsze byłem ja. Odreagowuję w obie strony, które wzajemnie się uzupełniają. Kiedy po lżejszych produkcjach zanurzam się w mroczny temat, to praca nad nim również jest dla mnie przyjemnością. Punktami zwrotnymi w mojej karierze był „Czarny Kapturek” oraz „Łagodna”. Pierwszy z nich cieszył się popularnością, kiedy wyświetlany był jako dodatek przed pełnometrażowymi produkcjami w ramach historycznych „Konfrontacji”.
W pewnym momencie natomiast "Czarny Kapturek" okazał się przeszkodą. Przed realizacją "Łagodnej", w której w pełni chciałem wykorzystać do animacji płyty gipsowe, usłyszałem, że lepie, abym zrobił drugą część "Kapturka". Adaptacja Dostojewskiego okazała się zaskoczeniem ze względu na wykorzystaną technikę, autora powieści, psychologizm To był ważny moment w moim życiu.
Pan jednak nie zarzucił estetyki znanej z pierwszych Pana filmów. Ten żart, absurd, który oglądaliśmy w "Kapturku", powracał. Już po "Łagodnej" zrobił Pan przecież cykl "Nerwowe życie"
- Tak, ale te produkcje były już bardziej wysmakowane plastycznie. Ten powrót był więc w jakimś stopniu posunięciem taktycznym. Poza tym znakomicie się bawiłem przy ich realizacji. Rzeczywiście można powiedzieć, że w jakimś stopniu był to odpoczynek po "Łagodnej", a później po "Kafce". Podobnie odreagowywałem poprzez humor, kiedy realizowałam reklamówkę prezerwatyw.
Przyznam, że nie znam tego rozdziału Pana twórczości
- Dostałem propozycję realizacji animacji dla kampanii "Stop AIDS! Prezerwatywa zmniejsza ryzyko". Powstały trzy odcinki. Miałem żartobliwie nawiązać do przesłania. W jednym z odcinków wilk zakłada kapturek na głowę, w czym już kryła się pewna aluzja. Dziecko, które podkładało głos pod postać Kapturka, mówiło dialogi w rodzaju: "Od kiedy zaczął zakładać kapturek, lubię go bardziej niż babcię", "Chcesz się ze mną pobawić, włóż kapturek" lub "Pływam zawsze w kapturku".
Realizował Pan zarówno filmy rysunkowe, jak i wykonywane w autorskiej technice na płytach gipsowych
- To dwa dość różne rodzaje pracy. Przy filmie rysunkowym pracuje się przy lampce albo świetle dziennym, rysuje na białej kartce, czuć dotyk papieru, trzeba temperować ołówek, a przy płytach gipsowych panuje ciemność, okna są zasłonięte, unosi się zapach terpentyny, sypie się gipsowy pył. Tutaj farba, pędzle, brudne ręce. A tam prawie całkowita czystość. Na płytach gipsowych w zasadzie cały czas ewoluuje jeden rysunek, a przy filmie rysunkowym z kolei są setki rysunków na osobnych kartkach.
Powiedział Pan kiedyś, że forma nie jest najistotniejsza. Ważne jest to, co się przez nią wyraża. Zajmuje się Pan animacją, pisarstwem, malarstwem, a teraz zrealizował Pan swój pierwszy film aktorski Mam rozumieć, że szuka Pan odpowiedniej formy do treści?
- Nie tyle szukam, co ona sama się znajduje. Pomysł rodzi się w postaci określonych form. "Las" zrodził się w mojej głowie od razu jako film aktorski, "Łagodną" widziałem wyłącznie jako animację. Zamieszanie zrobiła jedynie "Zbrodnia i kara". Przy niej miałem wątpliwości, i forma jednak odpada od treści. Pamiętam jeszcze szukanie techniki do "Miliarda w rozumie"
No właśnie. Animowana postać, która pojawiała się w czołówce magazynu, pochodzi przecież z jednej części „Nerwowego życia”. Pojawia się na plakacie, chyba w tramwaju, jeśli dobrze pamiętam.
- Teraz będę robił pięcioodcinkowy serial z tym bohaterem, który nazywa się dr Charakter. Pomysł na tę postać wziął się z encyklopedii PWN z 1955 r. Na jednej ze stron znajdowały się twarze reprezentujące różne rasy człowieka. Szczególnie spodobały mi się trzy z nich. Jedną z nich był właśnie ten gość o typie śródziemnomorskim. Zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia. Potem stał się bohaterem kilku moich filmów.
Z Pana animacji szczególnie utkwiła mi w głowie scena z latarką we "Franzu Kafce". To doskonały przykład synchronizacji, kiedy bohater wędruje po ciemnym pokoju, oświetlając go latarką. Ruch ręki jest zgodny z ruchem światła. Biorąc pod uwagę, że wszystko wykonywane jest ręcznie, to ten fragment musiał być bardzo czasochłonny.
- Wówczas jeszcze miałem sporo siły, żeby to wykonać (śmiech). Taką rzecz można zrobić tylko raz, bo to jest pewnego rodzaju wyczyn, jak skok Fortuny na olimpiadzie. Człowiek ma przyjemność, żeby zrobić coś na granicy niemożliwości.
To ujęcie z latarką sobie wymarzyłem. W zasadzie było niepotrzebne dla całej historii, nic przecież nie wnosi o Kafce. I w ogóle jest nieprawdziwe, bo w tamtych czasach nie było latarek. Przed zrobieniem tej sceny nie zastanawiałem się, czy jest trudna, czy łatwa. Robiłem ją 4 lub 5 tygodni, a trwa może 15-20 sekund. Podczas pracy obowiązywała silna koncentracja i świadomość, że nie mogę się pomylić, bo wszystko musiałbym robić jeszcze raz. To jest charakterystyczne dla tej technologii, że nie można się pomylić, bo nie ma powrotu do tej sceny, do tego miejsca, w którym nastąpił błąd. "Franz Kafka" był robiony pod natchnieniem. Miałem uczucie, że duch Kafki był obecny w mojej pracowni.
Najnowsze wiadomości
-
W środę otworzą czwartą Castoramę - przy Magnolii Park
-
Nie ma wody całą dobę, a beczkowozu nie podstawili
-
Nie chcą podatku od kopalin. Będzie pikieta Sejmu
-
Obchody Dnia Kota w sobotę w Pasażu Grunwaldzkim
-
Zobacz, jak Kowalczyk trenuje w Jakuszycach [FOTO]
-
Miejskie szlaki zakochanych. Gdzie pójść, czego unikać
-
Sudety: Intensywne opady śniegu. Będzie mocno wiało
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Aleja Wielkiej Wyspy - ostatnie zmiany ...
- Po drugiej stronie płótna Panoramy ...
- Detektyw z Wrocławia donosi na Krzysztofa ...
- Wrocławianka pozwała NFZ. Walczy o lek ...
- Gołębiewski może dostać nawet 125 tys. zł ...
- Jak te koty patrzą... i nie tylko [WASZE ...
- Znasz tę kobietę? Policja z Lubania szuka ...




