9. ENH: Polskie filmy, polscy aktorzy
31.07.2009
, aktualizacja: 02.08.2009 17:35
Jak na tle filmów z całego świata, z wielkim zapałem sprowadzanych przez organizatorów festiwalu Era Nowe Horyzonty, wypadają produkcje polskie lub te z polskim udziałem?
ZOBACZ TAKŻE
- Kino to przestrzeń dla intuicji. Romowa z Iwanem Wyrypajewem i Karoliną Gruszką (02-08-09, 15:53)
- 9. Festiwal Era Nowe Horyzonty. Grand Prix dla 'Głodu' Steve'a McQueena (02-08-09, 20:00)
- Era Nowe Horyzonty - piątek (01-08-09, 19:46)
- ENH: naszym zdaniem (01-08-09, 10:55)
- 9. ENH: Nie tędy droga (30-07-09, 08:42)
- 9. ENH: Zaskakująco, bo bez rozczarowań! (27-07-09, 02:06)
- 9. ENH: Faworyt i skandal (26-07-09, 11:17)
- Międzynarodowy Konkurs Nowe Horyzonty - nasze typy (26-07-09, 09:55)
- 9. ENH: Klasycznie na początek (25-07-09, 09:23)
SERWISY
Raz pytając się czekających przed salą kinową, czy to kolejka na film X, usłyszałam w odpowiedzi: -A nie wiem. Idę na to, na co chce się dostać najwięcej ludzi.
Można i tak komponować swój program na Nowych Horyzontach. Jednak dla mnie jak dotychczas sprawdza się odwrotna strategia: w mniejszych salach, na mniej obleganych seansach odnajduję perełki. Tymczasem z głośnych tytułów wychodzę trochę rozczarowana.

To właśnie przypadek "Tlenu" w reżyserii Iwana Wyrypajewa (autora nagrodzonej na Warszawskim Festiwalu Filmowym "Euforii"), z Karoliną Gruszką w roli głównej. Reżyser zekranizował tym razem własną sztukę o chłopaku z rosyjskiej prowincji , który zakochuje się w Saszy (Gruszka) i dlatego morduje łopatą swoją żonę. Fabularnie "Tlen" jest tak skomplikowany jak przeciętna piosenka pop o uczuciach (tyle że mamy tu jeszcze malowniczy, iście rosyjski rozmach w ukazaniu tragicznych wydarzeń). Akcja bardzo dramatycznie się rozpoczyna, by potem utknąć na mieliźnie. Błahość historii szczególnie widoczna staje się w sekwencji "politycznej", gdy mowa o dżihadzie i chrześcijaństwie, upadku kultury Zachodu i Bóg jeden wie, czym jeszcze. Włożenie tego naszpikowanego banałami bełkotu w nawias frazą: "Mam ci uwierzyć, że przejmujesz się światem, gdy leżysz wygodnie w swoim łóżku?", wcale nie pomaga. Gdy w innej scenie bohaterowie szukają siebie biegając po ulicach światowych metropolii, to nie wiem, czy chodzi o metaforę zagubienia w globalnej kulturze (co za klisza!) czy pretekst do egzotycznej wycieczki?
Pomysłów formalnych reżyser miał chyba aż zanadto: jego opowieść rozgrywa się w teledyskowym tempie, w dziesięciu sekwencjach złożonych na kształt ilustracji do poszczególnych utworów z płyty. Natomiast niektóre fragmenty tekstu - szczególnie te wygłaszane w melodycznych powtórzeniach - to duża zaleta filmu.
W sumie doceniam wysiłek i oryginalność Wyrypajewa, ale jako artyście najzwyczajniej mu nie wierzę. Chyba tak bardzo chciał powalić widzów na kolana, że zapomniał, o czym miał opowiedzieć.
Gdyby nie zabiegi formalne reżysera, cała uwaga widzów mogłaby skoncentrować się na dwójce aktorów: Karolinie Gruszce i Aleksei Filimonov. I oboje bez problemu by temu zadaniu sprostali. Szczególnie wyraziste, trochę teatralne melorecytacje Filimonova wypadają świetnie.
