Wicepremier Schetyna odwołał prywatyzację KGHM
23.07.2009
, aktualizacja: 24.07.2009 09:19
Związki zawodowe w Polskiej Miedzi ogłosiły w czwartek pogotowie strajkowe w związku z zapowiedzią ministra skarbu, że spółkę czeka prywatyzacja, i zagroziły strajkiem generalnym. Ale po południu wicepremier Grzegorz Schetyna stwierdził, że żadnej prywatyzacji nie będzie.
ZOBACZ TAKŻE
- Każdy chce mieć Miedź (28-07-09, 00:00)
- Schetyna: nie boję się związków (27-07-09, 00:00)
- Tusk: Nie będzie podwyżki podatków w przyszłym roku (24-07-09, 16:11)
- WIG20 pobił tegoroczny rekord po impulsie z Ameryki (23-07-09, 20:08)
- Polska gospodarka ciągle na plusie? (23-07-09, 20:09)
- KGHM planuje oszczędności i rozważa sprzedaż udziałów w Polkomtelu (21-07-09, 10:35)
- Człowiek z KGHM nowym prezesem spółki (20-07-09, 20:24)
- KGHM, państwo w państwie (29-06-09, 09:00)
- KGHM odda więcej akcjonariuszom (16-06-09, 21:05)
- Każdy chce mieć Miedź (27-07-09, 14:54)
SERWISY
Tymczasem w środę minister skarbu Aleksander Grad przedstawił listę spółek, których udziałów państwo chce się pozbyć. Chodzi o przyspieszenie prywatyzacji, która zwiększyłaby wpływy do budżetu państwa. Resort oszacował, że w półtora roku można by zebrać 36,7 mld zł. To o 10 mld zł więcej niż wcześniej planował.
Prywatyzowane miałyby być m.in. spółki z branży energetycznej, Giełda Papierów Wartościowych, Lotos oraz KGHM. Według zapowiedzi Grada państwo miałoby pozbyć się od 10 do 41 proc., czyli nawet całości udziałów w lubińskiej spółce.
To rozsierdziło związki zawodowe, które w czwartek zaczęły się mobilizować do protestów. Rozpoczęły akcję informacyjną wśród pracowników KGHM. Przez kolejne dni związkowcy mają rozdawać broszury, w których będą ich przekonywać do tego, że prywatyzacja spółki równa się utracie miejsc pracy, katastrofą KGHM i 18-tysięcznej załogi. Zdecydowały o pogotowiu strajkowym i zagroziły, że jeśli rząd zdecyduje się choćby na częściową prywatyzację, to rozpoczną strajk generalny. Każdy jego dzień będzie dla spółki oznaczał 20 mln zł straty.
- Nie pozwolimy na to, by odebrano nam nasze miejsca pracy i wszystko, co mamy - mówi Józef Czyczerski, przewodniczący miedziowej "Solidarności". - Nie ma takiego inwestora na świecie, który byłby w stanie zainwestować w tę spółkę wiele miliardów. Tu będzie chodziło tylko o to, by wypompować cały zysk i ją porzucić.
Czyczerski nie wyklucza demonstracji w Warszawie.
Determinacja związkowców jest tak duża, że dwie największe organizacje - "Solidarność" i Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Miedziowego - postanowiły walczyć ręka w rękę, choć na co dzień są zwaśnione. Ostatni raz było tak w 1992 roku - wtedy rząd też zapowiadał prywatyzację, a KGHM stanął na blisko miesiąc. Widmo strajku nad miedziową spółką zawisło też jesienią ub.r., gdy ówczesny zarząd nie chciał się zgodzić na kilkusetzłotowe podwyżki.
- Tu już nie o podwyżki chodzi. Prywatyzacja to dla nas kwestia fundamentalna, nasze być albo nie być. Zapewniam, że będziemy ostro reagować - mówi Czyczerski.
W czwartek Ministerstwo Skarbu zapowiadało, że groźba takiej powtórki nie będzie miała żadnego wpływu na zmianę propozycji, którą ma wybrać rząd. - Strona związkowa jest bardzo ważnym partnerem, ale pamiętajmy, że to skarb państwa jest właścicielem i decyduje o tym, jak gospodarować swoim majątkiem - mówi Maciej Wewiór, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa.
Jednak po południu wicepremier Grzegorz Schetyna zdementował informacje o pozbyciu się przez państwo udziałów lubińskiej spółki. - To nie wchodzi w grę. To jest nasze zobowiązanie jeszcze z kampanii wyborczej. Lista, którą przedstawił minister Grad, nie jest nawet propozycją, ile katalogiem spółek, które mogą być prywatyzowane.
Potwierdza to Paweł Graś, rzecznik rządu: - O prywatyzowanych spółkach będzie dopiero można mówić, gdy rząd podejmie taką decyzję. Rzeczywiście, o tym, że KGHM nie będzie prywatyzowany, mówiliśmy jeszcze w kampanii wyborczej. Można więc przyjąć, że tak się nie stanie.
Zastrzega jednak, że ostateczną decyzję podejmie we wtorek rząd. Dlaczego więc minister skarbu przedstawił taką listę? Graś powtarza za Schetyną: - Minister Grad przedstawił jedynie listę możliwości.
I dodaje: - Przy podejmowaniu decyzji liczą się nie tylko względy ekonomiczne, ale też społeczne.
KGHM leży w okręgu wyborczym, z którego startował Grzegorz Schetyna. Dwa lata temu dostał on tam ponad 54 tys. głosów. Graś zaprzecza jednak, że rząd zdecydował się odpuścić prywatyzację KGHM ze względu na koszty polityczne: - Podjęliśmy szereg niepopularnych, ale koniecznych decyzji i nie jest tak, że kierujemy się słupkami poparcia i sondażami. Najlepiej świadczy o tym lista innych, też państwowych spółek. Będziemy jednak robić wszystko, aby uchronić Polaków przed podwyżkami podatków.
Związkowcy uważają deklarację Grzegorza Schetyny za "pozytywny sygnał", ale są nieufni. - Dwa lata temu Donald Tusk też zapowiadał, że prywatyzacji nie będzie, a w środę co innego powiedział minister skarbu. Cieszę się z deklaracji wicepremiera, ale chciałbym to zobaczyć na piśmie. Nie odwołamy pogotowia strajkowego, dopóki rząd nie cofnie decyzji o prywatyzacji spółki - mówi Czyczerski.
Prywatyzowane miałyby być m.in. spółki z branży energetycznej, Giełda Papierów Wartościowych, Lotos oraz KGHM. Według zapowiedzi Grada państwo miałoby pozbyć się od 10 do 41 proc., czyli nawet całości udziałów w lubińskiej spółce.
To rozsierdziło związki zawodowe, które w czwartek zaczęły się mobilizować do protestów. Rozpoczęły akcję informacyjną wśród pracowników KGHM. Przez kolejne dni związkowcy mają rozdawać broszury, w których będą ich przekonywać do tego, że prywatyzacja spółki równa się utracie miejsc pracy, katastrofą KGHM i 18-tysięcznej załogi. Zdecydowały o pogotowiu strajkowym i zagroziły, że jeśli rząd zdecyduje się choćby na częściową prywatyzację, to rozpoczną strajk generalny. Każdy jego dzień będzie dla spółki oznaczał 20 mln zł straty.
- Nie pozwolimy na to, by odebrano nam nasze miejsca pracy i wszystko, co mamy - mówi Józef Czyczerski, przewodniczący miedziowej "Solidarności". - Nie ma takiego inwestora na świecie, który byłby w stanie zainwestować w tę spółkę wiele miliardów. Tu będzie chodziło tylko o to, by wypompować cały zysk i ją porzucić.
Czyczerski nie wyklucza demonstracji w Warszawie.
Determinacja związkowców jest tak duża, że dwie największe organizacje - "Solidarność" i Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Miedziowego - postanowiły walczyć ręka w rękę, choć na co dzień są zwaśnione. Ostatni raz było tak w 1992 roku - wtedy rząd też zapowiadał prywatyzację, a KGHM stanął na blisko miesiąc. Widmo strajku nad miedziową spółką zawisło też jesienią ub.r., gdy ówczesny zarząd nie chciał się zgodzić na kilkusetzłotowe podwyżki.