Premierowo pokazano na Nowych Horyzontach "Handlarza cudów" w reżyserii Jarosława Szody oraz Bolesława Pawicy. I tu również o komentarz prosi się bardzo dobra główna rola, wybijająca się ponad ten ze wszech miar przeciętny obraz. Borys Szyc jako drobny cwaniaczek i alkoholik raz pokazuje wachlarz swoich aktorskich możliwości: raz wzbudza litość, by za chwilę być odrażającym pijakiem. A sam film? W zamierzeniu miał poruszać ważne i drażliwe tematy (choroba alkoholowa, nasz stosunek do emigrantów), wyszła historia rażąca schematyzmem.
Za to godny polecenia jest niepozorny film "Villa dei Misterii" pokazywany w sekcji filmów o sztuce. Standardowo rozumianej historii na ekranie niewiele: obserwujemy scenki z życia małych miasteczek w świętokrzyskiem, fragmenty przedstawienia, które jest w nich wystawiane oraz obrazy Jerzego Nowosielskiego (pięknie skomponowane kadry Armanda Urbaniaka chwilami bezpośrednio odwołują się do obrazów artysty). Jednak nie mamy tu do czynienia z prostą rejestracją spektaklu ani telewizyjnym dokumentem o sztuce sławnego malarza, a samodzielnym dziełem.
- To nie jest film o Jerzym Nowosielskim. Chcieliśmy opowiedzieć o tym, co naszym zdaniem jest w jego sztuce najważniejsze: szukanie mistyki w codzienności. Stąd tytuł "Villa dei Misterii" - "Dom tajemnic" - mówił na spotkaniu z widzami aktor i jeden z twórców filmów, Grzegorz Artman.
Niesamowite ujęcia twarzy widzów spektaklu potwierdzają, że poszukiwanie mistyki nie jest w tym przypadku jedynie dobrze brzmiącym sloganem. "Villa dei Misterii" to piękna, pozbawiona pretensjonalności filmowa kontemplacja. Film szczery i przeżyty, a nie wykoncypowany jak ten, który pokazał nam Wyrypajew.
Można i tak komponować swój program na Nowych Horyzontach. Jednak dla mnie jak dotychczas sprawdza się odwrotna strategia: w mniejszych salach, na mniej obleganych seansach odnajduję perełki. Tymczasem z głośnych tytułów wychodzę trochę rozczarowana.

To właśnie przypadek "Tlenu" w reżyserii Iwana Wyrypajewa (autora nagrodzonej na Warszawskim Festiwalu Filmowym "Euforii"), z Karoliną Gruszką w roli głównej. Reżyser zekranizował tym razem własną sztukę o chłopaku z rosyjskiej prowincji , który zakochuje się w Saszy (Gruszka) i dlatego morduje łopatą swoją żonę. Fabularnie "Tlen" jest tak skomplikowany jak przeciętna piosenka pop o uczuciach (tyle że mamy tu jeszcze malowniczy, iście rosyjski rozmach w ukazaniu tragicznych wydarzeń). Akcja bardzo dramatycznie się rozpoczyna, by potem utknąć na mieliźnie. Błahość historii szczególnie widoczna staje się w sekwencji "politycznej", gdy mowa o dżihadzie i chrześcijaństwie, upadku kultury Zachodu i Bóg jeden wie, czym jeszcze. Włożenie tego naszpikowanego banałami bełkotu w nawias frazą: "Mam ci uwierzyć, że przejmujesz się światem, gdy leżysz wygodnie w swoim łóżku?", wcale nie pomaga. Gdy w innej scenie bohaterowie szukają siebie biegając po ulicach światowych metropolii, to nie wiem, czy chodzi o metaforę zagubienia w globalnej kulturze (co za klisza!) czy pretekst do egzotycznej wycieczki?
Pomysłów formalnych reżyser miał chyba aż zanadto: jego opowieść rozgrywa się w teledyskowym tempie, w dziesięciu sekwencjach złożonych na kształt ilustracji do poszczególnych utworów z płyty. Natomiast niektóre fragmenty tekstu - szczególnie te wygłaszane w melodycznych powtórzeniach - to duża zaleta filmu.
W sumie doceniam wysiłek i oryginalność Wyrypajewa, ale jako artyście najzwyczajniej mu nie wierzę. Chyba tak bardzo chciał powalić widzów na kolana, że zapomniał, o czym miał opowiedzieć.
Gdyby nie zabiegi formalne reżysera, cała uwaga widzów mogłaby skoncentrować się na dwójce aktorów: Karolinie Gruszce i Aleksei Filimonov. I oboje bez problemu by temu zadaniu sprostali. Szczególnie wyraziste, trochę teatralne melorecytacje Filimonova wypadają świetnie.
Premierowo pokazano na Nowych Horyzontach "Handlarza cudów" w reżyserii Jarosława Szody oraz Bolesława Pawicy. I tu również o komentarz prosi się bardzo dobra główna rola, wybijająca się ponad ten ze wszech miar przeciętny obraz. Borys Szyc jako drobny cwaniaczek i alkoholik raz pokazuje wachlarz swoich aktorskich możliwości: raz wzbudza litość, by za chwilę być odrażającym pijakiem. A sam film? W zamierzeniu miał poruszać ważne i drażliwe tematy (choroba alkoholowa, nasz stosunek do emigrantów), wyszła historia rażąca schematyzmem.
Za to godny polecenia jest niepozorny film "Villa dei Misterii" pokazywany w sekcji filmów o sztuce. Standardowo rozumianej historii na ekranie niewiele: obserwujemy scenki z życia małych miasteczek w świętokrzyskiem, fragmenty przedstawienia, które jest w nich wystawiane oraz obrazy Jerzego Nowosielskiego (pięknie skomponowane kadry Armanda Urbaniaka chwilami bezpośrednio odwołują się do obrazów artysty). Jednak nie mamy tu do czynienia z prostą rejestracją spektaklu ani telewizyjnym dokumentem o sztuce sławnego malarza, a samodzielnym dziełem.
- To nie jest film o Jerzym Nowosielskim. Chcieliśmy opowiedzieć o tym, co naszym zdaniem jest w jego sztuce najważniejsze: szukanie mistyki w codzienności. Stąd tytuł "Villa dei Misterii" - "Dom tajemnic" - mówił na spotkaniu z widzami aktor i jeden z twórców filmów, Grzegorz Artman.
Niesamowite ujęcia twarzy widzów spektaklu potwierdzają, że poszukiwanie mistyki nie jest w tym przypadku jedynie dobrze brzmiącym sloganem. "Villa dei Misterii" to piękna, pozbawiona pretensjonalności filmowa kontemplacja. Film szczery i przeżyty, a nie wykoncypowany jak ten, który pokazał nam Wyrypajew.
Polecamy - 9. ENH: Nie tędy droga
Najnowsze wiadomości
-
W pasażu Niepolda powstanie nieoficjalna strefa kibica
-
Wikingowie i Flinstonowie. Płynęli Odrą na czym się dało
-
Ludzie oglądają samochody... A tu wybory miss [FOTO]
-
Najczęstszy błąd językowy? Aż 80 proc. z nas źle akcentuje
-
Pokazali, skąd się bierze ciepło w naszych domach
-
Jak zadowolić kibiców podczas Euro 2012? POT Ci doradzi
-
Od 3 czerwca autobus "147" będzie kursował inaczej
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
9. ENH: Polskie filmy, polscy aktorzy
carroty
03.08.09, 00:31
"Gdyby nie zabiegi formalne reżysera, cała uwaga widzów mogłaby skoncentrować się na dwójce aktorów: Karolinie Gruszce i Aleksei Filimonov" IMHO na Aleksym Filimonowie lub Aleksieju »
Najczęściej czytane24 htydzień