- Tu już nie o podwyżki chodzi. Prywatyzacja to dla nas kwestia fundamentalna, nasze być albo nie być. Zapewniam, że będziemy ostro reagować - mówi Czyczerski.
W czwartek Ministerstwo Skarbu zapowiadało, że groźba takiej powtórki nie będzie miała żadnego wpływu na zmianę propozycji, którą ma wybrać rząd. - Strona związkowa jest bardzo ważnym partnerem, ale pamiętajmy, że to skarb państwa jest właścicielem i decyduje o tym, jak gospodarować swoim majątkiem - mówi Maciej Wewiór, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa.
Jednak po południu wicepremier Grzegorz Schetyna zdementował informacje o pozbyciu się przez państwo udziałów lubińskiej spółki. - To nie wchodzi w grę. To jest nasze zobowiązanie jeszcze z kampanii wyborczej. Lista, którą przedstawił minister Grad, nie jest nawet propozycją, ile katalogiem spółek, które mogą być prywatyzowane.
Potwierdza to Paweł Graś, rzecznik rządu: - O prywatyzowanych spółkach będzie dopiero można mówić, gdy rząd podejmie taką decyzję. Rzeczywiście, o tym, że KGHM nie będzie prywatyzowany, mówiliśmy jeszcze w kampanii wyborczej. Można więc przyjąć, że tak się nie stanie.
Zastrzega jednak, że ostateczną decyzję podejmie we wtorek rząd. Dlaczego więc minister skarbu przedstawił taką listę? Graś powtarza za Schetyną: - Minister Grad przedstawił jedynie listę możliwości.
I dodaje: - Przy podejmowaniu decyzji liczą się nie tylko względy ekonomiczne, ale też społeczne.
KGHM leży w okręgu wyborczym, z którego startował Grzegorz Schetyna. Dwa lata temu dostał on tam ponad 54 tys. głosów. Graś zaprzecza jednak, że rząd zdecydował się odpuścić prywatyzację KGHM ze względu na koszty polityczne: - Podjęliśmy szereg niepopularnych, ale koniecznych decyzji i nie jest tak, że kierujemy się słupkami poparcia i sondażami. Najlepiej świadczy o tym lista innych, też państwowych spółek. Będziemy jednak robić wszystko, aby uchronić Polaków przed podwyżkami podatków.
Związkowcy uważają deklarację Grzegorza Schetyny za "pozytywny sygnał", ale są nieufni. - Dwa lata temu Donald Tusk też zapowiadał, że prywatyzacji nie będzie, a w środę co innego powiedział minister skarbu. Cieszę się z deklaracji wicepremiera, ale chciałbym to zobaczyć na piśmie. Nie odwołamy pogotowia strajkowego, dopóki rząd nie cofnie decyzji o prywatyzacji spółki - mówi Czyczerski.
Najnowsze wiadomości
-
Szukamy domu dla odważnych dzieciaków z Brave Kids
-
Dziś na Akademii Medycznej Majówka Młodej Fizjoterapii
-
Przez chwilę było gorąco - niewielki pożar na PKP ugaszony
-
W niedzielę w Parku Tołpy festyn z okazji Dnia Matki
-
Na Uniwersytecie Przyrodniczym wykład prof. Miodka
-
Sprawdź, gdzie nie będzie dziś wody we Wrocławiu
-
Policyjna doba w liczbach. Ponad 40 pijanych kierowców
- 71 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Prywatyzacja KGHM odwołana
czarny.focus
23.07.09, 20:32
No zastanawiajace kto w polsce rzadzi, rozumiem ze to sa ciezkie decyzjeale... Margaret Thatcher jakos nie negocjowala z gornikami w Durham :)»
-
Sklepowe z blaszaków
elsby
24.07.09, 08:35
to nie orangutany z łańcuchami.Schetynie wystąpił łańcuszek nerwowych żył na czole.»
-
Schetyna ty cieniasie!
ojca
24.07.09, 09:17
pff szkoda słów»
Najczęściej czytane24 htydzień




